Dramatyczny obraz po powodzi w Nysie. "Wszystko muszę wyrzucić"
Dramat mieszkańców Nysy, którzy liczą straty po powodzi. Woda z rzeki Nysa Kłodzka opadła i pokazała skalę zniszczeń. Żywioł wdarł się do mieszkań i piwnic, uszkodził samochody. Na miejscu był reporter Radia ZET Szymon Kastelik, który rozmawiał z powodzianami.
- 11 zdjęć Zobacz galerię
Nysa. Obraz po powodzi
- Można powiedzieć, że Nysa jest uratowana od najgorszego. Jeżeli utrzyma się zmniejszony odpływ wody ze zbiornika retencyjnego, to miejscowość jest bezpieczna – powiedziała Monika Jurek, wojewoda opolska na posiedzeniu sztabu kryzysowego, w którym brał udział również premier Donald Tusk. - Doszło do zmniejszenia odpływu wody ze zbiornika retencyjnego Nysa do 800 m sześc. na sekundę. Jeżeli ten poziom się utrzyma lub jeszcze zmniejszy, to można się cieszyć bezpieczeństwem Nysy – dodała.
Mimo że według władz najgorsze już minęło, sytuacja jest cały czas trudna, w szczególności dla mieszkańców Nysy, którzy stracili w powodzi swoje majątki i dorobek życia. Zaczyna się liczenie strat. Potrzebna jest pomoc finansowa - jak najszybsza.
- Trzeba będzie cały remont zrobić. Panele, meble nowe, malowanie, nowa kuchnia - wszystko to zostało zniszczone - powiedział reporterowi Radia ZET Szymonowi Kastelikowi jeden z mieszkańców Nysy. Woda nie oszczędziła także lokalnych przedsiębiorców. Tak jak pani Czesławy, prowadzącej od 50 lat zakład krawiecki. - Z tyłu materiały zostały zalane. Wszystko muszę wyrzucić. To jest wszystko w mule - opowiadała. Pani Czesława wierzy, że sobie poradzi i znów będzie szyła dla ludzi, ale nie da rady bez wsparcia.
Rząd poinformował o podwyższeniu pomocy doraźnej do 10 tys. zł. Natomiast poszkodowani przedsiębiorcy mogą składać wnioski o umorzenie składek do ZUS.
Źródło: Radio ZET