Polska 2050 w totalnej rozsypce. Masowe odejścia lokalnych działaczy
Na Lubelszczyźnie legitymacjami Polski 2050 rzucili wicewojewoda, miejska radna i były skarbnik. W Świętokrzyskiem działacze poszli za posłem Rafałem Kasprzykiem, co spowodowało rozpad zarządu regionu. Struktury partii Szymona Hołowni sypią się w większości województw, a sondaże są bezlitosne. Umacnia się natomiast stowarzyszenie Centrum.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są przyczyny odejść działaczy z Polski 2050.
- W których regionach odeszło najwięcej działaczy partii Szymona Hołowni.
- Jak na odejścia reagują władze Polski 2050.
- Co ma w planach stowarzyszenie Centrum.
„Decyzja o odejściu wynika z fundamentalnej niezgody na sposób funkcjonowania organizacji. Obserwuję narastający autorytarny model zarządzania partią oraz brak elementarnego szacunku wobec jej członków” - napisała w poniedziałek na Facebooku Magdalena Szczygieł-Mitrus, miejska radna z Lublina.
Wcześniej z ugrupowania wystąpiło kilkoro innych działaczy Polski 2050 na Lubelszczyźnie. Wśród nich wicewojewoda Wojciech Wołoch i były sekretarz regionalny partii Rafał Maksymowicz, który z ugrupowaniem Szymona Hołowni związał się na początku 2020 roku. Ale nie tylko w tym regionie doszło do fali odejść. W Świętokrzyskiem i na Dolnym Śląsku rozpadły się regionalne zarządy partii. A to nie koniec problemów.
Protest wyborczy radnej Polski 2050
Kłopoty Polski 2050 zaczęły się po nocnym spotkaniu Szymona Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim i Michałem Kamińskim w mieszkaniu Adama Bielana. Doszło do niego w lipcu ubiegłego roku. Notowania partii zaczęły pikować, Hołownia się ukrył, a w partii trwały wewnętrzne walki. Miały je zakończyć wybory z początku roku, ale tylko pogłębiły spory.
W połowie lutego doszło do rozłamu. Grupa 15 posłów i trzech senatorów Polski 2050 opuściła ugrupowanie i założyła klub parlamentarny Centrum, a następnie stowarzyszenie o tej samej nazwie. W ślad za parlamentarzystami poszła duża grupa działaczy Polski 2050. Eksodus trwa od tygodni. Struktury ugrupowania, którym kieruje Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, chwieją się w posadach. Najgorzej wygląda to właśnie na Lubelszczyźnie, w Świętokrzyskiem i na Dolnym Śląsku.
Lubelska radna Magdalena Szygieł-Mitrus w swoim wpisie zwraca uwagę nie tylko na autorytarny model zarządzania czy brak szacunku ze strony władz partii. W jej przypadku czarę goryczy przelał brak odpowiedzi na złożony 10 stycznia protest wyborczy. Podczas zakończonego skandalem głosowania elektronicznego Szczygieł-Mitrus nie dostała linku do głosowania. Tłumaczono to zaległościami w opłacaniu składek, mimo że wcześniej podczas wyborów do zarządu koła takiego problemu nie było. Pomimo złożenia protestu radna od trzech miesięcy nie dostała odpowiedzi.
Były sekretarz regionu Rafał Maksymowicz żegnając się z Polską 2050, pisze, że „nie akceptuje obecnej działalności Zarządu Głównego partii ani Zarządu Wojewódzkiego”. Dodaje też, że działalność partii w powiecie łęczyńskim, z którego się wywodzi, „praktycznie ustała”.
Wicewojewoda lubelski: Z DNA Polski 2050 nie zostało nic
Bardziej dosadny jest wicewojewoda lubelski Wojciech Wołoch, który z partii odszedł ponad miesiąc temu. - To była pierwsza partia polityczna, do której wstąpiłem. Oferowała nową jakość, nowy sposób myślenia i patrzenia na politykę. Skupiała się na budowaniu, szukaniu zgody i jedności, a nie na walce. Takie podejście było dla mnie bardzo atrakcyjne. I tak było na samym początku. Później okazało się, że narracja, DNA, o którym tyle się mówiło, zaczęły się rozjeżdżać. Oficjalny przekaz nie miał nic wspólnego z tym, jak partia funkcjonowała w rzeczywistości. Pojawiła się narracja wodzowska, zarówno na poziomie regionu, jak i centrali – mówi Wołoch portalowi RadioZET.pl.
I dodaje: - Ostateczną decyzję podjąłem po naszych wewnętrznych wyborach. Pewne pomysły na regiony, narzucanie rozwiązań bez żadnego dialogu były dla mnie nie do zaakceptowania. To była trudna decyzja, ale na pewno nie podyktowana koniunkturalizmem. Wybrałem Centrum, a mogłem przecież wybrać inne, duże ugrupowania. Dziś słyszę opinie, że jestem rozłamowcem, zdrajcą. Nie uważam tak, zawsze uczciwie mówiłem, czego oczekuję. Natomiast czuję, że zostałem oszukany, bo z DNA Polski 2050 nie zostało nic. To nie tylko moja opinia.
Polskę 2050 opuściła też Honorata Słomiany, działaczka z Włodawy, która w portalach społecznościowych pokazywała się z liderką Centrum Pauliną Hennig-Kloską, ministrą klimatu i środowiska.
Dziś Polska 2050, która miała w województwie lubelskim dwójkę posłów ( Joanna Mucha i Sławomir Ćwik), senatora (Jacek Trela) i wicewojewodę, nie ma ani jednego przedstawiciela w parlamencie, ani administracji rządowej. Podobnie jak w radzie miasta Lublin. Z naszych informacji wynika, że w kolejnych tygodniach ugrupowanie może opuścić więcej osób.
W Świętokrzyskiem poszli za posłem Kasprzykiem
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Polski 2050 w województwie świętokrzyskim. Tam spośród około 70 działaczy zostało zaledwie kilkunastu. - Większość ludzi poszła za posłem Rafałem Kasprzykiem. Ci, którzy zostali, byli mało aktywni, praktycznie nie uczestniczyli w życiu partii. Rozpadł się też cały zarząd regionu, gdzie z piątki osób aż czwórka odeszła z Polski 2050. To jednak o czymś świadczy - mówi jeden z byłych członków partii Szymona Hołowni w Świętokrzyskiem.
Na Dolnym Śląsku również nie funkcjonuje zarząd regionu, a duża część działaczy odeszła wraz z parlamentarzystami. Posłanki Izabela Bodnar oraz Aleksandra Leo (obie w Centrum) miały w ubiegłym tygodniu prezentować dolnośląskie struktury Centrum podczas konferencji prasowej, ale w ostatniej chwili ją odwołano.
Informacje o fali odejść z Polski 2050 potwierdza w rozmowie z RadioZET.pl poseł Rafał Kasprzyk, który dziś ma za zadanie zbudować struktury Centrum w całej Polsce. - Większość osób, z którymi współpracowałem w regionie, przeszła ze mną do Centrum. Zrobiły to, bo prowadzę otwartą, uczciwą, partycypacyjną komunikację. Model pracy prezentowany przez przewodniczącą Polski 2050 Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz był dla nich nieakceptowalny - tłumaczy poseł Kasprzyk.
Dodaje, że dziś stowarzyszenie ma już zarząd regionalny. Nie tylko w Świętokrzyskiem, ale też w siedmiu innych województwach: łódzkim, dolnośląskim, opolskim, mazowieckim, podlaskim, wielkopolskim i lubelskim. Udało się to zrobić w nieco ponad miesiąc. - Kolejne osiem zarządów regionalnych chcemy powołać w okolicach długiego weekendu majowego – dodaje Kasprzyk.
Stowarzyszenie Centrum rośnie też na Lubelszczyźnie. Za jego budowę odpowiada poseł Sławomir Ćwik, niegdyś jeden z najzagorzalszych obrońców Szymona Hołowni. Parlamentarzysta przyznaje, że spora część działaczy Polski 2050 z Lubelszczyzny, którzy opuścili partię, dołączyli do Centrum. Wśród nich są: wicewojewoda Wojciech Wołoch, radna z Lublina Magdalena Szczygieł Mitrus czy Rafał Maksymowicz. - Cieszymy się z tego faktu, dlatego zaprosiliśmy ich do współpracy - mówi Ćwik. Według niego dziś stowarzyszenie założone przez parlamentarzystów, którzy opuścili Polskę 2050, liczy na Lubelszczyźnie około 20-30 członków.
Władze Polski 2050: Nie ma fali odejść, a niektórzy wracają
Pełne ręce roboty ma natomiast Paweł Kurek, przewodniczący Polski 2050 na Lubelszczyźnie, a także zastępca sekretarza generalnego partii. Kurek jest też radnym sejmiku i bliskim współpracownikiem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, a od niedawna pełnomocnikiem zarządu regionu w województwie świętokrzyskim. Ta ostatnia funkcja przypadła mu w związku z rozpadem tego gremium.
Jak ocenia falę odejść z jego ugrupowania? - Nie mówiłbym o wielkiej fali. Przeszliśmy demokratyczny proces wyborów. Trudnych, emocjonalnych i emocjonujących. To pokazało, że członkom partii bardzo na niej zależało. W tych wyborach są wygrani, ale też przegrani. Część osób, która nie została pozytywnie zweryfikowana, podjęła decyzję, że będzie próbować szczęścia w kolejnym projekcie. Te osoby mają do tego pełne prawo - mówi dyplomatycznie Paweł Kurek.
Jednocześnie przyznaje, że zarząd regionu świętokrzyskiego Polski 2050 przestał istnieć. - Obecnie jesteśmy na etapie reorganizacji struktur. One będą odbudowane w najbliższym czasie. Moglibyśmy to zrobić szybko, ale chcemy zrobić to przede wszystkim dobrze. Będzie też wybrany nowy zarząd. Już zresztą są osoby, które opuściły Polskę 2050 i do nas wracają. Nie chcę zdradzać personaliów, ale możliwe są też kolejne powroty - dodaje Kurek.
Oficjalnie działacze Polski 2050 i Centrum starają nie krytykować się zbyt mocno. Wiadomo jednak, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz chce zachować wpływ na stanowiska, które w wyniku ustaleń między koalicjantami przypadły jej ugrupowaniu. Nieoficjalnie mówi się o możliwości głosowania za wotum nieufności dla Pauliny Hennig-Kloski złożonym przez PiS. Przed takim scenariuszem ostrzegał we wtorek (14 kwietnia) premier Donald Tusk.
Z naszych informacji wynika, że Polska 2050 chciałaby także odwołania wicewojewody lubelskiego Wojciecha Wołocha. - Powiem tylko, że rozmawiamy na poziomie centrali na temat dotrzymywania umowy koalicyjnej. Tu nie chodzi o personalia, o konkretne osoby. Jako Polska 2050 chcielibyśmy mieć swoją reprezentację w administracji rządowej w województwie. Liczymy na to, że umowa koalicyjna będzie realizowana w różnych wymiarach, także w tym - mówi zastępca sekretarza generalnego Polski 2050.
Działacze Centrum: My też tworzymy koalicję
Tych działań nie chce oceniać poseł Centrum Sławomir Ćwik. Przypomina jednak, że Centrum także wchodzi w skład rządzącej koalicji. - Wojciech Wołoch ma wysokie kompetencje w dziedzinach zarządzania kryzysowego, obrony cywilnej, sprawach infrastrukturalnych, praw z cudzoziemcami, ochrony granicy. Trudno takiej osoby szukać w strukturach Polski 2050 na Lubelszczyźnie. Dlatego w interesie całej koalicji 15 października jest, żeby osoba z takimi kompetencjami pozostała na stanowisku - dodaje poseł Ćwik.
Podobnie mówi wicewojewoda Wołoch. - W ramach Centrum jestem członkiem rządzącej koalicji. W urzędzie jestem zaangażowany realizacje wielu bieżących spraw i projektów. Jeśli pan premier zdecyduje, że trzeba mnie odwołać, to przyjmę tę decyzję, ale sam nie zamierzam rezygnować - zastrzega.
Mimo eksodusu z Polski 2050 i fatalnych sondaży, które dają ugrupowaniu zaledwie 1-2 proc. poparcie, Paweł Kurek zapewnia: - Mamy sporo pracy do wykonania, ale na naszą przyszłość patrzę z umiarkowanym optymizmem.
Z kolei poseł Centrum Rafał Kasprzyk zauważa, że po stworzeniu stowarzyszenia kolejnym krokiem będzie rejestracja partii politycznej. Centrum zawarło też koalicję w senacie z partią Nowa Polska utworzoną przez senatorów Wadima Tyszkiewicza i Zygmunta Frankiewicza. - Dziś skupiamy się na budowie struktur. Gdy to zadanie zrealizujemy, będziemy zastanawiali się nad tym, jak ma wyglądać nasz start w przyszłorocznych wyborach. Na pytanie czy wystartujemy sami czy w ramach jakiejś koalicji, na razie nie odpowiem, bo jest za wcześnie - podsumowuje Kasprzyk.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET