Posłanki PiS promowały projekt za kasę od Morawieckiego. Stowarzyszenie musi oddać 3,4 mln zł

5 min. czytania
29.10.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Kancelaria Premiera próbuje odzyskać 3,4 mln zł przekazane za rządów Mateusza Morawieckiego na projekt Bezpieczna Kobieta. Na wielkich bilbordach tuż przed kampanią wyborczą w 2023 roku firmowały go polityczki PiS – Monika Pawłowska i Magdalena Filipek-Sobczak. W sprawie zapadła już prawomocna decyzja sądu i wszczęto egzekucję. Jednak pojawiły się problemy.

Pawłowska promowała projekt Bezpieczna Kobieta
fot. Zbyszek Kaczmarek/Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Kancelaria Premiera domaga się zwrotu 3,4 mln zł od Stowarzyszenia Bezpieczna Lubelszczyzna.
  • Jaką kwotę udało się wyegzekwować od stowarzyszenia.
  • Dlaczego odzyskanie pełnej kwoty dotacji jest trudne.
  • Jaka była rola polityczek PiS w projekcie z 2023 roku.

„Stowarzyszenie Bezpieczna Lubelszczyzna nie zwróciło dobrowolnie wskazanej kwoty, dlatego Kancelaria Prezesa Rady Ministrów skierowała sprawę do egzekucji. W toku postępowania egzekucyjnego wyegzekwowano 52 218,57 zł.” - informuje RadioZET.pl Centrum Informacyjne Rządu.

Decyzja dotycząca zwrotu całej dotacji, czyli blisko 3,38 mln zł, które w 2023 roku otrzymało Stowarzyszenie Bezpieczna Lubelszczyzna, jest już prawomocna. Przyznaje to w odpowiedzi na nasze pytania sędzia Małgorzata Jarecka, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Jak się jednak dowiedzieliśmy, odzyskanie pieniędzy przyznanych jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości na projekt promowany przez polityczki PiS, nie będzie wcale łatwym zadaniem.

Stowarzyszenie ma oddać 3,4 mln. Pojawiły się problemy

Dlaczego Kancelaria Premiera może mieć problem? „Wobec braku majątku Stowarzyszenia pozwalającego na dalsze prowadzenie egzekucji, Naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego w Lublinie umorzył postępowanie egzekucyjne. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów prowadzi dalsze, przewidziane przepisami prawa czynności zmierzające do odzyskania należności” – dodaje Centrum Informacyjne Rządu.

Nie wskazuje jakie konkretne działania podejmie. Możliwości jest co najmniej kilka. Chodzi o dokładną weryfikację majątku stowarzyszenia, sprawdzenie przepływów finansowych, odpowiedzialność odszkodowawczą lub karną władz stowarzyszenia, czy złożenie wniosku o upadłość organizacji. Stowarzyszenie Bezpieczna Lubelszczyzna działa od 2011 roku i jak przekonywał jego prezes, nigdy nie miało problemów z realizacją i rozliczaniem projektów. Było ich kilkadziesiąt. Z naszych informacji wynika jednak, że od ponad roku organizacja nie prowadzi działalności i ma zajęte konta. Strona stowarzyszenia nie działa. Na razie nie złożono jednak wniosku o upadłość.

Jak doszło do tego, że działające od kilkunastu lat stowarzyszenie stanęło na krawędzi upadku? Chodzi realizację projektu rozpoczętego tuż przed wakacjami 2023 roku, czyli trzy miesiące przed oficjalnym startem kampanii wyborczej do parlamentu. Mateusz Morawiecki, wówczas premier w rządzie PiS (dziś lider stowarzyszenia Rozwój Plus) przyznał Stowarzyszeniu Bezpieczna Lubelszczyzna blisko 3,4 mln zł ze środków KPRM. Pieniądze były przeznaczone na realizację szkoleń dla kobiet z psychologii, zachowań w sytuacjach kryzysowych, samoobrony, pierwszej pomocy i strzelectwa. Z projektu „Bezpieczna Kobieta” miało skorzystać ponad 1,4 tys. mieszkanek Lubelszczyzny.

Kilka dni po rozpoczęciu projektu w miastach i miasteczkach Lubelszczyzny pojawiło się mnóstwo wielkich bilbordów promujących projekt. Jego ambasadorkami zostały polityczki PiS – posłanka Monika Pawłowska (dziś w Rozwoju Plus Morawieckiego) oraz radna sejmiku województwa Magdalena Filipek-Sobczak (obecnie posłanka partii Jarosława Kaczyńskiego). Bilbordów było mnóstwo. Lokalne media szybko zwróciły uwagę na fakt, że wkrótce rozpocznie się kampania wyborcza. Co więcej – plakaty z wizerunkiem Pawłowskiej pojawiały się głównie w miejscowościach położonych na terenie okręgu nr 7, natomiast Filipek-Sobczak w okręgu nr 6. Właśnie w nich startowały polityczki. Do tego doszły reklamy w sieci i prasie.

Redakcja poleca

Jędrzej Halerz, ówczesny rzecznik stowarzyszenia i partner (a dziś mąż) Pawłowskiej przekonywał, że wcale nie ma rejonizacji, a po pewnym czasie działaczki PiS zastąpią sportowcy. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Do Halerza wrócimy za chwilę.

Posłanki promowały projekt czy siebie? Długa lista nieprawidłowości

Po zmianie władzy pod koniec 2023 roku projekt „Bezpieczna Kobieta” pod lupę wzięło nowe kierownictwo Kancelarii Premiera, którym został Donald Tusk. Wyniki kontroli były miażdżące. Z audytu wynika, że nieprawidłowo rozliczono aż 98 proc. przyznanej dotacji. Chodzi o 3,297 mln zł.

Lista zastrzeżeń jest bardzo długa. Liczy w sumie kilkanaście stron. Chodzi m.in. o zaproszenie działaczek PiS do promowania projektu. Kontrolerzy zauważają, że tuż po rozpoczęciu projektu obie panie zostały kandydatkami PiS do Sejmu. Filipek-Sobczak w okręgu nr 6 (Lublin i zachodnia część woj. lubelskiego), a Pawłowska w okręgu nr 7 (wschodnia część woj. lubelskiego z Białą Podlaską, Chełmem i Zamościem). Pierwsza z nich została posłanką, druga, mimo wysokiego, czwartego miejsca do Sejmu nie weszła. Jednak w 2024 roku objęła mandat zwolniony przez Mariusza Kamińskiego, który został europosłem.

Redakcja poleca

Kampania bilbordowa pochłonęła ok. 250 tys. zł. A lokalizacja plakatów pokrywała się z okręgiem wyborczym, w którym startowały polityczki. Uwagi dotyczyły także struktury banerów, które przypominały plakaty wyborcze. Sylwetki pań zajmowały aż jedną trzecią bilbordu. Monika Pawłowska w swojej kampanii wykorzystała to samo zdjęcie, którym promowała projekt.

Kontrolerzy mieli też zastrzeżenia dotyczące współpracy stowarzyszenia z firmami powiązanymi z nim „personalnie lub lokalowo”. Tutaj pojawia się firma Zoe.Net.CO Jędrzeja Halerza. W ramach projektu zlecano jej wynajem sal, przygotowanie konferencji i pełnienie funkcji zastępcy koordynatora projektu. Na współpracy zarobiła 448 tys. zł. Firma Halerza miała zorganizować m.in. konferencję dla 500 osób. Problem w tym, że w wynajętej sali mogło zmieścić się maksymalnie 300 osób. Koszt wydarzenia? 180 tys. zł. „W przypadku transmisji online Stowarzyszanie nie przedstawiło dowodów, potwierdzających udział w niej uczestników, co było niezgodne z ofertą. Ponadto nie podano też na jakiej platformie transmitowano wydarzenie.” - czytamy w informacji pokontrolnej.

KPRM żąda zwrotu 3,4 mln zł
Fot. Stowarzyszenie Bezpieczna Lubelszczyzna
Magdalena Filipek-Sobczak i Monika Pawłowska podczas jednego ze szkoleń w ramach projeku Bezpieczna Kobieta

Posłanki o zemście Tuska. Prezes milczy

Dodajmy, że Jędrzej Halerz to nie tylko były rzecznik stowarzyszenia, ale też były dyrektor biura poselskiego Moniki Pawłowskiej i jak wspomnieliśmy obecnie jej mąż. Oboje współpracują od czasów, gdy Pawłowska współtworzyła partię Wiosna Roberta Biedronia. Halerz podąża krok w krok za żoną. Do niedawna był w PiS, dziś jest związany z Rozwojem Plus. Wiosną tego roku startował w przedterminowych wyborach na wójta Wojsławic na Lubelszczyźnie. W kampanii wspierał go były premier Mateusz Morawiecki, którego kancelaria przyznała dotację na projekt „Bezpieczna Kobieta”. Po porażce w wyborach Halerz odnalazł się w szpitalu wojewódzkim w Chełmie. Placówka podlega marszałkowi z PiS.

W lipcu, gdy pisaliśmy o trwającym sporze sądowym dotyczącym zwrotu dotacji, Halerz był zaskoczony informacją. Przekonywał, że ze swoich zadań się wywiązał, a kontrole KAS, US, ZUS nie wykazały żadnych nieprawidłowości. - Ze stowarzyszeniem nie jestem od dawna związany. Uważam, że sprawa ma charakter wyłącznie polityczny - mówił RadioZET.pl Halerz.

Dziś obie posłanki przekonują, że działania Kancelarii Premiera to odwet za ich aktywność. - Zemsta polityczna. Tylko tak mogę to określić. Dziś działaczki Koalicji Obywatelskiej uczestniczą w różnych akcjach, promują się i nikt nie robi z tego problemu. Jeśli rządzący uważają, że bezpieczeństwo nic nie znaczy, to są totalnymi idiotami – grzmi Pawłowska.

Magdalena Filipek-Sobczak dodaje: „Obawiam się niestety, że to wyłącznie działania polityczne. Mające zniechęcić różnego rodzaju podmioty do współpracy z osobami publicznymi w ramach różnych projektów o charakterze obywatelskim, prospołecznym.”

O komentarz próbowaliśmy poprosić Tomasza Lebiockiego, prezesa Stowarzyszenia Bezpieczna Lubelszczyzna. Nie odbierał jednak telefonu, nie odpowiedział też na prośbę o kontakt.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET