`

30-letnia Patrycja nie żyje, bo zabrakło dla niej karetki. Nowe informacje

2 min. czytania
26.02.2026 10:12
Obserwuj nas na Google

30-letnia Patrycja zmarła, bo w stanie bezpośredniego zagrożenia życia przez wiele godzin musiała czekać na karetkę. Po tragedii Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył sankcję na świdnicki szpital "Latawiec". Wynosi 537 tys. zł.

Pogotowie
fot. NewsLubuski/East News - zdj. ilutracyjne

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie nieprawidłowości stwierdzono w szpitalu "Latawiec"' w Świdnicy.
  • Dlaczego szpital w Świdnicy otrzymał karę finansową od NFZ.
  • Jakie były okoliczności oraz działania po omdleniu 30-latki.

Dramat na Dolnym Śląsku. 30-latka zmarła, czekając na pomoc

Ponad pół miliona złotych kary - tyle Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na  szpital "Latawiec" w Świdnicy. Po śmierci 30-letniej Patrycji przeprowadzono kontrolę. Wykazała, że kobieta, u której doszło do udaru i która była w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, przez wiele godzin czekała na karetkę. 30-latka zmarła. Przez blisko rok wyjaśniano okoliczności tej tragedii. Anna Szewczuk-Łebska, rzeczniczka dolnośląskiego oddziału NFZ, opowiedziała o ustaleniach kontrolerów. 

- Stwierdzono nieprawidłową organizację i realizację transportu międzyszpitalnego pacjentki, która znajdowała się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i wymagała pilnego leczenia na oddziale neurochirurgicznym. Z tytułu stwierdzonych nieprawidłowości na szpital nałożono sankcję finansową w wysokości 537 tysięcy złotych - powiedziała Anna Szewczuk-Łebska, cytowana przez Radio Wrocław.

Redakcja poleca

"Gazeta Wyborcza" ustaliła, że dyrekcja placówki nie zgadza się z tą decyzją i złożyła zastrzeżenia. Zdaniem jej przedstawicieli działania personelu były prawidłowe. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, a zastrzeżenia placówki zostały odrzucone. Regionalny Szpital Specjalistyczny "Latawiec" w Świdnicy prowadził również w tej sprawie wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.

Śmierć 30-latki, która trafiła do szpitala w Świdnicy

Do tragicznych zdarzeń doszło w marcu 2025 roku. Pan Albert, ojciec Patrycji, opisał okoliczności  śmierci swojej córki w rozmowie z redakcją Kontakt24. Z jego relacji wynika, że Patrycja zemdlała 27 marca w swoim domu w Piławie Górnej. Jej narzeczony zadzwonił na numer alarmowy, karetka przyjechała po 20 minutach. Kobietę zabrano na SOR w szpitalu w Świdnicy. Tam stwierdzono udar krwotoczny. Liczyła się każda minuta. W szpitalu nie było transportu dla jego córki, odmówiono również śmigłowca.

- Nawet padła sugestia, że jeden z lekarzy zawiezie ją autem do Wałbrzycha. Nie chcąc tracić czasu, zaproponowałem, że zawiozę ją swoim samochodem. Nie dostałem na to zgody. Usłyszałem za drzwiami, jak dwóch lekarzy rozmawia między sobą i wymieniają pomysł zamówienia taksówki. Byłem w takim szoku, nadal nie dowierzam - opowiadał mężczyzna. 

Po chwili poinformowano o prywatnej karetce z Jeleniej Góry, jednak miała być dostępna dopiero za półtorej godziny. Patrycja została po czterech godzinach od omdlenia przewieziona do szpitala w Wałbrzychu. Tak okazało się, że lekarze zajmują się innym pacjentem wymagającym pilnej pomocy. Pacjentka po 6 godzinach od omdlenia trafiła do szpitala przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu, ale na ratunek było już za późno.

Źródło: Radio ZET/Radio Wrocław/TVN24/Gazeta Wyborcza

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET