Miliony zamiast na projekt badawczy poszły na kampanię PiS? Jest doniesienie do prokuratury
Jak ustalili autorzy podkastu "W związku ze śledztwem”, Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z "Newsweeka", Prokuratura Okręgowa w Katowicach prowadzi śledztwo w sprawie wyrządzenia ogromnej szkody majątkowej Centrum Łukasiewicz. Według złożonego doniesienia kilka milionów złotych zamiast na projekt badawczo-rozwojowy mogło pójść na kampanię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości.
Centrum Łukasiewicz to złożona z 22 instytutów naukowych jedna z czołowych sieci badawczych w Europie. Według obecnych władz centrum w 2023 roku mogło dojść do niekorzystnego wydania ponad 7 milionów złotych na projekt badawczo-rozwojowy, który nie został w znacznej mierze zrealizowany, a jego realizacja, jak czytamy w zawiadomieniu do prokuratury, „miała charakter pozorny”.
„(..) znaczna część dofinansowania tj. kwota 3 956 910,00 złotych brutto została przekazana podwykonawcy zadania zleconego Tokarski Tadajewski Palade sp. 0.0., wybranemu z pominięciem ustawy prawo zamówień publicznych i bez należytego rozliczenia prac wykonywanych przez podwykonawcę, w sposób naruszający interesy majątkowe Instytutu” – czytamy w zawiadomieniu, które trafiło w ręce prokuratorów.
Dalej zawiadamiający Hubert Cichocki, czyli obecny prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz, napisał: „Dodatkowo poddaje pod rozwagę organów ścigania konieczność zweryfikowania, czy w niniejszej sprawie nie doszło do niezgodnego z ustawą (…) finansowania kampanii wyborczej do wyborów do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, które odbyły się 15 października 2023 r. na rzecz partii Prawo i Sprawiedliwość. Powyższe motywuję zidentyfikowanymi i opisanymi w treści niniejszego zawiadomienia okolicznościami dotyczącymi dat, w których przelewane były środki na rzecz Spółki Tokarski Tadajewski Palade Sp. zo.o. oraz faktem, iż osoby związane ze Spółką w przestrzeni medialnej są także łączone z partią Prawo i Sprawiedliwość” – napisał Cichocki.
Powiązania z PiS
Marcin Palde to ekspert od sondaży i badań społecznych, który od lat zajmuje się komentowaniem rzeczywistości politycznej i trendów wynikających z badań sondażowych. Od lat jest także kojarzony z prawicą. Być może dlatego, że wiele lat temu z listy Prawicy Rzeczpospolitej (niewielkiej partii powstałej po kolejnym rozłamie w PiS) startował do Parlamentu Europejskiego. Do tego zaraz po przejęciu władzy przez PiS został wiceprezesem Polskiego Radia. Co prawda był nim przez niecałe cztery miesiące, ale związki z PiS-em pozostały.
Za to o powiązaniach Radosława Tadajewskiego z ludźmi PiS i ze spółkami Skarbu Państwa za czasów PiS można napisać całe tomy. W czasie studiów we Wrocławiu poznał kilku młodych działaczy, a później polityków przez jakiś czas doskonale radzących sobie w otoczeniu Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi tu np. o Adama Hofmana czy Dawida Jackiewicza, a także Adama Buraka, później dziennikarza i za czasów Daniela Obajtka członka zarządu PKN Orlen.
Komentatorzy ten układ towarzyski nazwali układem wrocławskim. Tadajewski grał w nim pierwsze skrzypce biznesowe. Jego znajomość z Adamem Burakiem miała - o czym pisał w Onecie Jacek Harłukowicz - zaowocować z jednej strony pracą dla członków rodziny Buraka u Tadajewskiego, a z drugiej strony sporymi kwotami płynącymi z Orlenu do firm powiązanych z Radosławem Tadajewskim. Jak podawał Onet, w sumie z różnych państwowych instytucji miało to być ponad 60 milionów złotych. Firmy związane z Radosławem Tadajewskim były m.in. zaangażowane w kampanie wyborcze Prawa i Sprawiedliwości i Andrzeja Dudy.
Zgodnie z KRS spółka Tokarski Tadajewski Palade sp. z o.o. miała zajmować się przetwarzaniem danych i zarządzaniem stronami internetowymi, a zatem nie prowadziła żadnych badań. Spółka już nie istnieje, bo została postawiona w stan likwidacji w marcu zeszłego roku - niespełna pół roku po otrzymaniu ostatniej wpłaty z instytutu. Spółka już w chwili, kiedy podpisała umowę z instytutem, dostała dotację z NCBIR (którym wówczas rządzili ludzie Adama Bielana). Konkretnie 800 tysięcy na “opracowanie i wdrożenie interinstytucjonalnego silnika przepływu danych usprawniającego szybki i wiarygodny przepływ informacji zbieranych i udostępnianych przez instytucje publiczne”.
Miażdżące wyniki kontroli
We wniosku do prokuratury, który złożył obecny szef centrum, można przeczytać, że kontrola w Sieci Badawczej Łukasiewicz ujawniła liczne nieprawidłowości polegające m.in. na „nieprawidłowej kwalifikacji przedmiotu zamówienia, prowadzącej do nieuprawnionego wyłączenia stosowania ustawy prawo zamówień publicznych, braku oszacowania z należytą starannością wartości zamówienia zlecanego Spółce, braku wysłania zapytania ofertowego do rynku, braku udokumentowania wykonania rozeznania rynku, co stanowiło naruszenie ustawy prawo zamówień publicznych oraz obowiązujących w Instytucie regulaminów udzielania zamówień”.
Tak wynika z raportu z kontroli. Jak dalej czytamy, doszło też do „odebrania prac Spółki i wypłaceniu jej wynagrodzenia pomimo stwierdzonych w protokołach odbioru zastrzeżeń i braków”. W celu analizy raportu skorzystano z usług zewnętrznego eksperta. Ustalono wówczas, że instytut nie zrealizował żadnego z elementów zadania. Co więcej, w realizowanych przez instytut pracach „nie można doszukać się elementów nowej wiedzy, która została wytworzona w projekcie i spełniałaby warunki ustawowe prac B+R."
Stwierdzono też, że wnioskodawca w typowy sposób przetestował działanie istniejących typowych algorytmów i użył ich w swoim produkcie, były więc to typowe prace informatyczne, nieprowadzące do postępu. Ekspert w swojej opinii wskazuje również, że instytut stworzył gorszą alternatywę do istniejących platform analitycznych kosztem ok. 9 mln zł (nie wydatkowano blisko 1 mln zł z projektu).
Oprogramowanie Python, szeroko wykorzystane w projekcie, jest oprogramowaniem darmowym typu Open Source. "Najbardziej popularne podobne rozwiązania są znacząco tańsze: Microsoft Power BI kosztuje 18,7 euro za miesiąc za użytkownika (co daje ok. 80 zł miesięcznie przy kursie euro ok. 4,3 zł), zaś Tableau kosztuje między 15 USD a 75 USD za miesiąc (58 zł - 290 zł, przy kursie USD ok. 3,85 zł)” – napisano w doniesieniu do prokuratury.
Prokuratura bada sprawę, co na to zainteresowani?
O opisane we wniosku wątpliwości zapytaliśmy Radosława Tadajewskiego, który zażądał zacytowania jego odpowiedzi w całości, a nawet autoryzacji zdania poprzedzającego cytat i następującego po cytacie. Takie praktyki nie są stosowane, ale odpowiedź pana Tadajewskiego cytujemy w całości.
„Jeśli to ma być zapowiadana odpowiedź na moje zawiadomienia do Prokuratury Krajowej w sprawie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej KO w 2023 i Trzaskowskiego w 2025 to proszę przekazać mocodawcom, którzy ‘podrzucili’ Panu ten temat, że muszą bardziej się postarać, ponieważ:
- Nigdy nie słyszałem, o żadnej ze wspomnianych osób związanych z Łukasiewiczem. O samym Łukasiewiczu uczyłem się na historii. Wybitna postać.
- Oczywiście, że nie byłem przesłuchiwany, ponieważ nie mam związku z tą sprawą.
- Są granice żenady i desperacji. Próba połączenia tej sprawy z wyborami właśnie je przekracza. O nielegalnym finansowaniu kampanii politycznych… Platformy i Trzaskowskiego chętnie jednak porozmawiam w zakresie, który nie wpłynie na dobro śledztw wszczętych z moich zawiadomień. Prowadzą je trzy prokuratury. Oto sygnatury: 3041-1.Ds.217.2025, 3041-1.Ko.165.2025, 4348-1.Ds.163.2025.Spc. Równocześnie deklaruję, że zrobię wszystko aby osoby odpowiedzialne za proceder nielegalnego, zagranicznego finansowania kampanii politycznych trafiły za kratki.
- Spółka, o którą Pan pyta, powstała tylko i wyłącznie w celu prowadzenia prac badawczo-rozwojowych. Nigdy nie zajmowała się niczym innym. To cel jej istnienia.
- Nie tylko spółka zajmowała się jedynie pracami B+R, ale też w skład jej zarządu wchodzili ludzie będący powszechnie znanymi autorytetami w zakresie badań statystycznych. Zarówno Pan Palade jak i Pan Tokarski całą swoją karierę związani byli z badaniami, dużymi zbiorami liczb, rynkiem pracy i analiz. Za rzetelność, sumienność i dokładność pracy obu Panów mogę ręczyć. To właśnie ich reputacja i doświadczenie stanowiły podstawę decyzji o inwestycji kierowanego przeze mnie funduszu w ich firmę.
- Od pracownika Radia Zet oczekuję czegoś więcej niż wklejenie tekstu, którego treści się nie rozumie. Z tego powodu oczekuję, że sam Pan sprawdzi co znaczy ‘oprogramowanie open source’, czym się różni od ‘języka programowania’ i czym jest ‘python’. Zrozumie Pan sam jak bardzo pozbawione sensu jest przesłane przez Pana pytanie.”
"Nikt nie zgłaszał zastrzeżeń"
Pytania wysłaliśmy też do byłego prezesa Centrum Łukasiewicz Andrzeja Dybczyńskiego, który według zawiadomienia miał nie dopełnić swoich obowiązków. Dybczyński odpowiedział: „Prawdopodobnie chodzi o zadanie zlecone instytutowi przez poprzedniego prezesa, Piotra Dardzińskiego, ponieważ ja nie zawierałem z Łukasiewicz - EMAG żadnej takiej umowy, nie ustalałem założeń przedsięwzięcia i nie uczestniczyłem w wyborze wykonawców. Ja – podobnie jak prezes Cichocki – zastałem podpisaną i wykonywaną umowę."
Dalej czytamy: "Podczas pełnienia przeze mnie funkcji prezesa żaden z departamentów nadzorujących realizację tego projektu - badań, komercjalizacji, finansów i prawny - nie zgłaszał zastrzeżeń co do realizacji umowy. Nie wiem, jak przebiegała jej realizacja już za czasów prezesa Cichockiego. Natomiast sam fakt wykorzystywania oprogramowania typu open source w pracach badawczych jest zjawiskiem powszechnym i z różnych powodów celowym - robi tak CERN, NASA, Harvard, Oxford czy MIT - trudno czynić z tego zarzut, ale może prezes Cichocki o tym nie wie”. Więcej w podkaście „W związku ze śledztwem” na Youtube Radia ZET, na stronie Newsweek.pl i na Onet Audio.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET