`

Jurgiel, Kamiński i tajna notatka CBA. Jest finał śledztwa. „Pokazuje bezkarność ludzi PiS”

5 min. czytania
10.06.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Śledczy uznali, że Krzysztof Jurgiel i Mariusz Kamiński nie złamali prawa, ujawniając mediom notatkę z czynności kontrolnych CBA w państwowych stadninach koni. To oznacza, że po 10 latach od rozpoczęcia czystek w stadninach politycy PiS nie poniosą żadnych konsekwencji swoich działań. W tym doprowadzenia krajowej hodowli na skraj zapaści.

Politycy PiS
fot. STEFAN MASZEWSKI/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego umorzono śledztwo w sprawie przekazania notatki CBA mediom.
  • Jakie były konsekwencje zmian kadrowych w stadninach po decyzjach rządu PiS.
  • Co o decyzji prokuratury sądzą Marek Trela i Krzysztof Jurgiel.

- To, że po ośmiu latach upokorzeń, oskarżeń, wieloletniego śledztwa zostałem oczyszczony z niesłusznych zarzutów, nie powinno kończyć sprawy. Państwu polskiemu powinno zależeć, aby winni takich sytuacji ponieśli konsekwencje. Tymczasem polski wymiar sprawiedliwości, organy ścigania są sterroryzowane przez ludzi PiS. Efektem tego jest bezkarność ludzi poprzedniej władzy. To powoduje bezradność i gorycz - mówi Marek Trela, były prezes stadniny w Janowie Podlaskim.

Te słowa są reakcją na decyzję śledczych z Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Portal RadioZET.pl ustalił, że postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, prowadzone przez blisko dwa lata, niedawno zostało umorzone. Chodziło o m.in. o ujawnienie mediom w marcu 2016 notatki z czynności operacyjnych poprzedzających kontrolę Centralnego Biura Antykorupcyjnego ( CBA) w państwowych stadninach koni. Prześwietlane były działania ważnych polityków PiS - Mariusza Kamińskiego, ministra koordynatora służb specjalnych oraz Krzysztofa Jurgiela, ministra rolnictwa.

Śledztwo w sprawie notatki CBA umorzone

Sprawa miała związek z pierwszymi decyzjami kadrowymi PiS, tuż po przejęciu władzy przez partię. W połowie lutego 2016 roku ze stanowiska prezesa państwowej stadniny koni w Janowie Podlaskim został zwolniony Marek Trela, który rządził tam przez 16 lat. Wraz z Trelą odwołano Jerzego Białoboka, wieloletniego prezesa stadniny w Michałowie (woj. świętokrzyskie), oraz Annę Stojanowską, główną specjalistkę ds. hodowli koni w Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR).

Minister Jurgiel w marcu 2016 roku tłumaczył na konferencji prasowej, że personalne trzęsienie ziemi to efekt "miażdżąco niekorzystnych" wyników kontroli CBA. Mówił o niegospodarności i niekorzystnej umowie na organizację słynnej aukcji Pride of Poland z firmą Polturf. Na potwierdzenie tych słów przekazał notatkę CBA dziennikarzom. Później w Sejmie grzmiał, że wspomniana trójka została zwolniona ze stadnin "za złodziejstwo, nie za niefachowość".

Właśnie wątek przekazania notatki analizowali śledczy z Lublina. - Śledztwo dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych. Informacja o tym, że dokument przekazany opinii publicznej to wynik kontroli CBA, jest nieprawdziwa. W rzeczywistości była to notatka z czynności operacyjnych poprzedzających kontrolę - mówiła nam w lutym ubiegłego roku prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie.
Śledczy sprawdzali, kto z CBA przekazał notatkę Mariuszowi Kamińskiemu, czy mógł to zrobić oraz, czy Kamiński mógł dać dokument ministrowi Jurgielowi, a ten pokazać go mediom. Śledztwo właśnie się zakończyło. Decyzja o jego umorzeniu jest prawomocna. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w działaniach polityków PiS.

- W uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu wskazano, iż podjęcie działań analitycznych w tej konkretnej sprawie mieściło się w granicach uprawnień CBA, podobnie jak przekazanie informacji z ustaleń ministrowi-koordynatorowi służb specjalnych. Określenie w piśmie przewodnim źródła informacji jako czynności kontrolnych w sposób oczywisty wprowadzało odbiorców w błąd, a zawarte w informacji wnioski, co do niekorzystności umów na organizację Dni Konia Arabskiego nie były należycie umotywowane. Jednakże tego rodzaju nierzetelność nie wypełnia znamion przekroczenia uprawnień w rozumieniu art. 231 par. 1 k.k. - wyjaśnia prokurator Beata Syk-Jankowska.

Redakcja poleca

Jurgiel: Nie jestem zaskoczony, nie popełniłem żadnego przestępstwa

Śledczy dodają, że z uwagi na upływ czasu nie ustalono, w jaki sposób przygotowano pismo przewodnie z 4 marca 2016 roku, a to nie pozwala na odtworzenie, jakie były prawdziwe intencje jego twórców. Część zapisów budziła też wątpliwości, jeśli chodzi o ustalenia merytoryczne. To jednak zbyt mało, by stwierdzić, że politycy działali, żeby osiągnąć korzyść osobistą. W tym wypadku stworzyć uzasadnienie dla decyzji ministra rolnictwa o zwolnieniu prezesów stadnin.

- Od pana się dowiaduję o tej decyzji, nie byłem o niej informowany. Ale to zapewne też ze względu na to, że nie byłem podejrzany, ani nie miałem postawionych żadnych zarzutów. Czy jestem zaskoczony? Nie. Nie popełniłem żadnego przestępstwa. Notatkę, którą pokazałem, dostałem od biura prasowego. Nie miała żadnej klauzuli, więc trudno, żeby w tym wypadku doszło do złamania prawa – mówi RadioZET.pl Krzysztof Jurgiel, były minister rolnictwa w rządzie PiS.

Polityk przekonuje, że nie ma sobie nic do zarzucenia w sprawie decyzji dotyczących odwołania szefów państwowych stadnin. - Kontrola CBA i pismo od ówczesnego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego wskazywały, że w stadninach dochodziło do nieprawidłowości i niegospodarności. Nie mogłem wówczas podjąć innych decyzji, bo naraziłbym się na odpowiedzialność wynikającą z kodeksu karnego. To wywołało nagonkę na mnie, ale takie jest życie polityka – dodaje Jurgiel.

Nagonka, o której wspomina były minister, nie była jednak spowodowana tylko czystkami karowymi w stadninach, ale tym, co działo się po nich. PiS powoływał na prezesów ludzi, którzy nie mieli pojęcia o hodowli. W Janowie Podlaskim rządziło w sumie siedmiu prezesów. Stadnina wpadła w problemy finansowe. Podupadł też prestiż i renoma słynnej na całym świecie aukcji Pride of Poland. Dwukrotnie kończyła się ona międzynarodowymi skandalami.

Redakcja poleca

Politycy PiS próbowali też udowodnić rzekomą niegospodarność w stadninie, o której mówi Krzysztof Jurgiel. Śledztwo w tej sprawie prowadziła ta sama Prokuratura Regionalna w Lublinie. Kierował nią wówczas Jerzy Ziarkiewicz, zaufany człowiek Zbigniewa Ziobro. Postępowanie trwało osiem lat, było wielokrotnie przedłużane. Prokuratura zamawiała kolejne audyty finansowe, prosiła o międzynarodową pomoc prawną. Współpracowała z Interpolem i FBI, które sprawdzały kontrahentów stadniny w Europie i USA. Ostatecznie śledztwo zostało umorzone w samej końcówce rządów PiS i Ziarkiewicza.

Trela: Trzeba odbudować to, co zniszczyli PiS-owscy prezesi

Marek Trela  chciał pozwać Krzysztofa Jurgiela za słowa o złodziejstwie. Jednak Jurgiel był wówczas europosłem i chronił go immunitet. Gdy wygasł, Trela założył sprawę o zniesławienie. Sąd uznał jednak, że doszło do przedawnienia.

Od kilku lat Trela prowadzi azyl dla dzikich zwierząt w Jordanii. Jest też doradcą nowej prezes janowskiej stadniny Weroniki Sosnowskiej, powołanej już za rządów obecnej koalicji. Nie zamierza wracać do tej sprawy. - Dziś skupiam się na tym, żeby pomóc obecnej pani prezes odbudować to, co zostało zniszczone za poprzednich, PiS-owskich prezesów. Będzie to z pewnością wieloletni i trudny proces. Mógłbym wytoczyć prywatny pozew ministrowi Jurgielowi, ale szkoda mi na takiego człowieka czasu i kolejnych nerwów. Bo skoro państwo polskie ma w nosie rozliczenie go, to dlaczego właśnie ja mam to robić? - pyta retorycznie Trela. I dodaje: - Decyzja prokuratury pokazuje, że osoby, które doprowadziły państwowe stadniny na skraj zapaści, nie poniosą żadnej odpowiedzialności za swoje działania.

Z kolei Krzysztof Jurgiel jest dziś poza dużą polityką. W maju 2024 prezes Jarosław Kaczyński obarczył go odpowiedzialnością za porażkę PiS w wyborach samorządowych na Podlasiu. Partia straciła władzę w sejmiku województwa. Były minister został zawieszony w prawach członka ugrupowania. Kilka dni później sam opuścił PiS.

Obecnie Jurgiel prowadzi stowarzyszenie „Jedność”, które w celach ma wpisane wspieranie rozwoju lokalnego, samorządności czy ochrony środowiska. Współpracował też krótko z Markiem Wochem, liderem Bezpartyjnych Samorządowców. Chodziło o przygotowanie strategii rolnej. - Nie mam stałej współpracy z tym ugrupowaniem. Nie wiem, czy będę w polityce, skupiam się na pracy w stowarzyszeniu. Do wyborów zostało jeszcze sporo czasu. Decyzję o tym, czy wystartuję i ewentualnie z jakiej listy podejmę w przyszłym roku. Niczego nie wykluczam – mówi RadioZET.pl Krzysztof Jurgiel.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET