Już prawie 50 tys. dzieci nie chodzi do szkoły i uczy się w domu. „Podziękujmy ministrowi Czarnkowi”
Ponad 42,3 tys. uczniów w Polsce korzysta z edukacji domowej – wynika z raportu przygotowanego przez Ministerstwo Edukacji i Nauki. W ciągu dwóch ostatnich lat liczba zainteresowanych taką formą nauki podwoiła się.
MEiN przygotowało raport na prośbę Fundacji Edukacji Domowej. Z zebranych danych wynika, że na początku maja 2023 roku z takiej formy nauki korzystało dokładnie 42 329 dzieci w Polsce. Są to uczniowie zarówno podstawówek, jak i szkół średnich. - To niezwykle optymistyczne i inspirujące dane, które potwierdzają rosnące zainteresowanie rodziców i opiekunów alternatywnymi formami edukacji dla swoich dzieci. Edukacja domowa ma ogromny potencjał i korzyści dla rozwoju dzieci – komentuje fundacja.
To oznacza, że już blisko 1 proc. wszystkich uczniów korzysta z ED. Wydaje się, że to wciąż niewiele, ale ogromny skok zainteresowania taką formą nauki w krótkim czasie już robi wrażenie. Jak pokazuje raport, zaledwie dwa lata temu, w 2021 roku, z edukacji domowej korzystało 19, 9 tys. dzieci, rok później już ponad 30,7 tys. To oznacza blisko 40-proc. wzrost w ciągu ostatniego roku i ponad dwukrotny (o 112 proc.) w ciągu dwóch lat.
Edukacja domowa głównie na Mazowszu
Na edukację domową więcej rodzin decyduje się już od czasu pandemii i lekcji zdalnych. - Uczniowie, na których zepchnięto konieczność wzięcia odpowiedzialności za swoją edukację, przekonali się, że mogą i potrafią to robić. Stwierdzili, że jeżeli i tak się sami uczą, a ktoś ma im jeszcze wyznaczać kiedy i jak mają to robić, to wolą sami o tym decydować – wyjaśniał w rozmowie z RadioZET.pl Krzysztof Kacuga, dyrektor Szkół Benedykta w Drohiczynie, gdzie uczniowie korzystają z edukacji domowej. Po roku od wprowadzenia lockdownu i lekcji zdalnych liczba dzieci w Szkołach Benedykta wzrosła o 30,40 proc.
Zbiegło się też to z nowelizacją prawa dotyczącego edukacji domowej. Uczniowie, którzy chcieli skorzystać z takiej formy nauki, nie muszą już być przypisani do szkoły lub przedszkola w województwie, w którym mieszkają. Niepotrzebna jest też opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej. Zgodę po prostu muszą wyrazić rodzice.
Według danych MEiN przedstawionych w raporcie więcej niż połowa uczniów w ED, dokładnie 51 proc., mieszka na Mazowszu. Tu niezmiernie popularna jest Szkoła w Chmurze, której głównym założeniem jest edukacja domowa. Kolejne pod tym względem jest woj. wielkopolskie (11,4 proc.), śląskie (11,2 proc.) oraz dolnośląskie (5,4, proc) i pomorskie (5,1 proc.). Wciąż z edukacji domowej częściej korzystają dzieci z podstawówek, zwłaszcza z klas ósmych. W ostatnim czasie coraz częściej na taką formę edukacji decydują się jednak uczniowie szkół średnich. Obecnie to ponad 19,2 tys. młodzieży.
Przemęczony, znudzony uczeń
- To jedna z najlepszych decyzji – mówi Ula, której 16-letni syn na początku liceum przeszedł do Szkoły w Chmurze. Nie dogadał się z nową klasą. Był wykluczany, rówieśnicy wyśmiewali go. Nauczyciele nie radzili sobie z tym. W podobnej sytuacji zresztą jest teraz kolega 16-latka, który również doświadczał przemocy rówieśniczej. Po wakacjach przechodzi do Szkoły w Chmurze. - Mój syn nigdy nie był orłem w nauce i nie wymagaliśmy tego od niego. Tu uczy się tyle, ile mu potrzeba. Od początku czerwca ma już wakacje, bo pozaliczał wszystkie egzaminy. Wie, na czym mu zależy i na co chce postawić – opowiada Ula.
Dyrektor szkół w Drohiczynie często odbiera telefony od rodziców, którzy z płaczem opowiadają, jak ich dziecko jest wykończone psychicznie i fizycznie chodzeniem do szkoły. Uczeń spędza tam nieraz osiem, dziewięć godzin, potem jeszcze w domu odrabia lekcje, nie ma czasu na sen, jedzenie, nie mówiąc już o swoich zainteresowaniach. - To są dramatyczne historie, te dzieci potrzebują odbudować wiarę w siebie, w klasie jest za mało czasu, żeby każdemu uczniowi poświęcić uwagę – opowiada Kacuga.
Poza tym według niego system obowiązujący w szkole, tzn. co godzinę nowy przedmiot, jest sztuczny. Nakładają się na to różne przeżycia: jak mam klasówkę z matematyki, to na geografii cały czas jeszcze ją przeżywam i nie mogę się skupić na nowym przedmiocie. Dlatego w edukacji domowej dzieci uczą się modułowo. Nauczą się geografii, zdają z niej egzamin i przechodzą do kolejnego przedmiotu.
Pomógł minister Czarnek
Co z kontaktem z rówieśnikami? Taki argument zazwyczaj podnoszą zwolennicy tradycyjnej edukacji. - Szkoła bardziej nastawiła się na uczenie, a nie na wychowanie. Mniej jest czasu na to, żeby cieszyć się sobą, przeżywać przygody, a przecież młody człowiek musi się nauczyć uczuć, musi przeżyć pierwsze miłości, przyjaźnie, a na to nie ma czasu ani siły – kontrargumentuje Kacuga. - Mój syn kończy naukę ok. godz. 13 i ma czas na swoje pasje, na spotkania z kolegami – dodaje Ula.
Uważa też, że nie bez znaczenia jest to, co dzieje się teraz w szkole za sprawą ministra edukacji Przemysława Czarnka i to jemu tak naprawdę należą się podziękowania za spopularyzowanie ED. - Ograniczanie edukacji seksualnej, współpracy z fundacjami i stowarzyszeniami, wplatanie gdzie się da religii. Tak wyglądają szkoły pod jego kierownictwem – mówi mama 16-latka.
Edukacja domowa to obowiązkowa nauka tylko poza szkołą. Lekcje dzieci mają w domu, a nauczycielami są rodzice (nie muszą mieć ukończonych kursów ani szkoleń). Na koniec roku dziecko musi przystąpić do egzaminu pisemnego i ustnego: z polskiego, matematyki, historii, biologii, geografii, fizyki, chemii, języka obcego, WOS-u (młodsi tych przedmiotów mają mniej). W edukacji domowej uczniowie nie otrzymują ocen z plastyki, muzyki, wychowania fizycznego oraz oceny z zachowania.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET