„Skłócił ze sobą wiele osób, a teraz zwiał”. Ostre przetasowania w kolebce wyborczej PiS

8 min. czytania
18.05.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Odejście Janusza Kowalskiego z PiS wywoła lawinę przetasowań w kluczowym okręgu prawicy. Polityczna układanka w partii Kaczyńskiego, Konfederacji i Koronie Brauna zacznie się tam na nowo. Od jej wyniku może zależeć, kto wskaże przyszłego premiera, w przypadku, gdyby te ugrupowania miały stworzyć rząd.

Duże przetasowania w kolebce PiS
fot. Wojciech Olkusnik/East News

- Nie ma mojej zgody na to, żebym na poziomie centralnym walczył o silną prawicę, która będzie naprawiała Polskę, a z drugiej strony, żebym tolerował układy lokalne. To jest główny powód, dla którego odszedłem z Prawa i Sprawiedliwości. Uznałem że wiele miesięcy domagania się opcji zero i oczyszczenia PiS z ludzi, którzy nigdy nie powinni w partii być, jest wystarczającym powodem mojej rezygnacji - tak 1 maja swoje odejście z PiS tłumaczył poseł Janusz Kowalski.

Ale nerwowo w strukturach partii Jarosława Kaczyńskiego w okręgu, w którym Kowalski miał być liderem listy wyborczej, zrobiło się ponad miesiąc wcześniej. Wówczas zaczęło się „czyszczenie” ugrupowania z ludzi Marcina Romanowskiego, który oficjalnie jest posłem z Biłgoraja. Kowalski z kolei walczył z lokalnymi działaczami. Zarzucał im związki z lewicą, przyjmowanie „ludzi Palikota” oraz afery, za którymi miał stać zarząd powiatu biłgorajskiego z PiS. W efekcie w partii powstał wielki chaos. Co z niego może wyniknąć?

Kowalski miał być „spadochroniarzem”. Działaczom PiS to się nie podobało

Pochodzący z Opola 48-letni Janusz Kowalski na Lubelszczyźnie pojawił się jesienią ubiegłego roku. W Zamościu otworzył biuro poselskie, zaczął angażować się w lokalne sprawy, krytykował rząd za problemy PKP Linii Hutniczej Szerokotorowej, pojawiał się na spotkaniach z nacjonalistą Robertem Bąkiewiczem. Zwiększona aktywność na Zamojszczyźnie była jasnym sygnałem. Kowalski jako „spadochroniarz” zostanie liderem listy wyborczej w okręgu nr 7 obejmującym wschodnią część Lubelszczyzny - z trzema większymi miastami: Zamościem, Chełmem i Białą Podlaską.

- Nie było to żadną tajemnicą. Wynika to z kilku czynników. Mimo wysokiego poparcia dla PiS w tym regionie partia ma tu naprawdę słabe struktury. Z tego względu liderami list wyborczych w ostatnich latach są „spadochroniarze”. W 2019 roku był to Jacek Sasin, a w 2023 roku Mariusz Kamiński. Teraz miał to być właśnie Kowalski. Stąd jego duża aktywność - nie ukrywa jeden z działaczy PiS z Zamojszczyzny, który nie chce podawać swojego nazwiska.

W regionie Kowalskiego przyjęto jednak dość chłodno. - Przyjechał i chciał pokazać co to nie on. A rzeczywistość skrzeczała. Biuro poselskie w Zamościu zazwyczaj było zamknięte. Nie było w nim żadnego pracownika. Proszę zajrzeć do wykazu współpracowników na stronie sejmowej. Musi ich podać każdy poseł. Kowalski nie ma żadnego. Poza tym w każdej dyskusji potrafił tylko krytykować. Prowadził destrukcyjną politykę. Wielu działaczy odetchnęło, że go już z nami nie ma - dodaje polityk PiS.

Poseł Tomasz Zieliński, szef PiS w okręgu nr 7, stara się ważyć słowa i nieco łagodniej opowiadać o odejściu Janusza Kowalskiego z partii. Nie ukrywa jednak, że często nie podobała mu się jego aktywność. - Poseł Kowalski szybko się pojawił na Zamojszczyźnie i szybko zniknął. Nie ma co ukrywać, że części działaczy nie podobały się jego działania oraz wypowiedzi, w których krytykował ludzi PiS. W wielu sprawach nie potrafiliśmy się porozumieć. Nie chciałbym teraz tego rozdrapywać, ale tak po prostu było. Z perspektywy okręgu nie uważam, że mamy bardzo dużą grupę ludzi, która powalczy o dobry wynik wyborczy - mówi RadioZET.pl poseł Zieliński.

Redakcja poleca

Odejścia posłów, usuwanie ludzi Romanowskiego i kłótnie

Według Wirtualnej Polski w tle rezygnacji Kowalskiego pojawia się afera wokół upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto. Kierownictwo partii miało wiedzieć o tym, że poseł w przeszłości pojawiał się z biurach firmy, za którą stał prezes Przemysław Kral. W związku z tym polityk, który był jednym z najgłośniejszych krytyków ustawy regulującej rynek kryptowalut, miał uprzedzić ruch centrali i wcześniej złożyć rezygnację.

Janusz Kowalski nie zgadza się z tymi zarzutami. Zapowiada pozew wobec dziennikarzy WP. Ale jego odejście to tylko jeden z wielu problemów PiS w okręgu nr 7. Już w czerwcu 2025 roku ugrupowanie opuścił wieloletni poseł Sławomir Zawiślak z Zamościa. Przeszedł do Konfederacji Korony Grzegorza Brauna i ma stworzyć jej struktury pod przyszłoroczne wybory.

Z kolei na przełomie marca i kwietnia z partii usunięto piątkę działaczy związanych z posłem PiS Marcinem Romanowskim. Chodzi o burmistrza Turobina Andrzeja Kozinę, radnych powiatu biłgorajskiego Jana Łebko, Magdalenę Bogucką i Danutę Gurę oraz byłego posła, a dziś szefa biłgorajskiego PKS Piotra Szeligę. Poseł PiS Tomasz Zieliński, który jest szefem zarządu okręgu nr 7, tłumaczy, że cała trójka notorycznie łamała statut partii. Szczegółów nie podaje.

Z naszych ustaleń wynika, że w lubelskich strukturach ugrupowania iskrzy od dłuższego czasu. I to nie tylko między kandydatem PiS na premiera Przemysławem Czarnkiem, a marszałkiem Jarosławem Stawiarskim, ale też w kilku większych powiatach. Tak jak we wspominanym biłgorajskim. Część działaczy uważa, że ludzie Romanowskiego (wiceministra sprawiedliwości z PiS, który uciekł na Węgry) są wizerunkowym obciążeniem. Kolejnym problemem jest klęska kandydata PiS w przedterminowych wyborach na wójta Wojsławic (powiat chełmski), które odbyły się 29 marca. Jędrzej Halerz, prywatnie mąż posłanki PiS Moniki Pawłowskiej, zdobył zaledwie 15 proc. głosów. Przegrał z kretesem, mimo że wspierał go były premier Mateusz Morawiecki, który przyjeżdżał do Wojsławic.

Redakcja poleca

- Nastroje w partii są, delikatnie mówiąc, nienajlepsze. Bo choć rządzimy w województwie i w wielu powiatach, to nasze notowania są coraz słabsze. Na razie nie widać „efektu Czarnka”. W centrali też cały czas naparzanka. U nas swoje zrobił Kowalski, który próbował usunąć starostę biłgorajskiego Andrzeja Szarlipa. Przy okazji skłócił wiele osób ze sobą, a teraz zwiał - wylicza jeden z ważnych polityków PiS.

Kowalski: Kluczem do zwycięstwa prawicy jest pakt senacki

Janusz Kowalski w rozmowie z RadioZET.pl nie chce komentować zarzutów. Jak tłumaczy, rozstał się z partią w dżentelmeński sposób i życzy jej bardzo dobrze. O swojej przyszłości rozmawiać nie chce. Przekonuje, że skupia się na bieżącej pracy. I apeluje o zjednoczenie prawicy, bo tylko tak uda się wygrać wybory w 2027 roku.

Odsyła nas do swojej analizy na X, w której wyjaśnia, jak to zrobić. „Stan gry na prawicy. Kolejny sondaż i dla PiS - 138 mandatów, dla Konfederacji - 66 mandatów i dla Korony - 39 mandatów. Wniosek analityczny na zimno jest prosty. Premiera ewentualnego rządu na prawicy wskaże Konfederacja. Wariant nr 2 - część PiS utworzy rząd z Tuskiem, łamiąc Deklarację Polską. Nie ma innej opcji - żaden potencjalny koalicjant nie zgodzi się na premiera z PiS. Kluczem do zwycięstwa prawicy nad Donaldem Tuskiem jest zbudowanie Paktu Senackiego - 1 okręg : 1 kandydat prawicy” - pisze Kowalski.

Część działaczy PiS nie ma wątpliwości: polityk już szykuje się do startu z list Konfederacji. - Paradoksalnie jego wyjście z partii nastąpiło w najlepszym możliwym momencie. Zrobił to tuż przed złożeniem projektu, w którym prezes zakazuje całkowicie działalności rynku kryptowalut w Polsce. Nawet w u nas nikt tego do końca nie rozumie. A dla środowiska „wolnościowców”, czyli Mentzena, to już w ogóle niepojęte. Janusz nie będzie musiał się z tego tłumaczyć, bo projekt zgłoszono, gdy opuścił PiS. Mentezn go nie atakuje, czasem nawet wypowie się pozytywnie. To oznacza, że Kowalski mógłby być swego rodzaju łącznikiem między PiS a Konfederacją, gdyby pojawiła się możliwość budowanie koalicji - tłumaczy ważny polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Kowalski odszedł z PiS
Fot. PAP
Janusz Kowalski, poseł niezrzeszoony

Mentzen, w przeciwieństwie do PiS, nie odcina się też stanowczo od Grzegorza Brauna. Gdyby więc wspomniane trzy ugrupowania zdobyły większość, Mentzen z Kowalskim mogliby próbować zbudować porozumienie i rząd, jednak bez Przemysława Czarnka jako premiera, którego Konfederacja nie akceptuje.

Poseł Konfederacji mówi wprost: „Zamierzam startować jako lider listy”

Czy to możliwe i czy Kowalski wystartuje z list Konfederacji? - Nie chcę tego komentować, ani spekulować. Staram się działać na rzecz prawicy, skupiam się na bieżącej pracy i punktowaniu Donalda Tuska. Na mówienie o tym skąd, z jakiej listy wystartuję w przyszłorocznych wyborach, jest zdecydowanie za wcześnie. Zawsze mówię jedną rzecz. Nie ma wroga na prawicy. Życzę jak najlepiej zarówno PiS-owi jak i Konfederacji. Żeby wygrać z Tuskiem, należy stworzyć pakt senacki - tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl Janusz Kowalski.

Trzeba jednak pamiętać, że Konfederację tworzą różne środowiska. Oprócz „wolnościowców” skupionych wokół Sławomira Mentzena są też narodowcy z Krzysztofem Bosakiem na czele. Jeden z liderów narodowców, poseł Witold Tumanowicz, nie widzi możliwości, by Janusz Kowalski wystartował z „jedynki”. - Zamierzam startować w przyszłorocznych wyborach jako lider listy w okręgu nr 7. Nie chciałbym spekulować w sprawie posła Kowalskiego, na dziś nie ma takiego tematu. Natomiast sytuacja w tym okręgu jest rzeczywiście dynamiczna i ciekawa. PiS regularnie traci elektorat. W 2015 i 2019 roku wprowadzał stamtąd ośmiu posłów, w 2023 było to już siedmiu posłów, a za rok według sondaży ta liczba może być jeszcze mniejsza. Może to być nawet pięciu posłów. Zyskują Konfederacja i Korona, co mnie cieszy. To PiS ma problem i to PiS musi myśleć, jak go rozwiązać - mówi Tumanowicz.

Tumanowicz to poseł Konfederacji
Fot. Wojciech Olkusnik/East News
Witold Tumanowicz, poseł Konfederacji

Rzeczywiście ostatnie wybory, zarówno parlamentarne, jak i prezydenckie, pokazują, że partia Kaczyńskiego w okręgu nr 7 regularnie traci wyborców na rzecz Konfederacji. W 2019 roku na PiS głosowało tu ponad 238 tys. wyborców. Cztery lata później było ich o blisko siedem tysięcy mniej. W tym czasie Konfederacji przybyło ponad 12 tys. głosów. Prezydent Andrzej Duda w 2015 i 2020 roku notował tu rekordowe poparcie już w pierwszej turze. Na Karola Nawrockiego głosowało zacznie mniej osób. Mentzen z Braunem zdobyli na Lubelszczyźnie blisko 26-procentowe poparcie. Ten drugi ma w niektórych powiatach nawet kilkunastoprocentowe poparcie. Gdyby w przyszłym roku ten scenariusz się spełnił, PiS rzeczywiście mógłby stracić kolejny mandat, a Konfederacja lub Korona zyskać kolejnego posła. Zwłaszcza, że wiele osób, z którymi rozmawiamy, zauważa, że chociażby w Zamościu i powiecie zamojskim struktury PiS są słabe. A Sławomir Zawiślak może przeciągnąć część osób do Korony Brauna.

On „namiesza” w wyborczej układane? Kaczyński publicznie go chwali

Nie zgadza się z tym poseł Tomasz Zieliński. - Wszyscy w zamojskich strukturach PiS już dawno otrząsnęli się po odejściu posła Zawiślaka. Dobrze patrzą w przyszłość. Na Zamojszczyźnie będziemy w stanie wystawić dobrych kandydatów - przekonuje poseł PiS i szef okręgu nr 7.

Jak dodaje, na rozmowę o konkretnych kandydatach, których wystawi partia, jest zdecydowanie za wcześniej. - Jest wiele wartościowych osób, które mogą znaleźć się na naszych listach. To posłowie, samorządowcy, działacze społeczni. Proszę też pamiętać, że jesteśmy okręgiem, który zdobył 70 tys. podpisów pod listami poparcia dla kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego. To najlepszy wynik w kraju, co też świadczy o sile naszego okręgu - przekonuje Tomasz Zieliński.

Nasi rozmówcy wymieniają jeszcze jedną osobę, która może „namieszać” w wyborczej układance w okręgu nr 7. To Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, który na Zamojszczyźnie od pewnego czasu pojawia się regularnie. W maju ubiegłego roku zakłócił obrady rady miasta Zamość. Wraz ze swoimi zwolennikami domagał się wprowadzenia pod obrady „obywatelskiego” projektu uchwały „wyrażającej sprzeciw wobec lokowania w mieście nielegalnych migrantów”. Bąkiewicz za zakłócenie obrad i nielegalną agitację odpowiada przed sądem w Zamościu.

- Patrząc na to, jak wypowiadał się o nim prezes, który przecież mówił, że Bąkiewicz to „dzielny i mądry człowiek”, a także na to, że w 2023 roku startował z list PiS, nie jest to niemożliwe. Bąkiewicz ma też zaplecze w postaci Ruchu Obrony Granic. Pokazał to, zbierając 170 tys. podpisów pod projektem ustawy Stop Nielegalnej Migracji. To na pewno nie umknęło uwadze centrali PiS - wylicza polityk PiS z Zamojszczyzny.

Nasi rozmówcy zauważają jednak, że obecnie największym problemem PiS są wewnętrzne spory. - Do wyborów czasu coraz mniej, a cały czas się kłócimy. Na mówienie o tym, kto wystartuje z jedynki w okręgu nr 7, jest jeszcze za wcześnie. Kowalski był przymierzany od wielu miesięcy i już go nie ma. Patrząc na dynamikę ostatnich wydarzeń, nadal bardzo dużo może się wydarzyć. Najgorsze jest to, że ciągle zajmujemy się sobą, zamiast ważnymi dla wyborów tematami. Ten czas już powinien minąć. Jeśli to się nie zmieni, to wyborcy rzeczywiście nas rozliczą przy wyborach - podsumowuje jeden z posłów PiS.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET