`

Ćwierćwiecze CBŚP. Od strzelanin i wybuchów bomb po spokój na polskich ulicach

8 min. czytania
12.04.2025 08:23
Obserwuj nas na Google

- Społeczeństwo nie miało zaufania do policji i w pewnym momencie na ulicach miast mieliśmy dziki zachód. Nie było dnia, żeby nie było strzelaniny w kraju - wspomina lata 80. i 90. w Polsce generał Adam Rapacki w wywiadzie dla RadioZET.pl. Z jednym z pomysłodawców Centralnego Biura Śledczego (dziś CBŚP), które obchodzi 25-lecie istnienia, rozmawiamy o rewolucji, jaka nastąpiła w zwalczaniu zorganizowanej przestępczości. 

fot. Maciej Luczniewski/REPORTER

Mateusz Kapera: Jest pan jednym z założycieli Centralnego Biura Śledczego. Zanim w 2000 roku powstało CBŚ, kto zwalczał w Polsce zorganizowaną przestępczość? 

Generał Adam Rapacki: -  Pierwsza służba, która w zupełnie inny sposób podeszła do zwalczania przestępczości zorganizowanej, to było Biuro do Walki z Przestępczością Zorganizowaną Komendy Głównej Policji. Ruszyło 1 stycznia 1994 roku. Koncepcję tego biura tworzyłem wspólnie z dyrektorem Markiem Ochockim i Zbyszkiem Dziemidowiczem. Tam zaczęliśmy inaczej patrzeć na zwalczanie przestępczości zorganizowanej. Zdefiniowaliśmy to, co uważamy za zorganizowaną grupę przestępczą. Uznaliśmy, że nasze struktury będą zajmowały się zorganizowanymi grupami przestępczymi bez względu na to, czym te grupy się zajmują i jakie przestępstwa popełniają.  

Ponadto, założyliśmy, że nasze struktury nie będą działały reaktywnie, jak cała policja. To znaczy, że jak jest przestępstwo, to policjanci jadą na miejsce zdarzenia, prowadzą dochodzenie i żmudne czynności. Woleliśmy na podstawie wiedzy całej policji i innych służbpodejmować czynności ofensywne wobec grup przestępczych. To znaczy, że mamy zdefiniowaną grupę, która specjalizuje się w kradzieżach samochodów. Jak ginie tych samochodów bardzo dużo, to nie czekamy na 121 czy 1000 kradzież samochodu, tylko wiedząc o tej grupie, bierzemy ich w “okładki”, prowadzimy działania operacyjne wobec nich po to, żeby, jak najszybciej dopaść ich i udowodnić winę. Zupełnie inaczej podchodziliśmy do zwalczania przestępczości.

Redakcja poleca

W latach 90. inne były też realia przestępczości w Polsce. 

- To były zupełnie inne czasy. Nie mieliśmy wielu narzędzi prawnych. Za to mieliśmy gigantyczny wzrost przestępczości, bo na przestrzeni tylko dwóch lat - od roku 1988 do 1990 - przestępczość wzrosła o ponad 100%. W tym czasie służby policyjne i specjalne przechodziły transformację, a więc były w głębokiej defensywie. Społeczeństwo nie miało zaufania do policji i w pewnym momencie na ulicach miast mieliśmy dziki zachód.  

Nie było dnia, żeby nie było strzelanin w kraju. Odnotowywaliśmy rocznie ponad 200 zdarzeń z użyciem materiałów wybuchowych. Były porwania dla okupu, wymuszania haraczy, gigantyczny przemyt. To była ogromna przestępczość. Nie tylko masowa, dokonywana przez jednostkowych sprawców, ale również taka zhierarchizowana, zorganizowana, dobrze zakamuflowana, co więcej, korumpująca polityków, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości czy organów ścigania. Aby zacząć skutecznie z nią walczyć, musieliśmy stworzyć specjalistyczną komórkę. I tak od 1 stycznia 1994 roku ruszyło Biuro do Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Mieliśmy sporo problemów na tym etapie, nawet z przekonaniem samorządu kierownictwa policyjnego, bo o ile udało nam się namówić do tej idei ówczesnych komendantów głównych - Zenona Smolarka, Zdzisława Centkowskiego - to jeszcze musieliśmy przekonać komendantów wojewódzkich.  

Pamiętam, jak pojechaliśmy w trasę z Markiem Ochockim do 49 województw i spotkaliśmy się ze wszystkimi komendantami indywidualnie. Przekonywaliśmy ich, że jest potrzebna taka struktura, która będzie działała na ich terenie, ale o której nie za dużo będą wiedzieli, bo zadania dla niej będą płynęły z centrali. To my mieliśmy decydować, jakimi grupami mają się zająć nasi ludzie, kogo rozpracowywać i kto jest rzeczywiście znaczącym przestępcą. 

Brzmi, jak misja nie do zrealizowania. 

- A jednak udało się to zrobić. Ruszyliśmy w 1994 roku. W 1997 roku ówczesny komendant główny Marek Papała powiedział mi: “Rapacki, zrobiłeś dobrą strukturę zajmującą się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości, a narkotyki są jednym z obszarów tej przestępczości, więc trzeba zbudować pion, który zajmie się skuteczną walką z narkotykami”. I tak na podobnych zasadach powstało Biuro do Walki z Przestępczością Narkotykową. Mamy rok 1999, jego końcówkę. Ówcześni dyrektorzy biura PZ-ów (przestępczość zorganizowana - przyp. red.) przekonują komendanta głównego, ministra spraw wewnętrznych Marka Biernackiego, że warto połączyć te dwie struktury, ponieważ zajmują się tymi samymi grupami przestępczymi. 

Przygotowano stosowne dokumenty. Warto podkreślić, że nad nimi pracowali: Andrzej Borek, pierwszy dyrektor CBŚ-u, śp. Wojciech Walendziak, wicedyrektor, śp. Tadeusz Kotuła, wiceszef i Andrzej Domański. Oni wypracowali całą koncepcję i regulacje dotyczące połączenia tych dwóch struktur. W końcu 15 kwietnia 2000 roku powstało Centralne Biuro Śledcze. 

Redakcja poleca

To była kwestia jedynie ujednolicenia struktury, czy za tym połączeniem szły zmiany w sposobie pracy policjantów? 

- Za tym połączeniem szło przejrzyste podporządkowanie struktury komendantowi głównemu policji. Centralne Biuro Śledcze było jednostką ulokowaną w Komendzie Głównej Policji. PZ i “narkotyki” też były tak ulokowane, ale komendanci główni oddawali część władzy nad strukturą komendantom wojewódzkim. Naszą ideą od początku było to, że struktura jest centralnie zarządzana, co nie jest łatwe, żeby z poziomu Warszawy zarządzać jednostkami policyjnymi ulokowanymi w całej Polsce. 

W roku 2000 uregulowano to precyzyjnie. Centralne Biuro Śledcze stało się strukturą podległą komendantowi głównemu. Oczywiście jako zastępca komendanta, nadzorujący pion kryminalny, sprawowałem przez pierwsze 3,5 roku nadzór nad CBŚ. To bardzo intensywna praca z kierownictwem biura: zarządzanie operacji specjalnych, akceptacja wszystkich wniosków o kontrolę korespondencji oraz podsłuchy i wdrażanie całej masy nowych rozwiązań. W tamtym okresie powstało mnóstwo nowatorskich rozwiązań, które do dziś skutecznie funkcjonują w policji. 

Jakieś przykłady? 

- Nawet w policji niektórzy tego nie pamiętają, że jako pierwszy forsowałem rozwiązanie, aby materiały z podsłuchów, które w przeszłości były ściśle tajne i nie można ich było wykorzystać w procesie karnym, można było wykorzystać w postępowaniach karnych jako dowód. Nie ma lepszego dowodu niż nagranie z miejsca transakcji przestępczej, czy z podsłuchów, który jest oczywiście poparty jeszcze innymi dowodami.

W przeszłości nie mogliśmy wykorzystywać tych materiałów. Jednak przekonaliśmy rządzących do wprowadzenia zmian regulacyjnych, które umożliwiły wykorzystywanie tych materiałów w procesach. Dzisiaj około 20 proc. materiałów uzyskanych w drodze czynności operacyjnych jest wykorzystywanych w procesie karnym.

Inne z rozwiązań, które wprowadziliśmy po 2000 roku, to zespoły poszukiwań celowych, czyli słynni “łowcy głów” czy “cieni”. Czyli komórki, które specjalizują się w odnajdywaniu przestępców poszukiwanych listami gończymi. Takich przestępców trzeba szybko doprowadzić przed oblicze sądu i do zakładu karnego, bo inaczej dalej żyliby z przestępstw i sprawiali zagrożenie.

Często poza granicami naszego kraju. 

- Nawiązaliśmy kontakty z podobnymi strukturami operującymi w różnych krajach na świecie. Dokładaliśmy dużo starań w zakresie zabezpieczenia mienia na poczet kar. Warto podkreślić, że dzisiaj wreszcie policja i wymiar sprawiedliwości ma skuteczne narzędzia do odbierania tych majątków. Powiem jako stary “pegowiec”, czyli policjant zwalczający przestępczość gospodarczą, że zawsze kładłem na to ogromny nacisk. Tyle że nie mieliśmy przez długie lata odpowiednich narzędzi, które mogłyby pozwolić nam na skuteczniejsze pozbawianie sprawców przestępstw korzyści, które osiągnęli w wyniku swojej działalności.

To jest największych zarzut wobec policji i wymiaru sprawiedliwości z czasów polskiej mafii. Mimo zatrzymań i wyroków skazujących nie potrafiliście pozbawić gangsterów nielegalnie zgromadzonego majątku. 

- Tak, to prawda. Powodem był właśnie brak tych instrumentów prawnych w latach 90. i 2000. Dopiero kilka lat później te narzędzia się pojawiły. Mamy konfiskatę rozszerzoną, wyspecjalizowane zespoły szukające majątku, większą kontrolę nad wydatkami, więc znacznie łatwiej jest dzisiaj działać i widzimy, że te narzędzia działają. Jak porównamy wielkość zabezpieczeń mienia i wysokość kar dzisiaj i w latach, kiedy walczyliśmy z mafią, to dzisiaj jest zdecydowanie lepiej.

W latach 90. zabiegaliśmy o jeszcze inne rozwiązania, bo nie mieliśmy dziś już dostępnych operacji specjalnych, np. zakupu kontrolowanego czy dostawy niejawnie nadzorowanej. Nie mogliśmy robić tego typu operacji. Dopiero w 1996 roku dostaliśmy prawo do dokonywania tego typu operacji.

 Zakup kontrolowany, czyli zakup np. narkotyków przez policjanta w celach operacyjnych?

- Tak jest. Kiedyś musieliśmy kombinować, sami narażając się na odpowiedzialność karną. Trzeba było to robić w białych rękawiczkach, żeby nie narazić się na odpowiedzialność karną.

Policjant musiał uważać, żeby podczas próby złapania przestępcy na gorącym uczynku nie trafić do więzienia? Absurdalne.

- Absurdalne. Ale nawet jeszcze dzisiaj jest wiele rzeczy nieuregulowanych, które wymagają pogłębionych zmian, ale żeby do nich doprowadzić, musimy do tego przekonać parlamentarzystów i opinię publiczną.

Dzisiaj mamy kazusy, chociażby z Pegasusem - narzędzia absolutnie niezbędnego służbom - ale potrzebnego do walki z najpoważniejszą przestępczością i z terroryzmem, a nie do stosowania w jakichś wątpliwych sprawach czy politycznych. Organy ścigania muszą mieć instrumentarium prawne i nadążać za postępem i rozwojem przestępczości. Tylko to musi być kontrolowalne tak, żeby opinia publiczna wiedziała, że to nie jest nadużywane i stosowane zgodnie z prawem.

Największy sukces w pierwszych latach działalności Centralnego Biura Śledczego?

-  Och, tych sukcesów było dużo. Trudno wskazać jeden. Taki pierwszy medialny to likwidacja grupy pruszkowskiej i wołomińskiej. To były częściowe sukcesy, bo na jakiś czas udało się wyeliminować liderów tych poszczególnych grup.

2001 rok to zatrzymanie “Dziada”, domniemanego szefa grupy wołomińskiej.

- Tak, “Dziad” był zatrzymywany kilka razy, ale później poszedł na dłużej do zakładu karnego i stamtąd zszedł z tego świata. Tych sukcesów było więcej.  Gdyby wymieniać dziś grupy, które działały w latach 90. i 2000, to nie tylko Pruszków, Wołomin, ale ich namiestnicy działający w całym kraju: grupa “Oczki” na wybrzeżu, “Nikosia”, “Tygrysa” i wielu innych gangsterów w rejonie Gdańska, grupa “Krakowiaka” na Śląsku, “Carringtona” na Dolnym Śląsku, czy “Generała” na Podlasiu i wielu jeszcze hersztów.

Zaczynając działania w 1994 roku, zidentyfikowaliśmy najpoważniejsze grupy i ich liderów. Nasze wydziały w terenie dostały jako pierwszoplanowe zadanie wyeliminowanie tych struktur i liderów. Sukcesywnie byli eliminowani, chociaż nie zawsze na tak długo i tak jak byśmy chcieli.

Liderzy gangów, którzy byli wtedy wskazywani jako cel, później jakoś się wybronili i działają dzisiaj w biznesie. Część z nich sporządniała i już dzisiaj nie łamią prawa tak, jak to było w przeszłości. Na zasadzie pierwszy milion dolarów trzeba ukraść, a później już pilnujemy, żeby zawęzić pole złodziejstwa innym.

Jaką ocenę wystawi pan CBŚP po ćwierćwieczu działalności?

-  Jestem dumny, że udało się zbudować super profesjonalną służbę, że ona się tak fajnie rozwijała i rozwija. Niesłychanie ważne jest to, żeby była to organizacja stabilna z najmądrzejszymi szefami, z doświadczonymi policjantkami, policjantami, którzy pociągną za sobą ludzi. I żeby był taki entuzjazm jak za naszych czasów. Czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Jak były próby zaatakowania naszego człowieka w jakimś województwie, to ściągaliśmy siły z całego kraju i pacyfikowaliśmy całe środowisko przestępcze w danym mieście. Bo policji ani prokuratora się nie atakuje. To jest wymiar sprawiedliwości. To jest państwo.

Oby tak było dalej. Oby dzisiejsi policjanci nie spoczęli laurach. Dalej rozwijali się i podążali za rozwojem przestępczości i żeby byli najlepszą ekipą policyjną. Żeby to było też właściwie doceniane przez przełożonych, bo jest problem z finansowymi aspektami, z wynagrodzeniem i przyciągnięciem dobrych policjantów z innych struktur.

Czasami w innych ogniwach policjanci zarabiają większe pieniądze niż na porównywalnym stanowisku w CBŚP. To też jest ważne, żeby ludzie za świetną pracę, entuzjazm, ryzykowanie życiem i zdrowiem byli godnie nagradzani.

Czyli piątka w starej szkolnej skali?

- Dajmy czwórkę z plusem, ale myślę, że są blisko piątki. Zawsze mam takie poczucie, że można jeszcze coś zrobić więcej, lepiej, coś udoskonalić. Daję czwórkę z plusem, żeby nie uwierzyli, że są najlepsi na świecie (śmiech). Jest jeszcze dużo do zrobienia i niech tak ciągną.

Generał Adam Rapacki - nadinspektor w stanie spoczynku, od 2007 r. do 2011 r. wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, od 2011 r. do 2012 r. wiceminister spraw wewnętrznych. Współtwórca i dyrektor Biura do Walki z Przestępczością Zorganizowaną, Biura do Walki z Przestępczością Narkotykową KGP, w wyniku połączenia tych Biur powstało Centralne Biuro Śledcze. W okresie od 1999 r. do 2000 r. kierował policją w województwie dolnośląskim, pełniąc funkcję komendanta wojewódzkiego Policji we Wrocławiu. Od września 2000 r. do października 2003 r. kierował pracą całej Policji kryminalnej w Polsce i nadzorował ją, pełniąc funkcję zastępcy komendanta głównego Policji. W okresie tym nastąpiła znacząca poprawa skuteczności w walce z przestępczością zorganizowaną, rozbito setki zorganizowanych struktur przestępczych.

Źródło: Radio ZET

 

 

   

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET