Hołownia wejdzie do rządu? „Mamy rok do wyborów. Tuskowi by to nie służyło”
Spekulacje ws. powrotu Szymona Hołowni do wielkiej polityki nie ustają. Mówi się, że były marszałek Sejmu mógłby wejść do rządu, pojawiają się nawet konkretne stanowiska, które miałby objąć. Jakie są na to szanse? Jak przekonuje w rozmowie z RadioZET.pl dr hab. Bartłomiej Biskup, raczej niewielkie. Zdaniem politologa z UW na takim ruchu niespecjalnie skorzystałby ani sam Hołownia, ani premier Donald Tusk, ani koalicja rządząca.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego powrót Szymona Hołowni do rządu jest mało prawdopodobny.
- Co stanowiłoby problem dla Donalda Tuska przy wejściu b. marszałka Sejmu do rządu.
- Czy Hołownia mógłby dać nowy impuls koalicji rządzącej.
Szymon Hołownia – choć od dawna nie jest już na piedestale polskiej polityki – nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Mimo utraty stanowiska marszałka Sejmu (dziś jest wicemarszałkiem) i odejścia z funkcji przewodniczącego Polski 2050 – a także nieudanego finału rekrutacji na stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców – 50-letni polityk wciąż ma ogromne ambicje. Mało tego, co jakiś czas można usłyszeć (i przeczytać) doniesienia o jego rzekomym powrocie do rządu, wraz z wyliczanką ról, jakie miałby odgrywać w gabinecie Donalda Tuska.
Premier zapowiedział wprawdzie, iż w sierpniu nie planuje rekonstrukcji rady ministrów. Jako, że do końca tego miesiąca pozostał niewiele ponad tydzień, można z dużą dozą pewności założyć, że faktycznie – poza odejściem Macieja Berka, ministra ds. wdrażania polityki rządu, zwanego „prawą ręką Tuska” – w sierpniu nic się nie zmieni. Ale co z wrześniem bądź październikiem? Tu sprawa jest otwarta. Spekulacje odnośnie Hołowni obejmują różne funkcje – wicepremiera, ministra kultury czy ministra funduszy i polityki regionalnej. Ostatnią z nich pełni obecnie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która przejęła po byłym marszałku (a teraz wicemarszałku) przywództwo w partii.
Hołownia wejdzie do rządu? Ekspert: to byłby problem dla Tuska
Czy jednak faktycznie powrót Hołowni do politycznej ekstraklasy jest w najbliższym czasie możliwy? - Jest bardzo mało prawdopodobne, żeby tak się stało. Przede wszystkim z uwagi na zmiany w Polsce 2050, przecież dopiero kilka miesięcy temu wybrano nową przewodniczącą. Taki ruch byłyby bez sensu – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr hab. Bartłomiej Biskup z Katedry Socjologii Polityki i Marketingu Politycznego Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Jego zdaniem prawdopodobieństwo roszad personalnych, z których skorzystałby Hołownia, obniża także wyborczy kalendarz. - Mamy przed sobą ostatni rok kadencji, więc wszystkie działania będą tak naprawdę skutkowały układaniem się pod wybory parlamentarne w 2027 roku. Wszyscy będą skupieni na tym, jak się ustawić, jakie konfiguracje przyjąć, jakie listy czy koalicje – przyznaje. Dodaje przy tym, że ewentualne wejście Hołowni do gry na pozycję członka rządu działałoby na niekorzyść Donalda Tuska. - To by premierowi nie służyło w tym sensie, że zyskałby kolejnego rywala, kolejną wyrazistą postać z dużymi ambicjami w obozie władzy – wyjaśnia Biskup.
Przypomina, że Polska 2050 podzieliła się na pół, a grupa „secesjonistów” – która pod wodzą ministry klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski utworzyła Unię Centrum – szuka swojego miejsca w ramach Koalicji Obywatelskiej. - A Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz próbuje się jednak Tuskowi stawiać, więc Szymon Hołownia pewnie przejąłby jej rolę i też w wielu sprawach nie zgadzałby się z premierem. Tylko miałby przy tym większą rozpoznawalność i kapitał wizerunkowy, wypracowany jeszcze dzięki funkcji marszałka Sejmu i dwóch startom w wyborach prezydenckich – twierdzi ekspert.
Hołownia dałby impuls koalicji rządzącej?
Czy ewentualne wejście Hołowni do rządu mogłoby dać jakiś nowy impuls koalicji rządzącej, targanej niskimi notowaniami i kilkoma aferami z ostatnich tygodni (na czele z tą dotyczącą Szpitala Południowego)? W ocenie badacza z UW trudno oczekiwać spektakularnych sukcesów po polityku, który już był na szczycie, a którego ugrupowanie de facto się rozpadło, a jego poparcie w sondażach oscyluje w granicach błędu statystycznego. - Trudno powiedzieć, czy dałoby to coś pozytywnego tej koalicji, za to mogłoby, jak wspomniałem wyżej, sprawić problemy premierowi – przekonuje.
A sam Hołownia? Tu Bartłomiej Biskup również nie widzi wielu korzyści z takiego manewru. - Przy jego rozpoznawalności to, czy byłby ministrem lub wicepremierem, czy nie, nie miałoby większego znaczenia. Nie jest mu to też do niczego potrzebne, bo np. jako minister przez rok do wyborów nic znaczącego nie zdążyłby przeprowadzić. Wprost przeciwnie: zawsze mu się może coś wysypać i jeszcze przed wyborami musiałby za to brać odpowiedzialność – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET