`

Narodowy Bank Polski na krawędzi kryzysu. Glapiński liczy, że jego „prawa ręka” wróci do zarządu

5 min. czytania
14.09.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Za niespełna dwa miesiące kończy się kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Utrata kolejnego członka oznacza, że skład zarządu banku centralnego będzie działał wbrew ustawie o NBP.  Adam Glapiński liczy, że Marta Kightley, jego najbliższa współpracownica, wróci na stanowisko wiceprezeski - nieoficjalnie dowiedział się portal RadioZET.pl.

Prezes NBP Adam Glapiński
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kiedy kończy się kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego.
  • Jakie konsekwencje może mieć odejście kolejnego członka zarządu NBP.
  • Kogo chciałby powołać prezes Adam Glapiński.
  • Jak zmieniły się relacje między Glapińskim a rządem.

4 listopada dobiegnie końca czas Adama Lipińskiego jako wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. W 2020 roku nominację do zarządu wręczył mu prezydent Andrzej Duda. Do banku centralnego przeszedł z kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości. Były wiceszef tej partii to jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Wraz z braćmi Kaczyńskimi i Adamem Glapińskim  budował struktury Porozumienia Centrum, na bazie którego powstał PiS.  

Prawdopodobnie to ostatnie tygodnie Adama Lipińskiego w najważniejszym polskim banku. Ekonomista, który w czwartek, 11 września, skończył 70 lat - jak słyszymy od źródeł ze Świętokrzyskiej - nie planował ubiegać się o reelekcję ze względów zdrowotnych. Nawet, gdyby zmienił decyzję, to zapewne i tak jego wybór na kolejną sześcioletnią kadencję zablokowałby premier Tusk.  

Kto za Lipińskiego? Glapiński widzi tylko jedną osobę 

Koniec kariery Lipińskiego w NBP to jednak spory problem dla jego przełożonego. Do 4 listopada zarząd, któremu przewodniczy prezes Adama Glapiński, będzie liczył sześciu członków. Po tej dacie liczba spadnie do pięciu, a to oznacza - zgodnie z ustawą o NBP - że jego skład będzie niepełny.  

Redakcja poleca

„W skład Zarządu NBP wchodzą: Prezes NBP - jako przewodniczący oraz 6-8 członków Zarządu, w tym 2 wiceprezesów NBP” - czytamy w ustawie o NBP.   

Kryzysową sytuację rozwiązałoby powołanie w miejsce ustępującego Lipińskiego nowego członka zarządu, który objąłby funkcję wiceprezesa i pierwszego zastępcy prezesa. Droga do tego nie jest jednak prosta, bo na nominację musi zgodzić się prezydent, a następnie podpisać ją premier. Glapiński jest w stanie dogadać się z Nawrockim, ale z Tuskiem nie jest to już takie proste. Przekonał się o tym kilka miesięcy temu, gdy szef rządu przez trzy miesiące zwlekał z decyzją o kontrasygnacie pod nominacjami do NBP, aż w końcu odmówił podpisu.  

Ponad dwa tygodnie temu zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta RP czy wpłynął do niej nowy wniosek z nominacjami od prezesa NBP. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Na temat powołań do zarządu milczy również bank centralny.  

- Prezesowi zależy jedynie na Marcie Kightley. Bez niej trudno mu funkcjonować. Nie zdziwiłbym się, jakby ponownie zabiegał o nominację dla niej - mówi nam źródło ze Świętokrzyskiej.  

Konsekwencje kryzysu w NBP. „Powinni zakończyć ten niepoważny spór” 

Mimo że kadencja Kightley w zarządzie NBP wygasła w marcu, to prezes nie stracił „prawej ręki”. Zatrudnił byłą wiceprezes banku centralnego jako swoją doradczynię. To jednak nie rozwiąże największego problemu Glapińskiego. Po tym, jak Tusk odmówił nominacji w mediach pojawiła się kwestia powołania kuratora sądowego w sytuacji, gdy liczba członków zarządu spadnie poniżej sześciu, a więc wymaganej przez ustawę. Ten scenariusz jest jednak mało prawdopodobny. 

- Kurator dotyczy typowych osób prawnych i powołuje go sąd. Byłby kłopot z powołaniem przez sąd zarządu NBP, bo pojawia się klasyczny spór ustrojowy. Sąd nie powinien go rozwiązywać - tłumaczył niedawno w rozmowie z nami specjalizujący się w prawie cywilnym i konstytucyjnym prof. Maciej Gutowski. 

Na Świętokrzyskiej są jednak inne obawy. Chodzi o legalność uchwał i innych decyzji podejmowanych przez zarząd w niepełnym składzie. Czy wówczas NBP będzie działał bezprawnie? Według prof. Gutowskiego bankowi nie grozi paraliż decyzyjny. 

- Taki zarząd może działać, choć jest kadłubowy.  Ciągle ma możliwość składania oświadczeń woli i podejmowania uchwał bezwzględną większą liczbę głosów - wyjaśniał prof. Gutowski.  

Niezależnie od prawnych interpretacji, największy polski bank czeka kryzys wizerunkowy. Nie wiadomo, jak na rzadko spotykaną sytuację w bankowości zareaguje Europejski Bank Centralny. 

- Brak wiceprezesów i zarząd bez wymaganej liczby członków to sytuacja bez precedensu. Może skończyć się poważnymi konsekwencjami i zawirowaniami, które mogą dotknąć finanse państwa. Prezes, prezydent i premier powinni się dogadać i zakończyć ten niepoważny spór o nominacje - słyszymy ze źródeł w NBP. 

Rząd stracił zaufanie do Glapińskiego. „Prezes został wmanewrowany” 

Jak twierdzą nasi rozmówcy, prezes NBP „doigrał się” forsując alternatywę Nawrockiego dla rządowej propozycji unijnych pożyczek z programu SAFE. W konsekwencji zaprzepaścił szanse na ułożenie dobrych relacji z rządem, o co miał starać się od miesięcy. Na RadioZET.pl opisywaliśmy m.in., jak Glapiński, mimo sprzeciwu większości członków zarządu, przedstawił Radzie Polityki Pieniężnej „złagodzoną” opinię do projektu budżetu państwa. W zamian za brak wyraźnej krytyki rządu dotyczącą sytuacji finansów publicznych Glapiński miał dostać gwarancję, że premier zgodzi się reelekcję wiceprezes i pierwszej zastępcy prezesa Marty Kightley. 

- Z SAFE 0 procent to raczej nie był pomysł prezesa. Prawdopodobnie został wmanewrowany w tę konferencję przez prezydenta Nawrockiego - mówili nam kilka miesięcy temu rozmówcy związani z bankiem centralnym. 

Redakcja poleca

Choć trudno o oficjalne przyznanie się NBP i obozu rządzącego do takiego „dealu”, to o próbie jego wypracowania mogą świadczyć nazwiska, które znalazły się we wniosku nominacyjnym Glapińskiego, który w lutym złożono  na biurko premiera (ponad miesiąc przed wspomnianą konferencją). Oprócz kandydatki prezesa - Marty Kightley - do zarządu mieli wejść ludzie zarówno od premiera, jak i  od prezydenta. Pierwszy z nich to Ludwik Kotecki (członek Rady Polityki Pieniężnej wybrany przez senacką większość rządową), a drugi to Marcin Zarzecki (członek RPP wybrany przez prezydenta). Był jeszcze kandydat, który miał zadowolić zarówno prezesa NBP, jaki i premiera. Mowa o Przemysławie Litwiniuku, który podobnie jak Kotecki, do Rady został wybrany przez Senat. Mimo to utrzymuje dobre relacje z Glapińskim, jako przewodniczącym RPP.  

- W Radzie jest łącznikiem między Glapińskim, a Koteckim i Tyrowicz (Joanna Tyrowicz, wybrana do RPP przez Senat - red.), których Adam, mówiąc delikatnie, nie trawi - mówi nam osoba znająca kulisy. 

Od negatywnej decyzji Tuska w sprawie nominacji do zarządu NBP minęło już kilka miesięcy. Nie wydaje się, aby relacje premiera i szefa banku centralnego miały ulec poprawie.  

- Tusk i Domański (Minister Finansów - red.) stracili zaufanie do Glapińskiego po konferencji w sprawie SAFE - mówi nam polityk z kręgów rządowych. 

Interesująco zapowiada się dyskusja zarządu NBP dotyczącą przyjęcia projektu opinii budżetu państwa. Rok temu treść i forma dokumentu, którą Glapiński przedstawił na spotkaniu doprowadziła do rozłamu wśród członków. Jak będzie teraz? Czy kryzys z nominacjami zostanie rozwiązany? Tego dowiemy się w najbliższych tygodniach.  

 Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET