`

Serial na Netflixie, fajna nazwa. Jak maturzyści wybierają studia i czemu często tak źle?

11 min. czytania
10.07.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

Za maturzystami odebranie wyników maturalnych, przed nimi ostateczna decyzja – czy, gdzie i na co idą na studia. Młodzi ludzie korzystają z rad starszych znajomych, rankingów albo patrzą, czego na pewno nie chcą studiować. Nierzadko wybierają jednak uczelnie i kierunek po omacku. I co potem?

Maturzyści
fot. MAREK KUDELSKI/AGENCJA SE/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego młodzi ludzie nie potrafią dobrze wybrać uczelni i kierunku studiów.
  • Ilu studentów rezygnuje po pierwszym roku studiów.
  • Co radzi ekspertka od doradztwa zawodowego.

Rekrutacja na studia 2025. Co wybrać?

Pół na pół. Tak Klaudia, tegoroczna maturzystka z Warszawy, określiłaby poziom zadowolenia z wyników matury. - Polski rozszerzony napisałam na 80 proc. Dla mnie super, nie wiedziałam, że tak potrafię. WOS rozszerzony kijowo - 32 proc. Już po egzaminie wiedziałam, że słabo wypadłam, chociaż jak patrzyłam teraz na centyle, to 60 proc. zdających miało tyle co ja albo mniej. Matmę zawaliłam, ale na szczęście te moje 32 proc. nigdzie się nie liczy – wylicza.

Decyzję co do studiów, jak mówi, chyba podjęła. Na liście ma stosunki międzynarodowe, socjologię i europeistykę. To jednocześnie lista jej kolejności wyboru. - Dlaczego stosunki? Chyba częściej się nad tym zastanawiałam po prostu i przyzwyczaiłam się do tej myśli. Socjologia to plan B – mówi. Jej lista i tak jest krótka, bo stojąc przed sekretariatem w oczekiwaniu na odbiór świadectw maturalnych, usłyszała, jak jej znajoma złożyła podania na 12 kierunków. Kolejna na dziewięć na sześciu uczelniach.

- Decyzja myślę, że podjęta, choć podjąłem ją przedwczoraj – przyznaje Amadeusz, maturzysta z Warszawy. Maturę zdał wybitnie, bo z rozszerzonego WOS-u uzyskał 87 proc. (przy średnim wyniku 32 proc.), z angielskiego 92 proc., a z historii zdawanej bardziej dla bezpieczeństwa – 73 proc. Z takimi rezultatami ma więc z czego wybierać. - Od dobrych kilku miesięcy jak nie lat myślałem, że pójdę na dziennikarstwo. W tym tygodniu przejrzałem jeszcze raz programy studiów i stwierdziłem, że idę na politologię – mówi. 

Martyna, maturzystka z woj. małopolskiego, angielski rozszerzony napisała na 95 proc. I w zasadzie tylko ten przedmiot jest jej potrzebny, bo myśli o „jakiejś filologii obcej”. - Może anglistyka, może romanistyka. Kielce, Lublin lub Toruń – z tej puli kierunków i miast ma zamiar wybierać. Co najbardziej by chciała? Tu liczy, że los, a raczej rekrutacja i wyniki maturalne za nią zdecydują. Zobaczy, gdzie się dostanie, bo na razie codziennie budzi się z innym planem.

Studia? Cieszymy się chwilą, decyzję odsuwamy

Plany i decyzje co do studiów, jak się okazuje, nie są takie oczywiste, chociaż teoretycznie przez lata edukacji maturzyści mogli się do nich przygotować. W liceach czy technikach uczniowie w zależności od profilu mają rozszerzone nauczanie wybranych przedmiotów. Z nich potem najczęściej zdają maturę rozszerzoną, a ta liczy się przy rekrutacji na studia. Wybór dziedziny nasuwa się więc sam. - Ale zdarza się, i to nierzadko, że w trakcie nauki uczniowie zmieniają zupełnie preferencje – mówi Marta Wrzosek z fundacji Katalyst Education, doradczyni zawodowa. Nieraz spotkała się z tym, że ktoś przechodził z mat-fizu do klasy humanistycznej, a młodzież z klasy humanistycznej zdawała rozszerzoną matematykę.

Kiedy już uczniowie ostatecznie zadomowią się w klasie o danym profilu, niekoniecznie zastanawiają się, co dalej. - Wiem, że zostało nam tak naprawdę 10 miesięcy, ale większość moich rówieśników wyznaje jednak zasadę „cieszmy się chwilą” – przyznaje Janek, który od września będzie się uczył w klasie maturalnej. On nad szczegółami też jeszcze się nie zastanawia, ale po głowie chodzi mu prawo albo dyplomacja.

Przemek, który właśnie skończył trzecią klasę liceum w woj. świętokrzyskim, aktualnie jest przekonany do „jakiegoś kierunku ze sztuczną inteligencją”. Zaznacza, że aktualnie, bo jeszcze może mu się zmienić. I tak jest wyjątkiem w klasie. - W większości jest takie podejście, że niby wiedzą, w jakim kierunku chcą iść, ale mówią to z takim niezdecydowaniem, że zakładam, że nie mają bladego pojęcia - stwierdza. - Żyjemy tym, co tu i teraz, odsuwamy to od siebie jak najdalej – tłumaczy Paweł, który właśnie skończył trzecią klasę liceum w Legionowie.

Redakcja poleca

Długo szuka w pamięci znajomego, który od zawsze był zdecydowany, co chce studiować i robić w życiu. W końcu rezygnuje – nie ma nikogo takiego. - Jeden z moich kolegów przez dwa lata mówił, że na pewno pójdzie na prawo, teraz mu się odwidziało – mówi licealista. On sam wybór też zostawia na czwartą klasę. - Rodzice nie naciskają, nie mówią, żeby myśleć, szukać. Mam wolną rękę, moje życie moje decyzje, więc staram się jeszcze korzystać z ostatnich z wakacji przed maturalnym rokiem – mówi.

Rankingi, miasto, znajomi

Po wakacjach Marta Wrzosek spodziewa się stałego obrazka.  - Przez pierwszy semestr to ja namawiam maturzystów i przypominam, że już można byłoby rozeznać się w ofercie uczelni. W drugim semestrze brakuje mi godzin i przestrzeni w życiu żeby pomieścić wszystkich chętnych na spotkania i rozmowy – mówi.

Opinie starszych znajomych to najczęstsza podstawa wyboru studiów dla uczniów. Tak przynajmniej wynika z ich opowieści. Pawłowi, licealiście z Legionowa, marzył się zawód dziennikarza, więc wstępnie myślał właśnie o takich studiach. - Ale starsi znajomi nie polecali. Jak brać dziennikarstwo, to jako drugi kierunek - usłyszał, stąd wpadł na pomysł politologii. Wiedzę te chce zweryfikować chodząc na drzwi otwarte, bo i do tego zachęcali starsi koledzy.

Przed tymi samymi dylematami stanął Amadeusz. Zawsze lubił pisać. Do tego trzy, cztery lata temu dowiedział się o olimpiadzie wiedzy o mediach. Byłem jej trzykrotnym laureatem i tym samym wkręcał się w temat. - Ale ostatecznie uznałem, że lepiej mieć wiedzę na jakiś temat i o niej pisać, niż mieć wiedzę o pisaniu. Poza tym po politologii można być i dziennikarzem, i pracować w strukturach politycznych, i w firmie. Patrzyłem więc też na to, co mi da najlepszą przyszłość – opowiada.

Najpierw jednak wybrał miasto, czyli Kraków. Jego starszy brat już tam studiuje, choć ważniejsza w tym wypadku była chęć usamodzielnienia się. Gdyby studiował w Warszawie, dalej mieszkałby z rodzicami. - UJ i UW są najlepsze według rankingu „Perspektyw”, więc tu nie było dylematów – mówi Amadeusz.

Redakcja poleca

Rankingi, potem miasto. Tym kieruje się Przemek z woj. świętokrzyskiego. Odległość od domu lub to czy idą tam jego znajomi, mało go interesuje. Stąd na jego liście znalazł się Wrocław, Poznań albo Kraków. Zadziałała tu jeszcze selekcja negatywna. Przemek na pewno nie chce iść do Warszawy. - Przypuszczam, że za bardzo nie odnalazłbym się w tamtejszej społeczności akademickiej. Warszawa jest bardzo postępowa – tłumaczy.

U Klaudii selekcja negatywna dotyczyła ilości nauki. - Od początku wiedziałam, że nie pójdę na prawo, bo widziałam, jak moi znajomi się męczą – opowiada. Przyznaje, że nie jest też na tyle ambitna, żeby startować na UW, a – znów – po znajomych wie, że poziom jest tam wysoki. Stąd padło na UKSW. Pochodzi z Warszawy, więc taniej jej będzie tu zostać. Jeśli chodzi o kierunek, to zaczęło się od cudownej historyczki w podstawówce. - Jak opowiadała, to aż chciało się słuchać – wspomina. Do tego od 13. roku życia działa społecznie, stąd padło na stosunki międzynarodowe. - Po konsultacjach ze znajomymi wyłoniła się jeszcze socjologia. Twierdzili, że to będzie pod kątem rozwojowym trochę lepsze – opowiada.

Medycyna. Matka lekarka, dziecko też musi

Janek, przyszłoroczny maturzysta z Warszawy, na początku szedł podobnym tropem. To znaczy wiedział, że na pewno nie chce prawa. - Moja ciocia jest adwokatką. Jak obserwowałem to, czym się zajmuje, to myślałem: nigdy nie zostanę prawnikiem. To był dla mnie niepojęty zawód, nie wiedziałem, o co tam chodzi – wspomina. Gdy zaczął angażować się w inicjatywy, akcje społeczne, zobaczył, jak bardzo znajomość prawa się przydaje np. przy sporządzaniu dokumentów. Stąd rozważa teraz prawo albo dyplomację.

- Rodzice nie wtrącają się do moich wyborów. Zostawiają to mnie, ale wiem od znajomych, że rodzinach lekarskich rodzice strasznie narzucają medycynę dzieciom – mówi Janek. - Po co, dlaczego? Nieważne. Są na biochemie, mają iść na kierunek lekarski - dodaje Paweł, wspominając historie swoich znajomych z klas biologiczno-chemicznych.

Anna Panek, dyrektorka VIII LO w Łodzi, z przeświadczeniem, „jestem na biochemie, idę na medycynę” albo „mama jest lekarzem, to syn też ma być lekarzem” spotyka się co roku. - Nauczyciele tak naprawdę od razu wiedzą, kto się dostanie, kto nie. Próbują uświadamiać, pokazywać różne ścieżki, ale napotykają na ścianę – opowiada. Bartka, polonistę z Łodzi, jeszcze bardziej martwią odpowiedzi takich uczniów na pytanie, dlaczego właśnie medycyna. - Rzadko słyszę, że marzą o tym, żeby ratować ludzi. Najczęściej słyszę: „bo to dobrze płatny, prestiżowy zawód” - wspomina.

Redakcja poleca

Marta Wrzosek nie zliczy przypadków, w których uczeń był popychany przez rodzica w daną branżę, najczęściej rzeczywiście medycynę, i nieraz stwierdzał: dobrze, niech już będzie. - Ale bywa też, że sami maturzyści proszą mnie o decyzję i pytają: „a co by pani dla mnie wybrała?” - mówi.

- Szczerze, to czasem już bym wolała, żeby rodzice mi powiedzieli, co mam wybrać, bo mówią tylko, że to moja decyzja i żebym robiła tak, żebym była zadowolona – stwierdza Martyna. U niej zarówno jak u Klaudii zadziałał jeszcze jeden element przy wyborze: ucieczka od matematyki. - Wciąż widać podział w klasach humanistycznych na szczerze zainteresowanych historią, językami, a tych, którzy uważają, że nie poradzą sobie z matematyką – przyznaje Panek. Chociaż Martyna uważa, że to i tak lepiej niż jej koleżanka z klasy, która chce iść na prawo, bo jest fanką seriali prawniczych. - Śmiejemy się z niej czasem, że dobrze, że nie trafiła na Netflixie na „Chirurgów” – mówi.

Jakie przedmioty na studiach?

- Czy młodzi ludzie nieraz wybierają studia po omacku? Chciałabym zaprzeczyć, ale nie mogę – podsumowuje Marta Wrzosek. Sama nieraz widzi, że często kierują się wyłącznie opisem kierunku, albo nazwą, nie sprawdzając, jakich przedmiotów przyjdzie im się tam uczyć. Dlatego zachęca, żeby przeglądali chociaż plany zajęć. - Bo potem przychodzą spore zaskoczenia i po pierwszym semestrze okazuje się, że np. przeszacowali swoje możliwości i fizyka jest dla nich nie do przejścia – opowiada.

Dr hab. Jacek Kucharski, prof. Politechniki Łódzkiej, dziekan Wydziału Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki, zna to doskonale. Uczelnia dla osób, które nie do końca świadomie wybrały kierunek, wprowadziła nawet cykl webinariów i konsultacji w pierwszym semestrze z przedmiotów typu matematyka, fizyka. - Dajemy im możliwość bliższego kontaktu z prowadzącymi, żeby mogli o coś dopytać, poprosić o dodatkowe informacje. Statystyki, które prowadzimy, pokazują, że dzięki temu udaje nam się zatrzymać więcej studentów niż wcześniej, kiedy jeszcze takich działań nie podejmowaliśmy – mówi.

Jeśli mowa o wyborach, to Wrzosek poleca też opieranie się na badaniach, raportach, statystykach, a nie tylko na opiniach, które mogą zwieść. To kolejny błąd. - Np. rodzice chcąc poradzić coś dziecku, nieraz bazują na wiedzy sprzed kilkunastu lat, a może się okazać, że w danym zawodzie weszła już dawno temu sztuczna inteligencja i jego wykonywanie wygląda już zupełnie inaczej – mówi Wrzosek. Jej zdaniem oprócz przeanalizowania samego siebie, co chcę robić, a czego na pewno nie - selekcja negatywna nie jest więc taka zła - warto też wziąć pod uwagę prognozy dotyczące rynku pracy.

- Nie mamy już kilkuset zawodów, do których są potrzebne konkretne kwalifikacje, żeby młodzi ludzie mogli sobie z takiej zamkniętej puli wybierać. Dzisiaj nowe zawody, stanowiska pojawiają się z miesiąca na miesiąc. Taki chaotyczny rynek pracy jest trudny do rozpoznania dla młodych ludzi, stąd ich nietrafione wybory – podaje kolejny powód ekspertka. To samo dotyczy mnogości kierunków studiów. Dla porównania w latach 90. w Polsce było niewiele ponad 100 uczelni. Studiowało na nich ok. 400 tys. studentów. W szczytowym momencie, czyli w latach 2005-2010 funkcjonowało już ponad 450 szkół wyższych z niemal dwoma milionami studentów. Teraz mamy ok. 1,2 studentów na ponad 350 uczelniach. Mniej niż 10 lat temu, ale możliwości wyboru aż nadto. Wbrew pozorom presja niezmierzonej liczby możliwości też może przytłaczać.

Edyta, polonistka z Częstochowy, zwraca uwagę na jeszcze inną kwestię. Coraz więcej jej uczniów na pytanie o marzenia, wzrusza ramionami i nie potrafi powiedzieć, czego pragnie. - Nie mają pasji. Kiedyś mówili o sporcie, zamiłowaniach plastycznych, muzycznych. Dziś mówią ewentualnie o obejrzeniu serialu, wyjściu na zakupy – opowiada i przypomina o podstawowej zasadzie. Żeby stwierdzić, że się coś lubi albo się czegoś nie lubi, to trzeba najpierw tego spróbować. - Rodzice często są nadopiekuńczy. Wyręczają dzieci we wszystkim. A jak dziecko nie spróbuje czegoś zrobić, to się nie przekona, czy to lubi – tłumaczy. Strach przed podjęciem pierwszej poważnej samodzielnej decyzji w życiu niektórych więc paraliżuje, stąd też ogromne dylematy i nietrafione wybory. 

Co czwarty student rezygnuje

Na pewno w rozeznaniu siebie, rynku pracy pomogłyby zajęcia z doradztwa zawodowego. Tylko i tu pojawia się „ale”. - U nas to fikcja. Prowadzi je nasz wychowawca, więc kończy się tym, że mamy po prostu kolejną godzinę wychowawczą – przyznaje Paweł, licealista z Legionowa. - W liceum mieli na nas wywalone. Powiedzieli tylko, że musimy wypełnić deklarację maturalną i żebyśmy zastanowili się nad przyszłością – dodaje Klaudia. Tylko Janek skorzystał z takich zajęć. - Nasz nauczyciel od doradztwa organizuje warsztaty, zaprasza absolwentów różnych kierunków. Jak ktoś chce, to może do niego iść porozmawiać – opowiada.

Wrzosek przyznaje, że młodzi ludzie dostają za mało wsparcia przy wyborze dalszej drogi edukacyjnej i zawodowej, ale doradcy zawodowi niestety też mierzą się w poważnymi ograniczeniami systemowymi. Etatów dla doradców zawodowych jest niewiele, bo te są raczej przydzielane psychologom czy pedagogom. Stąd np. w liceum ma przewidziane tylko 10 godzin zajęć z daną klasą przez cztery lata. - A tak naprawdę przydałyby się też godziny na współpracę z rodzicami, na prowadzenie dla nich warsztatów, szkoleń – mówi.

Efekt? Według Ośrodka Przetwarzania Informacji w latach 2012-2020 ponad 1,3 mln studentów w Polsce (czyli prawie co czwarty student) zrezygnowało z wybranego kierunku studiów. Tylko część z nich podejmowało naukę na innym kierunku. 65 proc. w ogóle nie wracało na studia. Najczęściej rezygnowali studenci nauk ścisłych (51 proc.), najrzadziej artyści (29 proc.). W tych liczbach odbijają się też konkretne historie.

Np. Piotrka, który w liceum w Łodzi był na mat-fizie. - Wydawało mi się, że po takim profilu wypada iść na coś z matematyką. Wybrałem ekonomię, ale to zupełnie nie mój świat. Z trudem przebrnąłem przez dwa semestry – wspomina. Teraz jest na trzecim roku psychologii i jak mówi, mocno się wkręcił w tę tematykę. Przez lata trenował też piłkę ręczną, więc chce być psychologiem sportowym. Zupełnie na odwrót potoczyła się historia Julii. - Poszłam na psychologię, ale teraz już widzę, że chyba w ten sposób chciałam załatwić swoje problemy – śmieje się studentka z Lublina.

Z psychologii zrezygnowała po pierwszym semestrze. Poszła na edukację artystyczną w zakresie muzyki. Żeby dorobić, zaczęła uczyć rytmiki w przedszkolu. Praca z dziećmi tak jej się spodobała, że teraz studiuje dwa kierunki – edukację artystyczną i pedagogikę. Kornelia też łączyła dwa kierunki: prawo i zarządzanie. Ten drugi wybrała z ciekawości i dla lepszego CV, ale niemal od pierwszych zajęć czuła, że to nie jej świat, nie jej środowisko. Z ulgą obroniła właśnie licencjat i pożegnała się z tymi studiami.

Jakie studia wybrać? Jest jeszcze szansa

Wykładowcy nie ukrywają, że trudności z wyborem u studentów czują potem na zajęciach. - Część wie, czego chce, świadomie studiuje kierunki, o których marzyła, a część rzeczywiście nie ma takiej wiedzy. Mamy więc do czynienia z takim miksem, co nam nie ułatwia sprawy, jeśli chodzi o kształcenie, bo najlepiej mieć grupy równe, zaangażowane i zdeterminowane do pacy – mówi prof. Kucharski. - Ze świecą szukać studentów z prawdziwą pasją, oddanych w 100 proc. swoim zainteresowaniom badawczym – opowiadał prof. Jarosław Płuciennik z UŁ w rozmowie z RadioZET.pl.

Choć podejmowanie decyzji na ostatnią chwilę nie jest najszczęśliwszym pomysłem, to miesiące rozpisek i refleksji – bo takie też w gabinecie u Marty Wrzosek się zdarzają - wcale nie są gwarancją tego, że wybrany kierunek studiów będzie właściwym. - Wszystko tak naprawdę weryfikuje się dopiero, kiedy pójdzie się na uczelnię, kiedy rozpocznie się faktycznie studia – przyznaje ekspertka. Tym bardziej zachęca tych niezdecydowanych, by nie odpuszczali. - Niewykluczone, że wyniki matury mogły podpowiedzieć, gdzie są szanse na dostanie się i to będzie całkiem niezły wybór - mówi. - Najwyżej zawsze można zmienić - tłumaczy sobie Amadeusz.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET