Co wiemy po pierwszym miesiącu rządów Karola Nawrockiego? Sześć kluczowych wniosków
Trzy z nich nie będą zbyt przyjemne dla rządu. Dwa pokazują, że można się dogadać lub wyjść zwycięsko z konfrontacji z nowym prezydentem. A jeden nie za dobrze świadczy o Karolu Nawrockim i jego środowisku. Oto sześć wniosków po pierwszym miesiącu rządów głowy państwa.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie decyzje podejmował prezydent Nawrocki w pierwszym miesiącu kadencji.
- Którzy współpracownicy Nawrockiego wzbudzają kontrowersje.
- Co oznaczają relacje Nawrockiego z USA dla Polski.
Mimo wakacji to był bardzo intensywny miesiąc w polskiej polityce. Zarówno dla Karola Nawrockiego, jak i dla rządu. Nowy prezydent z dużą energią i animuszem rozpoczął urzędowanie. Spotykał się z mieszkańcami, składał projekty ustaw i wetował te przygotowane przez koalicję 15 października. Zaliczył też pierwsze wizyty zagraniczne, z których przywiózł konkretne zapewnienia od prezydenta Stanów Zjednoczonych.
W sobotę (6 września) mija pierwszy miesiąc pięcioletniej kadencji Karola Nawrockiego. Czego w tym czasie się dowiedzieliśmy? Co znaczą jego decyzje i gesty? Czego możemy oczekiwać w przyszłości? Oto sześć głównych wniosków.
Karol Nawrocki wetuje kluczowe projekty rządu
Prezydent Karol Nawrocki z pewnością wkrótce zyska miano tego, który zawetował najwięcej ustaw po 1989 roku. Zaledwie trzy tygodnie rządów wystarczyło mu, by odmówić podpisu pod siedmioma projektami przygotowanymi przez parlament. Wśród nich były m.in. ustawy dotyczące pomocy Ukraińcom, mrożenia cen energii (z "wrzutką" wiatrakową) czy złagodzenie przepisów tzw. lex Kamilek, która oprócz zalet zrodziła też sporo problemów w szkołach. Nawrocki podpisał 31 ustaw.
Dla porównania Andrzej Duda zawetował przez dwie kadencje tylko 19 ustaw, a 61 odesłał do Trybunału Konstytucyjnego. Trzeba jednak dodać, że sytuacja była inna, bo przez zdecydowaną większość urzędowania Dudy rządził PiS. Prezydent podpisywał więc ustawy na potęgę. W sumie 1850.
Karol Nawrocki będzie działał w zupełnie innych warunkach. Będzie starał się wkładać rządowi i Sejmowi kij w szprychy. W ciągu najbliższych dwóch lat należy spodziewać się więc kolejnych wet. Nawrocki będzie odmawiał podpisu nawet pod dobrymi ustawami. Wystarczy, że znajdzie się w nich jeden czy dwa elementy, które prezydentowi się nie spodobają. Wówczas należy spodziewać się weta i apelu do rządu i Sejmu o przygotowanie projektu, z którym kancelaria prezydenta będzie zgadzała się w 100 procentach. Ewentualnie przygotowania przepisów w pałacu.
Czy jest szansa, że ten trend się zmieni? Tak, ale tylko jedna. Nastawianie Nawrockiego może zmienić się pod koniec 2027 roku, jeśli Zjednoczona Prawica wygra wybory i stworzy rząd. W innym przypadku będziemy mieć weto za wetem. Rząd będzie starał się omijać je rozporządzeniami, ale to wcale może nie być takie proste.
Karol Nawrocki gra na wcześniejsze wybory?
Weta są jednym z elementów strategii, która ma doprowadzić do przedterminowych wyborów. Skoro rząd będzie miał trudności ze spełnianiem swoich obietnic, to jego notowania zaczną spadać. PiS będzie podkreślał, że Tusk sobie nie radzi.
Ale Karol Nawrocki ma jeszcze kilka możliwości. Jedną z najpoważniejszych, choć także niezwykle ryzykownych, będzie mógł wykorzystać już niedługo. Chodzi o przyszłoroczny budżet. Prezydent już kilka razy zdążył powiedzieć, że jest zaniepokojony stanem finansów publicznych. A w przyszłym roku deficyt znów będzie bardzo wysoki. Ma wynieść ponad 270 mld zł.
Wprawdzie prezydent nie może zawetować budżetu, ale może odesłać go do Trybunału Konstytucyjnego. Upolityczniony TK może uznać go za niezgodny z konstytucją, a Nawrocki wykorzystać jako pretekst do rozwiązania parlamentu. Ponieważ jednak rząd nie publikuje wyroków TK, może dojść do ogromnego chaosu prawnego. - Mało prawdopodobne, ale niektórzy z nas nie spodziewali się siedmiu wet w ciągu trzech tygodni. Wszystko jest więc możliwe – mówi jeden z posłów Koalicji Obywatelskiej.
Sposobem głowy państwa na doprowadzenie do przedterminowych wyborów będzie też brak zgody na podnoszenie podatków. Karol Nawrocki już zapowiedział weto podwyżki akcyzy na alkohol, mimo że pijemy na potęgę, a alkohol jest dość tani.
Zresztą do niepodnoszenia podatków prezydent zobowiązał się już w kampanii podczas spotkania ze Sławomirem Mentzenem. Nawrocki ma więc wytłumaczenie, a rząd problem. Bo przy ogromnych oczekiwaniach społecznych, jak utrzymanie 13. i 14. emerytury, 800 plus, podwyżek w budżetówce, zwiększenia nakładów na służbę zdrowia, przy jednoczesnym braku nowych dochodów, budżet będzie trzeszczał. Nawrocki jednak się tym nie przejmie. Powie, że to sprawa rządu i niech on się martwi.
Podejrzani współpracownicy w Pałacu Prezydenckim
Prezydent dobierał współpracowników jeszcze przed zaprzysiężeniem, ale ich powołanie nastąpiło 7 sierpnia. Kilka z nominacji wzbudziło duże kontrowersje. Wśród największych można wymienić umieszczenie Sławomira Cenckiewicza na stanowisku Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Cenckiewicz ma zarzuty za ujawnienie tajemnicy państwowej, stracił też poświadczenie bezpieczeństwa. Ta druga sprawa jest przedmiotem sądowego sporu, ale póki co Cenckiewicz nie ma dostępu do informacji tajnych.
Obok prezydenta Adam Andruszkiewicz i Sławomir Cenckiewicz
Kapelanem prezydenta został ks. Jarosław Wąsowicz związany ze środowiskami kibicowskimi. Co więcej w sieci można znaleźć jego zdjęcia z ludźmi półświatka, m.in. z Olgierdem L., ps. "Olo", podejrzanym o udział w zorganizowanej grupie przestępczej czy Grzegorzem H., ps. "Śledziu", który jest oskarżony o propagowanie nazizmu i wielokrotnie karanym.
W kancelarii prezydenta znaleźli się też: Adam Andruszkiewicz i Ryszard Mardziar. Ten pierwszy zasłynął aferą "kilometrówkową". Jako poseł pobrał z kancelarii Sejmu około 90 tys. zł na paliwo, mimo że nie miał ani auta, ani prawa jazdy. Z kolei Madziar do kancelarii prezydenta trafił niedawno z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Lublinie, w którym na przeczekanie umieścił go marszałek województwa lubelskiego Jarosław Sawiarski. Madziar został zastępcą szefa gabinetu prezydenta.
Dlaczego to kontrowersyjna nominacja? "Gazeta Wyborcza" niedawno ujawniła list prezesa banku Pekao do pracowników. Pisze w nim o fikcyjnym zatrudnieniu niektórych doradców za czasów PiS. Wśród nazwisk jest właśnie Madziar, człowiek byłego ministra aktywów państwowych Jacka Sasina.
Z audytu przeprowadzonego przez bank ma wynikać, że Madziar (i inni doradcy) pobierał kilkudziesięciotysięczną pensję i kilkusettysięczne roczne premie, do banku nie przychodził, ani de facto nie wykonywał żadnej pracy na jego rzecz. Teraz władze Pekao chcą od byłych doradców zwrotu pieniędzy.
Madziara na stanowisku zatrudniał ówczesny prezes banku Leszek Skiba. Dziś jest on społecznym doradcą prezydenta.Gdy pytamy o te kontrowersje polityków PiS, tylko wzruszają ramionami. - Prezydent ma prawo dobierać sobie współpracowników wedle uznania – mówi jeden z nich.
Karol Nawrocki zwołuje Radę Gabinetową. Więcej takich może nie być
Nawrocki chciał pokazać rządowi, że to on teraz będzie w większej mierze kreować politykę, recenzować ministrów, narzucać swoje rozwiązania. To też miał być jeden z elementów osłabiania rządu i dążenia do wcześniejszych wyborów. W tym celu pod koniec sierpnia prezydent zwołał Radę Gabinetową, czyli posiedzenie rządu pod przewodnictwem głowy państwa.
Ze starcia jednak wyszedł pokonany. Donald Tusk oznajmił mu, że rząd oczywiście przedstawi informację, ale Rada Gabinetowa nie jest ani rządem, ani substytutem parlamentu, ani tym bardziej klubem dyskusyjnym. Nawrocki został sprowadzony na ziemię.
Premier Donald Tusk i prezydent Karol Nawrocki
Przyznają to nawet politycy PiS. Jedni mówią nam wprost, że faktycznie Rada Gabinetowa była porażką prezydenta. Inni próbują przekonać, że starcie zakończyło się remisem. Ale nie o to chodziło Karolowi Nawrockiemu i jego otoczeniu. To może oznaczać, że ten format może na dłuższy czas pójść w zapomnienie. - Mimo tego Nawrocki w ciągu pierwszego miesiąca pokazał to, czego oczekiwaliśmy. Jest aktywny, jasno stawia sprawy, nie zgadza się z polityką rządu, przedstawia punkt widzenia naszego środowiska. Nie jest na pewno prezydentem żyrandolowym. I o to chodzi – mówi ważny polityk PiS.
Zwrot w polityce wobec UE i Ukrainy
Według "Gazety Wyborczej" Karol Nawrocki tuż po wprowadzeniu się do Pałacu Prezydenckiego usunął ze swojego gabinetu flagę Unii Europejskiej. Nie było jej też na Radzie Gabinetowej. I choć podczas niektórych wystąpień, uroczystości czy konferencji flaga UE się pojawi, to gest prezydenta pokazuje pewien kierunek. Antyunijny kierunek. Taki zresztą od długiego czasu prezentuje PiS. Partia Kaczyńskiego ma za złe Unii, że ta "wtrąca się w nasze wewnętrzne sprawy", nie akceptowała niektórych reform, nakładała kary za niewywiązywanie się ze zobowiązań, jak choćby w przypadku kopalni Turów.
Co ciekawe taki sam gest wykonał ponad dziewięć lat temu Przemysław Czarnek, niedoszły szef kancelarii prezydenta. W lutym 2016 roku, niedługo po objęciu stanowiska wojewody lubelskiego, także usunął unijną flagę z gabinetu. Jak tłumaczył, był to protest przeciwkozachowaniu Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, które mówiły obraku praworządności w Polsce. Według Czarnka Unia ma większy problem. - Kwestia uchodźców może zakończyć działalność Unii Europejskiej, a już na pewno strefy Schengen - mówił w lutym 2016 roku ówczesny wojewoda. Po dziewięciu latach nic takiego się nie wydarzyło.
Nawrocki oprócz antyunijnego obrał też antyukraiński kurs. Gdy uzasadniał weto do ustawy pomocowej, mówił, że nie może być tak, iż ktoś nie pracuje i pobiera świadczenia oraz ma pierwszeństwo u lekarza. To jednak nieprawda. Takimi antyukraińskimi wypowiedziami Nawrocki będzie jednak próbował zjednać sobie sympatię Konfederacji.
Dobre relacje Nawrockiego z USA
Na plus prezydentowi można zaliczyć jego pierwszą zagraniczną wizytę. Podczas spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem uzgodnił, że amerykańscy żołnierze będą stacjonowali nadal w Polsce. Dostaliśmy też zaproszenie na przyszłoroczny szczyt G20, który odbędzie się w Miami. To z pewnością prestiżowe wyróżnienie, choć nie zapadają tam żadne formalne decyzje. Nawrockiemu było oczywiście łatwiej, bo wywodzi się ze środowiska, które niemal ubóstwia Donalda Trumpa. Trzeba pamiętać jednak, że Trump często zmienia zdanie i nie zawsze realizuje swoje deklaracje. Konieczne będzie więc pilnowanie realizacji obietnic, jakie złożył polskiemu prezydentowi.
Niemniej nawet politycy rządu chwalą Karola Nawrockiego za to, co udało mu się osiągnąć w Stanach. Mimo wielu tarć na linii kancelaria prezydenta – Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest nadzieja na to, że przynajmniej w sprawach bezpieczeństwa, sojuszu z USA, czy wojny w Ukrainie rząd i prezydent będą mówili jednym głosem.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET