PSL przegrało głosowanie, ale to nie koniec. W Sejmie czeka kolejny projekt

5 min. czytania
28.10.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

To nie koniec parlamentarnej batalii o zniesienie dwukadencyjności w samorządach. Choć projekt PSL przepadł w sejmowym głosowaniu, na rozpatrzenie czeka jeszcze niemal identyczna propozycja Senatu. Politycy koalicji rządzącej przekonują, że tym razem uda się zdobyć większość. Do kolejnego głosowania może dojść już na najbliższych posiedzeniach Sejmu.

To nie koniec parlamentarnej batalii o zniesienie dwukadencyjności w samorządach. Choć projekt PSL przepadł w sejmowym głosowaniu, na rozpatrzenie czeka jeszcze niemal identyczna propozycja Senatu.
fot. Jacek Szydlowski / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego projekt PSL o zniesieniu limitu kadencji został odrzucony.
  • Jakie są argumenty przeciw dwukadencyjności w samorządach.
  • Co przewiduje senacki projekt dotyczący dwukadencyjności.
  • Które ugrupowania wspierają zniesienie limitu kadencji.

Sejm odrzucił projekt PSL znoszący limit dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Obowiązujące przepisy pozostają więc w mocy, ale politycy koalicji rządzącej nie zamierzają składać broni. Jak dowiaduje się RadioZET.pl, na jednym z najbliższych posiedzeń Sejmu ma zostać rozpatrzony projekt senacki, którego założenia są niemal identyczne z propozycją ludowców.

Chodzi o druk nr 2080, który trafił do Sejmu już w listopadzie 2025 roku z inicjatywy grupy senatorów. Dotychczas nie został jednak rozpatrzony. Projekt zakłada uchylenie art. 11 par. 4 Kodeksu wyborczego oraz odpowiedniego przepisu ustawy z 2018 roku.

Ludowcy przekonują, że wprowadzona w samorządach dwukadencyjność jest niezgodna z konstytucją. – Nawet samorządowcy zgłosili takie zastrzeżenie do Trybunału Konstytucyjnego. Ale skoro nie pracuje on normalnie, to nie może odpowiedzieć – komentuje w rozmowie z RadioZET.pl posłanka Bożena Żelazowska z PSL.

Redakcja poleca

Będzie kolejne głosowanie ws. zniesienia dwukadencyjności

Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wprowadzona w 2018 roku za rządów PiS, od początku budziła zastrzeżenia natury konstytucyjnej. Jej przeciwnicy przekonują, że ogranicza nie tylko prawo obywateli do kandydowania w wyborach, lecz także swobodę mieszkańców w wyborze swoich przedstawicieli. Ograniczeniem nie objęto natomiast radnych, starostów powiatowych ani marszałków województw.

Jednym z przywoływanych argumentów jest art. 60 Konstytucji, który gwarantuje obywatelom polskim korzystającym z pełni praw publicznych dostęp do służby publicznej na jednakowych zasadach. Przeciwnicy dwukadencyjności wskazują, że osoba, która dwukrotnie została wybrana na wójta, burmistrza lub prezydenta miasta, traci możliwość ponownego kandydowania w tej samej gminie, niezależnie od swoich kompetencji, uczciwości czy poparcia społecznego.

Z kolei art. 169 ust. 3 Konstytucji przewiduje, że zasady i tryb wyborów oraz odwoływania organów wykonawczych jednostek samorządu terytorialnego określa ustawa. Krytycy obecnych przepisów argumentują jednak, że ustawodawca nie powinien nadmiernie ingerować w swobodę mieszkańców w wyborze lokalnych władz. Jeżeli większość wyborców chce ponownie powierzyć urząd dotychczasowemu burmistrzowi, ustawowy limit kadencji odbiera im taką możliwość.

„To był jakiś błąd techniczny”

Istotnym argumentem przeciwników dwukadencyjności jest również zasada proporcjonalności wynikająca z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Zgodnie z nią ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności muszą być nie tylko uzasadnione, lecz także konieczne i proporcjonalne do zamierzonego celu. Pojawia się więc pytanie, czy przeciwdziałanie lokalnym układom i nadużyciom rzeczywiście wymaga pozbawienia samorządowców możliwości ponownego kandydowania po dwóch kadencjach.

Posłanka PSL Urszula Pasławska przekonuje, że szanse na uchwalenie projektu senackiego są duże, a kolejne głosowanie może zakończyć się zupełnie innym wynikiem. – Pan premier Tusk także stwierdził, że był to jakiś „problem techniczny”. I skoro jest większość w parlamencie, to tym razem tę ustawę przegłosujemy – mówi RadioZET.pl.

Ludowcy przygotowują jednak również plan awaryjny na wypadek kolejnej porażki. Chodzi o objęcie limitem dwóch kadencji także posłów i senatorów. Propozycja znajduje się dopiero na etapie prac analitycznych, ale politycy PSL uważają, że zasady powinny być jednakowe dla wszystkich. – Niewykluczone, że będzie to także inicjatywa obywatelska – zapowiada Pasławska. Gdyby takie rozwiązanie weszło w życie, oznaczałoby ogromną rewolucję w polityce. Ale droga do osiągnięcia takiego celu jest bardzo długa i związana ze zmianą Konstytucji.

PSL: dwie kadencje także dla posłów i senatorów

– Jesteśmy przeciwko dwukadencyjności, która obowiązuje w samorządach. I mówiliśmy, że jeżeli nie zostanie ona zniesiona, to wyjdziemy z propozycją dwukadencyjności także dla parlamentarzystów. Może nawet referendum – dodaje posłanka Bożena Żelazowska.

Rozczarowania wynikiem sejmowego głosowania nie ukrywa senator Wadim Tyszkiewicz z koła NOWA Polska-Centrum. On również uważa, że obowiązujące ograniczenia są niezgodne z konstytucją.

– Dlaczego akurat samorządowcy? Z jakiego powodu? Te wszystkie bajki, że siedzą, nachapali się, rodziny, układy. To nieuczciwe, niesprawiedliwe i zaprzecza zasadom demokracji. To ostatecznie kartka wyborcza powinna decydować o tym, kto jakiego gospodarza sobie wybierze. Jeżeli są jakieś patologie, to powinniśmy z nimi walczyć, a nie traktować wszystkich jedną miarą – wylicza.

Pytany o pomysł rozszerzenia dwukadencyjności na parlamentarzystów, deklaruje, że w takich okolicznościach sam zagłosowałby za takim rozwiązaniem. Nie wierzy jednak, by podobna propozycja miała szansę wejść w życie. – Nie mam z tym problemu. Tylko takiego głosowania nie będzie. To byłoby niezgodne z konstytucją – zauważa.

Projekt PSL upadł dwoma głosami

O losach projektu PSL przesądziły zaledwie dwa głosy. Za zniesieniem dwukadencyjności opowiedziało się 213 posłów, przeciwko było 215. Wynik pokazał, że nawet wśród ugrupowań tworzących koalicję rządzącą nie ma w tej sprawie jednomyślności.

W klubie Koalicji Obywatelskiej projekt poparło 145 posłów. Przeciwko zagłosowało jedynie czworo parlamentarzystów: Robert Dowhan, Klaudia Jachira, Franciszek Sterczewski i Małgorzata Tracz. Za zniesieniem dwukadencyjności opowiedzieli się wszyscy posłowie PSL, natomiast przeciwne zmianom były PiS i Rozwój Plus. Głosy podzieliły się również na Lewicy. Nowelizację poparło 12 parlamentarzystów, a sześcioro zagłosowało przeciwko. W tej grupie znalazły się Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Daria Gosek-Popiołek, Wanda Nowicka, Dorota Olko, Joanna Wicha i Anna Maria Żukowska.

„Ja pięć razy wygrywałem wybory”

Podobne rozbieżności pojawiły się w pozostałych ugrupowaniach. W klubie Centrum za nowelizacją opowiedziało się 12 parlamentarzystów, a dwóch ją odrzuciło. W Polsce 2050 sześciu posłów zagłosowało za zmianą przepisów, trzech przeciw, a kolejnych trzech wstrzymało się od głosu. To głosowanie było pretekstem dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz do opuszczenia rządu.

Także w opozycyjnej Konfederacji nie było zgodności. Pięciu posłów poparło projekt, siedmiu było przeciw, a czterech wstrzymało się od głosu. Wśród posłów niezrzeszonych jeden poparł projekt, czterech było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu.

Senator Wadim Tyszkiewicz przekonuje, że ograniczenie liczby kadencji uderza także w tych samorządowców, którzy przez lata cieszyli się dużym zaufaniem mieszkańców. Przywołuje przy tym własne doświadczenia z czasów, gdy kierował Nową Solą.

– Ja pięć razy wygrywałem wybory. Mój rekord to 87 proc. Dużo ludzi mnie poparło. Ja sobie nie pozwolę na to, że skoro pięć razy mnie wybierano, to oznacza, że zrobiłem układy. Byłem kandydatem bezpartyjnym. I prowadziłem miasto jak przedsiębiorstwo. Czyli podejmowałem najlepsze, racjonalne decyzje, bez obciążeń politycznych – komentuje senator, który w latach 2002–2019 sprawował urząd prezydenta Nowej Soli.

Ostatnie słowo należy do prezydenta Nawrockiego

Nawet jeśli zwolennikom zniesienia dwukadencyjności uda się tym razem zdobyć sejmową większość, nie będzie to jeszcze oznaczało końca batalii o zmianę przepisów. Ustawa będzie musiała przejść dalszą procedurę parlamentarną, a ostatecznie trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego.

Stanowisko głowy państwa w tej sprawie pozostaje nieznane. Pewną wskazówką może być jednak postawa PiS i środowisk prawicowych, które opowiadają się za utrzymaniem obecnych ograniczeń. To zresztą właśnie PiS wprowadził dwukadencyjność. Trudno oczekiwać, aby blisko związany z tym środowiskiem Nawrocki poparł jej zniesienie. Prezydent może ustawę podpisać, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego.

10 października, podczas posiedzenia Rady Naczelnej PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że jeśli ustawa znosząca dwukadencyjność w samorządach nie uzyska poparcia Sejmu lub zostanie zablokowana przez prezydenta, ludowcy wystąpią z propozycją wprowadzenia analogicznego ograniczenia dla posłów i senatorów. Lider PSL przyznał, że wymagałoby to zmiany Konstytucji, ale ocenił, że takie rozwiązanie jest możliwe. – PSL będzie tą partią, która mówi: nie od samorządu, nie od Polski lokalnej, tylko od siebie zacznijcie, posłowie i senatorowie – podkreślił. Jak zaznaczył, nie jest to forma politycznego szantażu, lecz kwestia sprawiedliwości i równego traktowania. – Nie może być tak, że zaczyna się nie od siebie, tylko zaczyna się od innych – przekonywał.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET