Nowy przedmiot w szkole. Prof. Izdebski komentuje zamieszanie wokół projektu podstawy programowej
- Mimo niedogodności, które zgłaszają nauczyciele, uważam, że trzeba jak najszybciej przekazać uczniom chociaż pewien zasób wiedzy. Jeśli będzie to jakimś czynnikiem ochronnym, profilaktycznym, to już będzie z tego korzyść - o wprowadzaniu edukacji zdrowotnej do szkół w rozmowie z RadioZET.pl opowiada prof. Zbigniew Izdebski, pedagog i seksuolog.
Aleksandra Pucułek: - MEN opublikowało projekt podstawy programowej edukacji zdrowotnej. Jest pan przewodniczącym zespołu, który przygotowywał założenia nowego przedmiotu. Jest pan zadowolony z kształtu z projektu podstawy?
prof. dr. hab. Zbigniew Izdebski: - Jestem zadowolony. Ta podstawa programowa jest efektem pracy międzyresortowego zespołu złożonego ze specjalistów z różnych dziedzin wyznaczonych przez ministerstwo edukacji, zdrowia i sportu. Przez pięć miesięcy w ramach zespołu dyskutowaliśmy nad kształtem przedmiotu. Staraliśmy się z pewnymi treściami nie przesadzić, inne uwzględnić. To co według nas było możliwe, w ramach pewnych kompromisów, w przedmiocie zostało ujęte.
Czego dotyczyły te kompromisy? O jakie treści konkretnie chodzi?
- Program zawiera takie zagadnienia jak: aktywność fizyczna, zdrowie psychiczne, seksualne, dojrzewanie, uzależnienia, czy internet. Niektórzy chcieli np. więcej czasu poświęcić na treści z obszaru zdrowia fizycznego, ale musieliśmy uwzględnić to, że o aktywności fizycznej nauczyciele mówią także w ramach zajęć z wychowania fizycznego. Na innych przedmiotach brakuje z kolei treści dotyczących zdrowia psychicznego, więc staraliśmy się, by edukacja zdrowotna poszerzała wiedzę w tym zakresie. Układając ramy przedmiotu, patrzyliśmy na to, by proporcjonalnie wszystko nam się rozkładało, pamiętając jednocześnie o tym, że przedmiot będzie zarówno w szkołach podstawowych, jak i w ponadpodstawowych.
Edukacja zdrowotna ma być prowadzona w klasach 4-8 po godzinie tygodniowo (w klasie ósmej nie dłużej niż do końca stycznia ze względu na egzamin ósmoklasisty). W szkołach ponadpodstawowych uczniowie mają mieć przedmiot przez dwa lata po godzinie.
- Tak, w związku z tym musieliśmy się starać, by treści się nie powtarzały. Jeżeli będą się powtarzały, to na zasadzie rozszerzenia wiedzy zdobytej już wcześniej.
Przedmiot wejdzie do szkół już od września 2025. Nie za szybko? Nauczyciele mają wątpliwości co do tempa wprowadzania zmian.
- 40 lat zajmuję się problematyką dotyczącą zdrowia psychicznego i seksualnego dzieci i młodzieży. Przez wiele lat w czasie rządów różnych ugrupowań wnioskowaliśmy do ministerstwa zdrowia czy edukacji o wprowadzenie takiego przedmiotu. Wszyscy zgadzali się z nami, podkreślali, że edukacja zdrowotna jest ważna, ale jak przyszło co do czego, to nikt nie chciał jej wprowadzić.
Było wychowanie do życia w rodzinie, które zostanie zresztą zastąpione przez edukację zdrowotną.
- Wychowanie do życia w rodzinie było przedmiotem wprowadzonym w wyniku ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. W ramach tej ustawy resort edukacji został zobowiązany do przekazywania wiedzy o seksualności człowieka, stąd powstało WDŻ, które jako przedmiot fakultatywny cieszyło się zresztą coraz mniejszym zainteresowaniem.
Edukacja zdrowotna przedstawia szerszy kontekst. Mówimy tu nie tylko o seksualności człowieka, ale w ogóle o zdrowiu w różnych fazach życia. To jest sytuacja w moim odczuciu przełomowa. Mam na uwadze wątpliwości nauczycieli, ale jestem przekonany, że ze względu na otwartość resortu edukacji, zdrowia i sportu należy tę szansę jak najszybciej wykorzystać.
Rozmawiałam z nauczycielką, która przyznała, że mimo uprawnień do uczenia WDŻ nie czuje się kompetentna do prowadzenia edukacji zdrowotnej. Doszkolić się nie zdąży, bo nawet jeśli uczelnie proponują już studia podyplomowe z edukacji zdrowotnej, to tak naprawdę nie znają jeszcze ostatecznej podstawy programowej. Stąd wątpliwości, czy nie wylewamy dziecka z kąpielą, bo żeby uczniowie naprawdę skorzystali z tego przedmiotu, musi on być profesjonalnie i atrakcyjnie poprowadzony. Inaczej będzie to kolejny przedmiot, który trzeba zaliczyć i przejść dalej.
- Od wielu lat pracuję w obszarze poradnictwa młodzieżowego i rodzinnego. Spotykam się tam z problemami dotyczącymi lęków, depresji, złego samopoczucia, uzależnienia od internetu, osłabienia relacji rówieśniczych czy rodzinnych. Gdy patrzę na to, z czym młodzież zgłasza się do poradni, to mimo tych niedogodności, które zgłaszają nauczyciele, uważam, że trzeba jak najszybciej przekazać uczniom chociaż pewien zasób wiedzy. Jeśli będzie to jakimś czynnikiem ochronnym, profilaktycznym, to już będzie z tego korzyść. Jednocześnie cały czas musimy być zaangażowani w to, by dobrze przygotować kadry do nauki tego przedmiotu, a także przekonać rodziców do wartości edukacji zdrowotnej.
To może być trudne, zwłaszcza, że państwa zespół rekomendował, by edukacja zdrowotna była obowiązkowa, na co przystało MEN. Rodzice czują się pominięci.
- Tak samo jak przekazujemy wiedzę z zakresu języka polskiego, matematyki, czy geografii, tak samo chcielibyśmy, żeby była potraktowana edukacja zdrowotna, stąd nasze rekomendacje. W ramach edukacji zdrowotnej również będzie przekazywana pewna wiedza.
Rodzice często nie są łatwym partnerem do rozmów o swoich dzieciach, ale oni także muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile sami uczestniczą w procesie edukacji syna czy córki w obszarach, o których w ramach tego przedmiotu chcemy mówić.
Niektórzy z rodziców i nauczycieli twierdzą, że tak jak HiT był flagowym przedmiotem forsującym określony światopogląd poprzedniego ministerstwa, tak teraz taką rolę będzie pełniła edukacja zdrowotna.
- Absolutnie się z tym nie zgadzam. Edukacja zdrowotna ma wzmocnić dzieci i młodzież w lepszym rozumieniu siebie i przyczynić się do lepszego traktowania swojego zdrowia. Uczniowie dowiedzą się, jak dbać o zdrowie w różnych wymiarach: fizycznym, psychicznym i seksualnym.
Spodziewał się pan takich głosów oporu, czy raczej nie jest pan zaskoczony?
- Cała dyskusja wokół tego przedmiotu sprowadza się do dwóch rzeczy. Jedni mówią, że bardzo dobrze, że ten przedmiot powstaje. Jednocześnie mamy dosyć mocne sygnały ze środowisk typu Ordo Iuris wskazujące na to, że przedmiot jest niepotrzebny i lepiej zostawić WDŻ, którego wprowadzenie lata temu też wywoływało wiele emocji. Nie myślałem, że doczekam chwili, w której stowarzyszenia ultrakatolickie będą protestowały przeciwko wprowadzeniu edukacji zdrowotnej i jednocześnie będą optowały za pozostawieniem wychowania do życia w rodzinie. Nie spodziewałem się, że w Polsce powstanie ruch dotyczący obrony WDŻ.
Wybierają po prostu ich zdaniem mniejsze zło. W dodatku nieobowiązkowe, bo WDŻ, tak jak wspomnieliśmy, jest przedmiotem fakultatywny.
- Tak. Liczyłem się z protestami, bo jestem nie tylko badaczem, osobą, która wiele lat pracuje z pacjentami, ale też jestem bacznym obserwatorem życia społecznego i politycznego. To, co dotyczy szkoły, zawsze wywołuje różne emocje. Nieraz słuszne, chociaż w tym przypadku nie podzielam tego niepokoju.
Hasło edukacja zdrowotna wydaje się neutralne.
- Ale przedmiot zawiera treści dotyczące seksualności człowieka, stąd tyle emocji. Chociaż przedmiot składa się z 10 modułów. Zdrowie seksualne jest jednym z wielu działów i nie jest dominującym modułem.
Dlaczego edukacja seksualna wciąż tak porusza?
- Dlatego że pewne środowiska poruszając temat edukacji seksualnej, mówią tylko o seksualizacji. Mają swoje wyobrażenia na ten temat, a przede wszystkim nie mają wiedzy na temat zdrowia seksualnego.
Nie mieli edukacji zdrowotnej w szkole.
- Tak i to pokutuje. Jest to pokolenie, które nie miało edukacji zdrowotnej, bo nie było jeszcze tego przedmiotu i nie miało dobrej edukacji seksualnej. Brak wiedzy albo wiedza sensacyjna lub kwestie światopoglądowe mają wpływ na takie reakcje.
Gdy zaczną się lekcje i rodzice nie tylko na papierze zobaczą ten przedmiot, to przekonają się do niego?
- Liczę, że jeszcze zanim ten przedmiot wejdzie do szkół, wspólnie z ministerstwem i mediami będziemy tłumaczyć rodzicom, społeczeństwu, czym ten przedmiot jest, jakie będzie zawierał treści. Gdy przedmiot już będzie w szkole, niech rodzice zainteresują się szczegółami i monitorują, co się dzieje na edukacji zdrowotnej. Sytuacje, w których będzie coś nie po ich myśli, mogą sygnalizować.
prof. dr. hab. Zbigniew Izdebski - pedagog i seksuolog, specjalista w zakresie zdrowia publicznego, kierownik Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, Koordynator Wydziału Medycznego UW oraz kierownik Katedry Humanizacji Medycyny i Seksuologii Instytutu Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego, przewodniczący międzyresortowego zespołu przy MEN, który opracował założenia edukacji zdrowotnej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET