Pacjentka zmarła w szpitalu po "rutynowym zabiegu". "To był szok"

2 min. czytania
04.04.2023 15:18
Obserwuj nas na Google

74-letnia Alfreda Stęplowska trafiła na oddział intensywnej terapii po przeprowadzeniu rutynowego zabiegu w szpitalu w Czerwonej Górze w woj. świętokrzyskim. Niestety, pacjentka zmarła. Placówka nie wyjaśniła rodzinie, jak do tego doszło. Bliscy kobiety powiadomili prokuraturę, która wszczęła postępowanie wyjaśniające. Sprawę opisała “Interwencja”.

Zdj. ilustracyjne
fot. Shutterstock/Zdj. ilustracyjne

Pani Alfreda Stęplowska zmarła po operacji w specjalistycznej placówce w Czerwonej Górze. Wysłano ją tam ze szpitala w Skarżysku Kamiennej. - Pani Alfreda wyjechała od nas jak to człowiek chory po złamaniu nogi. Była przytomna, dobrze się czuła, na ile się człowiek dobrze czuje, który ma złamaną nogę - powiedział w programie “Interwencja” Krzysztof Grzegorek, dyrektor ds. lecznictwa tej placówki. 

Specjaliści ze szpitala w Czerwonej Górze mieli wykonać u 74-latki biopsję pękniętego kolana. "Dodatkowo zdecydowano o wyjęciu tzw. gwoździa stabilizującego udo" - czytamy na portalu Polsat News. - Lekarz stwierdził, że "gwóźdź" im przeszkadza w pobraniu tkanki histopatologicznej, jak również może w późniejszym terminie przeszkodzić w założeniu endoprotezy. I stwierdził, że to już powinno być wyciągnięte, noga jest bardzo dobrze zagojona i muszą to usunąć - wyjaśniła Joanna Garczyk, córka pani Alfredy. 

Redakcja poleca

Czerwona Góra. Alfreda Stęplowska zmarła po rutynowym zabiegu

Spodziewano się, że zabieg nie spowoduje poważnych powikłań. Pani Alfreda złamała nogę w udzie dwa lata temu. Była już po rehabilitacji, odstawiła kule, a złamanie dobrze się zagoiło. Niestety, w trakcie usunięcia gwoździa doszło do komplikacji.

Po zabiegu córka pani Alfredy w rozmowie telefonicznej z lekarzem dowiedziała się, że jej matka trafiła na intensywną terapię. - To był szok, ponieważ pojechała na wyjęcie gwoździa - powiedziała reporterom “Interwencji”. Okazało się, że u pacjentki doszło do wstrząsu hipowolemicznego (krwotocznego). - Ja przez telefon usłyszałam o ośmiu jednostkach krwi, co w przeliczeniu daje około 3 do 4 litrów krwi, które mama straciła na bloku operacyjnym przy wyjmowaniu gwoździa z nogi. Z czego człowiek ma około 5-5,5 litra zależy od wagi - zauważyła pani Joanna.

Oświadczenie szpitala i postępowanie prokuratury

Szef szpitala w Czerwonej Górze odmówił wydania ciała, zlecając sekcję zwłok, której nie chciała rodzina. Placówka nie wyjaśniła dziennikarzom, jak doszło do krwotoku. Dyrekcja przesłała natomiast oświadczenie, w którym poinformowała o przeprowadzeniu wewnętrznego postępowania wyjaśniającego. “W mojej ocenie personel szpital zrobił wszystko co było w zasięgu możliwości szpitala i było to zgodne z aktualną wiedzą medyczną” - czytamy.

Rodzina zawiadomiła prokuraturę, która wszczęła postepowanie wyjaśniające. Na zlecenie śledczych zostanie zlecona sekcja zwłok, które wyniki będą znane za sześć tygodni. Daniel Prokopowicz z Prokuratury Okręgowej w Kielcach poinformował, że zostaną powołani również biegli, których zadaniem będzie ocena, czy popełniono błąd w sztuce lekarskiej, jaki to był błąd i kto jest za niego odpowiedzialny.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Polsat News - "Interwencja"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET