Koniec pisania prac magisterskich i licencjackich? Na uczelniach trwają dyskusje, co w zamian
- Licencjaty i magisterki będzie pisać sztuczna inteligencja. Część studentów już sięga po to rozwiązanie - nie mają złudzeń wykładowcy i zgodnie stwierdzają, że prace na koniec studiów w obecnej formie nie mają już sensu. - Trzeba będzie odejść od takiej formuły - przekonują. Co w zamian?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co mogą zrobić uczelnie, by dostosować się do ery AI.
- Które alternatywy dla tradycyjnych prac dyplomowych są rozważane.
- Co z doktoratami i habilitacjami.
- Czy mi się zdarzyło, że dostałem pracę, w której wykorzystano AI? Oczywiście. Teraz większość zebrań naukowych czy rad wydziału poświęcone jest temu, w jaki sposób radzić sobie w tej rzeczywistości – opowiada dr hab. Artur Modliński z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, Kierownik Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją i Cyberkomunikacją.
- Nawet jeśli studenci samodzielnie napiszą pracę, a potem wrzucą ją do czatu z prośbą o poprawienie stylu i wyeliminowanie błędów, sztuczna inteligencja potrafi stworzyć zupełnie nowy tekst. Uzupełnia go o przykłady, zmienia konstrukcję zdań – dodaje Joanna Satoła-Staśkowiak, językoznawczyni z Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. W efekcie, jak mówi, czuć, że to nie autor, lecz inne, pomocne narzędzie stoi za tą wersją.
Dlatego prof. Regina Lenart z Katedry Zarządzania Instytucjami Szkolnictwa Wyższego Uniwersytetu Jagiellońskiego stwierdza wprost: - W dobie sztucznej inteligencji i lawinowego powstawania różnorodnych aplikacji, niestety, forma pracy pisemnej w zupełności się już nie sprawdza.
Uczelnie w dobie AI
Pracę pisemną licencjacką lub inżynierską studenci piszą na koniec trzyletnich lub 3,5-letnich (w wypadku politechnik) studiów pierwszego stopnia. Studia drugiego stopnia lub pięcioletnie jednolite studia magisterskie kończą się napisaniem magisterki. Oczywiście takie prace trzeba jeszcze obronić. Wiele zależy od kierunku, wydziału i promotora, ale jest to zazwyczaj formalność. Broniący odpowiada np. na pytanie z puli pytań jawnych, wcześniej dostępnych albo wyjaśniania zagadnienie, które wcześniej dostał od promotora.
Przed obroną pracę trzeba przepuścić przez tzw. system antyplagiatowy. Przed erą AI dzięki temu można było - przynajmniej w większości przypadków - zweryfikować, czy praca nie została splagiatowana, spisana z innej lub czy autor nadmiernie nie korzystał z innych źródeł. Dziś ten system coraz mniej się sprawdza. Jak opowiadają wykładowcy, programy antyplagiatowe są jeszcze na tyle nieczułe, że trudno jest udowodnić wykorzystanie AI. Nawet więc jeśli widzą przepaść, jaka pojawia się między sposobem, w jaki ktoś mówi, a jakością oddanej pracy, niewiele mogą zrobić. Zresztą i nawet z tą kwestią jest dziś trudno.
- Kiedyś jeśli stale współpracowało się z daną osobą, to łatwo można było się zorientować, czy jest to jej styl pisania. Dziś to coraz trudniejsze, bo powstały już aplikacje, które „uczłowieczają” tekst. Czyli oprócz tego, że czat napisze taką pracę z przypisami i całą naukową oprawą, to jeszcze jest możliwość wrzucenia jej do oprogramowania, które zmieni jej charakter na bardziej ludzki – mówi prof. Lenart. Jak opowiada, w Instytucie Spraw Publicznych na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ wykładowcy w przypadku pracy licencjackiej wprowadzili np. możliwość napisania artykułu naukowego. - Ale aplikacje do pisania takich artykułów też już powstały.
Koniec prac magisterskich i licencjackich na uczelniach
Według prof. Satoły-Staśkowiak obecnie młodzi ludzie najczęściej wykorzystują AI do tworzenia notatek i krótszych tekstów. Jednak narzędzie zyskuje coraz większą popularność. Z pewnością zacznie być masowo wykorzystywane także do pisania obszerniejszych prac. - Tak samo było z Wikipedią. Jej cytowanie w pracach dyplomowych było zawsze odradzane, a i tak studenci często z niej korzystali – wspomina. Prof. Lenart nie ma złudzeń, że część studentów już sięga po to rozwiązanie.
- Dostrzegamy ten problem i ten problem faktycznie istnieje. Prace magisterskie, licencjackie w formie, w której funkcjonowały, nie mają za dużo sensu – zgadza się prof. Modliński. A prof. Satoła-Staśkowiak dodaje: - Jeśli mamy mieć pewność, że wypuszczamy w świat absolwentów rzetelnie wykształconych i przygotowanych do wykonywania zawodu, konieczne będzie odejście od tradycyjnej formy prac licencjackich i magisterskich. Bo jaki sens ma sprawdzanie pracy, którą stworzył czat? - pyta retorycznie.
Powstaje pytanie co w zamian? Prof. Modliński zna zwolenników powrotu testów sprawdzających wiedzę z całości materiału w trakcie studiów. - Przymierzamy się - ale to jest na razie tylko dyskusja - do powrotu do egzaminów ustnych na koniec studiów – opowiada z kolei prof. Lenart. Wykładowcy chcieliby jednak, by egzamin ten nie polegał na wyrecytowaniu wyuczonych na pamięć formułek, ale by składał się z pytań problemowych, które pozwolą wykorzystać całą wiedzę ze studiów.
- Najlepsza byłaby formuła „rozważ” albo „co byś zrobił gdyby”, żeby zdający odpowiadając na pytania, rozwiązał dylematy, które mogą realnie się pojawić w sytuacji, gdy zarządza zespołem – mówi wykładowczyni z UJ. Również zdaniem prof. Satoły-Staśkowiak rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie egzaminów ustnych lub projektów, będących czymś więcej niż tekstem. Choć i z tym pewnie byłby problem, bo wykładowcy coraz częściej zauważają, że studenci nie czytają albo mało czytają, samodzielnie też nie piszą, tylko generują treści w AI, przez co często nie potrafią sformułować myśli, zbudować dłuższych wypowiedzi.
Kiedy zmiany na uczelniach?
Co do pomysłu projektów takie rozwiązanie działa już na studiach z automatyzacji procesów biznesowych na Wydziale Zarządzania UŁ. Osoby kończące te studia muszą iść do firm, zidentyfikować jakiś problem, opisać go, ale przede wszystkim przeprowadzić badanie i wraz z tą firmą zaproponować rozwiązanie, np. zautomatyzować jakiś proces, albo zaprojektować aplikację. - Przedstawiciele tych przedsiębiorstw mogą uczestniczyć w obronach, ja też pozostaję z nimi w kontakcie, więc wiem, że student na pewno wykonuje pracę samodzielnie – opowiada prof. Modliński.
Zauważył też, że kiedy studenci rozwiązują realny problem, piszą projekt wdrożeniowy, mocniej angażują się w pracę. Wykładowca domyśla się jednak, że taki system może nie sprawdzać się na innych wydziałach czy kierunkach, bo każdy ma swoją specyfikę.
Jedno jest pewne. Zdaniem prof. Lenart zmiany powinny być natychmiast wprowadzone. - Bo my jako promotorzy własnym podpisem akceptujemy pracę i gwarantujemy, że powstała ona samodzielnie. A często nie mamy nawet możliwości weryfikacji, czy badania, które zostały w niej opisane, faktycznie zostały przeprowadzone. Przy ogromie naukowej pracy i liczbie studentów jest to awykonalne – mówi wykładowczyni z UJ. - Cały system edukacji będzie musiał się zmienić. Skoro mamy tak potężne narzędzie i wiemy o nim, musimy inaczej uczyć, inaczej oceniać i weryfikować wiedzę – dodaje prof. Satoła-Staśkowiak.
Niestety, jak przyznaje prof. Modliński, przeszkodą mogą być w tym przepisy. - Cały system raportowania tego, w jaki sposób te prace są przygotowane, jest bardzo skomplikowany – mówi. Podejrzewa, że przystosowanie uczelni, szczególnie publicznej, do zmian może zająć kilka lat. Na razie więc wykładowcom pozostaje uświadamianie studentów, że oddając niesamodzielną pracę, łamią prawo. - Już na pierwszych zajęciach uwrażliwiam ich na ten problem. Oni też muszą być świadomi, że my wiemy o tym, bo czasami myślą, że nie jesteśmy świadomi ich działań i tego, że korzystają z AI – mówi prof. Modliński.
Tytuł magistra odebrany
Do tego zawsze podkreśla, że praca magisterska czy licencjacka nie jest „produktem końcowym”. Trzeba jeszcze potrafić ją obronić. - Jeszcze na seminarium gdy rozmawiamy o temacie, zastanawiamy się, czego brakuje, co możemy dodać i gdy widzę, że student albo studentka gubią się w zeznaniach, albo nie wiedzą, co jest napisane w pracy, to zdarzało mi się zmieniać temat albo prosić, by ta osoba napisała rozdział od nowa – mówi prof. Modliński.
Prof. Lenart w rozmowach z seminarzystami wraca do historii, kiedy to po latach ktoś sięgnął do zaakceptowanej i obronionej już pracy, która okazała się zlepkiem plagiatów. Tytuł magistra został autorowi odebrany. W ten sposób chce uzmysłowić studentom, że nawet jeśli teraz praca przeszła przez system antyplagiatowy, to po latach, gdy będzie on udoskonalony i bardziej czuły, może on wykryć nieprawidłowości.
Pytanie też co po magisterkach. Prof. Satoła-Staśkowiak z większym spokojem patrzy na prace naukowe, takie jak doktoraty, czy habilitacje. - Naukowców obowiązują wysokie standardy etyczne. Mają też doświadczenie w przygotowywaniu naukowych publikacji. Studenci jeszcze naukowcami nie są – mówi. Choć i tu prof. Modliński dostrzega działania AI. - Słyszałem od jednej z naukowczyń o doktorantce, która posiłkowała się sztuczną inteligencją, więc problem nie skończy się tylko na pracach licencjackich i magisterskich – przewiduje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET