Horror Krzysztofa Kononowicza. Prokuratura rozważa rozszerzenie śledztwa. Ujawniamy szczegóły
Nie tylko wątek psychicznego znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem, ale też możliwość popełnienia innych przestępstw analizuje prokuratura. RadioZET.pl poznało najnowsze informacje dotyczące postępowania. Śledztwo jest prowadzone dynamiczniej od poprzedniego, choć szybko się nie skończy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego prokuratura rozważa inne paragrafy w śledztwie dotyczącym Kononowicza.
- Co śledczy zrobili po wznowieniu postępowania w sprawie Kononowicza.
- Kiedy gotowe będą nowe przepisy, które pomogą w walce z patostreamingiem.
Analiza wielu materiałów, przesłuchanie kilkudziesięciu świadków i zabezpieczenie dokumentacji medycznej z ostatnich lat życia Krzysztofa Kononowicza. W ciągu kilku tygodni pracy śledczy z Białegostoku wykonali wiele czynności, których nie zrealizowali przez blisko dziewięć miesięcy poprzedniego postępowania, zakończonego umorzeniem.
Teraz prokuratura rozważa, czy w śledztwie dotyczącym psychicznego znęcania się nad Kononowiczem nie przeanalizować też innych paragrafów Kodeksu Karnego. Chodzi m.in. o art. 160, par. 1 mówiący o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwa utraty życia i zdrowia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. To przestępstwo zagrożone karą do trzech lat więzienia.
Śledztwo ws. znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem przyspiesza
Dlaczego śledczy biorą pod uwagę inne paragrafy kodeksu karnego? W przypadku wspomnianego wyżej przepisu, aby doszło do przestępstwa, działania osób wcale nie muszą być popełnione umyślnie. Może to być też efekt niedbalstwa, czy też niebrania pod uwagę się tym jakie skutki może wywołać dane działanie. Wystarczy, żeby ktoś znalazł się w sytuacji zagrożenia, nie musi fizycznie ucierpieć.
W przypadku Krzysztofa Kononowicza nietrudno znaleźć takie przykłady ze strony jego „opiekunów”. Zapewniali oni choremu na cukrzycę mężczyźnie zapasy mleka i słodkich napojów, co mogło przyczynić się do znacznego pogorszenia jego stanu zdrowia. W jego domu panował niesamowity brud i odór. A w ostatnich tygodniach życia Kononowicz niemal się nie ruszał i był w bardzo złym stanie fizycznym oraz psychicznym. Teraz tę sytuację będą analizowali prokuratorzy z Białegostoku.
Z naszych ustaleń wynika, że śledczy mają już pełną dokumentację medyczną z czasu, jaki obejmuje śledztwo. Przypomnijmy, że chodzi o okres od 22 grudnia 2022 roku do 6 marca 2025 roku, czyli dnia śmierci schorowanego i opuszczonego Kononowicza. Przesłuchano także personel medyczny, który interweniował w białostockim domu Kononowicza. Ale to nie wszystko. Śledczy rozmawiali także z innymi osobami, które pojawiały się w domu. Tych było sporo, część z nich pojawiała się na filmach publikowanych w sieci. Zdarzało się, że były to osoby z marginesu, nadużywające alkoholu.
W korespondencji z portalem RadioZET.pl potwierdza to prokurator Ewa Bułat, zastępczyni prokuratora rejonowego Białystok-Południe. „Aktualnie po podjęciu postępowania przesłuchano łącznie 25 świadków m.in. członków najbliższej rodziny Krzysztofa Kononowicza, członków Zespołu Ratownictwa Medycznego oraz inne osoby przebywające w mieszkaniu Krzysztofa Kononowicza. (…) W sprawie uzyskano pełną dokumentację medyczną z lat obejmujących śledztwo i jest ona analizowana.” - pisze prokurator Ewa Bułat.
Prokuratura przeanalizowała materiały z kanału „Mleczny Człowiek”
Głównym wątkiem, na którym skupiają się śledczy, jest jednak przestępstwo „znęcania się psychicznego nad nieporadnym ze względu na stan psychiczny Krzysztofem Kononowiczem poprzez poniżanie, dokuczanie, wszczynanie awantur, kierowanie wobec pokrzywdzonego słów powszechnie uznanych za obelżywe, ośmieszanie i krytykowanie”. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.
Szczegółowych informacji dotyczących zabezpieczonego materiału dowodowego prokuratura nie ujawnia. Jak czytamy, chodzi o „dobro prowadzonego śledztwa”. Zostało ono przedłużone do 17 czerwca tego roku. Jednak wszystko wskazuje na to, że będzie trwało przez kolejne miesiące. Prokurator Bułat pisze, że najprawdopodobniej zostanie ono przedłużone „z uwagi na konieczność wykonywanie dalszych czynności w sprawie”.
Śledczy przyznają, że już przeanalizowano materiał filmowy z kanału „Mleczny człowiek”. Nie informują czy zabezpieczono twarde dyski z danymi wideo i zapisy z kamer monitoringu z posesji Krzysztofa Kononowicza. To mogą być kluczowe w sprawie dowody. Wiadomo bowiem, że nie wszystkie materiały dotyczące publicznego upokarzania mężczyzny znalazły się w serwisie YouTube. Z kolei na monitoringu mogły być zarejestrowane działania, które miały znamiona znęcania się nad Kononowiczem. Chodzi m.in. o wykopanie grobu za jego domem czy też ustawiania zniczy.
„Po zgromadzeniu pełnego materiału dowodowego postępowanie będzie ponownie analizowane. Aktualnie nie przedstawiono nikomu zarzutów.” - podsumowuje prokurator Elżbieta Bułat. Na pytanie, czy w ocenie prokuratury filmowanie niedołężnego i niepełnosprawnego człowieka w reżyserowanych scenach picia moczu, oblewania się fekaliami, odczytywanie nienawistnych, wulgarnych listów, i publikowanie ich w sieci dla zarobku finansowego nie nosi znamion przestępstwa, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Za pierwszym razem nie dopatrzyli się przestępstwa
Przypomnijmy, że śledztwo w sprawie psychicznego znęcania się psychicznego nad Krzysztofem Kononowiczem Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe wszczęła w kwietniu 2025 roku, miesiąc po śmierci mężczyzny. Umorzyła je 29 grudnia ubiegłego roku. Śledczy nie dopatrzyli się wówczas przestępstwa. To oburzyło wiele osób. Także tych walczących o sprawiedliwość dla zmarłego w marcu ubiegłego roku Kononowicza.
W internecie nadal są dostępne filmy, na których nieświadomy i zniedołężniały mężczyzna jest upokarzany. W materiałach na kanale „Mleczny Człowiek” prowadzonym przez Sławomira N. widać jak Konowiczowi podawano mocz do picia czy przekazywano odchody w paczkach. Jego dom ktoś oblał fekaliami. Mężczyzna występował m.in. w koronie cierniowej, twierdząc, że jest męczennikiem, odczytywano mu też nienawistne listy, w których był nazywany "knurem" oraz "ostatnim ch**em Polski".
Ze Sławomirem N. w Białymstoku współpracowali m.in. Jarek "Aron" i aktywista Rafał Kosno. Po interwencji portalu RadioZET.pl w sprawie umorzenia śledztwa na kanale „Mleczny Człowiek” opublikowano oświadczenie. Autorzy zaprzeczyli zarzutom znęcania i tłumaczyli, że nie byli opiekunami prawnymi Kononowicza, a mężczyzna wcale nie był krzywdzony. Było pełne sprzeczności. Autorzy grozili też pozwami aktywistom i dziennikarzom.
Gdy zaczęliśmy dociekać, dlaczego śledztwo umorzono i zwróciliśmy się z pytaniami do Prokuratury Krajowej, ta nakazała ponowne podjęcie śledztwa. Decyzję o umorzeniu uznano za nieprawidłową. Nakazano wznowienie postępowania. Wnioski z analizy PK śledczy z Białegostoku będą musieli uwzględnić w śledztwie.
Wkrótce kary za patostreaming. Ustawa gotowa przed wakacjami?
Natomiast w Sejmie procedowane są przepisy, które mają pomóc w skuteczniejszej walce z patostreamami. Przygotowała je Koalicja Obywatelska. Krótki, mający niespełna stronę projekt zmian w Kodeksie Karnym, zakłada, że osoby, które "wytwarzają treści i dokonują aktów przemocy" poniosą za to odpowiedzialność. Karane ma być publiczne rozpowszechnianie treści, za które grozi dziś od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Chodzi m.in. o przestępstwa zagrażające życiu, zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece lub popełnione przy użyciu przemocy. Ma za to grozić od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
- Nie ma zgody na to, żeby kogoś poniżać, kazać pić mocz, dręczyć, stosować przemoc. Jeśli nie będzie żadnej groźby i kary dla osób, które takie treści wprowadzają, to nadal takie rzeczy będą się działy – tak o sprawie Krzysztofa Kononowicza mówiła w lutym, w podcaście „Podejrzani Politycy” Dorota Łoboda, posłanka KO.
Zapowiadała wówczas, że nowe przepisy powinny być gotowe przed wakacjami. Wtedy też miałyby trafić an biurko prezydenta Karola Nawrockiego. Czy ten termin jest aktualny? - Jak najbardziej. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu (9-11 czerwca przyp. red.) zaplanowane jest drugie czytanie projektu. Po nim zostanie już ostatnie, trzecie czytanie i głosowanie. Wówczas można będzie przedłożyć projekt prezydentowi. Liczymy na to, że nie będzie problemów z podpisem pod tą ważną ustawą – mówi RadioZET.pl Dorota Łoboda.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET