`

30-letnia Patrycja nie żyje, zabrakło dla niej karetki. "Nadal nie dowierzam"

3 min. czytania
14.04.2025 17:44
Obserwuj nas na Google

Dolnośląski Urząd Wojewódzki skontroluje szpital w Świdnicy. To reakcja na śmierć 30-letniej kobiety, która trafiła do tamtejszego szpitala z podejrzeniem udaru krwotocznego. Jak podaje Grażyna Wiatr, reporterka Radia ZET, każda chwila miała znaczenie, ale dla 30-latki zabrakło karetki. 

Szpital
fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER - zdj. ilustracyjne
  • Pod koniec marca 30-letnia Patrycja zemdlała w swoim domu w Piławie Górnej
  • Pacjentkę przewieziono na SOR w Świdnicy i natychmiast należało ją przewieźć do innego szpitala, ale nie było wolnej karetki 
  • Kobieta zmarła, teraz Dolnośląski Urząd Wojewódzki zapowiada kontrolę w placówce

Śmierć 30-latki, która trafiła do szpitala w Świdnicy

O tragedii poinformował pan Albert, ojciec 30-letniej Patrycji. Mężczyzna opisał okoliczności śmierci swojej córki w rozmowie z redakcją Kontakt24. Z jego relacji wynika, że Patrycja zemdlała 27 marca w swoim domu w Piławie Górnej. Jej narzeczony zadzwonił na numer alarmowy, karetka przyjechała po 20 minutach. Kobietę zabrano na SOR w szpitalu w Świdnicy, a następnie wykonano tomografię komputerową. Badanie wykazało, że omdlenie było spowodowane udarem krwotocznym. - Trzeba było szybko przewieźć córkę do innego szpitala - relacjonował pan Albert w rozmowie z redakcją. 

Z jego relacji wynika, że w szpitalu nie było transportu dla jego córki, odmówiono również śmigłowca. - Nawet padła sugestia, że jeden z lekarzy zawiezie ją autem do Wałbrzycha. Nie chcąc tracić czasu, zaproponowałem, że zawiozę ją swoim samochodem. Nie dostałem na to zgody. Usłyszałem za drzwiami, jak dwóch lekarzy rozmawia między sobą i wymieniają pomysł zamówienia taksówki. Byłem w takim szoku, nadal nie dowierzam - opowiadał mężczyzna. Po chwili poinformowano o prywatnej karetce z Jeleniej Góry, jednak miała być dostępna dopiero za półtorej godziny. Pan Albert zadzwonił na 112, następnie przekierowano rozmowę na linię Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Tam usłyszałem, że nie świadczą transportu między szpitalami i piloci nie latają w nocy. Warto zaznaczyć, że tego wieczoru pogoda była dobra, zero wiatru i czyste niebo - oznajmił ojciec 30-latki. 

To nie pierwszy przypadek, gdy szpital ma problem z transportem

Jak powiedział mężczyzna w rozmowie z redakcją Kontakt24, jego córka została po czterech godzinach od omdlenia przewieziona do szpitala w Wałbrzychu. - Tam powiedziano nam, że na nas czekali, ale przyjechał do nich pacjent z wylewem i będziemy musieli czekać na swoją kolej cztery do pięciu godzin. Zaczęto szukać dla nas innego szpitala. Trwało to 40 minut. Lekarz daje nam do zrozumienia, że to wygląda źle, bo długo leżała w Świdnicy - relacjonował mężczyzna. Około 6 godzin od omdlenia Patrycja trafiła do wrocławskiego szpitala przy ulicy Borowskiej. Niestety było już za późno, kobiety nie udało się uratować. 

Redakcja poleca

Jak zaznaczył Regionalny Szpital Specjalistyczny "Latawiec" w Świdnicy, "wszelkie zgłaszane dyrekcji szpitala nieprawidłowości są weryfikowane", wszczęto również wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. "Na potrzeby transportu medycznego szpital posiada stosowne umowy z wykwalifikowanymi jednostkami realizującymi transport medyczny, także międzyszpitalny, na który istnieje spore zapotrzebowanie na rynku usług medycznych. Sytuacje niedostępności transportu w czasie wymaganym w umowie nie należą do częstych i zawsze w takim przypadku Szpital stara się zorganizować alternatywny transport, angażując dodatkowe środki i osoby (np. lekarzy dyżurnych), by skrócić czas oczekiwania" - napisał dyrektor placówki Grzegorz Kloc w oświadczeniu przesłanym redakcji Kontakt24. W dalszej części zaznaczył, że w przypadku pani Patrycji szpital wykorzystał wszystkie dostępne możliwości, a opóźnienie wynikało z "przyczyn niezależnych od nich".

Jak poinformowała w poniedziałek reporterka Radia ZET Grażyna Wiatr, teraz Dolnośląski Urząd Wojewódzki skontroluje szpital w Świdnicy. Wojewoda dolnośląski zlecił kontrolę, która wyjaśni, dlaczego szpital nie wywiązał się z obowiązków wobec pacjentki. - Jak mówi mi Tomasz Jankowski, rzecznik DUW, to nie pierwszy przypadek w ostatnim czasie, kiedy świdnicki szpital miał problemy z transportem międzyszpitalnym - dodaje reporterka Radia ZET.

Źródło: Radio ZET/TVN24

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET