Taktyczny rozejm w PiS? „Kaczyński kupił sobie czas”
Jarosław Kaczyński ogłasza porozumienie z Mateuszem Morawieckim, jednak zamiast zrozumiałego dla wszystkich kompromisu powstaje polityczne dziwadło: stowarzyszenie działające w partii, ale formalnie będące poza nią. Wielu naszych rozmówców nie wierzy w trwałość takiej konstrukcji. – To tylko taktyczny rozejm przed wojną o władzę w PiS – słyszymy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak kryzys w PiS według Kaczyńskiego został zażegnany.
- Dlaczego stowarzyszenie Rozwój Plus ma być "drugim płucem" PiS.
- Co wzbudza wątpliwości związane z działaniami Morawieckiego.
- Jakie mogą być konsekwencje podziału w PiS.
Jarosław Kaczyński przekonuje, że kryzys w jego partii został zażegnany i żadnego rozłamu nie będzie. Od teraz stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego ma istnieć w ramach Prawa i Sprawiedliwości jako „drugie płuco” ugrupowania. Twór ma wejść w skład partyjnej rady eksperckiej, formalnie dalej funkcjonować jako samodzielny byt, ale nie poszerzać swoich struktur w terenie. Choć taka konfiguracja wydaje się trudna do zrozumienia, politycy PiS w oficjalnych wypowiedziach uspokajali we wtorek (21 kwietnia), że udało się osiągnąć kompromis.
Prezes Kaczyński wyjaśnił na konferencji, że partyjne „dwa płuca” będą miały określone zadania. Jedna grupa pod przywództwem Przemysława Czarnka będzie próbowała dotrzeć do wyborców bardziej radykalnych, sympatyzujących dziś z obiema Konfederacjami, druga zaś – do wyborców umiarkowanych i centrowych. To właśnie do nich swój program ma skierować Morawiecki, który w nocy z poniedziałku na wtorek negocjował z Kaczyńskim i Adamem Bielanem. – Nie chcemy prowadzić tutaj działalności stricte politycznej, partyjnej. Chcemy prowadzić szeroko rozumianą działalność programową, społeczną i z taką bardzo głęboką intencją, żeby rzeczywiście zakończyć ten rząd – zapowiedział były premier.
Taktyczny rozejm, a potem wojna w PiS
Nie wszyscy politycy oceniają „kompromis” Kaczyńskiego z Morawieckim z równym optymizmem. Dla jednych to faktycznie realny krok do przodu, ale inni widzą tu jedynie odroczoną w czasie konfrontację, która w przyszłości i tak doprowadzi do podziału w ugrupowaniu.
– Nie ma żadnego porozumienia – komentuje w rozmowie z RadioZET.pl Michał Wypij, w przeszłości poseł Porozumienia Jarosława Gowina, który doskonale zna wewnętrzne sojusze i spory na Nowogrodzkiej. – Jest tylko taktyczny rozejm przed wojną o władzę w PiS. Mateusz Morawiecki pokazał, że ma zaplecze, a Jarosław Kaczyński kupił sobie czas. Ostateczna rozgrywka o schedę dopiero przed nami – podkreśla.
Umowa między Kaczyńskim a Morawieckim jest tak osobliwym tworem, że trudności ze zrozumieniem, o co w niej dokładnie chodzi, mają nawet politycy PiS. „To ważny i dobry moment dla środowiska patriotycznego. Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego zawiesza działalność, a najbardziej zaangażowani, twórczy i pełni energii posłowie oraz europosłowie będą indywidualnie zasilać Radę Ekspercką Prawa i Sprawiedliwości” – pisał we wtorek Jacek Sasin. Na odpowiedź ludzi Morawieckiego nie trzeba było długo czekać. „Działalność stowarzyszenia nie tylko nie zostaje zawieszona, ale – jak tylko zostanie zarejestrowane – rzucamy się w wir działań” – zapewniał Michał Dworczyk. Wtórował mu Marcin Horała: „Bardzo dobry dzień dla obozu patriotycznego. Działalność stowarzyszenia Rozwój Plus będzie kontynuowana i rozwijana”.
Bajka o „dwóch płucach” partii
W sprawie stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego pojawia się kilka rzucających się w oczy wątpliwości. Po pierwsze, jeżeli rzeczywiście chodzi tutaj tylko o programowy ferment, który docelowo miałby wzbogacić ofertę PiS, to podstawowe pytanie brzmi: dlaczego powoływana jest do tego specjalnie osobna, pozapartyjna organizacja, złożona w dodatku z ludzi kojarzonych z frakcją harcerzy, czyli partyjnym zapleczem byłego premiera?
Druga kwestia to wspomniane „dwa płuca”. Gdy prześledzimy polityczną narrację Morawieckiego i jego ludzi z ostatnich tygodni, ich wpisy w mediach społecznościowych, to niewiele różnią się one od tych, którymi dzielą się np. Przemysław Czarnek i jego stronnicy. „Chcę, żebyśmy byli dla rządu Donalda Tuska koszmarem, a dla wszystkich wyborców – realną, szeroką alternatywą” – pisze o swoim stowarzyszeniu Morawiecki. W innym wpisie tak odnosi się do programu SAFE: „Ostrzegaliśmy przed tym! Europejska pożyczka SAFE winduje ceny broni! A zarobi na tym... niemiecki Rheinmetall!”. „Zniszczyli edukację. Zniszczyli ochronę zdrowia. Zrujnowali budżet. Śmieją się Polakom w twarz” – wylicza w innym wpisie. Trudno uznać taki język i diagnozy za ofertę bardziej umiarkowaną i wyważoną od propozycji Przemysława Czarnka.
Morawiecki chce zostać premierem
Trzecia sprawa to partyjne konflikty i polityczne ambicje Morawieckiego, który nie był szczególnie zadowolony z ogłoszenia Przemysława Czarnka kandydatem PiS na premiera, bo od dawna sam liczył na taką nominację. Morawiecki przez lata był utwierdzany w przekonaniu, że to on zostanie następcą Kaczyńskiego w PiS i ponownie poprowadzi partię do zwycięstwa. Okres, gdy był szefem rządu, sumienne wykorzystywał na budowę i wzmacnianie swojej frakcji w PiS. W medialnych wystąpieniach po 2023 roku wielokrotnie potwierdzał, że chce wrócić na fotel premiera, a w przyszłości – jeżeli będzie taka wola jego politycznego środowiska – nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich. W ostatnim czasie, mimo odważnie deklarowanych ambicji, był jednak regularnie odsuwany. Najpierw nie brano go pod uwagę podczas wyboru kandydata na następcę Andrzeja Dudy, a następnie pominięto go w selekcji kandydata na premiera.
To jednak nie koniec, bo partyjna wierchuszka w PiS zaczęła niedawno wysyłać pod adresem Morawieckiego ostrzeżenia, a prezes Kaczyński zagroził, że członkowie stowarzyszenia Rozwój Plus nie znajdą się na listach partii w przyszłorocznych wyborach. Wcześniej kilkukrotnie dochodziło do publicznych utarczek między skonfliktowanymi frakcjami maślarzy, ziobrystów i związanych z Morawieckim harcerzy, a konsekwencją sporów była lutowa zapowiedź Kaczyńskiego o karach dyscyplinarnych dla niesfornych działaczy. Na początku kwietnia zawieszony w prawach członka PiS został Krzysztof Szczucki, stronnik Morawieckiego. Dla byłego premiera był to wyraźny sygnał, że jego środowisko może zostać rozmontowane, jeżeli nadal będzie się rozpychać.
Mimo to w połowie kwietnia pojawiła się informacja o utworzeniu stowarzyszenia Rozwój Plus, w którego skład weszło blisko 40 polityków, w tym posłów i europosłów. Choć od początku zapewniali oni, że organizacja nie jest zalążkiem nowej partii i konkurencją dla PiS, niewiele osób potraktowało te słowa poważnie.
– Te wszystkie zabawne wypowiedzi ludzi związanych z Morawieckim, że to stowarzyszenie zgodne jest z interesem PiS, trzeba oczywiście włożyć między bajki – przekonuje w rozmowie z naszym portalem prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z Uczelni Finansów i Biznesu Vistula. – To są ludzie, którzy mają swoje olbrzymie ambicje, a Morawiecki jest przy okazji obrażony na Kaczyńskiego, więc jest to forma jego rewanżu – dodaje.
Na Nowogrodzkiej nerwowo
Gdy w mediach gruchnęła informacja o stowarzyszeniu Morawieckiego i długiej liście znanych polityków PiS, którzy do niego dołączyli, z Nowogrodzkiej popłynęło kilka nerwowych sygnałów. Najpierw pojawiły się sugestie, że niektórzy kompani Morawieckiego nie do końca zdawali sobie sprawę z możliwych konsekwencji i lada chwila zaczną wycofywać się z tworzonej organizacji. Do mediów wyciekła także informacja, jakoby były szef klubu PiS, Ryszard Terlecki, miał publicznie kwestionować przywództwo Kaczyńskiego podczas narady partyjnej w Krakowie. Sam Terlecki tym doniesieniom zaprzeczył. „Ci, którzy wywołali spory i doprowadzili partię do obecnej sytuacji, teraz – rzekomo w imię zgody – używają kłamstw i pomówień, żeby nas poróżnić. Obawiam się, że dalej będą podważać wczorajsze porozumienie, szkodząc tym samym PiS” – napisał. Terlecki także znalazł się w gronie członków stowarzyszenia Rozwój Plus.
W politycznych kuluarach słyszymy, że ruch Morawieckiego nie jest żadnym zaskoczeniem, bo apetyt byłego premiera jest ogromny i nie mógł on zgodzić się z trwającymi od dłuższego czasu próbami marginalizowania go w PiS. Tym bardziej że – w przeciwieństwie do Zbigniewa Ziobry – ma on po swojej stronie liczną frakcję sprawnych polityków, których odejście byłoby dla Jarosława Kaczyńskiego bolesnym ciosem wizerunkowym. Opowieść o „dwóch płucach” i różnych spojrzeniach programowych to z kolei, jak mówią nam politycy, bajka wyłącznie na użytek medialny. W całej tej grze chodzi wyłącznie o władzę.
Morawiecki liczy się także z niekorzystnym scenariuszem, który może wypełnić się w 2027 roku. Jeśli po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych PiS wróci do władzy, tworząc koalicję z Konfederacją, dla niego w tym układzie miejsca nie będzie. To dlatego w ostatnim czasie tak wiele koleżeńskich gestów kierowanych jest pod adresem PSL i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Pisaliśmy o tym niedawno na RadioZET.pl.
„Fakt podzielenia PiS już nastąpił”
– Działalność frakcyjna nie jest oczywiście niczym złym z perspektywy wiedzy o partiach politycznych, bo są ugrupowania, gdzie takie frakcje istnieją jako struktury formalnie zinstytucjonalizowane, czego dowodem jest chociażby japońska partia rządząca, czyli Partia Liberalno-Demokratyczna. Pomysł Morawieckiego jest jednak całkowicie sprzeczny z wizją Kaczyńskiego, że PiS pozostanie partią zwartą, bez żadnych prób tworzenia sytuacji, gdy przywództwo podlega nadwyrężeniu – ocenia prof. Wawrzyniec Konarski.
Marek Sawicki, doświadczony poseł z PSL, uważa, że rozłam w PiS już się dokonał. – Jak teraz rozmawiam z politykami PiS, to zadaję im pytanie: czy to już Rozwój Plus czy stagnacja? – ironizuje. – W mojej ocenie fakt podzielenia PiS już nastąpił. Pytanie tylko, na ile trwale i czy ta grupa urośnie powyżej 40 parlamentarzystów, czy nie urośnie – dodaje w rozmowie z RadioZET.pl. Gdyby taki scenariusz się wypełnił, PiS mogłoby stracić największy klub w Sejmie, a kilkudziesięcioosobowa grupa Morawieckiego zyskać fotel wicemarszałka.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET