`

Jak szkoły będą egzekwować "szlaban na telefon"? "Czeka nas zabawa w kotka i myszkę"

6 min. czytania
01.09.2026 06:10
Obserwuj nas na Google

Od 1 września zakaz smartfonów w szkołach. Jak będzie egzekwowany? - Powszechne jest przekonanie, że to na dyrektorów i nauczycieli przerzuca się problem. "Zróbcie tak, żeby było dobrze" - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Robert Gałęski z kancelarii prawnej Lexbridge. Ale są szkoły, które z problemem już dawno sobie poradziły.

Uczniowie z telefonami
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Od 1 września w szkołach podstawowych obowiązuje zakaz używania smartfonów.
  • Zmiana budzi wiele wątpliwości związanych z praktycznym egzekwowaniem tego prawa.
  • Dyrektorzy i nauczyciele stoją przed wyzwaniem.

- Co innego jak ktoś nie wytrzyma i na przerwie ukradkiem zerknie w telefon wyciągnięty z plecaka. A co innego innego, jak od rana kombinuje. Odda do pudełka stary, zepsuty aparat albo bezczelnie ściemnia, że nie wziął dziś smartfona z domu. Dla mnie jako pedagoga to gigantyczna różnica. Przecież nie można tych sytuacji traktować jednakowo. Za "zwykłe" złamanie zasad i bezczelne kłamstwo kary też powinny być inne. To dodatkowe wyzwanie w pracy z klasą - mówi w rozmowie z radioZET.pl Katarzyna, nauczycielka z 10-letnim stażem.

Robert, pedagog z 12-letnim stażem: - Jeśli szkoła zdecyduje się na tzw. plecakowanie telefonów, to będziemy bez przerwy pilnować uczniów. A przecież nikt nie będzie za nimi biegał po szatniach i toaletach. To absurd.

1 września wchodzi w życie ustawowy zakaz korzystania z telefonów i innych urządzeń umożliwiających komunikację, nagrywanie dźwięku lub obrazu w szkołach podstawowych. Ma obowiązywać podczas lekcji, przerw i innych zajęć w placówce (także zajęć edukacyjnych organizowanych poza szkołą, np. lekcji wychowania fizycznego na zewnętrznych obiektach). Wyjątki będą możliwe m.in. ze względów zdrowotnych, w sytuacjach nagłych albo gdy nauczyciel wykorzystuje urządzenie podczas lekcji.

Quiz: Lektury szkolne, które teraz czytają twoje dzieci i wnuki. Wiesz, jak zmienił się kanon lektur?

Screen Filmpolski.pl
1/15 Jaką decyzję podjęto w sprawie "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza w kanonie lektur obowiązkowych?

Szkoły mają wybór, rozwiązania budzą wątpliwości

Na pytanie, jak szkoły będą egzekwowały zakaz Robert Gałęski z kancelarii prawnej Lexbridge (specjalizuje się w zagadnieniach prawa oświatowego), odpowiada krótko: - Większość jest przerażona. - Nie wie, jak to ma wyglądać w praktyce. Powszechne jest przekonanie, że to na dyrektorów i nauczycieli przerzuca się problem: "Pojawiła się idea, ktoś coś naskrobał na papierze i jedziemy z tym. Zróbcie tak, żeby było dobrze" - dodaje.

Podkreśla, że nikt nie dyskutuje o zasadności nowego prawa, a o sposobie jego realizacji. Tym bardziej, że ustawodawca, wprowadzając zakaz, nie dał narzędzi, które umożliwiałyby jego egzekwowanie czy choćby to ułatwiały. Ministerstwo nie przyznało ani dodatkowych funduszy, ani nie wskazało gotowych rozwiązań.

Redakcja poleca

Szkoły mają wybór. Albo tańsze rozwiązanie, które nie da pełnej kontroli, czyli chowanie telefonów do plecaków. Albo droższe, za to bardziej szczelne. Szafki, pudełka czy np. specjalne woreczki. Te ostanie rozwiązania budzą wątpliwości. 

- Przede wszystkim nie poddano tego analizie prawnej, choćby z punktu widzenia ochrony własności. Jeżeli ktokolwiek zgodzi się dobrowolnie na zdeponowanie telefonu, to w tym momencie szkoła ponosi za urządzenie pełną odpowiedzialność. A jak teraz zabezpieczyć jej interesy? Mogą zdarzyć się cwaniacy, którzy oddadzą telefon i od razu poinformują odpowiednie organy, że ten uległ zniszczeniu lub uszkodzeniu, bo szybka pękła. Ciekawe, jak szkoła, organ prowadzący lub ubezpieczyciel będą próbowali się uchylić od odpowiedzialności za tę rzecz i jej uszkodzenie? Postanowienia wyłączające odpowiedzialność szkoły byłyby bezprawne. Tutaj nie działa zasada "za rzeczy pozostawione w szatni, szatnia nie odpowiada" - wskazuje mecenas Gałęski. 

Depozyt generuje też szereg innych pytań: Co się stanie, jeśli uczeń odda lub weźmie nie swój sprzęt? Czy telefon będzie chroniony przed kradzieżą lub zniszczeniem? Kto go popilnuje? Czy będzie monitoring i w jakim zakresie? Dalej: Co w sytuacji, kiedy uczeń się źle poczuje i zażąda dostępu do telefonu, by zadzwonić po rodziców? Komu taki wniosek składać? Kto jest zobowiązany urządzenie udostępnić? Nauczyciel, dyrektor?

"To system niedoskonały, będzie zabawa w kotka i myszkę"

Szkoły zastanawiają się nad rozwiązaniami. Na przykład wpisaniem do statutu zakazu wnoszenia telefonów i innych urządzeń. To jednak sprzeczne z ustawą, bo ta wyraźnie ogranicza możliwość korzystania z telefonu, a nie posiadania lub dysponowania nim. Poza tym taki zapis ograniczałby w jakimś zakresie prywatną własność (a prawo własności jest chronione konstytucyjnie). 

Inną możliwością jest nakaz zostawiania telefonów na przerwie w klasie. To rozwiązanie możliwe, jeśli wcześniej właściciel telefonu, z reguły rodzic, wyrazi na to zgodę. Obowiązkowo musieliby tak jednak zrobić wszyscy. Kiedy pozostali uczniowie będą patrzeć na tego, który drwi z systemu, to wkrótce wszystko runie.

- Może w takim razie poprosić nauczycieli, by pilnowali sprzętu podczas przerw? - dopytują też prawników dyrektorzy.
- Poprosić zawsze można, tylko nie widzę nauczyciela, który będzie na tyle szalony. Jeżeli się zgodzi, to przejmie odpowiedzialność za sprzęt. Poza tym tego nie ma w zakresie jego obowiązków - komentuje mecenas Gałęski.  

Redakcja poleca

W praktyce w większości wypadków skończy się na tym, że uczniowie będą mieli telefony przy sobie, ale nie będą mogli z nich korzystać. - To system niedoskonały. Jeżeli dziecko będzie miało telefon w kieszeni czy w plecaku, prędzej czy później z niego skorzysta. Szczególnie kiedy będzie świadkiem, że koledzy też to robią. Zapewne pojawią się próby korzystania z telefonu tak, by umknąć uwadze nauczycieli. Zresztą dyrektorzy już mówią: To będzie zabawa w kotka i myszkę. Tak, jak kiedyś z papierosami w szkole i polowaniem na tych, którzy próbowali popalać po kątach. Innymi słowy: operacja na żywym organizmie, eksperyment na dzieciach - ocenia mecenas z Lexbridge. 

W przypadku nieprzestrzegania przepisów uczeń dostanie upomnienie i/lub uwagę w dzienniku elektronicznym. Szkoła wezwie rodziców lub opiekunów prawnych. W grę wchodzą też nagana dyrektora lub obniżenie oceny z zachowania, jeśli przewiduje to regulamin placówki.

"Szlaban na telefon" w ponad połowie szkół

Idealne rozwiązanie? W ocenie prezesa fundacji Dbam o Mój Zasięg dr Macieja Dębskiego, który brał udział w konsultacjach społecznych do projektu, to wprowadzenie zakazu po czterech-sześciu miesiącach od rozpoczęcia roku szkolnego. Tak, by każda szkoła mogła ustalać szczegółowe rozwiązania - w rozmowach między dyrekcją, nauczycielami, rodzicami i uczniami, nie tylko przez nakaz z centrali. W myśl zasady: nic o nas, dla nas bez nas. - Wtedy też trudniej o łamanie zakazu: w końcu sami po części go wymyśliliśmy - podkreśla. 

Wbrew pozorom w wielu szkołach ograniczenie korzystania z urządzeń już dawno wpisano do statutów (albo innych regulacji). Fundacja Dbam o Mój Zasięg szacuje, że zakaz, choć nie bezwzględny, obowiązuje w ponad połowie placówek. Danuta Kozakiewicz, dyrektorka szkoły podstawowej nr 103 w Warszawie: - 1 września nie będzie rewolucji, bo "szlaban na telefon" wprowadziliśmy od 2022 r. Zdecydujemy teraz tylko, ponownie wspólnie z rodzicami i uczniami, czy do szafek nie dołożyć woreczków na telefony. Tak, by podczas lekcji języków obcych np. po zadaniach zużyciem kodów QR i obejrzeniu krótkiej scenki, uczniowie nie mieli ich już od ręką i by tak nie kusiło. 

Podkreśla, że działa nie tyle metoda kija, co marchewki. - Zabierasz, ale dajesz coś w zamian. Inną formułę przerw, dostęp do sprzętu sportowego, robisz kącik z kanapami i muzyką relaksacyjną. Idziesz w elektroniczny "smart dywan", który pozwala skakać i grać. Skąd pieniądze? Z festynów, które sami organizujemy. Poza tym, kto powiedział, że to musi być nowy sprzęt?!

Redakcja poleca

Elżbieta Rakoczy, dyrektorka Społecznej Szkoły Podstawowej nr 4 w Warszawie też stawia na aktywne przerwy (salka rekreacyjna, biblioteka, gry planszowe). Dodatkowo nauczyciel nie stoi na dyżurze z telefonem, ale rozmawia z dziećmi, gra z nimi w szachy czy ping ponga.

Do tematu podchodzi całościowo, bo - jak tłumaczy - nie można dziecku zabrać telefonu i oczekiwać, że to rozwiąże problem. Trzeba uczyć higieny cyfrowej. Jak? Przede wszystkim przez współpracę z rodzicami. Na każdym zebraniu jest mowa o korzystaniu z urządzeń elektronicznych, nie chodzi tylko o telefony. Dodatkowo są spotkania ze specjalistami. Webinary online. Wykaz programów do ochrony dzieci.

- Prosimy też rodziców, żeby wcześniej niż w IV klasie uczniowie nie mieli telefonu. Dzieci młodsze, jeśli już, powinny korzystać z niego 20-30 minut dziennie. Kiedy zauważamy problem, są spotkania z zespołem psychologiczno-pedagogicznym. Trzeba ustalić, co się dzieje, że dziecko ucieka w telefon. Przecież jeżeli ma czas dorosłego, obowiązki i swoje przyjemności, to problem nie narasta. Czasem nastolatki się zakochują i koniecznie chcą wysłać wiadomość, więc to też bywa rozwojowe - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Zakaz używania telefonów obowiązuje w jej szkole od co najmniej pięciu lat (dla klas 0-IV jest skrzyneczka w sekretariacie, klas V-VIII - szafka przy wejściu). Jak ocenia, rozwiązanie się sprawdza, choć nie jest w 100 proc. do wyegzekwowania. - Ale chyba też tego nie oczekujemy na już, na teraz. To ma być proces - podsumowuje Elżbieta Rakoczy. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET