Narodowy Bank Polski na krawędzi kryzysu. Glapiński liczy, że jego „prawa ręka” wróci do zarządu
Za niespełna dwa miesiące kończy się kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Utrata kolejnego członka oznacza, że skład zarządu banku centralnego będzie działał wbrew ustawie o NBP. Adam Glapiński liczy, że Marta Kightley, jego najbliższa współpracownica, wróci na stanowisko wiceprezeski - nieoficjalnie dowiedział się portal RadioZET.pl.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kiedy kończy się kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego.
- Jakie konsekwencje może mieć odejście kolejnego członka zarządu NBP.
- Kogo chciałby powołać prezes Adam Glapiński.
- Jak zmieniły się relacje między Glapińskim a rządem.
4 listopada dobiegnie końca czas Adama Lipińskiego jako wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. W 2020 roku nominację do zarządu wręczył mu prezydent Andrzej Duda. Do banku centralnego przeszedł z kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości. Były wiceszef tej partii to jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Wraz z braćmi Kaczyńskimi i Adamem Glapińskim budował struktury Porozumienia Centrum, na bazie którego powstał PiS.
Prawdopodobnie to ostatnie tygodnie Adama Lipińskiego w najważniejszym polskim banku. Ekonomista, który w czwartek, 11 września, skończył 70 lat - jak słyszymy od źródeł ze Świętokrzyskiej - nie planował ubiegać się o reelekcję ze względów zdrowotnych. Nawet, gdyby zmienił decyzję, to zapewne i tak jego wybór na kolejną sześcioletnią kadencję zablokowałby premier Tusk.
Kto za Lipińskiego? Glapiński widzi tylko jedną osobę
Koniec kariery Lipińskiego w NBP to jednak spory problem dla jego przełożonego. Do 4 listopada zarząd, któremu przewodniczy prezes Adama Glapiński, będzie liczył sześciu członków. Po tej dacie liczba spadnie do pięciu, a to oznacza - zgodnie z ustawą o NBP - że jego skład będzie niepełny.
„W skład Zarządu NBP wchodzą: Prezes NBP - jako przewodniczący oraz 6-8 członków Zarządu, w tym 2 wiceprezesów NBP” - czytamy w ustawie o NBP.
Kryzysową sytuację rozwiązałoby powołanie w miejsce ustępującego Lipińskiego nowego członka zarządu, który objąłby funkcję wiceprezesa i pierwszego zastępcy prezesa. Droga do tego nie jest jednak prosta, bo na nominację musi zgodzić się prezydent, a następnie podpisać ją premier. Glapiński jest w stanie dogadać się z Nawrockim, ale z Tuskiem nie jest to już takie proste. Przekonał się o tym kilka miesięcy temu, gdy szef rządu przez trzy miesiące zwlekał z decyzją o kontrasygnacie pod nominacjami do NBP, aż w końcu odmówił podpisu.
Ponad dwa tygodnie temu zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta RP czy wpłynął do niej nowy wniosek z nominacjami od prezesa NBP. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Na temat powołań do zarządu milczy również bank centralny.
- Prezesowi zależy jedynie na Marcie Kightley. Bez niej trudno mu funkcjonować. Nie zdziwiłbym się, jakby ponownie zabiegał o nominację dla niej - mówi nam źródło ze Świętokrzyskiej.
Konsekwencje kryzysu w NBP. „Powinni zakończyć ten niepoważny spór”
Mimo że kadencja Kightley w zarządzie NBP wygasła w marcu, to prezes nie stracił „prawej ręki”. Zatrudnił byłą wiceprezes banku centralnego jako swoją doradczynię. To jednak nie rozwiąże największego problemu Glapińskiego. Po tym, jak Tusk odmówił nominacji w mediach pojawiła się kwestia powołania kuratora sądowego w sytuacji, gdy liczba członków zarządu spadnie poniżej sześciu, a więc wymaganej przez ustawę. Ten scenariusz jest jednak mało prawdopodobny.
- Kurator dotyczy typowych osób prawnych i powołuje go sąd. Byłby kłopot z powołaniem przez sąd zarządu NBP, bo pojawia się klasyczny spór ustrojowy. Sąd nie powinien go rozwiązywać - tłumaczył niedawno w rozmowie z nami specjalizujący się w prawie cywilnym i konstytucyjnym prof. Maciej Gutowski.
Na Świętokrzyskiej są jednak inne obawy. Chodzi o legalność uchwał i innych decyzji podejmowanych przez zarząd w niepełnym składzie. Czy wówczas NBP będzie działał bezprawnie? Według prof. Gutowskiego bankowi nie grozi paraliż decyzyjny.
- Taki zarząd może działać, choć jest kadłubowy. Ciągle ma możliwość składania oświadczeń woli i podejmowania uchwał bezwzględną większą liczbę głosów - wyjaśniał prof. Gutowski.
Niezależnie od prawnych interpretacji, największy polski bank czeka kryzys wizerunkowy. Nie wiadomo, jak na rzadko spotykaną sytuację w bankowości zareaguje Europejski Bank Centralny.
- Brak wiceprezesów i zarząd bez wymaganej liczby członków to sytuacja bez precedensu. Może skończyć się poważnymi konsekwencjami i zawirowaniami, które mogą dotknąć finanse państwa. Prezes, prezydent i premier powinni się dogadać i zakończyć ten niepoważny spór o nominacje - słyszymy ze źródeł w NBP.
Rząd stracił zaufanie do Glapińskiego. „Prezes został wmanewrowany”
Jak twierdzą nasi rozmówcy, prezes NBP „doigrał się” forsując alternatywę Nawrockiego dla rządowej propozycji unijnych pożyczek z programu SAFE. W konsekwencji zaprzepaścił szanse na ułożenie dobrych relacji z rządem, o co miał starać się od miesięcy. Na RadioZET.pl opisywaliśmy m.in., jak Glapiński, mimo sprzeciwu większości członków zarządu, przedstawił Radzie Polityki Pieniężnej „złagodzoną” opinię do projektu budżetu państwa. W zamian za brak wyraźnej krytyki rządu dotyczącą sytuacji finansów publicznych Glapiński miał dostać gwarancję, że premier zgodzi się reelekcję wiceprezes i pierwszej zastępcy prezesa Marty Kightley.
- Z SAFE 0 procent to raczej nie był pomysł prezesa. Prawdopodobnie został wmanewrowany w tę konferencję przez prezydenta Nawrockiego - mówili nam kilka miesięcy temu rozmówcy związani z bankiem centralnym.
Choć trudno o oficjalne przyznanie się NBP i obozu rządzącego do takiego „dealu”, to o próbie jego wypracowania mogą świadczyć nazwiska, które znalazły się we wniosku nominacyjnym Glapińskiego, który w lutym złożono na biurko premiera (ponad miesiąc przed wspomnianą konferencją). Oprócz kandydatki prezesa - Marty Kightley - do zarządu mieli wejść ludzie zarówno od premiera, jak i od prezydenta. Pierwszy z nich to Ludwik Kotecki (członek Rady Polityki Pieniężnej wybrany przez senacką większość rządową), a drugi to Marcin Zarzecki (członek RPP wybrany przez prezydenta). Był jeszcze kandydat, który miał zadowolić zarówno prezesa NBP, jaki i premiera. Mowa o Przemysławie Litwiniuku, który podobnie jak Kotecki, do Rady został wybrany przez Senat. Mimo to utrzymuje dobre relacje z Glapińskim, jako przewodniczącym RPP.
- W Radzie jest łącznikiem między Glapińskim, a Koteckim i Tyrowicz (Joanna Tyrowicz, wybrana do RPP przez Senat - red.), których Adam, mówiąc delikatnie, nie trawi - mówi nam osoba znająca kulisy.
Od negatywnej decyzji Tuska w sprawie nominacji do zarządu NBP minęło już kilka miesięcy. Nie wydaje się, aby relacje premiera i szefa banku centralnego miały ulec poprawie.
- Tusk i Domański (Minister Finansów - red.) stracili zaufanie do Glapińskiego po konferencji w sprawie SAFE - mówi nam polityk z kręgów rządowych.
Interesująco zapowiada się dyskusja zarządu NBP dotyczącą przyjęcia projektu opinii budżetu państwa. Rok temu treść i forma dokumentu, którą Glapiński przedstawił na spotkaniu doprowadziła do rozłamu wśród członków. Jak będzie teraz? Czy kryzys z nominacjami zostanie rozwiązany? Tego dowiemy się w najbliższych tygodniach.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET