`

Niemcy przekażą Ukrainie pociski zwane „burzycielami bunkrów”? “Nie będziemy o tym wiedzieć”

4 min. czytania
31.05.2025 08:15
Obserwuj nas na Google

- Jeżeli Ukraińcy dostaną tę broń od Niemiec, stanie się to najprawdopodobniej nieoficjalnie. Przez dłuższy czas nie będziemy o tym wiedzieć - mówi portalowi RadioZET.pl Łukasz Jasiński, analityk ds. Niemiec w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Kwestia przekazania Ukrainie pocisków manewrujących dalekiego zasięgu Taurus podzieliła niemiecką scenę polityczną.

fot. ODD ANDERSEN/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy pociski Taurus trafią do Ukrainy z Niemiec?
  • Co ustalił Wołodymyr Zełeński podczas spotkania z kanclerzem Friedrichem Merzem?
  • Jak Rosja zareagowała na współpracę militarną między Ukrainą a Niemcami?

- Friedrich Merz ma dość trudną sytuację, ponieważ jest kanclerzem dopiero od kilku tygodni. Czasami wciąż wypowiada się trochę jako lider opozycji. Wówczas sprawa Taurusów była dla niego wygodnym narzędziem nacisku na rząd - wyjaśnia Łukasz Jasiński, odnosząc się do ostatnich wypowiedzi kanclerza Republiki Federalnej Niemiec w sprawie przekazania Ukrainie broni dalekiego zasięgu. 

Redakcja poleca

Friedrich Merz wprowadził niemałe zamieszanie w dyskusji o militarnej pomocy dla Ukrainy. W trakcie 27. Międzynarodowego Forum WDR w Berlinie powiedział, że Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone zniosły ograniczenia dotyczące broni dalekiego zasięgu dostarczanej przez zachodnich partnerów i ataków na terytorium Rosji. Dwa dni później w niemieckiej telewizji publicznej ZDF powiedział, że przekazanie Ukrainie pocisków manewrujących Taurus “jest możliwe”. 

Kanclerz Merz kluczy w sprawie broni dla Ukrainy 

Tego samego dnia Merz gościł prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Berlinie. Podczas wizyty rząd RFN zapowiedział 5 mld euro nowej pomocy wojskowej i wsparcia finansowego dla ukraińskiego programu rakiet dalekiego zasięgu. Kanclerz Merz przyznał, że rozmawiał z Zełeńskim o pociskach Taurus, ale zastrzegł, że nie będzie zdradzał szczegółów tego spotkania. Według analityka PISM Łukasza Jasińskiego decyzja jest podyktowana niechęcią koalicjantów do przekazania broni Ukraińcom. 

-  Za czasów poprzedniego rządu, kiedy SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec - przyp. red.) była największą partią rządzącą, a kanclerzem był Olaf Scholz, Taurusy stały się symbolem polityki ostrożnego wspierania Ukrainy. Dla socjaldemokratów wysłanie na Ukrainę pocisków, które mogłyby trafiać w cele położone na terytorium Federacji Rosyjskiej, wciąż jest trudne do zaakceptowania - mówi Jasiński. 

 W nowym rządzie SPD nie odgrywa tak dużej roli, ale jest koalicjantem i nie zamierza zmieniać stanowiska w sprawie broni dalekiego zasięgu dla Ukrainy. - W związku z tym kanclerz Merz ma trochę związane ręce. Będzie próbował na różne sposoby obejść ten sprzeciw koalicjantów - twierdzi ekspert. 

Nie będzie to łatwe zadanie, bo Ukraińcy muszą zostać przeszkoleni w obsłudze broni. To wiąże się z zaangażowaniem ministerstwa obrony i wielu innych urzędników. - Ta broń jest bardzo zaawansowana technicznie. Szkolenia mogą potrwać kilka miesięcy. Prawdopodobnie będą musiały odbywać się na niemieckich poligonach przy udziale niemieckich instruktorów - tłumaczy Jasiński. 

Kolejne miesiące będą dużym wyzwaniem dla polityki rządu Friedricha Merza.  Nowy rząd chce wspierać Ukrainę, ale zdaje sobie sprawę z tego, że aby pomoc była skuteczna, to wiele ustaleń musi odbywać się niejawnie.  - Niemcy debatują bez końca nad wysyłaniem różnych rodzajów broni, potem dostarczają je z opóźnieniem i sami sobie stawiają różnego rodzaju ograniczenia. Pamiętamy bardzo długie dyskusje sprzed już kilku lat, czy wysłać czołgi na Ukrainę, czy na temat tego, co jest bronią śmiercionośną. Merz utajniając ustalenia w sprawie wsparcia militarnego dla Ukrainy, będzie chciał powstrzymać te dyskusje - wyjaśnia Jasiński.   

Pociski Taurus w tajemnicy powędrują do Ukrainy? 

Friedrich Merz chce również uniknąć otwartego konfliktu w łonie koalicji rządzącej. To politycznie zabiło poprzedni rząd. - Wyciągnął taki wniosek z porażki poprzedniego rządu koalicyjnego. Wie, że musi za wszelką cenę unikać wrażenia niespójności, publicznych sporów pomiędzy koalicjantami, bo to bardzo szybko podważa notowania całego rządu - mówi analityk PISM i dodaje: 

 - Merz wychodzi z założenia, że jeżeli ma się spierać o to z socjaldemokratami, to za zamkniętymi drzwiami, a nie publicznie, unikając jak ognia debaty w Bundestagu. Kłótnie w rządzie byłyby fatalnie odebrane przez społeczeństwo. 

Redakcja poleca

To nie jedyny problem koalicji rządzącej w kwestii militarnego wsparcia dla Ukrainy. Niemieckie społeczeństwo wciąż zmaga się z przeszłością. Zwłaszcza  zwolennicy socjaldemokracji ze starszego pokolenia pamiętają czasy kanclerza Williego Brandta i jego gesty wobec Związku Radzieckiego i Polski. - W dalszym ciągu mają zakodowane w głowach poczucie niemieckiej winy wobec Rosji wynikające ze zbrodni II Wojny Światowej. Do tego dochodzi respekt, a może nawet strach przed konfrontacją z Rosją - tłumaczy Jasiński. 

Kreml zdaje sobie z tego sprawę, czego dowodem jest wypowiedź rosyjskiego analityka wojskowego Igora Korotczenko. - Jeśli zostanie potwierdzone, że Ukraina uderzyła pociskami manewrującymi Taurus na cele w głębi terytorium Rosji, będziemy musieli zakwalifikować to jako wprowadzenie Niemiec w wojnę z Rosją - powiedział redaktor naczelny rosyjskiego magazynu "Obrona Narodowa". Wspomniał również o możliwych działaniach odwetowych. 

- To ma jedynie na celu zastraszanie części opinii publicznej w Niemczech, bo nie będzie żadnej realnej groźby konfrontacji Niemiec i Rosji - uważa Jasiński. 

Współpraca zbrojeniowa Niemiec i Ukrainy 

Rosjanie nie są zadowoleni z efektów środowego spotkania miedzy Zełeńskim a Merzem. W Berlinie politycy ogłosili, że Niemcy pomogą Ukrainie w budowie własnej broni dalekiego zasięgu. Podpisano w tym celu listy intencyjne między resortami obrony. 

- To  rozwiązanie zakłada bliższą i długofalową współpracę przemysłów zbrojeniowych obu krajów. W krótszej perspektywie być może pozwoli na rozwiązanie kwestii Taurusów. Można sobie wyobrazić sytuację, że różnego rodzaju podzespoły do tej broni będą wysyłane na Ukrainę. Ukraińcy będą w stanie montować Taurusy na miejscu albo tworzyć na ich podstawie podobne rakiety - przewiduje ekspert PISM. 

Taurus to zaawansowana technologicznie broń. Samosterujące pociski rakietowe zaprojektowane są do precyzyjnego rażenia celów. Wyprodukowanie jednego z nich to koszt ok. 1-1,5 mln dolarów.  Pocisk Taurus może razić cele znajdujące się w odległości 500 km i jest oceniany jako bardzo skuteczny "burzyciel bunkrów".

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET