Dramatycznie brakuje nauczycieli, nowa oferta co dwie minuty. Dyrektorzy urządzają "polowanie"
Na półmetku wakacji szkoły mają problem ze znalezieniem nauczycieli. I choć dyrektorzy dwoją się i troją, to kandydatów brak. - Z pierwszym dzwonkiem nadal będzie aktywnych ok. 4 tys. ofert - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Robert Górniak, który prowadzi profil Dealerzy Wiedzy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na półmetku wakacji szkoły mają problem ze znalezieniem nauczycieli.
- Brakuje przede wszystkim nauczycieli przedmiotów egzaminacyjnych.
- Dyrektorzy szkół urządzają "polowania". Proponują też np. 600 zł dodatku motywacyjnego.
- Matematyka w ostatnich dniach podkupiła mi szkoła społeczna, dali tysiąc złotych więcej. Dwie nauczycielki wspomagające wybrały pracę w szkole bliżej domu, a kolejna się przeprowadziła. Do tego jedna zaszła z ciążę, a inna przeszła na emeryturę. Jakby tego było mało jeden nauczyciel w ogóle odszedł z zawodu, do korporacji. Czasu do 1 września coraz mniej, a nadal szukam aż pięciu nauczycieli. Głowa mała - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.
Quiz: Kartkówka z lektur. Ile pamiętasz ze szkoły? Tylko Polacy zgarną w quizie 100%
Dyrektorzy urządzają "polowanie". Tych nauczycieli brakuje najbardziej
Robert Górniak, który od lat na profilu Dealerzy Wiedzy analizuje sytuację na rynku oświaty zapewnia, że Danuta Kozakiewicz nie jest jedyna. Jak podaje, na półmetku wakacji (30 lipca) liczba ofert pracy dla nauczycieli w całym kraju doszła do 22,1 tys., a tylko w lipcu wprowadzono ponad 18 tys. ogłoszeń.
- Nowa oferta pojawia się średnio co dwie minuty. 24 godziny na dobę. Dzień tygodnia nie ma znaczenia, bo nawet w weekendy dyrektorzy nie śpią spokojnie i urządzają "polowanie na nauczyciela" - mówi.
Bywa, że oferty zaczynają publikować już od godziny 5 nad ranem, a kończą nawet o godz. 1 w nocy. A często szukają już od końca kwietnia, po przygotowaniu arkuszy organizacyjnych, które pokazują, ile potrzebują pedagogów i kto będzie dla nich pracował.
Szczegółowa analiza danych (na podstawie baz prowadzonych przez kuratoria oświaty i koordynowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej) pokazuje, że poszukiwani są nauczyciele niemal wszystkich przedmiotów. Przede wszystkim tych egzaminacyjnych, czyli matematyki - 1,2 tys. osób, języka polskiego - 1,1 tys. i języka angielskiego - 1 tys. Na całe pensum lub dużą jego część. Najczęściej na stałe, czasem tylko na zastępstwo, bo inny nauczyciel jest na urlopie zdrowotnym czy np. urlopie macierzyńskim.
- 11 tysięcy z tych ogłoszeń to oferty na 18 godzin i więcej. Zaledwie cztery tysiące stanowią te na cztery-osiem w tygodniu, a niecałe dwa tysiące na dwie-trzy godziny w tygodniu - wylicza Robert Górniak.
Tyle nauczyciele przedmiotów. Brakuje też nauczycieli wspomagających (2,1 tys. ofert). Głównie dlatego, że lawino przybywa uczniów z orzeczeniami o spektrum autyzmu albo z niepełnosprawnościami sprzężonymi. A także nauczycieli wychowania przedszkolnego (blisko 2 tys.). Oni, dość chętnie przenoszą się do szkół, bo mają kwalifikacje do nauczania w klasach jeden-trzy i zyskują niższe pensum (18 zamiast 25 godzin tygodniowo). Dodatkowym atutem jest stabilność pracy, w świetle niżu demograficznego docierającego do przedszkoli.
Równie rozchwytywani są też pedagodzy, w tym specjalni (2 tys.) i psycholodzy (1,5 tys.).
Kryzys w edukacji. W tych województwach jest najgorzej
Jeśli chodzi o województwa, to rekordy bije mazowieckie, na które przypada ok. 4,8 tys. ogłoszeń, czyli jedna piąta wszystkich ofert. Z czego 2,1 tys. dotyczy Warszawy (duże miasta w całej Polsce zbierają ok. 25 proc. wszystkich ofert). Na kolejnych miejscach są: małopolskie z 2,6 tys. oraz śląskie i dolnośląskie - po 1,9 tys.
- Jeżeli uwzględnimy liczbę nauczycieli potrzebnych w danym województwie, zgodnie z system informacji oświatowej, to procentowo największe ich braki są w opolskim i lubuskim. To ponad 4,6 proc., podczas gdy w mazowieckim - 4,2 proc., małopolskim - 3,9 proc., a dolnośląskim - 3,8 proc. - zauważa nasz rozmówca.
Co do zasady: największe braki mają województwa z najniższą stopą bezrobocia i najwyższym średnim wynagrodzeniem. W nich nauczyciel bez problemu znajdzie lepiej płatną pracę w innej branży. Z kolei województwach, gdzie stopa bezrobocia jest dosyć wysoka, a średnie wynagrodzenie niskie praca w budżetówce przede wszystkim gwarantuje stabilność..
Z prognoz publikowanych na profilu Dealerzy Wiedzy wynika, że na koniec sierpnia aktywnych może być nadal ok. 12 tys. ogłoszeń. Z kolei 1 września, czyli z pierwszym dzwonkiem ok. czterech tysięcy ofert, a pod koniec miesiąca nawet siedem tysięcy. To oznacza, że nie każdy dyrektor zacznie rok szkolny z pełną kadrą.
Pusta sala lekcyjna
Jak poradzą sobie dyrektorzy? Dodatek motywacyjny to nie wszystko
W sytuacji tak dużych braków dyrektorzy będą próbowali wykorzystać każdą furtkę, byle tylko dotrzeć do potencjalnego kandydata. Strona internetowa ministerstwa to jedno, dwa - tablice w urzędach pracy, trzy - portale i rozpuszczanie wici przez znajomych nauczycieli. I to przez cały rok.
- Nawet prywatnych znajomych zatrudniam do tego, by szukali. Ale w grę wchodzi wysłanie mejla z prośbą o pomoc do rodziców uczniów czy umieszczanie w gablotach na uczelniach informacji: "Chętnie zatrudnimy absolwentów. Ewentualnie studentów ostatnich lat". Także na szkoleniach i konferencjach branżowych mówimy głośno: "Potrzebujemy matematyka" - wylicza Danuta Kozakiewicz.
Przyznaje, że "próbuje też przekupić kandydatów". - "Powinnam dać ci 200 zł dodatku motywacyjnego na start, ale proponuję 600 zł, żebyś tylko do mnie przeszedł". Poza tym rozmowy prowadzę w obecności psychologa, który na bieżąco podpowiada mi, co jeszcze mogę zaproponować - dodaje.
Dyrektorzy wrócą też do kandydatów, którzy wcześniej odmówili, poszukają osób gotowych dzielić etat między dwie lub nawet trzy szkoły. Zaoferują grafik dostosowany do indywidualnych potrzeb, a w przypadku prywatnych placówek przede wszystkim "atrakcyjne wynagrodzenie".
Jolanta Krawczyk-Borkowska, dyrektorka i współwłaścicielka szkół Human to Human w Warszawie i Ożarowie Mazowieckim: - Zaczynamy rekrutację wcześniej, bo nawet w lutym i marcu, cały czas obserwujemy rynek. Poza tym zatrudniając nauczyciela, patrzę na jego kwalifikacje także z innych przedmiotów. Zawsze mam plan B.
Nauczyciele będą kuszeni różnymi benefitami np. prywatną opieką medyczną, kartami sportowymi, czy brakiem dodatkowych dyżurów opiekuńczych.
Najczęściej jednak dyrektorzy zatrudnią nauczycieli na emeryturze albo dołożą godzin ponadwymiarowych tym, którzy już pracują w szkole. To najszybsze rozwiązania. Pójdą w zastępstwa lub wezmą nauczycieli bez kwalifikacji, choć wcześniej trzeba będzie uzyskać zgodę kuratorium. Tylko podczas ostatnich pięciu lat, jak podał "Dziennik Gazeta Prawna", takich zgód wydano ok. 40 tys. na 50 tys. wniosków, co daje ok. 8 tys. tylko w zeszłym roku (na 20 tys. brakujących nauczycieli). - Na papierze będzie wyglądało dobrze, ale to metoda śliny i sznurka, bo odbije się to na jakości - ocenia Danuta Kozakiewicz.
W szkołach nie ma co 30. nauczyciela. "Kreatywna statystyka MEN”
Resort edukacji wskazuje, że jest lepiej niż rok temu i tłumaczy, że poszukiwania nauczycieli "to normalny ruch kadrowy".
Dyrektorzy szkół twierdzą jednak że wiceszef MEN, Henryk Kiepura, "lubi kreatywną statystykę". Dla przykładu: odejmuje szkoły niepubliczne. Dane woli podawać w etatach, a nie liczbie ogłoszeń. Dlatego w statystykach ministerstwa sytuacja wygląda lepiej. Podobnie jest z przypadku podwyżek dla nauczycieli. Resort podaje, że wyniosła ok. 40 proc. A drobnym drukiem dodaje, że przyrost ten nastąpił w ciągu ostatnich trzech lat. W ostatnim roku to było tylko 3 proc. - To absurd, bo MEN żyje przeszłością i 30 proc. podwyżką z przełomu 2023/2024 roku. Na dodatek przyznaną, by wyrównać dramatyczną zapaść - ocenia jeden z dyrektorów, który chce pozostać anonimowy. Pensja początkującego nauczyciela w drugiej połowie 2023 r. przewyższała najniższą krajową zaledwie o 90 zł brutto i wynosiła 3,7 tys. zł brutto.
Inny dyrektor, też prosi o anonimowość, mówi: - Dajmy na to, że w każdej szkole brak jednego nauczyciela. Np. chemika, który uczy siódme i ósme klasy, czyli ok. 100 osób. A że podstawówek jest 14 tys., to będzie to oznaczać, że ok. 1,4 mln dzieci nie będzie mieć ważnej lekcji. To kpina z edukacji!
Robert Górniak kwituje: - W tej chwili brakuje 3 proc. nauczycieli, którzy powinni uczyć w szkołach. A to oznacza, że nie ma co trzydziestego specjalisty. Wyobraźmy sobie teraz, że brakuje co trzydziestego lekarza w szpitalu, na dodatek medyków różnych specjalności. Jeżeli trafię do takiej placówki, to ordynator rozłoży ręce i powie: "Możemy dać na zastępstwo innego lekarza albo wcześniej wypisać pana ze szpitala".
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET