Auto Małgorzaty Tusk zniknęło w 11 sekund. Żona premiera zeznawała w sądzie
Rozpoczął się proces dotyczący kradzieży samochodu Małgorzaty Tusk. Podczas rozprawy ujawniła, jak szybko działali sprawcy. Od momentu dostania się do auta do odjazdu miało minąć zaledwie 11 sekund. Jej zdaniem świadczy to o tym, że akcja była wcześniej przygotowana.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do kradzieży Lexusa spod domu Donalda Tuska.
- Dlaczego oskarżony Łukasz W. przyznał się do winy.
- Jakie były zeznania Małgorzaty Tusk o przebiegu kradzieży.
Lexus zniknął spod domu w Sopocie. Małgorzata Tusk: wszystko trwało 11 sekund
Do kradzieży doszło w nocy z 9 na 10 września 2025 roku. Lexus RX 450h był zaparkowany w Sopocie, niedaleko domu Donalda Tuska. Samochód udało się później odnaleźć około 20 kilometrów od miejsca kradzieży. Kilka dni po zdarzeniu zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy - według śledczych - mieli działać wspólnie. Żona premiera opowiedziała w sądzie, że o zniknięciu samochodu dowiedziała się od funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa zabezpieczającego okolicę. - Cały proces, od wejścia i otwarcia drzwi do odjazdu, trwał 11 sekund. Czyli była to zaplanowana akcja - zeznała Małgorzata Tusk.
Jeden z oskarżonych przyznał się do winy
Na ławie oskarżonych zasiadł Łukasz W. Mężczyzna wcześniej nie przyznawał się do kradzieży i tłumaczył, że leczył się psychiatrycznie, przyjął dużą ilość leków i słyszał głosy nakazujące mu zabrać samochód, przejechać się nim, a później go porzucić. Podczas rozprawy zmienił jednak stanowisko. Przyznał się do winy, przeprosił i wyraził skruchę, ale odmówił składania szczegółowych wyjaśnień. Zaproponował dla siebie karę trzech lat więzienia, 15 tys. zł grzywny i 5 tys. zł dla jednej z pokrzywdzonych osób. Sąd nie zgodził się jednak na takie rozwiązanie, mimo poparcia prokuratury.
W sprawie oskarżony jest także Stefan N. Według prokuratury miał on pomagać przy kradzieży, kontrolując trasę przejazdu skradzionego samochodu. Śledczy twierdzą, że po porzuceniu Lexusa miał odebrać drugiego mężczyznę i odwieźć go do domu. Stefan N. nie pojawił się na rozprawie. Prokuratura chce dla niego roku i trzech miesięcy bezwzględnego więzienia oraz grzywny. Obaj oskarżeni byli wcześniej karani. W związku z zarzutem kradzieży z włamaniem może im grozić do 10 lat pozbawienia wolności. Sąd ma ogłosić wyrok w tej sprawie 5 listopada.
Źródło: Radio ZET/wiadomosci.wp.pl/polityka.se.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET