MEN wprowadziło zmiany, zapłacą rodzice. "Ucierpią rodziny mniej zamożne i wielodzietne"
Szkoły specjalizujące się w edukacji domowej wprowadzają czesne, opłaty za zajęcia dodatkowe i ograniczają możliwość przyjęć uczniów w trakcie roku szkolnego. To konsekwencje decyzji MEN o zmianie finansowania takich szkół. - Najbardziej niepokoi, że nowe przepisy uderzą w uczniów w różnych kryzysach - komentuje Gabriela Letnovska, wiceprezeska Fundacji Edukacji Domowej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany w finansowaniu edukacji domowej wprowadziło MEN.
- Jakie są powody zmian.
- Co oznacza zmniejszenie liczby uczniów z pełną dotacją dla szkół.
- Czekaliśmy na ostateczną wersję rozporządzenia, liczyliśmy do końca, że rząd może jednak się wycofa, albo wprowadzi zmiany, ale niestety – komentuje Krzysztof Kacuga, dyrektor Szkół Benedykta w Drohiczynie. Mowa o rozporządzeniu z końca lipca, według którego zmieni się finansowanie edukacji domowej. Od 2026 roku szkoła otrzyma pełną dotację tylko na 96 uczniów korzystających z edukacji domowej (do tej pory było to 200 osób). Każdy kolejny uczeń to już ułamek subwencji.
MEN przekonuje, że chodzi tu o „zapewnienie racjonalnego, sprawiedliwego i zgodnego z zasadą gospodarności podziału środków publicznych, a nie ograniczanie edukacji domowej”. - Uczniowie objęci edukacją domową co do zasady nie uczestniczą w zajęciach dydaktycznych w szkole, a koszty, jakie ponosi szkoła w związku z ich kształceniem, ograniczają się głównie do organizacji egzaminów klasyfikacyjnych oraz ewentualnych konsultacji i wsparcia. Nie są to koszty porównywalne z kosztami kształcenia ucznia uczęszczającego na co dzień do szkoły, który korzysta z pełnego zaplecza dydaktycznego, kadry nauczycielskiej, infrastruktury i różnorodnych form wsparcia – wyjaśnia nam Wydział Informacyjno-Prasowy MEN.
Jednocześnie zapewnia, że taki mechanizm – czyli naliczanie wyższej kwoty do 96 uczniów, a niższej od 97. ucznia – pozwala uwzględnić zarówno stałe koszty funkcjonowania szkoły, niezależne od liczby uczniów, jak i te, które przypadają na każdego ucznia indywidualnie. Skąd akurat 96 uczniów? To liczba, która definiuje „małą szkołę” w oświatowym prawie. - Podobnie jak w przypadku innych kategorii uczniów (np. uczniów z niepełnosprawnościami, uczniów oddziałów sportowych czy uczniów z terenów wiejskich), sposób naliczania środków uwzględnia rzeczywisty poziom kosztów edukacji – stwierdza MEN.
MEN wprowadza zmiany, rodzice płacą
Gabriela Letnovska, wiceprezeska Fundacji Edukacji Domowej, przyznaje, że owszem edukacja domowa jest tańsza niż tradycyjna, ale nie jest na tyle tania, że wystarczy 20 proc. kwoty bazowej dotacji na nią, bo do tego to się sprowadza. - Koszty wiążą się nie tylko z organizacją egzaminów. To też zajęcia dodatkowe, spotkania integracyjne, konsultacje przed egzaminem, materiały, podręczniki – wylicza i nie ukrywa: - Nawet na egzaminy klasyfikacyjne nie wystarczy nowa kwota dotacji.
Jak mówi, konsekwencje zmian wprowadzonych przez MEN odczuwalne są już dziś. Do fundacji dociera mnóstwo informacji o tym, że szkoły wprowadzają opłaty za edukację domową. - Niestety, żeby przetrwać, są to do tego zmuszone – mówi Letnovska.
Urszula, której syn uczy się w Szkole w Chmurze, najpopularniejszej szkole specjalizującej się w edukacji domowej, już w zeszłym roku płaciła miesięczne czesne. - Kiedy zaczęli obcinać pieniądze, szkoła prosiła o wpłaty. Najpierw były to darowizny, później już obowiązkowa opłata z możliwością zwolnienia z niej – opowiada. Na początku września ma mieć spotkanie, na którym ma dostać szczegółowe informacje na ten rok, ale już wie, że opłata wzrośnie o 30 zł na miesiąc, czyli w ich wypadku z 280 na 320 zł. - Dobrze, że syn jest już w klasie maturalnej i zdążyliśmy skorzystać z edukacji domowej, bo ewidentnie dążą do jej ograniczenia – stwierdza Urszula.
Po pomyśle MEN płatne zajęcia dodatkowe
Krzysztof Kacuga wie, że wiele szkół wprowadziło wpisowe albo umowną odpłatność, ale jego podstawówka i liceum na razie mocno się przed tym bronią. - Staramy się, żeby szkoła była bezpłatna w podstawowym zakresie – mówi. Choć pewne opłaty też się pojawią. Szkoły Benedykta prowadziły liczne zajęcia dodatkowe.
- Część rodziców zanim zdecyduje się na edukację domową, obawia się, czy dziecko i oni sami sobie poradzą. Wtedy pokazywaliśmy ofertę zajęć dodatkowych i mówiliśmy: „nauczyciel, profesjonalista prowadzi zajęcia z fizyki, z chemii, matematyki, polskiego, więc nie obawiajcie się. Jak dziecko będzie miało problem, to może na tych zajęciach o wszystko spytać. Takie zajęcia przybliżały też realny wymiar szkolnego przedmiotu, uatrakcyjniały szkolną wiedzę – wyjaśnia Kacuga.
Od 1 stycznia rodzice, którzy zdecydują, że ich dzieci będą uczestniczyły w takich zajęciach, będą ponosić koszty ich prowadzenia. - Inaczej nie będziemy w stanie ich finansować. Mamy nadzieję, że będziemy w stanie zapłacić za przeprowadzenie obowiązkowych egzaminów i za kwestie administracyjne, czyli np. utrzymać pracowników administracji, którzy prowadzą dokumenty, odpowiadają za legitymację, świadectwa – nie kryje obaw Kacuga. W podstawówce w Drohiczynie uczy się 180 uczniów, w liceum – 200. Dyrektor szacuje, że dotacja zmniejszy się im o 30, 40 proc.
Do szkoły dotychczas można było się dopisywać – bezpłatnie - w trakcie roku szkolnego. W tej chwili szkoła zdecydowała, że jeżeli ktoś zapisze się po 31 sierpnia, będzie płacił roczne czesne. Wstępnie to 1 tys. zł na rok szkolny. - Wiele szkół zechce pozostać bezpłatnymi i ograniczy się do 96 uczniów. W efekcie dostęp do edukacji domowej będzie ograniczony, utrudniony i edukacja domowa może stać się dostępna głównie dla uprzywilejowanych rodzin. Problemem będzie dostępność szkół – przewiduje Gabriela Letnovska.
Edukacja domowa tylko dla uprzywilejowanych
Najbardziej niepokoi ją to, że rozporządzenie uderzy w uczniów w różnych kryzysach zdrowia psychicznego i fizycznego. - To jest grupa która często zmienia tryb nauki w trakcie roku szkolnego. Najczęściej jest to dla nich konieczność, a nie fanaberia. Potrzebują oni bezpiecznej przestrzeni, a kiedy szkoły zamkną zapisy, bo będą ograniczone limitami 96 uczniów, to dołączenie do takiej szkoły w trakcie roku będzie graniczyło z cudem - mówi. Oczywiście, jak tłumaczy, będzie można zapisać się do szkoły, która będzie płatna, ale uderzy to w rodziny mniej zamożne i wielodzietne. - Kiedy czesne wynosi od 100 zł do kilkuset złotych miesięcznie, rodziny - przynajmniej w większości - mogą sobie na to pozwolić. Ale kiedy mamy 3,4,5 dzieci, to te koszty stają się kosmiczne – mówi.
Według raportu przygotowanego przez MEN na prośbę Fundacji Edukacji Domowej w 2023 roku z takiej formy nauki korzystało ponad 42 tys. dzieci w Polsce. To uczniowie zarówno podstawówek, jak i szkół ponadpodstawowych. To oznacza, że już blisko 1 proc. wszystkich uczniów korzystało z ED. Zaledwie dwa lata wcześniej, w 2021 roku, w edukacji domowej było 19,9 tys. dzieci, rok później już ponad 30,7 tys. Wpływ na taki skok miała m.in. pandemia, gdy dzieci i tak w większości uczyły się z domów.
- Kiedy edukacja domowa zaczęła się dynamicznie rozwijać, to co roku pojawiały się jakieś rozwiązania, jak np. próba powrotu do rejonizacji, dążące do ograniczenia liczby uczniów w edukacji domowej. Teraz znów ucina się jej finansowanie. Trudno myśleć, że są to działania na korzyść edukacji domowej – komentuje Letnovska. Jest przekonana, że zmiany z pewnością ograniczą liczbę uczniów w edukacji domowej, bo rodziców nie będzie stać, żeby wybrać tę formę edukacji.
- A jak będzie stać, to nielicznych, więc będziemy mówić o edukacji dla uprzywilejowanych. A co z tą grupą osób wykluczonych? Trafią z powrotem do szkoły publicznej. Po to mamy wybór, różne formy edukacji, żeby rodzice mogli zdecydować, jaka forma będzie dla ich dziecka najlepsza. Edukacja domowa była tą niezwykłą formą, która bez dodatkowych opłat zapewniała indywidualną naukę - podkreśla wiceprezeska fundacji.
Edukacja domowa to obowiązkowa nauka tylko poza szkołą. Lekcje dzieci mają w domu, a nauczycielami są rodzice (nie muszą mieć ukończonych kursów ani szkoleń). Na koniec roku dziecko musi przystąpić do egzaminu pisemnego i ustnego: z polskiego, matematyki, historii, biologii, geografii, fizyki, chemii, języka obcego, WOS-u (młodsi tych przedmiotów mają mniej). W edukacji domowej uczniowie nie otrzymują ocen z plastyki, muzyki, wychowania fizycznego oraz oceny z zachowania. Od nauczania indywidualnego różni się tym, że uczeń jest zapisany do szkoły, ale nauka odbywa się poza szkołą. To uczeń decyduje, kiedy i jak się uczy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET