Narodowy Bank Polski wciąż bez jednego z wiceprezesów. “Glapiński się doigrał”

4 min. czytania
01.04.2026 10:14
Obserwuj nas na Google

W marcu dobiegła końca kadencja wiceprezes NBP Marty Kightley. Bank centralny ma dziś tylko jednego wiceprezesa w osobie Adama Lipińskiego. Obecna sytuacja jest niezgodna z ustawą o NBP. 

Narodowy Bank Polski
fot. Marysia Zawada/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego struktura zarządu NBP nie spełnia wymogów ustawy.
  • Dlaczego stanowisko wiceprezesa NBP jest obecnie nieobsadzone.
  • Co powoduje opóźnienie w decyzji o powołaniu Marty Kightley.
  • Jakie problemy polityczne wpływają na nominacje w zarządzie NBP.

“W skład Zarządu NBP wchodzą: Prezes NBP – jako przewodniczący oraz 6–8 członków Zarządu, w tym 2 wiceprezesów NBP” - czytamy w art. 17  ustawy o Narodowym Banku Polskim. 

Redakcja poleca

1 marca zakończyła się kadencja członka zarządu NBP Piotra Pogonowskiego. Tydzień później Marty Kightley, wiceprezes i pierwszej zastępczyni prezesa NBP. W zarządzie banku centralnego pozostają prezes Adam Glapiński i sześciu członków zarządu: Adam Lipiński (wiceprezes i pierwszy zastępca prezesa), Marta Gajęcka, Paweł Mucha, Artur Soboń, Rafał Sura i Paweł Szałamacha.  

Adam Lipiński “samotnym” wiceprezesem 

Zarząd spełnia zatem minimalną liczbę członków, ale ustawa wskazuje też, że bank powinien mieć dwóch wiceprezesów. Po tym, jak zakończyła się kadencja wiceprezes Marty Kightley, jej stanowisko wciąż nie zostało obsadzone. NBP ma zatem tylko jednego wiceprezesa - Adama Lipińskiego. 

Jak ujawniliśmy na portalu RadioZET.pl, prezes Glapiński poczynił krok w celu uzupełnienia braków osobowych w zarządzie banku. Wysłał do prezydenta Karola Nawrockiego wniosek o powołanie Marty Kightley na kolejną kadencję wiceprezesa NBP i pierwszej zastępczyni prezesa.  

Glapiński walczy o Kightley, bo to była dla niego najbardziej zaufana osoba w NBP, jego prawa ręka. Kightley wykonywała większość obowiązków prezesa. Glapiński w siedzibie banku na Świętokrzyskiej bywa sporadycznie. 

Na początku marca kancelaria prezydenta poinformowała nas, że wniosek o powołanie Kightley na kolejną kadencję “pozostaje w toku procedury nominacyjnej”. Nie wiadomo, kiedy prezydent podejmie decyzję.  

- Nie ma przepisu, który nakazywałby prezydentowi podjęcie decyzji w konkretnym czasie. Z szacunku dla instytucji państwowych robi się to bez zbędnej zwłoki - mówi Krzysztof Łaszkiewicz, były sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego. 

Procedura nominacyjna trwa. “Chodzi już wyłącznie o politykę” 

Nawet jeżeli prezydent zgodzi się na powołanie Kightley na kolejną kadencję, to ostatnie słowo i tak będzie należało do Donalda Tuska. Aby prezydenckie postanowienie weszło w życie, musi pod nim podpisać się szef rządu. Ludzie prezydenta mogą zwlekać z przesłaniem dokumentu do kancelarii premiera, aż nie upewnią się, jaką decyzję podejmie Tusk. 

- Jeżeli wniosek jest rozpatrywany kilka tygodni, to chodzi tu już wyłącznie o politykę - ocenia Łaszkiewicz. 

Glapiński w ostatnich miesiącach zabiegał o dobre relacje z rządem. Regularnie obniża stopy procentowe, unika krytyki działań obozu rządzącego, a nawet przepchał na Radzie Polityki Pieniężnej łagodniejszą dla rządu opinię do projektu budżetu państwa. Co więcej, w ostatnich tygodniach Glapiński miał przesłać rządzącym pismo, w którym zawarł “korzyści”, jakie miały wynikać z porozumienia w sprawie nominacji dla Kightley.  

Redakcja poleca

Gdy wydawało się, że Glapiński w końcu dogada się z Tuskiem, prezes NBP wraz z prezydentem Nawrockim niespodziewanie ogłosił program SAFE 0 procent - alternatywę dla rządowej propozycji unijnych pożyczek z programu SAFE. Na linii rząd-NBP-prezydent wybuchł konflikt, który niesie ze sobą poważne konsekwencje. Prezydent Nawrocki zawetował ustawę o programie SAFE, z którego Polska miała otrzymać 180 miliardów złotych.  

Do Sejmu trafił prezydencki projekt. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty nie zgodził się jednak na procedowanie projektu ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych. Po świętach Sejm ma zająć się “poprawionym” projektem prezydenta ws. SAFE autorstwa PSL. 

NBP straci kolejnego wiceprezesa? 

Glapiński chciał grać na dwa fronty. Do załatwienia nominacji dla Kightley potrzebował zarówno poparcia prezydenta, jak i premiera. Wszystko jednak wskazuje, że jego plan spalił na panewce. - Prezes się doigrał. Stracił kontrolę nad wydarzeniami. Zdaje sobie sprawę, że nic już nie ugra dla siebie - mówi nam źródło w NBP. 

Wskazują na to też porządki, do jakich doszło w strukturach banku. Glapiński przejął nadzór nad Departamentem Operacji Krajowych oraz Departamentem Administracji. Wcześniej kontrolę nad nimi miała Marta Kightley.  

Na swojego zastępcę Glapiński nominował Adama Lipińskiego. Już w listopadzie wygasa kadencja byłego polityka PiS w zarządzie NBP. Z naszych informacji wynika, że Lipiński nie planuje ubiegać się ponownie o to stanowisko ze względów zdrowotnych. Poza tym trudno byłoby Glapińskiemu przekonać Tuska do złożenia kontrasygnaty pod wnioskiem nominacyjnym dla Lipińskiego. W listopadzie bank może zostać pozbawiony jakiegokolwiek wiceprezesa. Oprócz tego liczba osób w zarządzie spadnie poniżej wymaganej przez ustawę.  

NBP pracował już bez wiceprezesa 

To nie pierwszy raz, kiedy w historii wolnej Polski pojawia się problem z obsadzeniem stanowisk w zarządzie NBP. Na początku 2008 roku dwaj wiceprezesi Krzysztof Rybiński i Jerzy Pruski złożyli rezygnację z pełnionych funkcji. Ówczesny szef banku Sławomir Skrzypek zawnioskował do prezydenta o nominacje dla Piotra Wiesiołka i Witolda Kozińskiego. 

Lech Kaczyński od razu zgodził się na kandydaturę Wiesiołka, ale zwlekał z wnioskiem o powołanie Kozińskiego. Tusk był sceptyczny dla obu propozycji prezesa NBP. Mimo że na biurku leżało postanowienie prezydenta o powołaniu Wiesiołka na wiceprezesa NBP, premier nie chciał go podpisać. Opieszałość szefa rządu wywołała krytykę z ust prawników. 

- Taka sytuacja nie służy bankowi centralnemu. A co jak co, ale bank powinien mieć poważny, solidny wizerunek - komentował konstytucjonalista Piotr Winczorek w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”. 

Po miesiącu impasu Tusk podpisał nominację jedynie dla Wiesiołka. Prezydent w końcu dał się przekonać prezesowi Skrzypkowi i zgodził się również na powołanie Kozińskiego na stanowisko wiceprezesa banku. Kaczyński początkowo był sceptyczny wobec Kozińskiego ze względu na jego przynależność do PZPR i lewicowe poglądy.  

Tusk jednak zwlekał z kontrasygnatą aż do września. Powodem miały być wypowiedzi Kozińskiego odnośnie do ewentualnych interwencji walutowych w celu osłabienia złotego. Prezes NBP nie chciał zaproponować innej kandydatury, więc bank przez 8 miesięcy był bez jednego z wiceprezesów. 

Ostatecznie premier podpisał nominację dla Witolda Kozińskiego. Powodem miała być troska o wizerunek najważniejszej instytucji finansowej w państwie oraz obrona przed zarzutem ataku na niezależność banku centralnego.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET