Były antyterrorysta o kulisach pracy w jednostkach spec. "Młodzi nie przeszliby dawnych egzaminów"
- Młodzi ludzie coraz mniej się ruszają, zasiedzieli się. Sprawność fizyczna jest u nich na ubogim poziomie. Egzaminów, które miałem kilkanaście lat temu, dzisiaj młody chłopak w wieku 19, czy 20-paru lat nie byłby w stanie przejść - ocenia w rozmowie z RadioZET.pl były szef wyszkolenia wrocławskich antyterrorystów policyjnych.
Z byłym antyterrorystą rozmawiamy na temat obniżenia wymagań dotyczących testów sprawnościowych w policji. Mikołajczyk uważa, że zmiany są odpowiedzią na spadek formy u młodych ludzi. Zauważa jednak, że aby dostać się do oddziałów kontrterrorystycznych, wciąż trzeba przejść wymagające testy sprawnościowe.
Nasz rozmówca wraca pamięcią do pracy jako antyterrorysta. Opowiada o tym, jak wygląda służba w specjalnych jednostkach policji. Grzegorza Mikołajczyka pytamy również o to, czy w Polsce istnieje ryzyko powrotu do przestępczości znanej z przełomu latu 90. i 2000.
Mateusz Kapera: Policja obniżyła wymagania dotyczące testów sprawnościowych. Teraz wystarczy przejść kilka ćwiczeń, aby zdać egzamin i podjąć służbę. Co pan o tym myśli?
Grzegorz “Cichy” Mikołajczyk, były antyterrorysta: - Policja, jako system, nie za bardzo ma jak utrzymać wysoki standard egzaminów dla kandydatów, którzy chcą wstąpić do służby. Nie wiem, czy to jest spowodowane zmianą pokoleniową, czy może technologiczną, ale młodzi ludzie coraz mniej się ruszają, zasiedzieli się. Sprawność fizyczna jest u nich na ubogim poziomie. Egzaminy, które miałem kilkanaście lat temu, dzisiaj młody chłopak w wieku 19, czy 20-paru lat nie byłby w stanie przejść.
Dlatego ktoś zadecydował, że nie można tego poziomu utrzymywać dłużej, bo nie będziemy mieli po prostu ludzi do pracy. Uważam, że zostały z tego powodu właśnie obniżone. Do samej policji testy sprawnościowe zostały obniżone, ale te wstępne do oddziału kontrterrorystycznego już nie do końca. Lekko je zmodyfikowano. Trzeba włożyć mocny wysiłek fizyczny i psychiczny, aby je przejść.
To, co jest pozytywne, a kiedyś tego nie było, że policjant, który dostanie się do jednostki kontrterrorystycznej, zostaje skierowany na kurs podstawowy i szkolenie przygotowawcze do centralnej jednostki w Warszawie. A tam już nie jest łatwo. Jest bardzo ciężko. To powoduje też, że zasilanie rejonowych jednostek terytorialnych, prowincjonalnych będzie odbywało się w bardzo powolnym tempie. Jeżeli ktoś już przejdzie ten okres selekcyjny w Warszawie, w jednostce centralnej, to już można powiedzieć, że jest bardzo dobrze przygotowany.
Dlaczego wymagane są tak trudne testy sprawnościowe do oddziału kontrterrorystycznego? Przecież jesteście świetnie uzbrojeni i bardzo dobrze przygotowani taktycznie. Po co takiemu policjantowi umiejętności przeskakiwania przez przeszkody czy skoków do wody? To nie jest przecież codzienność kontrterrorystów.
- To nie jest codzienność, ale policjanci jednostki kontrterrorystycznej mają do czynienia z różnymi ludźmi, których nazywamy figurantami do zatrzymania. Nie powiem, że do neutralizacji, bo policjanci nie są egzekutorami. Jakość zatrzymania zależy od figuranta, tzn. jak on się zachowuje w stosunku do interweniujących.
Spotykamy się naprawdę z bardzo różnymi ludźmi. Odporność fizyczna i psychiczna jest tutaj na wagę złota. Możemy mieć figuranta do zatrzymania, który się podda od razu, ale zawsze szykujemy się na najgorsze. Bierzemy sprzęt, jakbyśmy jechali na najgorsze, czy na wojnę. Nigdy nie wiemy, co możemy napotkać i ilu przestępców może być do zatrzymania. Z rozpoznania operacyjnego wynika, że mogą być w pomieszczeniu dwie osoby i mogą mieć dwie jednostki broni. No to jedziemy, tak jakbyśmy szykowali się na wojnę. A w kolejnej akcji dowiadujemy się, że jest jedna osoba i prawdopodobnie nie ma jednostki broni. Wtedy również tak samo szykujemy się, jakbyśmy jechali na wojnę. Dla nas nie ma wyjątków. Wszystkich traktujemy tak samo, zadanie musi być zrealizowane. Figurant musi zostać zatrzymany i doprowadzony tam, gdzie trzeba.
Co trzeba zrobić, żeby dostać się do służb kontrterrorystycznych?
- Aby wejść w szeregi policyjnych kontrterrorystów, trzeba najpierw wstąpić do policji i przejść kurs podstawowy. Później młodzi policjanci zostają – jak to mówimy - delegowani do danych rejonów.
Dzisiaj jest to trochę łatwiejsze, bo można od razu po ukończeniu kursu podstawowego aplikować do jednostki kontrterrorystycznej. W moich czasach (koniec lat 90. - przyp. red.) nie było takiej możliwości. Był etat w oddziale prewencji albo gdzieś w rejonie. Dopiero stamtąd za zgodą komendanta być może udałoby się wstąpić do oddziału antyterrorystycznego.
Dziś można po ukończeniu kursu podstawowego od razu aplikować do takiej jednostki, przejść testy sprawnościowe i zostać zakwalifikowanym do etapu selekcyjnego. Jeżeli przejdzie się go pomyślnie, to zostajemy w służbie i cały czas się szkolimy.
Jak wygląda ten proces selekcyjny? Jakie testy trzeba zdać?
- Na pewno jest pływanie, biegi długodystansowe, podciąganie na drążku, ugięcia ramion, brzuszki, “koperta”, bieg wahadłowy i testy psychologiczne oraz zdrowotne. Ta masa kompleksowych badań sprawnościowych i psychologicznych jest po to, żeby zdiagnozować kandydata najlepiej, jak to jest możliwe. Po dostaniu się do służby czeka go naprawdę bardzo duży stres, duże wymagania i oczekiwania społeczeństwa czy przełożonych.
Już na samym kursie selekcyjnym przechodzimy wszystkie możliwe warianty szkolenia. Począwszy od sprawnościowego, przez taktyki kontrterrorystyczne do zatrzymywania niebezpiecznych przestępców i rozwiązywania sytuacji zakładniczych. Dochodzi do tego nauka obsługi różnych jednostek broni. To wszystko jest skumulowane w okresie selekcyjnym po to, żeby człowiek, który przejdzie selekcję i zostanie pozytywnie zakwalifikowany do służby, mógł pojechać od razu na pierwszą akcję. Oczywiście pod okiem doświadczonych, starszych służbą policjantów.
Kiedy wzywa się kontrterrorystów?
- Najczęściej stosowane są dwie procedury. Jest akcja planowana i natychmiastowa. W tej pierwszej wiemy dużo wcześniej, kogo mamy zatrzymać, co mamy zrealizować, jaki poziom akcji musi zostać przeprowadzony i jaka jest specyfika naszych działań. Z kolei akcja natychmiastowa, to jest alarmowe poderwanie pododdziału jednostki, bo coś się wydarzyło w danym miejscu.
Wówczas nie ma czasu na plany i na organizację akcji. Jest wezwanie dyżurujących policjantów bądź poderwanie tych, którzy są obecni na miejscu. Jedziemy na akcję i tak naprawdę to planowanie odbywa się podczas lotu śmigłowcem, czy jadąc samochodami. To są najgorsze akcje, bo nie mamy możliwości zapoznać się z przeciwnikiem, a musimy zrealizować akcję, bo sytuacja wymaga natychmiastowego działania.
Warunkiem jest, aby przestępca był szczególnie niebezpieczny? Przynajmniej uzbrojony w broń?
- Teoretycznie tak, ale praktycznie nikt na to nie patrzy. Sam w swojej karierze zatrzymywałem kilku płatnych zabójców, którzy nie mieli przy sobie broni, ale sam status płatnego zabójcy mówił nam już wszystko. Jedziemy tak, jakby miał ze sobą broń, czy materiały wybuchowe. Jakby mógł tego wszystkiego użyć w stosunku do nas. Zawsze tak się szykowaliśmy.
Pamiętajmy jednak, że kontrterroryści nie rozpracowują spraw. Nie realizują czynności kryminalnych. Wchodzą, gdy dostają informacje od policjantów, którzy te sprawy rozpracowują. Śledczy podejmują decyzję o włączeniu do akcji kontrterrorystów, gdy ocenią, że sytuacja jest niebezpieczna, że sprawca może mieć broń lub może być dużo osób do zatrzymania.
Najczęściej w takich akcjach natychmiastowych dostajemy zdjęcie lub informację, że jest np. osiem lub dziesięć osób do zatrzymania. Jedziemy w dwudziestu lub trzydziestu, a czasami nawet cały pododdział, bo operacyjni przekazali nam, że jest ich dziesięciu, a sytuacje nam wielokrotnie pokazały, że może być ich piętnastu czy dwudziestu. I mieli nie mieć broni, bo to byli tylko chemicy w laboratorium narkotykowym. Rzeczywiście okazało się, że byli to chemicy, ale mieli ochronę, która miała broń palną przy sobie, jakby ktoś z konkurencji chciał przejąć wytwórnię. Sytuacje są różne. Zawsze szykujemy się, bez wyjątków, tak jakbyśmy jechali po maksymalną liczbę osób. Jeżeli możemy nawet do jednego zatrzymanego wziąć maksymalne siły i środki, to tak robimy.
Jak wygląda przeciętny dzień w pracy kontrterrorysty? Ma dyżury w jednostce, czy czeka na telefon w domu?
- Kontrterrorysta odbywa służbę 8-godzinną lub 12-godzinną i wraca do domu. Jeżeli coś się wydarzy, to każdy, kto jest pod telefonem komórkowym, po prostu zostaje ściągany do pracy. Jeżeli mamy możliwość poczekać na kolejnych policjantów, to oczywiście czekamy, ewentualnie dojadą później. To jest taka trochę łapanka, zbieranina.
Natomiast jeżeli wiemy, że na przykład w Poznaniu czy w Katowicach może pojawić się figurant, którego szukamy, i dokonać jakiegoś zlecenia, to cały czas jesteśmy do dyspozycji w jednostce. Gotowi do wyjazdu czekamy na sygnał. Albo pojedziemy na akcję, albo po prostu zostanie akcja odwołana.
Co robią kontrterroryści podczas tych dyżurów 8-12 godzinnych, gdy nic się nie dzieje?
- Jeżeli nic się danego dnia nie dzieje i nie mamy informacji, że powinniśmy wyczekiwać w gotowości do wyjazdu, to cała służba polega na procesie szkolenia. Ćwiczymy walkę wręcz, strzelectwo, omawiamy taktyki - wszystko to, co może nam się przydać w akcji. Musimy tę formę utrzymywać i być w ciągłej sprawności psychicznej i fizycznej. Jeżeli wiemy, że danego dnia możemy wyjechać na akcję, to tak naprawdę nic się nie robi. W umundurowaniu czekamy na sygnał, żeby jak najszybciej ruszyć na akcję.
Służył pan w czasach, gdy toczyła się wojna między gangsterami a policją. Dziś na ulicach jest dużo spokojniej, ale pojawiają się doniesienia o coraz większym zagrożeniu ze strony np. gruzińskich gangów. Myśli pan, że grozi nam powrót do przestępczości z przełomu lat 90. i 2000?
- Policja już ma problem z gangami, przede wszystkim gruzińskimi. Trzeba to powiedzieć otwarcie i wprost. Do tego dochodzą jeszcze grupy przestępcze ukraińskie, litewskie i białoruskie, nie pomijając również polskich. Dzisiaj często słyszymy gangi gruzińskie, a kiedy słyszeliśmy o polskich? One cały czas funkcjonują, ale skupiamy się na gruzińskich, bo one są dzisiaj najwyżej w strukturach przestępczości - to jest taki high level w Polsce.
Policja jest dzisiaj nieprzygotowana do walki z tą patologią przestępczą. To jest biznes. Biznes przestępczy jest mocno reaktywowany, porównujemy go trochę do lat 90. Kiedyś po haracz przychodziło czterech, pięciu dużych łysych facetów w ciemnych kurtkach. Pokazywali, że mają broń za paskiem. Restaurator najczęściej płacił pieniądze i bał się zgłosić to na policję, bo wiedział, że wówczas była ona bardzo słaba. Korupcja w policji była też bardzo duża w tamtych czasach.
Dzisiaj tworzy się deepfake’a (wygenerowane przez AI treści - przyp. red.), szantażuje się nimi kogoś i wyciąga milionowy okup. Za chwilę zaczną się już porwania dla okupu. Oczywiście nie mówię tego po to, żeby zastraszać nasze społeczeństwo, ale żeby się rozglądać, patrzeć, żeby mieć oczy dookoła głowy. Na szczęście największa przestępczość, jeżeli chodzi o pieniądze i biznes, wciąż odbywa się w formie internetowej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET