`

Kilka przedmiotów zniknie ze szkół, w zamian powstanie jeden? Nauczyciele protestują

4 min. czytania
10.01.2025 10:01
Obserwuj nas na Google

Nauczyciele biologii i geografii zbierają podpisy pod petycją do MEN, w której sprzeciwiają się wprowadzeniu w podstawówkach przyrody. Miałaby ona zastąpić m.in. ich przedmioty. MEN zmiany chce wprowadzić od 2026 roku. "Połączenie biologii i geografii, a może i chemii z fizyką, może skutkować powierzchownym potraktowaniem istotnych treści i zmniejszeniem zaangażowania uczniów w nauki przyrodnicze” - uważają autorzy petycji.

Szkoła
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER
  • Nauczyciele biologii i geografii zbierają podpisy pod petycją do MEN, w której sprzeciwiają się łączeniu przedmiotów przyrodniczych w jedno i utworzenie w podstawówkach przyrody.
  • Obawiają się, że pogorszy to poziom wiedzy polskich uczniów i wprowadzi niepotrzebny chaos. Zmianę oceniają jako kosmetyczną, ale kosztowną. 
  • W zamian postulują utrzymanie obecnego podziału, a wręcz zwiększenie liczby godzin biologii i geografii w klasach piątych i szóstych do dwóch tygodniowo.

„Wyrażamy głębokie zaniepokojenie potencjalnymi konsekwencjami tej reformy, które mogą negatywnie wpłynąć na jakość edukacji w Polsce w zakresie nauk przyrodniczych” – piszą na początku petycji do MEN nauczyciele. Jak zaznaczają, obawiają się przede wszystkim pogorszenia poziomu wiedzy polskich uczniów, którzy według międzynarodowych badań PISA są jednymi z najlepszych wśród krajów Unii Europejskiej (5. miejsce według badań z 2022 roku).

Zdaniem autorów petycji nasz model edukacji, jeśli chodzi o biologię i geografię, sprawdza się więc. „Ponowne połączenie biologii i geografii, a może i chemii z fizyką, doprowadzi do rozproszenia treści po wprowadzeniu wspólnego przedmiotu, a co za tym idzie pogorszenia poziomu wiedzy uczniów” – nie mają wątpliwości nauczyciele.

Kosmetyczna, ale kosztowna zmiana w edukacji

Według nich połączenie czterech kluczowych przedmiotów w jeden ogólny może też skutkować „powierzchownym potraktowaniem istotnych treści i zmniejszeniem zaangażowania uczniów w nauki przyrodnicze”. Warto tu przypomnieć, że przed reformą minister Anny Zalewskiej likwidującej gimnazja w podstawówce uczniowie mieli przyrodę. Jednak, jak tłumaczą nauczyciele, uczeń idąc do gimnazjum, porządkował wiedzę na osobnych przedmiotach, dlatego wówczas takie rozwiązanie się sprawdzało. Teraz jeśli uczniowie dostaną cztery nowe przedmioty dopiero w w szkołach ponadpodstawowych, będzie to niemożliwe, biorąc pod uwagę chociażby przeładowane podstawy programowe.

„Wprowadzenie przedmiotów przyrodniczych na poziomie wyłącznie klas 4-6 będzie kosztowną, kosmetyczną zmianą” – argumentują dalej nauczyciele. Jak wyjaśniają, przyroda nadal będzie obejmować treści z biologii i geografii, ale trzeba będzie opracować nowe podstawy programowe, podręczniki, stworzyć pracownie itd. Te koszty przy ciągłym niedofinansowaniu oświaty są więc ich zdaniem niepotrzebne. „W świecie, gdzie wiedza dostępna jest w przestrzeni Internetu, widzimy jej ogrom, a jednocześnie potrzebujemy jej uporządkowania. Wyłącznie nauczanie w przedmiotach daje szansę na jej uporządkowanie” – czytamy w petycji.

Redakcja poleca

Kolejnym argumentem przeciwko utworzeniu przyrody jest brak przygotowania nauczycieli do realizacji takiego programu. „Specjalizacja nauczycieli jest jednym z fundamentów jakości kształcenia. Wprowadzenie przedmiotów przyrodniczych może wymusić na nich prowadzenie zajęć z obszarów, w których nie są ekspertami, co odbije się na poziomie nauczania” – stwierdzają nauczyciele i przypominają, że w Polsce nie kształci się już nauczycieli przyrody i nie da się tego zrobić w ciągu roku, czy dwóch lat.

„Żeby w podstawówce prosto wytłumaczyć dzieciom skomplikowane treści, nauczyciel musi być znawcą swojego przedmiotu, w przeciwnym wypadku nauczanie może przynieść więcej szkody niż pożytku” – piszą dalej nauczyciele. Podkreślają, że trzeba tu też spojrzeć na predyspozycje nauczycieli, co było szczególnie widoczne przed reformą Zalewskiej. „Geografowie uczyli często przyrody z naciskiem na treści z geografii, biolodzy z biologii, bo każdy z pasją omawiał zgłębione przez siebie treści” – przypominają w petycji.

Reforma w szkołach od 2026 roku

W zmian postulują utrzymanie obecnego podziału, a wręcz zwiększenie liczby godzin biologii i geografii w klasach 5-6 do dwóch tygodniowo, by poprawić jakość kształcenia. „Obecna 1 godzina tygodniowo nie wystarcza na planowanie pracy projektowej, zajęć terenowych czy doświadczeń lub obserwacji” – argumentują.

Przypomnijmy, że MEN planuje powrót przyrody do szkoły podstawowej od 2026 roku. Resort edukacji nie podaje na razie jednak, czy oznaczałoby to połączenie biologii, geografii, chemii i fizyki w jedno, czy tylko niektórych tych przedmiotów. Głównym argumentem, jaki podnosi przy dyskusji o tej zmianie, jest problem ze znalezieniem kadry do różnych przedmiotów przyrodniczych, przede wszystkim w wiejskich szkołach.

Reforma ma być też odpowiedzią na postulaty m.in. Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych, które od dawna wskazuje na potrzebę większej integracji w nauczaniu przyrody. Także Gabriel Wołosewicz, Nauczyciel Roku 2024 zmianę proponowaną przez MEN uważa za dobry kierunek. - To będzie wiązało się z kształtowaniem umiejętności biologiczno-chemicznych u dzieci, ale pod względem praktycznym. Przedmiot ten będzie interdyscyplinarny, będą nam nim możliwe np. projekty ekologiczne – mówił w rozmowie z RadioZET.pl.

Wśród autorów petycji sprzeciwiającej się zmianom są m.in. nauczyciele przedmiotów przyrodniczych, w tym geografii i biologii, zgromadzeni w grupie SUPERBIOLOG (liczącej ponad 6400 członków), członkowie grupy „Nauczyciele geografii” oraz rodzice uczniów.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET