Sąd Najwyższy ma najnowsze dane o protestach. "Odpowiednik 2-3 letniego wpływu wszystkich spraw"
Dotychczas w SN zarejestrowano 10 tys. 515 protestów przeciw wyborowi prezydenta, a według szacunków wszystkich protestów wpłynęło blisko 50 tys. - przekazał zespół prasowy Sądu Najwyższego. Na razie rozpatrzonych zostało 98 protestów, które pozostawiono bez dalszego biegu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co powiedziała w Gościu Radia ZET I prezes Sądu Najwyższego.
- Jak na słowa Małgorzaty Manowskiej zareagował Roman Giertych.
- Jaki jest pełen komunikat SN ws. protestów wyborczych.
Do Sądu Najwyższego wpłynie 50 tys. protestów wyborczych
I prezes SN Małgorzata Manowska poinformowała w poniedziałek rano w Radiu ZET, że liczba protestów wyborczych przekroczyła 50 tys., ale trwa oczekiwanie na informację z Poczty Polskiej, czy coś jeszcze przyjedzie do Sądu Najwyższego. Informację tę potwierdził zespół prasowy SN.
"W ostatnim czasie do Sądu Najwyższego wpłynęło, według szacunków biura podawczego, blisko 50 tys. spraw. Liczba ta stanowi w przybliżeniu odpowiednik 2-3 letniego wpływu wszystkich spraw do SN. Z tego względu czynności administracyjne związane z rejestracją spraw wymagają nadzwyczajnego zaangażowania wszystkich pracowników Sądu Najwyższego" - przekazano.
Każdy z protestów musi być formalnie zarejestrowany. Po zapoznaniu się z ich treścią część z nich, jeśli podniesione w nich zarzuty będą tożsame i zbieżne, może formalnie być łączona do wspólnego rozpoznania. "Dotychczas zarejestrowano 10 tys. 515 protestów" - poinformował PAP po godz. 13 w poniedziałek Maciej Brzózka z zespołu prasowego SN.
Kontrowersje po słowach Manowskiej o "giertychówkach"
Manowska powiedziała w Gościu Radia ZET, że wśród protestów, które wpłynęły do SN, "indywidualnych protestów" jest kilkaset sztuk, zaś ok 90 proc. stanowią te, których wzór udostępnił w mediach społecznościowych poseł KO Roman Giertych. - Indywidualnych protestów jest kilkaset sztuk. Ponad 90 proc. to są protesty powielane, których wzór został udostępniony przez posła Giertycha. Pracownicy SN nazywają je "giertychówkami”. Kilka tysięcy protestów to wzór udostępniony przez pana Wawrykiewicza - stwierdziła I prezes SN.
SN zwraca uwagę, że w związku z liczbą protestów "w najbliższych dniach kontakt z biurami oraz sekretariatami Izb Sądu Najwyższego może być utrudniony". "Liczymy na Państwa zrozumienie dla zaistniałej sytuacji i wynikających z niej utrudnień. Czynione są wszelkie starania, by SN jak najszybciej powrócił do normalnego funkcjonowania" - przekazano w komunikacie na stronie sądu.
Z kolei Roman Giertych napisał w poniedziałek na platformie X, że we wtorek złoży zawiadomienie na prezes Manowską i inne osoby z Izby Kontroli nadzwyczajnej SN. "We wszystkich 50 tys. protestach wyborczych z mojego wzoru, wnosiliśmy o przekazanie ich do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Z jej wypowiedzi wynika, że nasze protesty ukradli neosędziowie" - napisał Giertych, odnosząc się do słów I prezes SN.
- Akcja posła Giertycha i pana Wawrykiewicza spowodowała tylko to, że pracownicy SN w czerwcowy weekend, zamiast spędzać go z rodzinami, przyjaciółmi, siedzieli w Sądzie i pracowali - mówiła w Radiu ZET Manowska.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET