`

Inwazja fikcyjnych pum i wybory. Ta historia ma drugie dno

5 min. czytania
26.08.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Fikcyjne pumy postawiły na nogi służby w kilku regionach Polski. Część „dowodów” na obecność drapieżników została wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Sierpniowa historia, choć może brzmieć absurdalnie, pokazuje jednak znacznie poważniejsze zagrożenie. Zwłaszcza że w 2027 roku Polaków czekają wybory parlamentarne.

Fikcyjne pumy postawiły na nogi służby w kilku regionach Polski. Część „dowodów” na obecność drapieżników została wygenerowana przez sztuczną inteligencję.
fot. M. Watson / ardea.com/EAST NEWS (zdjęcie ilustracyjne)

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego doniesienia o pumach zostały uznane za fałszywe.
  • Jak sztuczna inteligencja wpłynęła na informacje o pumach.
  • Co się stało w gminie Polanów w związku z pumą.
  • Dlaczego takie dezinformacje są niebezpieczne.

Sensacyjne sierpniowe doniesienia o pumach zaobserwowanych w różnych częściach Polski postawiły na nogi służby, a mieszkańcom wskazywanych okolic dostarczyły nieoczekiwanych emocji. Ostatecznie okazało się, że zgłoszenia z ostatnich tygodni były fałszywe. Zdjęcia mające potwierdzać obecność egzotycznego drapieżnika zostały – wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Z kolei nagranie z miejscowości Stawinoga na Mazowszu, mające rzekomo przedstawiać dużego kota przechadzającego się w zaroślach, zostało błędnie zinterpretowane. Przeszukanie terenu, a także analiza filmu i zapisów z fotopułapek wykluczyły obecność pumy. Na nagraniu uwieczniono zwykłego kota. Inne poszukiwania także nie potwierdziły obecności drapieżnika.

Historia z pumami była jednak wyjątkowo nietypowa. Informacje o zaobserwowaniu dużych kotów napływały w krótkim odstępie czasu z wielu miejscowości, oddalonych od siebie o dziesiątki, a nawet setki kilometrów. Wciąż nie wiadomo, czy była to skoordynowana operacja dezinformacyjna, czy jedynie masowo powielana plotka. Niezależnie od faktycznych źródeł i motywacji sprawa dobrze pokazuje, jak łatwo można dziś wywołać informacyjny chaos i jakie zagrożenia może to stwarzać w przyszłości.

Pumy w polskich lasach?

– Takie sytuacje przypominają nam, że w tym momencie już w zasadzie każdy jest w stanie stworzyć informację, która będzie spreparowana. I to spreparowana bardzo wiarygodnie. Na tyle, że służby mogą pogubić się w analizowaniu tego, czy jest prawdziwa, czy nie – zauważa w rozmowie z RadioZET.pl Jakub Wiech, dziennikarz zajmujący się zwalczaniem dezinformacji i twórca projektu „Elektryfikacja.eu”.

– To duże niebezpieczeństwo w związku z momentem, w jakim teraz jesteśmy. Za rok wybory parlamentarne. Już teraz wiadomo, że sztuczna inteligencja i jej możliwości będą eksploatowane w nadchodzącej kampanii. I mowa tutaj raczej o zagrożeniach zewnętrznych, czyli podmiotach, które będą starały się doprowadzić do chaosu informacyjnego w Polsce. To taka taktyka. Raczej nie będzie tajemnicą, jeśli wskażemy, że główną zainteresowaną może być Rosja, która ma długą historię ingerowania w zagraniczne wybory. Musimy być gotowi na to, że wiele rzeczy, które zobaczymy w najbliższych miesiącach w internecie, będzie sfałszowanych, nieprawdziwych. Niestety, mogą to być treści o znacznie większej wadze niż nawet poważne zagrożenie takim drapieżnikiem, jakim jest puma – podkreśla nasz rozmówca.

Sierpniowa fala alarmów nie pojawiła się w informacyjnej próżni. Zaledwie kilka tygodni wcześniej obecność pumy w Polsce była jak najbardziej realnym zagrożeniem. W lipcu drapieżnika zauważono w gminie Polanów w woj. zachodniopomorskim. W rejonie Karsinki i Rekowa na zwierzę natknął się myśliwy, który dwukrotnie zdołał nagrać je z niewielkiej odległości. Początkowo próbował odstraszyć pumę krzykiem, jednak ta nie reagowała. Dopiero po oddaniu strzału ostrzegawczego odsunęła się o kilka kroków, ale nie uciekła. Kilka godzin później pojawiła się ponownie – tym razem podchodząc pod ambonę, w której przebywał myśliwy. Wówczas mężczyzna po raz drugi zarejestrował drapieżnika.

Redakcja poleca

Najpierw prawdziwa puma, a potem lawina plotek

Ostatecznie zwierzę udało się odłowić. Nie wiadomo dokładnie, skąd się tam wzięło, ponieważ żaden oficjalny ośrodek nie zgłosił zaginięcia pumy. Jedna z hipotez wiąże jej obecność z pumą zaobserwowaną w 2025 roku w gminie Będzino. Osobnik z gminy Polanów miał być jednak młodszy.

Niewykluczone, że prawdziwe wydarzenia z lipca stały się matrycą dla późniejszej fali fałszywych doniesień. Lawina zgłoszeń o pumach pojawiła się w sierpniu. Zwierzę mieli zaobserwować mieszkańcy różnych miejscowości na Mazowszu, Dolnym Śląsku, Podlasiu, a także w Opolu. Choć historia z gminy Polanów sugerowała, że zagrożenie może być realne to żadne z późniejszych doniesień się nie potwierdziło. Co więcej, w dwóch zweryfikowanych przypadkach ustalono, że zdjęcia mające stanowić dowód obecności pumy zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Tak było w gminie Goworowo oraz Nadleśnictwie Świdnica, gdzie fotopułapka uchwyciła lisa.

Co więcej nadleśnictwo początkowo informowało, że zdjęcie pumy jest prawdziwe. Okazało się jednak, że za zgłoszeniem i publikacją stał człowiek podający się za członka powiatowego oddziału Straży Ochrony Przyrody. Sprawą zajmuje się policja.

Ekspertka NASK chwali służby. „Nie zignorowano tych doniesień”

Podobny komunikat wydała gmina Jedwabne. „Puma miała być widziana w lesie nieopodal obrębu m. Bronaki-Olki – Janczewko. Nie jest to żart ani fake news. Puma może się przemieszczać średnio 20 km dziennie. Prosimy o zachowanie ostrożności i w miarę możliwości niewchodzenie do lasów!” – alarmowano. Zgłoszenie pochodziło od rolnika mieszkającego w pobliżu lasu. Pumy jednak nie znaleziono.

Takie przypadki mogą podważać zaufanie do systemu ostrzegania. Internauci i mieszkańcy zaczynają zastanawiać się, czy zdjęcie jest prawdziwe, czy film został wygenerowany przez sztuczną inteligencję i czy urząd nie powielił niesprawdzonej informacji..

Katarzyna Lipka z Zespołu Analizy Trendów Narracyjnych i Fact-checkingu NASK uważa, że służby i władze zareagowały w tych przypadkach prawidłowo. – Nie zignorowano tych doniesień, a część mogła wydawać się naprawdę wiarygodna. Były przecież załączone zdjęcia, jak w przypadku materiału z Nadleśnictwa Świdnica, z rzekomej fotopułapki. Władze potraktowały te informacje poważnie, powołały sztaby kryzysowe i pozostawały we współpracy z policją, strażą oraz – i to muszę pochwalić szczególnie – ze specjalistami. Przede wszystkim z Instytutem Biologii Ssaków PAN i prof. Rafałem Kowalczykiem, który pomagał w weryfikacji nagrań z fotopułapek – przekonuje w rozmowie z naszym portalem.

Kreowanie sztucznych zagrożeń. „Paleta jest spora”

– Pojawiają się pytania, czy należało wydawać te ostrzeżenia, bo część mieszkańców mogła wpaść w niepotrzebną panikę. Możemy to potraktować trochę jako takie działanie testowe, sprawdzenie, jak działają nasze systemy w takim dość bezpiecznym przypadku. Wiele instytucji nauczyło się, że warto konsultować się z policją i ze specjalistami – zauważa ekspertka.

Według wiceministra cyfryzacji Michała Gramatyki duża część winy leży po stronie mediów. – Najpierw pojawiły się prasowe doniesienia, że ktoś tę pumę rzeczywiście widział. Czyli na pierwszej linii byli dziennikarze, którym nie chciało się tego sprawdzić. Dopiero później pojawiły się służby, które zaczęły weryfikować doniesienia prasowe – ocenia polityk.

Jak powinniśmy zachowywać się w przypadku podobnych sensacji w przyszłości? Michał Gramatyka sugeruje, aby do takich doniesień podchodzić ostrożnie. - Na obrazach i tekstach generowanych przez sztuczną inteligencję można przejechać się grubo, jak pani Barbara Mróz-Gorgoń. Albo dać się wyprowadzić w pole takimi zdjęciami. Można też przejechać się, wierząc w reklamy, które pojawiają się na platformach społecznościowych, gdzie piękna dziewczyna mówi, że chętnie nas pozna. A namiary do niej można znaleźć w pierwszym komentarzu. Tymczasem okazuje się, że tej dziewczyny nie ma, bo została wygenerowana przez AI – zauważa wiceminister.

Zdaniem dziennikarza Jakuba Wiecha bagatelizowanie takich doniesień „nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem”. – Paleta możliwości, jeśli chodzi o kreowanie takich sztucznych zagrożeń, jest spora. Za naszą wschodnią granicą cały czas toczy się wojna. To rozciąga się także na akcje sabotażowe na terenie państw NATO, w tym Polski. I pole do tworzenia treści, które będą fałszywe, ale jednocześnie będą wzbudzać ogromne emocje, jest bardzo duże – wylicza.

Historia sierpniowych pum może brzmieć jak seria niegroźnych pomyłek i internetowych żartów. W rzeczywistości była jednak pokazem tego, jak niewiele dziś potrzeba do wywołania lokalnego chaosu informacyjnego: wiarygodnego zdjęcia, odpowiednio zgłoszenia i szybko rozchodzącej się na platformach społecznościowych treści. Tym razem Polacy szukali drapieżnika, którego nie było. W przyszłości fałszywy alarm może dotyczyć czegoś znacznie poważniejszego.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET