Wybory w Krakowie. Łukasz Gibała jak Jarosław Kaczyński? „To jego polityczne pięć minut”
- Łukasz Gibała trzykrotnie przegrał wybory prezydenckie w Krakowie. Jeśli spojrzymy choćby na Jarosława Kaczyńskiego, to w jego blisko trzydziestoletniej karierze nie brakowało porażek. Wytrwałość i konsekwencja w polityce z czasem są nagradzane - mówi w rozmowie z RadioZET.pl politolog profesor Andrzej Piasecki. Faworyt niedzielnych wyborów na prezydenta Krakowa, niezależny Łukasz Gibała wyraźnie wyprzedza w sondażach popieraną przez KO Monikę Piątkowską oraz kandydata PiS Łukasza Drewnickiego. Wynik krakowskich wyborów zatrzęsie ogólnokrajową sceną polityczną?
W niedzielę, 27 września, w Krakowie odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Po odwołaniu w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego ( Koalicja Obywatelska) największe szanse na przejęcie władzy ma bezpartyjny Łukasz Gibała. Wiele wskazuje na to, że w drugiej turze spotka się z popieraną przez KO senator Moniką Piątkowską. Choć wybory są na szczeblu lokalnym, to ich wynik nie umknie uwadze liderów największych partii politycznych w Polsce.
W rozmowie z RadioZET.pl politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie prof. Andrzej Piasecki tłumaczy, skąd bierze się przewaga lidera sondaży, dlaczego wyborcy PiS mogą wesprzeć byłego posła Ruchu Palikota i jak wynik wyborów może wpłynąć na losy KO, PiS, Konfederacji, Nowej Lewicy i Partii Razem.
Mateusz Kapera: Sondaże wskazują, że pierwszej turze wyborów w Krakowie wygra bezpartyjny Łukasz Gibała. Nie będzie żadnej niespodzianki?
Prof. Andrzej Piasecki: Każde wybory niosą za sobą większe lub mniejsze niespodzianki. Na tym etapie może być ich mniej. W środę (23 września) odbyła się konferencja prasowa kandydatów Łukasza Gibały i Jana Hoffmana - inicjatora referendum. Jak wiadomo Hoffman wycofał się z wyborów i wezwał do poparcia Gibały. Z perspektywy początku tej kampanii to była pewna niespodzianka.
Ani ruch Hoffmana, ani inne ewentualne podobne kroki pozostałych kandydatów nie będą miały przełomowego znaczenia dla wyników. Nie ma bowiem wielu kandydatów, którzy mogliby liczyć na dwucyfrowe poparcie i realnie walczyć o wejście do drugiej tury. A tylko w przypadku takich polityków decyzja o poparciu dotychczasowego konkurenta jeszcze przed pierwszą turą miałaby jakieś znaczenie.
Według różnych sondaży Gibała ma od 18 do nawet 40 proc. poparcia. To duży rozstrzał w prognozach. W pierwszej turze wyborów samorządowych w 2024 roku kandydat Koalicji Obywatelskiej Aleksander Miszalski w ostatnim sondażu przed wyborami uzyskał wynik wyższy o około 20 punktów procentowych od prognozowanego. W drugiej turze pokonał faworyzowanego Gibałę. Dlaczego teraz nie miałaby to zrobić Monika Piątkowska, kandydatka popierana przez KO i Polskie Stronnictwo Ludowe?
- W przypadku Moniki Piątkowskiej mamy do czynienia ze sporą demobilizacją elektoratu KO, a to właśnie on będzie miał kluczowe znaczenie. Natomiast Gibała dysponuje elektoratem osobistym, związanym z jego aktywnością publiczną oraz rozpoznawalnością, którą buduje w Krakowie od lat.
Piątkowskiej będzie bardzo trudno osiągnąć dobry wynik. Mimo że ma w Krakowie poparcie twardego elektoratu KO i większości radnych. Problem w tym, że nie zabłysnęła w kampanii wyborczej na prezydenta Krakowa, podobnie jak przy wyborach do Senatu. Dziennikarze słusznie wytknęli jej arogancję w debatach, czy przekonanie, że tylko ona i Gibała liczą się w wyścigu prezydenckim. Niechęć do interakcji z niszowymi kandydatami to jeden z powodów, dlaczego ma tak małe poparcie w stosunku do możliwego dużo wyższego. Piątkowska może mieć problem, aby znaleźć się w drugiej turze.
A nawet, gdy się to uda, będzie musiała w finale pokonać Gibałę. O trzeci najlepszy wynik w pierwszej turze walczy kandydat PiS Łukasz Drewnicki. Piątkowska chyba nie ma co liczyć, że jego elektorat zagłosuje na nią w drugiej turze?
- Można być pewnym tego, że elektorat negatywny Piątkowskiej związany z PiS poprze Gibałę. Może nie w stu procentach, ale raczej bardziej niż w wyborach w 2024 roku. Wówczas było widać, że niewiele głosów, głównie z elektoratu PiS, zabrakło, aby Gibała pokonał Miszalskiego. Teraz ci wyborcy nie pozwolą na wybór kandydatki Tuska na prezydenta Krakowa i zagłosują na Gibałę. Chyba że zostaną zdemobilizowani i nie wyjdą z domów, ale to jednak mało prawdopodobne, bo to środowisko ma w zwyczaju chodzić na wybory.
Lewicowo-liberalna przeszłość Łukasza Gibały nie przeszkodzi zwolennikom PiS do oddania na niego głosu? To przecież były poseł Ruchu Palikota.
- On miał przede wszystkim liberalne i antypisowskie poglądy, więc oczywiście można mu dziś wyciągać różne elementy życiorysu. Pytanie: kto miałby to robić? Koalicja Obywatelska? Monika Piątkowska?
I tak wyborcy PiS, są zazwyczaj dość wyrozumiali wobec swoich liderów. Przede wszystkim kieruje nimi niechęć do obozu Donalda Tuska i potrafią wiele wybaczyć swoim kandydatom. Dlatego również w przypadku Gibały kwestie z jego przeszłości z czasem zejdą na dalszy plan. To, co robił kilkanaście lat temu, ma mniejsze znaczenie niż jego działalność z ostatnich dwóch czy trzech kadencji w Krakowie. Dla wyborców ważniejsze są jego działania na rzecz miasta i to, że jest rozpoznawalną postacią.
Co stoi za sukcesem Gibały?
- Z jednej strony: pieniądze (red. działalność polityczna Gibały ma być finansowana z rodzinnego majątku pochodzącego z działalności jego ojca Leszka - biznesmena z branży alkoholowej).To podstawowy element, który pozwala mu prowadzić kampanię. Do tego ma czas i zaplecze ludzi, które może wykorzystać, podczas gdy inni kandydaci nie dysponują porównywalnymi możliwościami.
Z drugiej strony jest coś, co w polityce bywa z czasem wynagradzane: wytrwałość i konsekwencja. Jeśli spojrzymy na czołowych polityków polskiej sceny, choćby Jarosława Kaczyńskiego, to w jego trzydziestokilkuletniej karierze nie brakowało porażek. W latach 90. zmagał się z licznymi niepowodzeniami, a także później, po wyborach w 2007 i 2011 roku, wielokrotnie wieszczono polityczny koniec jego kariery. Ostatecznie jednak jego konsekwencja i wytrwałość przyniosły mu efekty.
Podobnie było w przypadku innych polityków, nawet tak ekstrawaganckich, jak Janusz Korwin-Mikke. Ostatecznie znalazł się on zarówno w polskim, jak i europejskim parlamencie, mimo że jego ekscentryczność od lat budzi kontrowersje. Wielu obserwatorów uważało, że kolejna porażka może okazać się dla niego końcem politycznej kariery.
Gibała trzykrotnie przegrał wybory prezydenckie w Krakowie, ale jednocześnie jest radnym. Wielu mieszkańców uważa, że zrobił konkretne rzeczy dla miasta, a sam potrafi skutecznie to promować. To może być pewna recepta dla polityków: działać wytrwale, konsekwentnie, a następnie czekać na swój moment. Być może właśnie teraz nadeszło polityczne pięć minut Gibały.
Krajowa scena polityczna będzie uważnie obserwować wyniki wyborów w Krakowie?
- Tak. Wszystko wskazuje na to, że kandydat PiS nie wygra w Krakowie. Niewykluczone też, że nie wygra kandydatka wspierana przez KO i PSL.
Widać zresztą, że ogólnokrajowi politycy tych ugrupowań nie angażują się szczególnie mocno w kampanię swoich kandydatów. Dzięki temu ewentualna porażka będzie dla nich mniej dotkliwa. Będą mogli argumentować, że były to przede wszystkim wybory lokalne, a ich wynik nie musi mieć bezpośredniego przełożenia na politykę krajową.
Kraków był w ostatnich latach miastem kojarzonym przede wszystkim z KO. Porażka Piątkowskiej mocniej odbiłaby się na wizerunku Platformy Obywatelskiej, zwłaszcza w dużych miastach, niż Drewnickiego na PiS. Do tego, że partia Kaczyńskiego nie rządzi w największych polskich miastach, zdążyliśmy się już przyzwyczaić.
Sondaże dają Piątkowskiej wynik niższy niż obecne notowania Koalicji Obywatelskiej zarówno w skali kraju, jak i w Krakowie. O czym to świadczy?
- Że nie była to właściwa kandydatka. Władze partii, z Donaldem Tuskiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na czele, kierowały się przesłankami, które dziś trudno jednoznacznie ocenić. Pani senator dopiero rozpoczęła swoją działalność i mogła najpierw zbudować polityczny dorobek oraz wykazać się konkretnymi osiągnięciami. Mówiąc krótko: jaki kandydat, taka kampania. Polityk nagle się nie zmieni. Piątkowska zrobiła duży postęp od czasów jak była magistrackim urzędnikiem i odpowiadała za promocję oraz wizerunek Krakowa. Potem pełniła funkcje kierownicze i menadżerskie w różnych strukturach instytucji publicznych, aż została senatorem. Ale może okazać się, że ma za mało doświadczenia i politycznego sznytu. Debaty potwierdziły, że nie potrafi odnaleźć się w sytuacji konfrontacyjnej z innymi kandydatami.
Mimo to została wskazana jako kandydatka, nawet wbrew oczekiwaniom części lokalnych działaczy. Jednocześnie doszło do rozwiązania struktur Koalicji Obywatelskiej w Małopolsce. To jest synergia negatywnych zjawisk, która może spowodować, że wynik wyborów dla Piątkowskiej i KO może być mało optymistyczny.
PiS prawdopodobnie również nie będzie miało powodów do świętowania, ale czy politycy tej partii będą próbowali wykorzystać zwycięstwo Gibały nad Piątkowską, gdy do niego dojdzie?
- PiS nie będzie podpierał się Gibałą, bo on nie pasuje do tej partii. Politycy z opozycji bardziej będą afiszować klęskę Piątkowskiej i KO niż zwycięstwo Gibały.
Taki krakowski scenariusz może realnie wpłynąć na wynik przyszłorocznych wyborów parlamentarnych?
- Raczej nie. Przede wszystkim stosunkowo szybko zapomnimy o wyborach w Krakowie. Nawet teraz nie są one tematem, którym żyje cały kraj. Ich znaczenie jest przede wszystkim lokalne. Być może wynik wyborów skłoni do refleksji niektórych prezydentów dużych miast, ale na tym jego szerszy wpływ prawdopodobnie się zakończy.
Zdecydowana większość Polaków kieruje się kwestiami o charakterze ogólnokrajowym. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo, ceny paliw czy wzrost inflacji. To właśnie te sprawy będą w największym stopniu kształtować preferencje wyborcze. O wyniku wyborów parlamentarnych nie zdecyduje to, kto zostanie prezydentem Krakowa.
A dla mniejszych partii mają znaczenie? Konfederacja nie była w stanie zebrać w Krakowie wymaganej liczby podpisów dla swojego kandydata. Ta sama partia zaraz może wyprzedzić w ogólnokrajowych sondażach PiS. Jak to rozumieć?
- Nawet działacze i liderzy Konfederacji uznali, że w Krakowie ponieśli klęskę. Ten kryzys może ich czegoś nauczyć. Być może doprowadzą do wzmocnienia kadr oraz rozwoju działalności organizacyjnej swojego ugrupowania. Partia, która cieszy się dobrymi notowaniami, ale nie ma kadr ani sprawnych struktur terenowych jest wydmuszką. To poparcie w kraju można bardzo szybko stracić. W Polsce wielokrotnie obserwowaliśmy pojawianie się tzw. partii sezonowych, np. ruch polityczny Janusza Palikota, Pawła Kukiza czy Samoobronę Andrzeja Leppera.
Być może notowania Konfederacji Korony Polskiej są przeszacowane. Z pewnością nie dysponuje tak rozbudowanymi kadrami i sprawną organizacją partyjną jak największe ugrupowania. Bardzo dużo zależy od tego, jak dobrze partie funkcjonują w realiach lokalnych. To jest o wiele ważniejsze niż sondaże, które są zmienne.
W Krakowie jesteśmy świadkami zażartej walki na lewicy: Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy kontra Aleksandra Owca z Partii Razem. To, kto osiągnie lepszy wynik, będzie miało znaczenie dla losów obu partii w skali kraju?
- To dość nietypowa sytuacja, że po jednej stronie sceny politycznej startuje aż troje kandydatów, bo mamy jeszcze Sławomira Pietrzyka (Socjaldemokracja Polska). Obie kandydatki są poważnymi rywalkami. Pod względem ideowym sporo je dzieli. Nie widzę większych szans, aby ich ugrupowania wystąpiły wspólnie w jednym komitecie wyborczym w Krakowie, a być może nawet na szczeblu krajowym. Skoro trwa walka między nimi, to trzeba poczekać, kto zdobędzie większe poparcie wyborców.
Nie wyciągałbym jednak z tego zbyt daleko idących wniosków dotyczących polityki ogólnopolskiej. Ewentualne porozumienie w sprawie wspólnej listy wyborczej czy paktu senackiego i tak będzie zależało od liderów obu partii. A oni, jak kiedyś powiedział Włodzimierz Czarzasty (Nowa Lewica): „Swój rozum mają”.
Przyśpieszone wybory w Krakowie zapoczątkowało głośne i emocjonalne referendum. Kampania wyborczabyła już mniej kontrowersyjna. Wielu ekspertów i publicystów oceniło ją jako bardziej merytoryczną i emocjonalną. To może oznaczać, że kampania przed wyborami parlamentarnymi - wbrew zapowiedziom - będzie podobna?
- Nie przeceniajmy kampanii w Krakowie, o której za rok mało kto będzie pamiętał. To chodzi jednak tylko o jedno miasto. Prawdopodobnie większość wyborców może nie wziąć udziału w głosowaniu. Wreszcie: w Polsce mamy naprawdę bardzo poważne wyzwania i problemy. To one zdominują przyszłoroczną kampanię. Zgadzam się z zapowiedziami, że będzie ona bardzo trudna, może nawet brutalna, bo dużo jest w puli do zgarnięcia. Chodzi nie tylko o pełnię władzy, jaką daje większość w Sejmie, ale też odpowiedzialność za państwo w przełomowym momencie w historii Polski, do którego się zbliżamy. Na kogo postawić? Jak zapewnić sobie bezpieczeństwo? Co robić w razie ewentualnej wojny? Jak utrwalić dobrobyt, który wypracowaliśmy? To zasadnicze pytania dla Polaków na najbliższe miesiące i lata.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET