Nowe fakty ws. biegacza zaatakowanego przez agresywne psy. Na policję zgłosiła się kobieta
Po nagłośnieniu sprawy trzech psów, które w niedzielę w Łodzi pogryzły mężczyznę, na policję zadzwoniła 49-latka, która poinformowała, że jest właścicielką psów. Kobiecie może grozić do 3 lat więzienia.
Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku
Właścicielka psów, które zaatakowały biegacza, zgłosiła się telefonicznie na policję w środę. Jej zwierzęta zostały już rozpoznane zarówno przez zaatakowanego biegacza, jak i świadka – osobę, która pomagała mężczyźnie.
Obecnie trwają ustalenia, w jaki sposób zwierzęta wydostały się poza ogrodzenie. Według prokuratury wszystko wskazuje na to, że właścicielka psów „nie w pełni zabezpieczyła zwierzęta przed ich atakiem na inne osoby”.
Kobieta ma usłyszeć zarzut m.in. narażenia pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Jak dodał, kwalifikacja czynu może się jednak zmienić po zabezpieczeniu dokumentacji medycznej i dokonaniu oceny przez biegłego z zakresu medycyny sądowej. Kobiecie może grozić kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Biegacz zaatakowany przez psy. „Ciągnęły, każdy w swoją stronę. Krzyczałem z całych sił”Sama właścicielka zwierząt twierdzi jednak, że jej psy nigdy dotąd nie atakowały ludzi. „Mam pięcioletnie dziecko. A te psy nigdy nie były agresywne” – podkreślała w rozmowie z TVN24. Jak zapewnia, były szczepione i są pod opieką weterynarza.
Biegacz zaatakowany przez psy w Łodzi
Do zdarzenia doszło w niedzielę w Lesie Łagiewnickim w Łodzi. Mężczyzna, który wielokrotnie biegał w tych okolicach, w niedzielę został tam zaatakowany przez trzy psy, których wcześniej nie widywał. Zwierzęta były bardzo agresywne i pogryzły jego ręce i nogi.
Pomocy mężczyźnie udzielili pracownicy pobliskiego hotelu. Jak relacjonują, odganiali psy krzesłami i tym, co tylko mieli pod ręką. Mężczyzna trafił do jednego z łódzkich szpitali, gdzie z licznymi ranami szarpanymi przebywa do tej pory.
RadioZET.pl/PAP/TVN24/MK
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET