`

"Tłusty kot", prezes od miecza dla Rydzyka, znajomi marszałka. Tak PiS układa nową spółkę

8 min. czytania
07.04.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Jest prezes, dyrektor, rada nadzorcza i milionowy kapitał założycielski. Brakuje numeru telefonu oraz pracowników. Tak po kilku miesiącach wygląda spółka, którą powołał marszałek z PiS. W jej władzach znaleźli się ludzie związani z prawicą, którzy w przeszłości byli na listach "tłustych kotów". A w regionie działa cały system obsadzania osób związanych z partią Kaczyńskiego na ważnych stanowiskach.

Prezes PiS krytykował
fot. Anita Walczewska/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Którzy politycy PiS i osoby związane z partią zasiadają w radzie nadzorczej spółki LCN.
  • Dlaczego ich zatrudnienie wzbudza kontrowersje wśród niektóych działączy partii.
  • Dlaczego w tym samorządzie zatrudnienie znajduje wielu polityków PiS i związacych z partią.

Spółkę Lubelskie Centrum Nieruchomości sejmik województwa lubelskiego, w którym rządzi PiS, powołał do życia pod koniec października ubiegłego roku. W listopadzie wybrano jej władze, w grudniu zarejestrowano w Krajowym Rejestrze Sądowym. Spółka ma się zajmować zarządzaniem nieruchomościami należącymi do województwa. Mimo że działa od kilku miesięcy, niewiele o niej wiadomo.

- Ciekawie to zorganizowali. Prezesem jest człowiek wicemarszałka, a w radzie nadzorczej są nasze "tłuste koty". To z kolei ludzie marszałka. Szczególnie jeden jest z nim blisko od lat. Co tam robią? W zasadzie trudno powiedzieć. Oprócz tego, że powołali instytucję, którą kilka lat temu zlikwidowali. Proszę sobie sprawdzić - mówi polityk Prawa i Sprawiedliwości z Lubelszczyzny. Nie podoba mu się sposób, w jaki marszałkowie obsadzają jednostki samorządowe swoimi ludźmi i sowicie im płacą z publicznych pieniędzy.

Był "tłustym kotem", został wicemarszałkiem. Teraz buduje swoje zaplecze

Sprawdzamy. Lubelskie Centrum Nieruchomości według założeń ma się zajmować zarządzaniem nieruchomościami należącymi do samorządu województwa lubelskiego. To budynki czy działki, które są wynajmowane, dzierżawione, albo stoją puste. Marszałek Jarosław Stawiarski z PiS oczekuje "optymalizacji sposobu ich wykorzystania", czy rozwijania współpracy z partnerami gospodarczymi i inwestycyjnymi. W dłuższej perspektywie mają one zacząć przynosić zysk, bo obecnie generują stratę.

Tyle teorii. Przejdźmy do nazwisk. Prezesem nowej spółki został Jakub Jabłoński, rocznik 1989, absolwent finansów i rachunkowości na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz studiów MBA na Politechnice Lubelskiej. Jabłoński w przeszłości zajmował się promocją w miejskiej spółce w Lublinie, prowadził własną firmę, pracował też jako menadżer w firmie transportowej. - Jeśli pracował w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji to bardzo krótko albo na niskim stanowisku, bo nawet pracownicy z długoletnim stażem go nie kojarzą - mówi pracownik MOSiR w Lublinie z kadry zarządzającej.

O doświadczeniu Jabłońskiego w zarządzaniu nieruchomościami także nic nie wiadomo. W polityce jest postacią kompletnie nieznaną. - Nie kojarzę go z żadną działalnością, podobnie jak ludzie z PiS. Natomiast to z pewnością człowiek wicemarszałka Piotra Bresia - mówi polityk PiS.

Jeszcze kilka lat temu, podczas rządów partii  Jarosława Kaczyńskiego, Breś został dyrektorem lubelskiego oddziału Totalizatora Sportowego. Stanowisko objął wiosną 2021. Pensja? 23 tys. zł miesięcznie. Później wszedł w skład rady nadzorczej kopalni Bogdanka na Lubelszczyźnie. Tu zarabiał ok. 6,5 tys. zł miesięcznie. Z tego powodu polityk PiS trafił na listę "tłustych kotów". To określenie działaczy, którzy dzięki politycznym powiązaniom obejmowali stanowiska w państwowych instytucjach, ukute w 2021 roku przez działaczy PSL. Ze zjawiskiem próbował walczyć sam Kaczyński, ale mu się to nie udało, co przyznał publicznie. Wracając do Bresia - w wyborach w 2024 roku dostał się do sejmiku województwa, a stąd do zarządu, gdzie zarabia blisko 20 tys. zł brutto miesięcznie.

Redakcja poleca

"Tłusty kot" w radzie nadzorczej: "Radziłem sobie mniej, bardziej lub lepiej"

Ciekawiej jest w radzie nadzorczej spółki LCN. Tutaj znaleźli się: Zbigniew Dżugaj, Paweł Majewski oraz Marcin Bień. Dżugaj (rocznik 62.) to polityk PiS, starosta kraśnicki i dobry znajomy pochodzącego z Kraśnika marszałka Stawiarskiego. W przeszłości, razem ze Stawiarskim byli zastępcami burmistrza miasta. Natomiast kiedy w 2015 roku PiS doszedł do władzy, został wiceprezesem energetycznego giganta PGE Dystrybucja. Pensja? 52 tys. zł brutto miesięcznie. On także był określany jako "tłusty kot" PiS. W PGE Dystrybucja pracował osiem lat, także w czasie gdy rządziła już obecna koalicja. Odwołano go dopiero 1 marca 2024 roku.

Po utracie pracy pomocną dłoń znów wyciągnął do niego marszałek Stawiarski. Dżugaj wygrał konkurs na dyrektora Departamentu Infrastruktury i Majątku Województwa w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie. Nie popracował jednak długo. Po wyborach samorządowych wiosną 2024 roku został starostą kraśnickim. Także dzięki poparciu marszałka. Na zarobki starosta nie narzeka. Co miesiąc inkasuje ok. 20 tys. zł. Kolejne kilka tysięcy zarobi w radzie nadzorczej LCN.

Chcieliśmy porozmawiać z Dżugajem na temat zadań spółki i jego zarobków, ale dość szybko przerwał rozmowę. - Proszę się zgłosić do pana prezesa. Nie upoważniono mnie do udzielania informacji - uciął. To stała strategia Dżugaja, który niechętnie odpowiada na pytania dziennikarzy. Natomiast gdy obejmował funkcję starosty, powiatowym radnym zaprezentował się tak: - Moje dotychczasowe życie zawodowe było bogate i różnorodne. Mam nadzieję, że moja wiedza i umiejętności będą wykorzystane w starostwie. Na poprzednich stanowiskach radziłem sobie mniej, bardziej lub lepiej. Mam nadzieję, że i tu nie będzie najgorzej.

Radnym zdradził też, jakie ma hobby. To wędkarstwo, strzelectwo i turystyka rowerowa. - Ale lubię też dobrze zjeść, chociaż po mnie tego nie widać. Lubię się delektować, a nie zapełniać - doprecyzował Dżugaj.

Redakcja poleca

Prezes, który wręczał Rydzykowi tysiącletni miecz

Kolejną osobą w radzie nadzorczej jest Paweł Majewski (rocznik 78.). To prawnik i menażer, który także zrobił błyskawiczną karierę w czasie rządów PiS. Był prezesem kilku państwowych spółek: najpierw Lotosu, później PGNiG, a następnie Enei. Zasiadał też w powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę Radzie do Spraw Strategicznych Projektów Rozwojowych działającej w ramach Narodowej Rady Rozwoju.

Jako prezes Enei wspólnie z ówczesnym ministrem aktywów państwowych Jackiem Sasinem w lipcu 2023 roku wręczył ojcu Tadeuszowi Rydzykowi nietypowy prezent. Chodziło miecz z czasów Mieszka I. Do przekazania eksponatu,którego wartość media szacowały naćwierć miliona złotych, doszło podczas pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę.Zakup sfinansowała Fundacja Enea, kosztu nie ujawniła. Miecz miał trafić do Muzeum "Pamięć i Tożsamość" im. Jana Pawła II w Toruniu.

- Przekazujemy muzeum ten tysiącletni, rzadki w skali europejskiej eksponat, mając poczucie dobrze wypełnionego obowiązku wobec kolejnych pokoleń Polaków - szczycił się wówczas Majewski. Niektórzy archeolodzy mieli poważne wątpliwości co do autentyczności miecza.

Po utracie władzy przez PiS Paweł Majewski stracił prezesowski stołek. Wcześniej sam zrezygnował z zasiadania w radzie nadzorczej Polskiego Holdingu Nieruchomości. Dziś jest wspólnikiem w spółce zajmującej się odnawialnymi źródłami energii, zasiada też w radzie nadzorczej fundacji Security-Energy-Technology, która określa się jako "polski think tank działający na rzecz bezpieczeństwa narodowego - gospodarczego, militarnego, energetycznego i cyfrowego".

Prezes Enei Paweł Majewski i wicepremier Jacek Sasin w 2022 roku
Fot. Krzysztof Radzki/East News
Prezes Enei Paweł Majewski i wicepremier Jacek Sasin w 2022 roku
Prezes Enei Paweł Majewski i wicepremier Jacek Sasin w 2022 roku
Fot. Krzysztof Radzki/East News
Prezes Enei Paweł Majewski i wicepremier Jacek Sasin w 2022 roku

Prezes, rada nadzorcza i pierwszy dyrektor. Brakuje pracowników

Ostatnim z członków rady nadzorczej jest radca prawny Marcin Bień (rocznik 88.), który prowadzi kancelarię Bień i Wspólnicy. Ta z koleiczęsto reprezentowała polityków PiS, ale też państwowe podmioty. Wśród nich była m.in. kopalnia Bogdanka. Bień był też pełnomocnikiem wspomnianego już wicemarszałka Piotra Bresia. Reprezentował go w procesie, który wytoczył Piotr Kowalczyk, były przewodniczący rady miasta Lublin. Breś, wówczas miejski radny, zarzucił Kowalczykowi "kolesiostwo". Ostatecznie sprawa zakończyła się ugodą, Breś przeprosił Kowalczyka na sali sądowej.

O politykę w marszałkowskiej spółce pytamy prezesa Jakuba Jabłońskiego. - Nigdy nie byłem w żadnej partii politycznej. Z polityką nie mam nic wspólnego. Objąłem funkcję prezesa, bo uważam, że LCN to ciekawy projekt - przekonuje Jabłoński w rozmowie z RadioZET.pl. Dodaje też, że nie interesował się politycznymi powiązaniami członków rady nadzorczej.

Jakie Jabłoński ma plany w LCN? - Jesteśmy na etapie organizowania spółki. Podpisaliśmy już umowę z urzędem dotyczącą zarządzania nieruchomościami. Przed nami duże wyzwania, chociażby ze względu na zmieniające się realia. Moim zadaniem będzie m.in. racjonalizacja kosztów i efektywne wykorzystanie potencjału nieruchomości wojewódzkich. Nie będzie to łatwe, ale lubię wyzwania - mówi Jakub Jabłoński.

Gdy w marcu pytaliśmy w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego, ile osób jest zatrudnionych w LCN, otrzymaliśmy informację, że ani jedna. Ale to się zmienia. Prezes tłumaczy, że jest już księgowa oraz pierwsi pracownicy. Wśród nich dyrektor ds. najmu. Został nim Paweł Pikur, który w przeszłości miał zajmować się zarządzaniem nieruchomościami na Politechnice Lubelskiej, ale też pracował w branży odnawialnych źródeł energii, czy prowadził mobilną wulkanizację. Z naszych ustaleń wynika, że to znajomy wicemarszałka Bresia. Pikur ma zastępcę. W spółce jest też jeden specjalista.

Nie wiadomo, ile docelowo pracowników znajdzie się w LCN, ani ile zarabiają władze spółki. Urząd odpowiada jedynie, że wynagrodzenie "ustalane jest zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa oraz regulacjami dotyczącymi wynagradzania w spółkach z udziałem jednostek samorządu terytorialnego". Z naszych informacji wynika, że prezes może liczyć na pensję w wysokości 13,2 tys. zł, a członkowie rady nadzorczej 2-2,3 tys. zł miesięcznie.

Marszałkowska przechowalnia ludzi PiS

Co ciekawe kilka lat temu zlikwidowano Zarząd Nieruchomości Wojewódzkich, który zajmował się niemal dokładnie tym samym co powołane niedawno LCN. Poprzedni twór wchłonęło Lubelskie Centrum Innowacji i Technologii. Powstał urząd zarządzający nie tylko obsługą nieruchomości komunalnych, ale też obsługą informatyczną samorządu wojewódzkiego. Teraz LCN ma zasilić część pracowników z LCIiT. Prezes Jabłoński tłumaczy, że taki ruch był konieczny ze względu na rosnące wymogi dotyczące zarządzania nieruchomościami, w tym związane z cyberbezpieczeństwem. Marszałek oczekuje też, że województwo przestanie dokładać do nierentownych obiektów.

Powołanie spółki, w której znalazło się miejsce dla kolejnych osób związanych z PiS, to nie nowość na Lubelszczyźnie. Marszałek Jarosław Stawiarski regularnie obsadza stanowiska w publicznych jednostkach działaczami partii lub osobami z nią związanymi. Lubelskie Centrum Innowacji i Technologii jest jednym z takich przykładów. Od połowy listopada pełniącym obowiązki zastępcy dyrektora jest tu gen. Andrzej Bartkowiak, za czasów PiS komendant główny Państwowej Straży Pożarnej. Bartkowiak jest jednym z oskarżonych w aferze Collegium Humanum. Według prokuratury miał kupić dyplom MBA.

Bartkowiak już wiosną ubiegłego roku był przymierzany do objęcia stanowiska dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Lublinie. Wówczas przeszkodziło mu zatrzymanie przez CBA i postawienie zarzutów. Po kilku miesiącach jednak wrócił. We wrześniu wygrał konkurs na szeregowe stanowisko w LCIiT, a później szybko awansował. Po dwóch tygodniach został kierownikiem, a następnie zastępcą dyrektora.

Oprócz Bartkowiaka marszałek Stawiarski w podlegających mu instytucjach umieścił m.in. Grzegorza Schreibera, byłego marszałka łódzkiego, ojca posła PiS Łukasza Schreibera. Grzegorz po błyskawicznych awansach został zastępcą dyrektora Departamentu Kontroli i Audytu Wewnętrznego w urzędzie. Posadę na Lubelszczyźnie dostała też była europosłanka Beata Mazurek, która jest prezeską spółki Lubelskie Dworce. Z kolei Centrum Spotkania Kultur w Lublinie zarządza aktor Michał Chorosiński, mąż posłanki PiS i ministry w dwutygodniowym rządzie Mateusza Morawieckiego Dominiki Chorosińskiej.

Jak wspomnieliśmy, w WORD Lublin posady nie dostał Andrzej Bartkowiak, ale latem ubiegłego roku marszałek ulokował tam 57-letniego Grzegorza Lipę. To teść posła Jana Kanthaka z PiS, bez żadnego doświadczenia w egzaminowaniu kierowców. W przeszłości m.in. miał firmę budowlaną i zajmował się uprawą chmielu.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET