Gasiłem pożar i zabezpieczałem okna przed nalotem dronów. Byłem na szkoleniu wojskowym wGotowości
Gasiłem pożar, zakładałem stazę taktyczną i rozpalałem ognisko bez zapałek. To tylko kilka z zadań, które wykonywałem podczas 8-godzinnego szkolenia w ramach programu wGotowości. Główny wniosek? Wszyscy Polacy powinni przejść taki kurs.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co obejmuje kurs przetrwania i kto może wziąć w nim udział.
- Które umiejętności są kluczowe podczas szkoleń przetrwania.
- Dlaczego szkolenia wGotowości cieszą się dużym zainteresowaniem.
- Jak zapisać się na szkolenie obronne.
- Najważniejsze to być przygotowanym na wszystko. I nie panikować - te słowa jednego z żołnierzy 3. Zamojskiego batalionu zmechanizowanego najbardziej zapadły mi w pamięć. Podczas szkolenia nikt nie straszył wojną, nie budował niepotrzebnego napięcia. Instruktorzy mówili, jak umiejętności, które ja i kilkunastu innych uczestników ćwiczyliśmy na szkoleniu, będziemy mogli wykorzystać na co dzień.
Przekonywali, że trenowanie tego, jak zachować się w kryzysowej sytuacji, a przede wszystkim zachowanie zimnej krwi, będą kluczowe w chwili, gdy przyjdzie nam się sprawdzić. Było tylko trochę teorii oraz bardzo dużo praktyki. Nie było nudy nawet dla tych, którzy już wcześniej opanowali podstawy surwiwalu. Było za to sporo pytań, na które żołnierze, ratownicy medyczni i strażacy odpowiadali długo i wyczerpująco.
Ogromne zainteresowanie szkoleniami #wGotowości. A więc jadę!
Decyzję, żeby wybrać się na szkolenie obronne podejmuję, w poniedziałek 17 listopada. Oprócz dziennikarskiej i obywatelskiej ciekawości skłaniają mnie do niej wypowiedzi gen. Wiesława Kukuły i gen. Rafała Miernika. Obaj w mediach przekonują że zainteresowanie kursami jest ogromne. Jeszcze w czwartek (13 listopada) w Gościu Radia ZET gen. Miernik mówi, że zarejestrowało się 10 tys. osób. Kilka dni później gen. Kukuła podaje liczbę 17 tys. ochotników.
Samo zapisanie się na szkolenie wGotowości było banalnie łatwe. Według wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza zajmuje zaledwie osiem sekund. W aplikacji mObywatel a dolnym pasku klikam "usługi". Po przeniesieniu na ten ekran wybieram "szkolenia obronne", a następnie "indywidualne szkolenia obronne". Do wyboru mam cztery opcje: podstawowy kurs bezpieczeństwa, kurs przetrwania, medyczny oraz cyberhigieny. Szkolenia odbywają się głównie w weekendy, ale można znaleźć też terminy w dni powszednie. Pierwsze kursy ruszyły w sobotę, 22 listopada. Chcę spróbować już na samym początku, ale na pierwszy z kursów już brakuje miejsc w jednostkach w mojej okolicy.
Wybieram więc kurs przetrwania. Tutaj też w wielu najbliższych jednostkach wolne miejsca są na 29 listopada, czyli w kolejny weekend. W Warszawie i okolicach trzeba czekać do grudnia. Szukam więc dalej. Wybór pada na niespełna 60-tysięczny Zamość. Potwierdzam. Po chwili na mailu mam wiadomość, że rejestracja się powiodła. Muszę jeszcze wydrukować i podpisać regulamin szkolenia. W jednostce mam się stawić przed 8 rano. Do samego końca na szkoleniu nie mówię nikomu, że jestem dziennikarzem. Nie chcę, żeby np. podejście wojskowych czy prowadzących się zmieniło.
Schron, pożar i pierwsza pomoc
W sobotni poranek na Lubelszczyźnie mocno sypie śnieg. Choć wyjeżdżam ze sporym zapasem czasu, do 3. Zamojskiego batalionu zmechanizowanego docieram na styk. Na szczęście w jednostce cierpliwie czekają na spóźnialskich. Później szybkie sprawdzenie oświadczeń, podział na grupy (w jednostce jednego dnia odbywają się szkolenia z trzech segmentów) i podpisy na dokumentach. Kilkanaście minut po godz. 8 jesteśmy już w poniszczeniu imitującym schron.
Tam odbywa się szkolenie z rozpoznawania i reagowania na sygnały alarmowe, czyli co wtedy robić, gdzie chronić się przed nalotem, jak się ułożyć. Kolejny trening z zakładania masek przeciwgazowych budzi wspomnienia z liceum i zapomnianego już przysposobienia obronnego. Dostaję też pierwsze z zadań. Mam pomóc instruktorowi z wojska w napełnieniu worków z piaskiem. Dlaczego? Żeby zakryć okna w pomieszczeniu. To przydatne np. w przypadku nalotu dronów. Dobrze sprawdzą się też kartony albo czarne worki, które pomogą zaciemnić pomieszczenie, żeby operatorzy dronów nie widzieli, gdzie są ludzie.
Zakładanie masek przeciwgazowych w schronie
Po wyjściu ze schronu próbuję opanować pożar, ale akurat w mojej gaśnicy kończy się proszek. Po chwili z kolejnych gaśnic korzystają inni uczestnicy. Strażacy pokazują, jak z płonącym garnkiem poradzić sobie za pomocą mokrego ręcznika czy koca gaśniczego Opowiadają, jak zachować się podczas pożaru i o akcjach, w których brali udział. Jest ciekawie, ale znów trzeba się przenosić do środka. Tu już czekają ratownicy medyczni z fantomami. Na własnej skórze mogę się przekonać, jak trudna jest kilkuminutowa reanimacja, gdy nie ma nikogo do pomocy. Pierwszy raz używam defibrylatora AED i samemu zakładam sobie stazę taktyczną. O wykorzystaniu tej ostatniej słyszałem kilkukrotnie od osób, które na własne oczy widziały, co dzieje się w Ukrainie po rosyjskich nalotach. Rannym cywilom i żołnierzom, nieraz z urwanymi kończynami, staza taktyczna niejednokrotnie ratowała życie.
Ratownicy nie straszyli takimi opisami. Ze stoickim spokojem opowiadali, jak stosować ten sprzęt. Zakładanie, zdejmowanie, zakładanie, zdejmowanie. I tak kilka razy. Mam nadzieję, że nigdy w życiu nie będę musiał użyć tego sprzętu, ale w razie potrzeby, tę umiejętność po takiej serii powtórzeń mam opanowaną niemal do perfekcji.
Rozpalanie ogniska ze strzałami w tle
Schron, pożar, pomoc medyczna za mną. Mam kilka minut, żeby wypić ciepłą herbatę i porozmawiać chwilę z osobami z grupy. W module "przetrwanie" uczestniczy 16 osób. Głównie z Zamościa i okolic. W większości po 40. Młodszych nie ma. Jest matka z córką, małżeństwo, koledzy, ale tez osoby, które wybrały się też w pojedynkę. Jesteśmy podzieleni na dwie ośmioosobowe grupki. To ułatwia wejście do niewielkiego schronu czy ćwiczenia na fantomach z pierwszej pomocy. - Widzę, że pan w militarnych barwach - zagaduję jednego z uczestników.
- To dobry polski sprzęt. Kupuję, bo chodzę w nim po górach. Lubię trekking, surwiwalowe wyprawy. Tutaj przyszedłem, żeby sprawdzić i uporządkować wiedzę. Najbardziej interesuje mnie ten segment, który jeszcze przed nami - odpowiada niewysoki mężczyzna w średnim wieku.
A przed nami wyjazd na poligon. W kilkanaście osób ładujemy się na wojskowego Jelcza i po 20 minutach jesteśmy na miejscu, pod Zamościem. Tu uczymy się posługiwać mapami, kompasem i chodzić na azymut. Staroświeckie? Niemodne? Niepotrzebne? Raczej zapomniane. Bo w sytuacji, gdy zgubimy się w lesie i będziemy zmuszeni do ucieczki, a padnie nam telefon oraz smartwach, takie umiejętności mogą okazać się kluczowe i uratują nam życie.
Udało się! Dotarliśmy do celu, przechodząc nawet niespodziewane na trasie przeszkody. Nagrodą jest przejście do ciepłej sali, gdzie mundurowi mówią, co spakować do plecaka ewakuacyjnego. I znów bez straszenia, bo może będziemy chcieli urządzić surwiwalową wycieczkę ze znajomymi, może wydarzy się coś nieprzewidzianego? Nie zawsze musi chodzić o wojnę, nalot, niebezpieczeństwo, ale możemy kiedyś znaleźć się w sytuacji zagrożenia. Mając przy sobie np. koc termiczny, może udać się nam bezpiecznie spędzić noc pod gołym niebem.
Pora do lasu. A tam pokaz urządzania obozowiska, filtrowania wody z niepewnego źródła (z pomocą piasku, trawy, węgla i kamieni) i sposobów rozpalania ognisk. Szwedzkie, Dakota, Nadia, Studnia czy Rampa - nawet nie zdawałem sobie sprawy z ich mnogości.
No to nóż, kora brzozy i krzesiwo w dłoń! W teorii wygląda łatwo, ale w rozpalaniu ogniska jestem w ogonie. Na szczęście żołnierze spokojnie podpowiadają, co robić. Chwilę później udało się! Widzę ogień, a w tle słyszę strzały z broni trenujących w innej części poligonu żołnierzy.
Autor artykułu rozpala ognisko za pomocą krzesiwa
Takie mamy czasy
Blisko osiem godzin szkolenia zleciało błyskawicznie. Nauczyłem się zabezpieczać schron przed nalotem dronów, zakładać stazę taktyczną, czy rozpalać ognisko bez zapałek. Przypomniałem sobie, jak używać gaśnicy, prowadzić pierwszą pomoc i używać kompasu. Uczestnicy szkolenia zapewniają prowadzących, że takie szkolenie było potrzebne. Że przypomnieli sobie niektóre rzeczy, utrwalili wiedzę, że będą czuli się bezpieczniej. - Teraz takie mamy czasy niepewne, trzeba to wszystko umieć. Żeby później nie panikować - przyznaje mi po cichu jedna z uczestniczek.
Zanim zjemy wojskową grochówkę, a chętni upieką kiełbaskę nad ogniskiem, dowódca 3. Zamojskiego batalionu zmechanizowanego ppłk Marcin Chodakowski każdemu wręcza pamiątkowy certyfikat, wojskową apteczkę oraz Poradnik Bezpieczeństwa, który niedługo powinniśmy otrzymać do swoich skrzynek pocztowych. - Warto być na różne ekstremalne, nieprzewidziane sytuacje przygotowanym. Jeśli nie będziemy zaskoczeni, jest szansa, że sobie w takiej sytuacji poradzimy – mówi dowódca.
Po zakończonym kursie mogę z czystym sumieniem napisać – w mojej jednostce wszyscy podeszli do sprawy profesjonalnie. Cierpliwie nas instruowali, odpowiadali na wszystkie pytania, żaden temat nie został potraktowany po macoszemu.
Choć do końca się nie zdradziłem z moim zawodem, to żołnierze przez cały kurs mogli czuć się obserwowani. Do Zamościa przyjechał akurat jeden z pełnomocników szefa MON Mirosław Biernacki, który obserwował, jak przebiega szkolenie. Ekipa 3. Zamojskiego batalionu zmechanizowanego jego oceny nie powinna się obawiać. A każdy kto zastanawia się, czy wziąć udział w takim kursie, powinien logować się do aplikacji mObywatel, zanim wszystkie miejsca się zapełnią.
Każdy z uczteników kursu otrzymał Poradnik Bezpieczeństwa, certyfikat i apteczkę
Tak wyglądają szkolenia #wGotowości
Pilotaż programu powszechnych szkoleń obronnych „wGotowości” wystartował w sobotę, 22 listopada. Według danych sprzed weekendu zapisało się na niego ok. 18,5 tys. osób, ale realnie ćwiczyło ich na pewno mniej. W szkoleniu z przetrwania, w którym uczestniczyłem, brało np. udział 16 osób, choć zapisanych było ok. 30 chętnych. Według zapowiedzi na jednym kursie miało być od 30 do 100 osób.
Proporcje w szkoleniu, jak podawał szef MON, są niemal pół na pół: 55 proc. to mężczyźni, 45 proc. - kobiety.
Najwięcej chętnych było na kurs cyberhigiena, który obejmuje zagadnienia z zabezpieczania pracy w sieci, wrogich ataków czy ochrony przed dezinformacją. W niektórych jednostkach obłożenie wynosiło ok. 300 proc. - Największym zainteresowaniem cieszyły się jednostki na Śląsku – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz.
Wspomniane 18,5 tys. to wyłącznie uczestnicy szkoleń indywidualnych (cywilów), w ramach ścieżki "Odporność". MON i WP mają w planie także grupowe szkolenia obronne (dla instytucji i przedsiębiorstw, które chcą przeszkolić pracowników) oraz ścieżkę "Rezerwy". Ta druga jest skierowana dla osób w wieku 18-60 lat, które chcą dobrowolnie szkolić się w ramach systemu obronnego państwa – bez konieczności pełnienia zawodowej służby wojskowej. Te szkolenia mają ruszyć w przyszłym roku.
W listopadzie i w grudniu przeszkolonych ma być około 100 tysięcy osób. W przyszłym roku ma to być ok. 400 tysięcy ludzi w ramach wszystkich trzech ścieżek (indywidualnej, grupowej i dla rezerwy).W ramach szkoleń indywidualnych dostępne są cztery ścieżki - podstawowy kurs bezpieczeństwa, kurs przetrwania, medyczny oraz cyberhigieny. Trzy pierwsze prowadzą żołnierze - instruktorzy z Dowództwa Generalnego RSZ i Wojsk Obrony Terytorialnej. Natomiast kursy z cyberhigieny wspierają instruktorzy z Eksperckiego Centrum Szkolenia Cyberbezpieczeństwa.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET