`

Morawiecki zawalczy o tę grupę wyborców? „To jest de facto cel wszystkich partii”

5 min. czytania
04.08.2026 16:13
Obserwuj nas na Google

Ruch Mateusza Morawieckiego w sondażach na razie odbiera poparcie głównie PiS. A czy były premier może stanowić jakąkolwiek atrakcyjną ofertę polityczną dla, choćby niewielkiej, grupy wyborców obecnej koalicji rządzącej? - Jest cała grupa ludzi, w przypadku których natężenie preferencji wyborczych jest dużo niższe. Oni mogą w następnych wyborach zagłosować inaczej niż w poprzednich, np. przeciw rządzącym, z jakiegoś powodu – mówi w rozmowie z RadioZET.pl  dr hab. Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. 

Morawiecki
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były cele wydarzenia organizowanego przez Mateusza Morawieckiego. 
  • Dlaczego impreza pod patronatem byłego premiera miała wpływ dyskurs medialny. 
  • Co mówią sondaże o poparciu dla „Rozwój Plus” i PiS.
  • Którzy wyborcy mogą być zainteresowani inicjatywą Morawieckiego.

W piątek 31 lipca Mateusz Morawiecki zorganizował w Warszawie spotkanie swojego stowarzyszenia „Rozwój Plus”. Imprezy, potocznie nazywanej „grillem”, nie da się jednak sprowadzić tylko do karkówki, kiełbasek i napojów. Były premier zgromadził grupę polityków ze swojego zaplecza oraz ekspertów z różnych dziedzin, a w harmonogramie znalazły się wystąpienia i dyskusje poświęcone takim zagadnieniom, jak gospodarka, inwestycje, polityka demograficzna czy bezpieczeństwo. Czy event okazał się sukcesem politycznym, który Morawiecki będzie teraz próbował zdyskontować? Jak przełoży się to na sondaże? Jak reaguje na to jego – jeszcze do niedawna - macierzysta partia, czyli PiS? I czy polityk, który jeszcze trzy lata temu był premierem, może przyciągnąć wyborców spoza bazy zwolenników Jarosława Kaczyńskiego? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi dr hab. Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. 

„Grill” u Morawieckiego. Ekspert wskazuje trzy cele, które osiągnął b. premier

- Na pewno było to wydarzenie istotne, nie żaden zwykły „grill”. Takie określenie forsują raczej, z pewnym lekceważeniem, dawni koledzy Morawieckiego z PiS. A on sam był w stanie zgromadzić różnych ludzi, także spoza takiej twardej banki politycznej czy najbliższych współpracowników. Wprowadził do dyskusji kilka wątków merytorycznych, dołączył do tego bodajże dwa raporty tematyczne, a wszystko połączył taką nieco „festiwalową” atmosferą – tłumaczy. Jego zdaniem były premier zwyciężył też w aspekcie agenda setting. - Chodzi o to, że czyjeś działanie wpłynęło na to, czym i w jaki sposób zajmują się media, o czym piszą, jak to jest komentowane. Wydarzenie Morawieckiego osiągnęło taki efekt – dyskutuje się o tym, co zrobił, powiedział, o tym, kto był obecny na jego imprezie. To zdominowało dyskurs, a przecież wiemy, że najgorzej jest wtedy, gdy nikt o tobie nie mówi. A tu mówiono dużo – pozytywnie, neutralnie, choć oczywiście przeciwnicy nazywali go „zdrajcą”. KO oraz jego dawni sojusznicy z PiS mówili raczej krytycznie bądź w ogóle pomijali ten event, ale nie da się ukryć, że medialnie ten temat wygrał weekend – dodaje ekspert. 

Oglądaj

Jako trzeci wymiar Annusewicz wymienia sondaże. Przypomnijmy, że w badaniu IBRiS dla Polsat News „Rozwój Plus” zanotowało 7,8 proc., a PiS spadło poniżej 17 proc. Widać więc, komu inicjatywa ta na ten moment odbiera poparcie. - Ruch Morawieckiego faktycznie urywa dziś wyborców Prawu i Sprawiedliwości. Czyli wychodzi na to, że wśród zwolenników PiS istniała dość istotna grupa, której nie podobał się kurs Przemysława Czarnka, odbierany jako nieatrakcyjny, zbyt radykalny. Tymczasem Morawiecki dość mądrze prowadzi swoją narrację – nie zajmuje się atakowaniem, dając głównie pozytywne propozycje, związane właśnie z rozwojem – podkreśla politolog. Zwraca też uwagę, że jeśli były szef rządu kogoś atakuje, to jest to premier Donald Tusk i  obecna koalicja rządząca. - A to dlatego, że nie rywalizuje o jej elektorat, tylko przede wszystkim o bazę, czyli elektorat PiS. Nie może teraz powiedzieć, że „Tusk wcale nie jest taki zły”, tylko raczej iść w narrację „Tusk-zdrajca”. To buduje jego wiarygodność w bazie wyborców. Atakować rząd, a nie atakować PiS, to jednak co innego i to jest ważniejsze w sytuacji, gdy ze strony Nowogrodzkiej ten atak na Morawieckiego jest dość intensywny, bezpardonowy, zwłaszcza w wykonaniu posłów związanych wcześniej z Suwerenną Polską – komentuje. 

Morawiecki na ten moment skupia się na sympatykach PiS. Jednocześnie otwarcie deklaruje, że nie będzie rozmawiał z nikim z obecnego obozu władzy, choć część mediów sugeruje potencjalną współpracę „Rozwoju Plus” z PSL czy Polską 2050. Czy polityk, który przez sześć lat był premierem w rządzie PiS i na którego konto idą wszystkie zjawiska oraz problemy z tamtego okresu, może być jakkolwiek atrakcyjny dla wyborców innych niż elektorat PiS? Czy wśród obywateli, którzy w 2023 roku stali w kolejkach do komisji wyborczych, by „odsunąć Kaczyńskiego i jego ekipę od władzy”, są tacy, którzy przychylniej spoglądają dziś na byłego premiera? - Pierwszym celem Morawieckiego, jest odzyskanie wyborców utraconych po 2023 roku, gdy PiS, choć straciło władzę, miało ponad 35 proc. poparcia. I tak samo tych, którzy rok temu zagłosowali na Karola Nawrockiego, ich nawet w I turze było więcej niż to, co obecnie PiS ma w sondażach – przekonuje Annusewicz. 

Morawiecki może przekonać wyborców K15X?

A co z pozostałymi? Zdaniem eksperta istnieje, choć niewielka, szansa na pozyskanie części wyborców np. Trzeciej Drogi. - A to dlatego, że „wyborca danej partii” to pojęcie zawierające w sobie dość istotne uproszczenie, nieuwzględniające faktu, iż temperatura, z jaką popieramy poszczególne ugrupowania, jest różna. Są wyborcy zdecydowani, przekonani, rozumiejący powody, dla których głosowali za danym ugrupowaniem. A są tacy, którzy wcześniej nie głosowali, ale np. pod wpływem znajomych, rodziny, zdecydowali się poprzeć daną formację czy kandydata, np. Szymona Hołownię. Zerojedynkowo w obu zbiorach mamy wyborców – PiS czy Polski 2050 – ale z punktu widzenia natężenia preferencji ten drugi wyborca jest łatwiejszy do pozyskania przez inne partie, gdyż nie jest tak jednoznacznie zdecydowany czy emocjonalnie związany z jedną partią – wyjaśnia, dodając, że „taka grupa wyborców to jest cel de facto wszystkich ugrupowań”. 

Redakcja poleca

- Potencjalny wyborca Morawieckiego, który w 2023 roku głosował na którąś z sił, tworzących koalicję rządową, nie musi być nią nawet bardzo rozczarowany. Poza tym, w polskiej polityce, szczególnie w tego typu elektoracie, istnieje coś takiego jak zjawisko krótkiej pamięci – mówi Annusewicz, podając przykład Jerzego Buzka. Gdy w 2001 roku po czterech latach żegnał się z fotelem premiera, nie uzyskał ponownie mandatu poselskiego, a jego AWS nie przekroczyła progu wyborczego. Trzy lata później, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Buzek – kandydując już z list PO – zdobył ponad 173 tys. głosów, co było najlepszych indywidualnych wynikiem w kraju.

- Jest cała grupa ludzi, w przypadku których natężenie preferencji wyborczych jest dużo niższe. Oni mogą w następnych wyborach zagłosować inaczej niż w poprzednich, np. przeciw rządzącym, z jakiegoś powodu. Już kilkanaście lat temu był raport, który pokazywał, że są ludzie, którzy w jednych wyborach głosowali na PiS, a w następnych na Ruch Palikota – przyznaje. Tu warto wspomnieć o badaniach z 2025 roku, pokazujących przepływy – głównie wśród wyborców młodych, nastawionych antyestablishmentowo – między Sławomirem Mentzenem a Adrianem Zandbergiem. - Takie rzeczy są absolutnie naturalne, one się dzieją. Oczywiście, nie mają charakteru dominującego, wyborcy, którzy dokonują politycznych wolt, nie jest bardzo dużo, ale oni istnieją. Na koniec dania, jeśli mamy ugrupowanie z poparciem 7- czy 8-procentowym, które chciałoby mieć 9-10 proc., to właśnie o taką grupę toczy się walka – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET