Burza wokół nowego przedmiotu. "Zdecydował strach przed edukacją seksualną i wyborcami"
- Jeżeli edukacja zdrowotna będzie nieobowiązkowa, to w ogóle możemy sobie darować wprowadzanie nowego przedmiotu - komentuje w rozmowie z RadioZET.pl dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży. Nauczyciele nie mają wątpliwości, że nagła zmiana frontu u rządzących spowodowana jest majowymi wyborami prezydenckimi.
- - To jest najlepiej od lat przygotowana podstawa programowa. Ale nie mogę pozwolić na to, żeby radykałowie zakłócali lekcję, a do tego to zmierzało. Szkoła potrzebuje spokoju - ogłosiła na konferencji prasowej Barbara Nowacka, szefowa MEN, i tym samym potwierdziła, że edukacja zdrowotna w 2025 roku będzie jednak nieobowiązkowa.
- - Zmarnujemy potencjał tego przedmiotu - uważa dr Aleksandra Lewandowska, psychiatra dziecięca i współtwórczyni programu edukacji zdrowotnej.
- Zdaniem nauczycieli o zmianie decyzji MEN przesądził strach przed wyborcami w związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.
Zaczęło się od słów wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, który 12 stycznia poinformował, że edukacja zdrowotna będzie nieobowiązkowym przedmiotem, a o udziale w niej dziecka będą decydować rodzice. I chociaż chwilę później Barbara Nowacka, szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, zasugerowała, że to nie wicepremier jest decydentem w tej sprawie (napisała na platformie X, że „chyba ktoś pomylił MEN z MON”), w dyskusję włączył się premier Donald Tusk.
Zapytany o edukację zdrowotną 14 stycznia przyznał, że jest zwolennikiem dobrowolności w tym względzie i „tam, gdzie rodzice nie będą zainteresowani, to dzieci nie będą musiały uczestniczyć w tych spotkaniach”. Na reakcję szefowej MEN nie trzeba było długo czekać. W czwartek, 16 stycznia, Nowacka wycofała się ze swoich zapewnień z ostatnich miesięcy o obowiązkowej edukacji zdrowotnej i zapowiedziała jej fakultatywność, przynajmniej w 2025 roku. Tym samym przesądziła o losie nowego przedmiotu. - Szkoła potrzebuje spokoju i moim zadaniem jest zadbanie o to. A także to, by nauczyciele prowadzili zajęcia w warunkach komfortowych i spokojnych, żeby nowy przedmiot był dobrze rozumiany przez całe społeczeństwo - argumentowała w czasie czwartkowej konferencji prasowej.
Edukacja zdrowotna nieobowiązkowa? Zmarnujemy jej potencjał
- Jeżeli edukacja zdrowotna będzie nieobowiązkowa, to w ogóle możemy sobie darować wprowadzanie nowego przedmiotu. Zmarnujemy jego potencjał. Wiemy, jakie jest podejście dzieci i młodzieży do szkoły i frekwencja na przedmiotach fakultatywnych. Po drugie gdy mówimy o profilaktyce uniwersalnej, a edukacja zdrowotna się w to wpisuje, to ważne jest, by cała populacja była objęta tymi działaniami – komentuje w rozmowie z RadioZET.pl dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, członkini międzyresortowego zespołu, który opracowywał założenia i podstawy programowe edukacji zdrowotnej. To zespół rekomendował też obligatoryjność edukacji zdrowotnej.
Dr Lewandowska nie ukrywa rozczarowania głosami rządzących. - Bezwzględnie, w 100 proc. absolutnie całą sobą wciąż podpisuję się pod tym, by edukacja zdrowotna była przedmiotem obligatoryjnym – podkreśla. Także prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej „z dużym niepokojem" przyjęło wypowiedzi polityków i w oficjalnym stanowisku podkreśliło, że wprowadzenie w szkołach kształcenia z zakresu zdrowia, dobrostanu psychicznego i budowania samoświadomości w aspektach medycznych od lat stanowiło postulat samorządu lekarzy i lekarzy dentystów.
„Kwestie dotyczące funkcjonowania ochrony zdrowia w Polsce – tłumaczone od najmłodszych lat – przełożą się na fundamenty gospodarczo-ekonomiczne naszego kraju, pozwalając na budowanie dalekosiężnej strategii prozdrowotnej, która nie będzie tylko pustym hasłem. Dostęp do takiej bazy wiedzy stanowić będzie mocny punkt w kreowaniu prawidłowo działających programów zdrowotnych przeciwdziałających problemom m.in. otyłości, cukrzycy czy depresji” – uważają lekarze i zaznaczają: „Rola i znaczenie tego przedmiotu są wartościami nie do przecenienia w budowaniu zdrowego i silnego społeczeństwa obywatelskiego w naszym kraju. Nauczanie dzieci tego, jak należy zadbać o długie i zdrowe życie, powinno być priorytetem wszystkich sprawujących władzę.”
„W dobie skrajnej dezinformacji w obszarze medycyny konieczne jest tworzenie narzędzi do walki z tym zjawiskiem” – podaje kolejny argument Porozumienie Rezydentów w swoim stanowisku. „Wszelka forma profilaktyki jest korzystniejsza niż leczenie późniejszych chorób i powikłań” – czytamy dalej. Zmianę kursu i wycofanie się władz z wprowadzenia obowiązkowej edukacji zdrowotnej Porozumienie Rezydentów odbiera jako „poddanie się naporowi środowisk nienaukowych.”
Edukacja zdrowotna jak WDŻ
Magdalena, nauczycielka biologii i wychowania do życia w rodzinie, również nie ukrywa, że wolałaby, by edukacja zdrowotna była obowiązkowa. - Gdy zdrowie psychiczne dzieci podupada, gdy mamy fascynację – zwłaszcza w liceum - substancjami psychoaktywnymi, anabolikami, ten przedmiot jest tym bardziej ważny. Te tematy porusza się na biologii, ale pobieżnie, nie ma czasu, żeby się nad nimi dłużej pochylić. Potem mamy społeczeństwo z problemami – mówi nauczycielka.
Po czwartkowej zapowiedzi MEN przewiduje, że w podstawówkach część rodziców jeszcze pośle na takie zajęcia dzieci. Natomiast w szkołach ponadpodstawowych nikt nie będzie na nie chodził, bo albo młodzież będzie zniechęcona po podstawówce, albo stwierdzi, że wszystko już wie, bo ma internet. - W ten sposób nowy przedmiot podzieli los nieobowiązkowego wychowania do życia w rodzinie – mówi Magdalena i na dowód podaje przykład ze swojej szkoły: ze wszystkich klas na WDŻ przyszło sześcioro uczniów, z czego regularnie pojawia się trójka.
Ale nauczyciele i w tym temacie nie mówią jednym głosem i gdy MEN ogłosiło prace nad nowym przedmiotem i początkowo podało, że będzie on obowiązkowy, szkolnej kadrze nie brakowało argumentów przeciw. - Nie wiem, czy czuję się na siłach, by stanąć przed klasą i wyjaśniać wszystkie ujęte w programie zagadnienia dotyczące m.in. edukacji seksualnej czy tożsamości płciowej – mówiła w rozmowie z RadioZET.pl Małgorzata, nauczycielka WDŻ i muzyki w szkole podstawowej.
Nauczyciele tłumaczyli, że znów dano im zbyt mało czasu na przygotowanie się do prowadzenia nowego przedmiotu, a w tym wypadku ma to duże znaczenie. Co prawda niektóre uczelnie już oferują studia podyplomowe z tej dziedziny, ale wciąż nie jest zatwierdzona podstawa programowa. Trudno więc decydować się na taki kurs. Kolejni uważali, że nowy obowiązkowy przedmiot jeszcze bardziej obciąży i tak przemęczonych uczniów i ich przeładowany plan lekcji.
- Wiem, że niektórzy spędzają nawet 40 godzin tygodniowo w szkole, są przeciążeni. Ale jeśli dziecko będzie szukało pewnych informacji w internecie i trafi na te niewłaściwe, to będzie gorzej – przekonuje Magdalena. Jak wynika z jej doświadczenia, wielu uczniów nie spędzi zaoszczędzonego czasu wolnego z rodzicami i nie poświęci go na rozmowę z nimi na temat np. edukacji seksualnej. - W wielu domach wciąż mamy do czynienia z zasłoną milczenia o tym – obserwuje.
Nauczyciele ze swoimi propozycjami
Z różnych grup edukacyjnych zaczęły płynąć propozycje, by przedmiot wprowadzić później. Takie rozwiązanie w uwagach do podstawy programowej edukacji zdrowotnej zgłosiła też Monika Horna-Cieślak, Rzeczniczka Praw Dziecka, która zaproponowała, by wprowadzić nowy przedmiot do szkół od roku szkolnego 2026/2027. Wtedy ma wejść w życie również kompleksowa reforma podstawy programowej.
„Pozwoli to dopasować wymiar godzin tego przedmiotu do nowych podstaw programowych, a przy okazji do nowych ramowych planów nauczania i tym samym zapewnić uczniom komfortowe warunki uczenia się, które będą gwarantowały im dostosowany do ich możliwości psychofizycznych i racjonalny tygodniowy wymiar godzin poszczególnych zajęć edukacyjnych. Przesunięcie o rok wprowadzenia edukacji zdrowotnej pozwoli także lepiej przygotować nauczycieli do nauczania tego przedmiotu” – przekonywała Horna-Cieślak.
Na takie rozwiązanie, a konkretnie na przygotowanie nowej podstawy i wprowadzenie jej od września 2026, zagłosowało także najwięcej nauczycieli – 30 proc. - w sondzie „Głosu Nauczycielskiego”. 29 proc. głosujących poparło wprowadzenie edukacji zdrowotnej od września 2025 jako przedmiot nieobowiązkowy. Zdaniem niektórych nauczycieli nawet jeśli - zgodnie z zapowiedziami Nowackiej - fakultatywność ma być tylko przez pierwszy rok, a potem po ewaluacji i ocenie tego, jak przedmiot został przyjęty przez uczniów i rodziców, na edukację zdrowotną być może będą chodzili obowiązkowo wszyscy, to jest to tylko pozorne rozwiązanie.
- Jeśli od września 2025 przedmiot nie wejdzie jako obowiązkowy, to już potem to się nie zmieni, bo przy następnych wyborach ludzie stwierdziliby, że oszukano społeczeństwo. Trochę tak jak było z gimnazjami. Wiemy, że źle zrobiono, likwidując je, ale to już nie wróci – porównuje Magdalena i tym samym dotyka głównego powodu zmiany frontu w szeregach władzy.
Wybory prezydenckie a edukacja zdrowotna
W maju będą wybory prezydenckie. - Strach przed edukacją seksualną i wyborcami robi swoje – stwierdza krótko Magdalena. Na hasło edukacja seksualna wciąż niektóre środowiska, zwłaszcza ultrakatolickie, reagują wręcz panicznie, na co zwróciła uwagę sama Nowacka. - Żyjemy w takich czasach, że każdy się czuje uprawomocniony do mówienia o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Słuchałam z przerażeniem wystąpień licznych polityków prawicy i wiem, że nie przeczytali ani zdania podstawy programowej. Posługiwali się fake newsami – zaznaczyła szefowa MEN w czasie konferencji.
Do tego na pewno nie pomogło podzielone środowisko nauczycieli. Emocji jak na rok wyborczy więc nie brakuje. - Nie potrzebujemy wojny o zdrowie dzieci, potrzebujemy zadbać o zdrowie dzieci i młodzieży. Szkoła zasługuje na spokój i bezpieczeństwo - argumentowała szefowa MEN, podkreślając, że wszystko jest teraz polityczne, ale kampania wyborcza jest tu dla niej wtórna. Podejmując decyzję, kierowała się przede wszystkim dbaniem o pokój społeczny.
Jednocześnie Nowacka zapowiedziała, że przez najbliższy rok będzie przekonywała rodziców, by wysyłali dzieci na nowe zajęcia. - To jest najlepiej od lat przygotowana podstawa programowa przez ekspertów i praktyków. Ale nie mogę pozwolić na to, żeby radykałowie zakłócali lekcję, a do tego to zmierzało – dodała.
- Wciąż jesteśmy za tym, by był to przedmiot obowiązkowy, natomiast znam uwarunkowania polityczne. Edukacja zdrowotna stała się tematem politycznym, to nie jest nic nowego – podsumowuje cała dyskusję w rozmowie z RadioZET.pl prof. Zbigniew Izdebski, pedagog i seksuolog, przewodniczący międzyresortowego zespołu przy MEN, który opracował założenia edukacji zdrowotnej. - I tak się cieszę, że udało się tak dużo na ten temat mówić i zrobić, jest to już pewien krok do przodu – dodaje ekspert.
Przypomnijmy, że edukacja zdrowotna według pierwszych zapowiedzi MEN miała być wprowadzona do szkół od roku szkolnego 2025/2026 jako przedmiot obowiązkowy w miejsce wychowania do życia w rodzinie (WDŻ).
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET