Stowarzyszenie Sasina ma ukryty cel? „O wielu rzeczach się nie dowiemy”

6 min. czytania
15.06.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Celem nowego stowarzyszenia w PiS, może nie być wyłącznie odpowiedź na działania Mateusza Morawieckiego. Według ekspertów organizacja może przejąć część działań partii, a nawet finansować je poza oficjalnym, kampanijnym budżetem. Co więcej, o wielu jej działaniach w roku wyborczym w ogóle się nie dowiemy.

Sasin jest prezesem Stowarzyszenia Po Pierwsze Polska
fot. Marysia Zawada/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego powołano stowarzyszenie „Po Pierwsze Polska”
  • Jakie są potencjalne korzyści z działalności stowarzyszenia dla PiS.
  • Dlaczego sprawy finansowania stowarzyszenia wątpliwości ekspertów.
  • Które osoby są związane z nowym stowarzyszeniem w PiS.

„Naszą misją jest wzmacnianie jedności naszej partii, aktywne wspieranie kampanii prof. Przemysława Czarnka oraz wypracowywanie rozwiązań programowych, które otworzą Polsce i Polakom drogę do bezpiecznej i pomyślnej przyszłości pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.” - tak przyczyny powstania stowarzyszenia „Po Pierwsze Polska” a portalu X opisał jeden z jego założycieli, były wicepremier, a obecnie poseł PiS Jacek Sasin.

Stowarzyszenie zarejestrowano we wtorek 9 czerwca. Komentatorzy polityczni tłumaczą, że przede wszystkim chodzi o walkę frakcji w PiS. Ma to być odpowiedź na powstanie stowarzyszenia skupionego wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Ale eksperci zauważają, że nie mniej ważne mogą być aspekty finansowe, zwłaszcza w kontekście zbliżającej się kampanii wyborczej. Stowarzyszenie może ukryć pewne działania, z których partia musiałaby się tłumaczyć. To z kolei może budzić wątpliwości i kontrowersje.

Nowe stowarzyszenie w PiS. „Pierwsze płuco za bardzo się rozpycha”

Stowarzyszenie „Po Pierwsze Polska” tworzą parlamentarzyści PiS. Według informacji Sasina już ponad sto osób zadeklarowało chęć przystąpienia do organizacji. Co najważniejsze, deklarują one „pełną lojalność wobec Prawa i Sprawiedliwości oraz naszego lidera, Prezesa Jarosława Kaczyńskiego”. To istotna obietnica, w kontekście złożonego niedawno przez Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia „Rozwój Plus”, do którego przystąpiło około 40 parlamentarzystów. Wielu polityków PiS uważa, że były premier buduje niezależną organizację, bo chce opuścić partię. W tej sprawie od miesięcy toczą się spory między „harcerzami”, których liderem jest właśnie Morawiecki, a „maślarzami”, czyli grupą skupioną wokół Przemysława Czarnka, Tobiasza Bocheńskiego, Patryka Jakiego i Jacka Sasina. Oni podkreślają lojalność wobec PiS i prezesa.

- Musieliśmy się policzyć i dać odpór Mateuszowi. Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie. Czy będziemy faktycznie mocno działali w ramach stowarzyszenia, czy będzie ono funkcjonowało tylko na papierze? Mimo wszystko ten ruch był konieczny, żeby pokazać „drugie płuco”, bo to pierwsze zaczęło za bardzo się rozpychać – żartuje jeden z polityków PiS.

Stowarzyszenie ma działać wewnątrz partii, nie tworzyć struktur w terenie, jak planował to Morawiecki w przypadku swojej organizacji. Prezesem „Po Pierwsze Polska” został Jacek Sasin, wiceprezesami Elżbieta Witek, Tobiasz Bocheński i Patryk Jaki. Funkcję sekretarzem będzie pełnił Michał Moskal, a skarbnika - Marek Wesoły. Wszyscy są kojarzeni z frakcją „maślarzy”.

Redakcja poleca

Co musi pokazać partia, a co może ukryć stowarzyszenie

Eksperci, walczący o jawność i transparentność w życiu publicznym, zwracają uwagę na aspekt finansowy, dotyczący powołanego niedawno stowarzyszenia. Ale też podobnych organizacji, powoływanych wewnątrz lub obok partii. Twierdzą, że ich powoływanie może być wybiegiem, mającym na celu obejście przepisów dotyczących finansowania partii politycznych.

- Deklaracja posła Sasina, że jednym z celów powołanego stowarzyszenia będzie aktywne wspieranie kampanii Przemysława Czarnka i praca nad rozwiązaniami programowymi dla PiS budzi moje duże zastrzeżenia. Wynika z niej, że stowarzyszenie może prowadzić działalność polityczną, gromadzić i wydawać środki na cele polityczne, czyli realizować zadania, które de facto są zarezerwowane dla partii. Co więcej, przyszły rok będzie rokiem wyborczym i wykonywanie wspomnianych zadań przez stowarzyszenie sprawi, że opinia publiczna nie dowie się o wielu rzeczach, które w przypadku realizacji ich przez partię byłyby jawne – mówi Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności, kontrolującej działalność polityków i urzędników.

I podaje przykłady: - Darowizny przekazywane na organizację pozarządową można odpisać od podatku. Nie ma limitów wpłat od osób fizycznych na stowarzyszenie, a takie obowiązują w przypadku partii politycznych. Stowarzyszenie mogłoby więc finansować działalność polityczną, tłumacząc, że mieści się ona w celach statutowych. Mogą to być spotkania z wyborami, reklamy, publikacje w portalach społecznościowych czy gazetki. Oczywiście, nie będą to wprost materiały wyborcze, bo to narażałoby partię na zarzuty finansowania kampanii poza oficjalnym budżetem. Ale takie działania są możliwe. Dla przykładu twarzą jakiegoś projektu edukacyjnego będzie kandydat na premiera Przemysław Czarnek. I właśnie to budzi duże wątpliwości. A poza tym godzi w wizerunek wielu innych organizacji pozarządowych, które nie mają nic wspólnego z polityką.

W przypadku wpłat na partię polityczną istnieje określony, roczny limit. To 15-krotność minimalnego wynagrodzenia za pracę. W 2026 roku osoba fizyczna może przekazać ugrupowaniu maksymalnie 72 tys. zł. W przyszłym ta kwota nieco wzrośnie, będzie to ok. 74 tys. zł. Ponieważ to rok wyborczy, możliwe będzie też przekazywanie środków na Fundusz Wyborczy partii. To kolejne ok. 74 tys. zł. W przypadku stowarzyszenia powyższe limity nie obowiązują. A nazwiska darczyńców nie znajdą się w publicznym rejestrze wpłat, który musi prowadzić i publikować na stronie internetowej partia.

Redakcja poleca

Wielkie billboardy polityczek PiS. Promocja projektu czy darmowa kampania?

O tym, że takie zastrzeżenia dotyczące działalności na styku partii i stowarzyszenia nie są bezpodstawne, świadczą wydarzenia z kampanii wyborczej w 2023 roku. W województwie lubelskim ruszył projekt „Bezpieczna Kobieta”. Stowarzyszenie Bezpieczna Lubelszczyzna otrzymało na jego realizację ponad trzy miliony złotych wsparcia z Kancelarii Premiera, którym był Mateusz Morawiecki. Wśród założeń było przeprowadzenie szkoleń dla kobiet z psychologii, samoobrony, pierwszej pomocy czy strzelania. Projekt ruszył na początku czerwca, tuż przed kampanią wyborczą. W wielu w miastach i miejscowościach Lubelszczyzny pojawiły się billboardy z wizerunkami ambasadorek projektu. Zostały nimi Magdalena Filipek-Sobczak, ówczesna radna wojewódzka PiS (dziś posłanka) oraz Monika Pawłowska, posłanka PiS. Plakaty do złudzenia przypominały banery wyborcze.

Jędrzej Halerz, ówczesny rzecznik Stowarzyszenia (a dziś mąż Pawłowskiej i działacz PiS) przekonywał media, że organizacja jest apolityczna. Natomiast polityczki nie miały sobie nic do zarzucenia. Twierdziły, że po prostu angażują się społecznie.

Po zmianie rządu Kancelaria Premiera Donalda Tuska przyjrzała się projektowi. Miała do niego mnóstwo zastrzeżeń. W informacji pokontrolnej można przeczytać, że nieprawidłowo rozliczono aż 98 proc. przyznanej dotacji (3,3 mln zł). Z kolei wskazanie Filipek-Sobczak i Pawłowskiej uznano za promocję polityczek kandydujących do Sejmu. Koszt tej promocji wyceniono na 250 tys. zł. Wskazano też, że billboardy pojawiały się w okręgach wyborczych Filipek-Sobczak (okręg nr 6) i Pawłowskiej (okręg nr 7). Dodatkowo wielki wizerunek oraz imię i nazwisko przypominały strukturę plakatu wyborczego. A Monika Pawłowska na banerach wyborczych w kampanii wykorzystała dokładnie to samo zdjęcie.

KPRM miała dużo zastrzeżeń do kampanii z udziałem Pawłowskiej
Fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER
Monika Pawłowska, posłanka PiS

Skarbnik PiS: Nie będziemy mieszali finansów partii i stowarzyszenia

Zastrzeżeń ze strony ekspertów jest jednak więcej. Zauważają oni, że część wydatków na kampanię wyborczą możemy nie poznać wcale. - Stowarzyszenie przedstawi swoje sprawozdanie finansowe za 2027 rok, dopiero w połowie 2028 roku. I nie będzie ono tak szczegółowe, jak rozliczenie partii. Wielu rzeczy możemy się nie dowiedzieć, nie poznamy darczyńców, bo tego też stowarzyszenie nie musi ujawniać. W przypadku działalności politycznej tworzy to pole do różnego rodzaju nadużyć i ukrywania darczyńców oraz wydatków – zauważa prezes Fundacji Wolności.

O te zastrzeżenia RadioZET.pl chciało zapytać prezesa Jacka Sasina. Nie obierał jednak od nas telefonu. Nie odpowiedział też na prośbę o kontakt. Podobnie jak poseł Micha Moskal, sekretarz Stowarzyszenia „Po Pierwsze Polska”.

Na rozmowę zgodził się natomiast Henryk Kowalczyk, poseł PiS i skarbnik tej partii, a w przeszłości wicepremier i minister. On także wyraził chęć przystąpienia do nowego stowarzyszenia. Jak przekonuje, w partii długo dyskutowano o nowym projekcie. - Braliśmy pod uwagę różne zastrzeżenia, które mogłyby się pojawić w zawiązku z działalnością stowarzyszenia, także te finansowe. Dlatego uznaliśmy, że skupimy się na wykorzystaniu potencjału organizacyjnego. Nie będziemy mieszali finansów stowarzyszenia i partii. Stowarzyszenie nie będzie też płacić za żadne działania, które mają coś wspólnego z działalnością partii politycznej, czy prowadzeniem kampanii wyborczej. Takich sytuacji na pewno nie będzie – zapewnia Henryk Kowalczyk, poseł PiS.

Jakie działania organizacyjne ma prowadzić nowe Stowarzyszenie? Według skarbnika chodzi m.in. o tworzenie programu czy planowanie spotkań wyborczych. Jednak w tym drugim chodzi wyłącznie o logistykę. - Stowarzyszenie nie będzie finansowało żadnego wynajmu sal, czy ponosiło innych wydatków. Dlaczego? Bo zdajemy sobie sprawę także z tego, że Państwowa Komisja Wyborcza analizuje działalność różnego rodzaju fundacji, organizacji, które w kampanii prezydenckiej działały na rzecz Rafała Trzaskowskiego. Chcemy uniknąć tego rodzaju zastrzeżeń – twierdzi Kowalczyk.

Gdy zauważamy, że wszystkie te zadania można realizować w ramach działalności partyjnej, skarbnik PiS odpowiada: - Oczywiście, wszystko można. Ale dodatkowa struktura na pewno się przyda.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET