Kulisy zbrodni z urojeń. Mordują, bo wierzą w spiski, tajemnicze głosy i nierealne zagrożenia

12 min. czytania
22.06.2026 06:22
Obserwuj nas na Google

- Potrafię współczuć sprawcy — jego chorobie i okolicznościom — jednocześnie w żaden sposób nie usprawiedliwiając  czynu i mając pełną świadomość tragedii, jaka się wydarzyła - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Jan Gołębiowski, psycholog i profiler kryminalny. Zabójstwa popełniane przez osoby chore psychicznie budzą duże emocje. Niepoczytalni sprawcy zamiast do więzienia trafiają na przymusowe leczenie, co bulwersuje część społeczeństwa. Czy słusznie?  

Zbrodnia na Uniwersytecie Warszawskim
fot. Dawid Wolski/East News

Mieszko R. – podejrzany o brutalne zabójstwo na Uniwersytecie Warszawskim – oczekuje w areszcie na decyzję sądu. Biegli psychiatrzy ocenili, że był niepoczytalny w momencie popełniania zbrodni. Prokuratura  wnioskuje o umorzenie postępowania w sprawie zabójstwa 53-letniej portierki UW i umieszczenie R. w szpitalu psychiatrycznym. Student prawa może uniknąć odpowiedzialności karnej za okrutną zbrodnię, co spotyka się z protestami części społeczeństwa. - W komentarzach często widać, że więzienie jest dla ludzi czymś zrozumiałym, natomiast choroba psychiczna i sposób jej leczenia już nie. Niewiele osób wie, jak w praktyce wyglądają procedury diagnostyczne i pobyt w szpitalu psychiatrycznym — dlatego m.in. powstała moja książka - mówi RadioZET.pl Jan Gołębiowski, autor publikacji „Głos kazał mu zabić. Zbrodnie popełnianie w psychozie”.  

Redakcja poleca

Z psychologiem i profilerem kryminalnym rozmawiamy o tym, dlaczego ludzie chorzy psychicznie popełniają zbrodnie, jakie choroby są tego najczęstszą przyczyną i z jakiego powodu  unikają kary za przestępstwa. Gołębiowski  przywołuje najgłośniejsze historie, takie jak: zabójstwo dwóch policjantów dokonane przez Maksymiliana M. czy zbrodnia Jarosława W. na krakowskim lekarzu Tomaszu Soleckim.  

Mateusz Kapera: Czy zabójcy chorzy psychicznie stanowią coraz większe zagrożenie dla społeczeństwa?  

Jan Gołębiowski: - Nie. Statystyki pokazują, że ich liczba pozostaje w miarę stała. Istotną rolę odgrywają media, które bardzo szybko rozpowszechniają informacje o przestępstwach. To, co kiedyś pozostawało lokalnym wydarzeniem, dziś staje się informacją ogólnokrajową. Widać też wyraźne uwypuklenie tych tematów — dawniej były to wzmianki w kronikach kryminalnych, dziś trafiają na pierwsze strony serwisów informacyjnych. Powstały  wyspecjalizowane portale, kanały wideo czy podcasty o tematyce kryminalnej. W efekcie może powstać mylne wrażenie, że więcej jest przestępstw popełnianych przez osoby chore psychicznie.   

Ze statystyk, które przytacza pan w najnowszej książce  , wynika, że jedynie 7,4 proc. zabójstw dokonywanych jest z motywacji urojeniowej, psychopatologicznej.   

- Te dane mogą się nieco różnić w zależności od badań .  Jednak odsetek takich zabójstw nie przekracza 10 proc., a najczęściej mieści się w przedziale od około 5 do 8 proc. Nie jest to więc duża grupa.  

Dlaczego zabijają?  

- Z powodu postępującej choroby. Najczęściej mamy do czynienia ze schizofrenią paranoidalną. Warto jednak podkreślić, by nie stygmatyzować osób chorujących psychicznie, że zdecydowana większość z nich nie popełnia przestępstw. A jeśli już, to częściej zagraża samej sobie, co widać choćby w wysokich wskaźnikach prób samobójczych.  

Zbrodnie popełnianie przez osoby chore psychicznie bywają szczególnie spektakularne. Kluczową rolę odgrywają w tym urojenia, czyli fałszywe, chorobowe przekonania. Najczęstsze są urojenia prześladowcze — wiara w spiski, nierealne zagrożenia czy działania podejmowane przeciwko danej osobie przez otoczenie. Często towarzyszą im omamy — na przykład w postaci tajemniczych głosów. Chory może być też przekonany, że ktoś wpływa na jego ciało, śledzi go, kontroluje za pomocą urządzeń, np. „czipów”. Z jego perspektywy działania agresywne mogą mieć charakter obronny — wynikają z poczucia zagrożenia, silnego lęku i przekonania, że musi się bronić lub odpłacić za doznaną krzywdę. Rzadziej występują urojenia posłannictwa, czyli przekonanie o realizowaniu szczególnej misji lub planu. 

Sporo osób w Polsce zmaga się z chorobami psychicznymi. Nie każdy jednak dopuszcza się zabójstwa.  

- Trzeba  uwzględnić czynniki indywidualne. Choruje konkretna osoba, a to oznacza, że objawy  ujawniają się na tle jej osobowości. Zdarza się, że poziom lęku przekracza  krytyczną granicę. Chory czuje się psychicznie „osaczony”, co może prowadzić do gwałtownej reakcji — również w przypadku osoby, która wcześniej była spokojna czy introwertyczna. Trudno wskazać jeden czynnik, który wyjaśniłby, dlaczego konkretna osoba z chorobą psychiczną dopuściła się zabójstwa, podczas gdy zdecydowana większość  tego nie zrobiła.  

Czy inne choroby niż schizofrenia mogą prowadzić do zabójstwa?  

- One rzadziej wiążą się z przestępstwami tego typu, choć zabójstwa zdarzają się też w przebiegu manii czy depresji. 

Często mówi się, że zabójca działał w stanie psychozy. Co to znaczy?  

- Psychoza to stan nasilonych objawów chorobowych, który wiąże się z głęboko zaburzonym kontaktem z rzeczywistością. Może występować m.in. w schizofrenii, ale także w depresji czy w epizodach maniakalnych w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej.   

Maksymilian F. w 2023 roku we Wrocławiu zastrzelił w radiowozie dwóch policjantów. Nie poszedł do więzienia, bo sąd uznał, że był niepoczytalny. 

- Biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia czynu nie rozumiał jego znaczenia i nie mógł pokierować swoim postępowaniem. Maksymilian F. działał w warunkach psychozy. Miał bardzo nasilone urojenia o charakterze prześladowczym, posłanniczym i spiskowym. Uważał, że jest zaangażowany w działania służb wywiadowczych. W swoich internetowych wypowiedziach wymieniał m.in. takie agencje jak KGB, FSB, CIA, Mossad czy MI5, opisując rzekome gry szpiegowskie, w których odgrywał kluczową rolę. Pojawiały się tam także odniesienia do polskich służb, w tym ABW.  

Tego rodzaju treści stanowiły element jego przeżyć urojeniowych i wpłynęły na jego zachowanie. Ostatecznie został uznany za osobę niepoczytalną i będzie podlegał leczeniu w szpitalu psychiatrycznym.  

Redakcja poleca

Maksymilian F. zabił policjantów ponieważ uznał, że są oni częścią wymierzonego w niego spisku?  

- Wierzył, że prowadzone są wobec niego działania o charakterze szpiegowskim, a policjanci wiozą go na egzekucję. Z jego perspektywy, zniekształconej przez chorobę, było to działanie w samoobronie. Postrzegał sytuację tak, jakby był bohaterem scen znanych z filmów szpiegowskich — kiedy ktoś zostaje zatrzymany przez osoby podszywające się pod funkcjonariuszy, a następnie odkrywa, że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo, dlatego decyduje się na atak.  

Podobnie było w przypadku Jarosława W., który ponad rok temu zabił lekarza w krakowskim szpitalu? Twierdził, że medyk zaraził go białaczką. Sąd uznał go za niepoczytalnego.  

- Tak, to przykład typowych urojeń hipochondrycznych, połączonych z urojeniami oddziaływania. Jarosław W. był głęboko przekonany o prawdziwości swoich przeżyć — mimo że powszechnie wiadomo, iż białaczką nie można się zarazić. Uznał, że stał się ofiarą poważnej krzywdy, co rodziło silne poczucie niesprawiedliwości i pretensje wobec lekarza. Mógł nawet wierzyć, że działanie to było celowe. W ramach urojonej logiki prowadziło to do potrzeby „wymierzenia sprawiedliwości” i zemsty.  

Wcześniej wielokrotnie kontaktował się z lekarzem, wręcz nękał go, domagając się odszkodowania. Za każdym razem zderzał się jednak z rzeczywistością, której nie był w stanie zaakceptować. To potęgowało w nim napięcie i frustrację, aż w końcu doszło do eskalacji i ataku z użyciem noża.  

Motywu trudno doszukiwać się w zbrodni, której dokonał Zbysław C. Mężczyzna bez powodu zadźgał pięciolatka na ulicy w Poznaniu. Również został uznany za niepoczytalnego. 

- W jego przypadku biegli stwierdzili uszkodzenia układu nerwowego. Zbysław C. jest w wieku emerytalnym, w którym rośnie ryzyko tzw. neurodegradacji, czyli zmian w mózgu wpływających na funkcjonowanie psychiczne. To zostało potwierdzone badaniami neurologicznymi, takimi jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny. Obiektywne metody diagnostyczne,  pokazały, że mózg nie funkcjonuje prawidłowo. 

Mimo że mamy do czynienia z wyjątkowo tragiczną i makabryczną zbrodnią, w której zginęło niewinne dziecko, można ją rozpatrywać jako wynik procesu chorobowego — uszkodzenia mózgu. Sprawca działał impulsywnie, agresywnie i całkowicie nieracjonalnie, nie mając zdolności do kontrolowania swojego zachowania.  

Psycholog i profiler kryminalny Jan Gołębiowski
Fot. Bartosz Krupa
Psycholog i profiler kryminalny Jan Gołębiowski

Czyli za niepoczytalność nie zawsze musi odpowiadać choroba psychiczna? W tym przypadku było to schorzenie neurologiczne.  

- Nie da się tego jednoznacznie rozdzielić. Także w chorobach psychicznych mamy przecież podłoże biologiczne — zaburzenia pracy neuroprzekaźników i całej biochemii mózgu, m.in. w układach dopaminowym czy serotoninowym. To jednak zmiany bardzo subtelne.  

W omawianym przypadku mieliśmy natomiast wyraźne uszkodzenia neurologiczne. Trzeba jednak pamiętać, że choć przyczyna była somatyczna, objawy miały charakter psychiczny i behawioralny. Uszkodzenia mózgu mogą prowadzić do różnych dolegliwości — zawrotów głowy, zaburzeń równowagi, widzenia czy czucia — ale mogą też wpływać na emocje i zachowanie. U Zbysława C. pojawiły się właśnie takie objawy: impulsywność, agresja, brak kontroli i zahamowań.  

Kodeks karny stanowi, że niepoczytalność zachodzi wtedy, gdy sprawca nie rozumie znaczenia czynu, albo nie może pokierować swoim postępowaniem z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych. W tym przypadku mówimy o ostatniej  przesłance. 

Podobne rozważania pojawiały się przy okazji sprawy Karola Kota, tzw. „Wampira z Krakowa” z lat 60. XX wieku. Został on uznany za poczytalnego i skazany na karę śmierci, ale pojawiały się hipotezy, że mógł mieć uszkodzenia mózgu. Trudno dziś jednoznacznie ocenić, czy przy współczesnej diagnostyce — np. z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej — jego stan zostałby oceniony inaczej. 

Niedawno zapadł wyrok w głośnej sprawie zabójstwa na Nowym Świecie w Warszawie. Dawid Mirkowski bez powodu zadźgał nożem mężczyznę, który zwrócił uwagę na jego nieprzyzwoite zachowanie. Sprawca został uznany za poczytalnego i skazany na 25 lat więzienia. Sędzia wskazała jednak, że ma on zaburzoną osobowość. Czym różni się ona od choroby psychicznej i dlaczego nie wyklucza odpowiedzialności karnej?  

- Podobnie jest w sprawie 17-letniego Łukasza ze wsi Kadłub, który zabił babcię, prababcię oraz ojczyma, a całe zdarzenie nagrał i opublikował w internecie. Biegli uznali, że sprawca był poczytalny, choć stwierdzono u niego zaburzenia rozwojowe i osobowościowe.  

Poczytalność i niepoczytalność to pojęcia prawne, a nie medyczne — wynikają z przyjętych przez społeczeństwo zasad odpowiedzialności. Dobrym  przykładem jest sytuacja osoby pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Potocznie mówi się o „urwanym filmie” — człowiek traci kontrolę nad  zachowaniem i nie pamięta swoich działań. Można więc powiedzieć, że nie w pełni kontroluje  postępowanie. Mimo to uznajemy, że ponosi odpowiedzialność, ponieważ mógł przewidzieć skutki odurzenia. 

Podobnie jest z zaburzeniami osobowości. Nawet jeśli osobowość jest zaburzona, człowiek zachowuje większą zdolność do kontrolowania swojego zachowania i oceny rzeczywistości niż osoba cierpiąca na poważną chorobę psychiczną, taką jak schizofrenia. Upraszczając: większość ludzi nie dopuszcza się przemocy, ani zabójstw. Oczywiście istnieją sytuacje szczególne, jak obrona konieczna czy działania wojenne, ale mają one odrębną ocenę prawną i społeczną.  

Można urodzić się z osobowością podatną na zaburzenia?  

- Zaburzona osobowość nie sprowadza się wyłącznie do „złych wzorców” z dzieciństwa. W pewnym stopniu ma również podłoże genetyczne. Rodzimy się z określonym potencjałem — biologicznym i temperamentalnym — który wpływa na funkcjonowanie układu nerwowego, a więc także na nasze reakcje i skłonności.  

Następnie, na przestrzeni życia  osobowość kształtuje się pod wpływem doświadczeń, środowiska i relacji. Z czasem przyjmuje względnie trwałą formę. Istotnym czynnikiem jest  poziom inteligencji, który wpływa na sposób radzenia sobie z problemami i realizowania celów.  

Dlatego wielu sprawców przestępstw, w tym zabójstw, nie cierpi na choroby psychiczne, lecz ma zaburzenia osobowości. Oznacza to, że ich potrzeby i impulsy realizowane są w sposób nieakceptowany społecznie i niezgodny z prawem — często dlatego, że nie potrafią osiągać swoich celów w sposób konstruktywny i zgodny z normami.  

I zamiast na leczenie trafiają do więzienia.  

- W debacie publicznej, również w komentarzach internetowych, często dominują reakcje emocjonalne i moralne — skupiamy się na samej karze jako odpłacie za czyn.  

Tymczasem równie ważny jest aspekt praktyczny: jak postępować z takim człowiekiem w przyszłości. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo społeczne — czy dana osoba stanowi zagrożenie i czy istnieje ryzyko powtórzenia przestępstwa? W tym kontekście mówi się o tzw. prognozie kryminologicznej, czyli ocenie prawdopodobieństwa ponownego popełnienia czynu.  

Druga kwestia: czy taką osobę da się zresocjalizować? W przypadku chorób psychicznych bywa to łatwiejsze, ponieważ można stosować leczenie farmakologiczne, które łagodzi objawy, np. w schizofrenii. Jeżeli chodzi o zaburzenia osobowości jest to znacznie trudniejsze. Mówimy tu o utrwalonym, wieloletnim sposobie funkcjonowania, ukształtowanym przez doświadczenia z dzieciństwa i okresu dorastania. Zmiana jest możliwa, ale wymaga długotrwałych oddziaływań i nie zawsze przynosi pełny efekt. 

Zamordowany lekarz Tomasz Solecki
Fot. Artur Barbarowski East News
Zamordowany lekarz Tomasz Solecki

Wydaje się, że więzienie to nie jest dobre miejsce dla osób z zaburzeniami osobowości.  

- Warto  zastanowić się, jaką funkcję pełni kara. W potocznym rozumieniu często postrzegamy ją jako formę odwetu — ktoś zrobił coś złego, więc powinien ponieść konsekwencje. Tymczasem kara, a zwłaszcza pozbawienie wolności, ma również inne cele.  

Jednym z nich jest funkcja izolacyjna. Osoba osadzona, przebywając w zamknięciu, ma ograniczone możliwości wyrządzenia krzywdy innym — choć oczywiście pewne zagrożenia mogą istnieć w obrębie samej jednostki penitencjarnej.   

Kolejnym celem jest oddziaływanie na sprawcę — próba zmiany jego zachowania i ograniczenia ryzyka powrotu do przestępstwa. W przypadku głębokich zaburzeń osobowości jest to jednak bardzo trudne i wymaga indywidualnego podejścia. Możliwości resocjalizacji i korekty zachowań są w takich przypadkach ograniczone.  

Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest więc bezpieczeństwo społeczne. Są osoby, które ze względu na swoje funkcjonowanie stanowią realne zagrożenie i wymagają izolacji. To, czy będzie to więzienie, szpital psychiatryczny, czy specjalny oddział terapeutyczny — zamknięty lub półotwarty — zależy od konkretnego przypadku. 

Chorzy psychicznie zabójcy często budzą w społeczeństwie duże emocje. Ludziom nie podoba się, że unikają odpowiedzialności karnej za swój czyn.  

- Choć brak kary bywa odbierany społecznie jako niesprawiedliwy, to odpowiednio leczony pacjent może być w przyszłości mniej niebezpieczny niż osoba z zaburzeniami osobowości. W przypadku chorób psychicznych, takich jak schizofrenia, leczenie farmakologiczne może znacząco ograniczać objawy. Można to porównać do chorób somatycznych — jeśli objawy ustępują, ryzyko również maleje.  

Trzeba jednak pamiętać, że leczenie psychiatryczne zazwyczaj musi być kontynuowane przez całe życie. Istnieje ryzyko nawrotu choroby, zwłaszcza jeśli pacjent przestanie przyjmować leki. To nie oznacza, że na pewno ponownie popełni przestępstwo, ale jest pewne zagrożenie.  

Z drugiej strony trzeba też rozumieć emocje ofiar. Osoby, które przeżyły atak lub straciły bliskich, mają pełne prawo do poczucia krzywdy, lęku czy pragnienia sprawiedliwości. Często zmagają się z traumą, w tym z zespołem stresu pourazowego. Dla nich informacja o tym, że sprawca nie ponosi kary bywa bardzo trudna do przyjęcia.  

Ludzie obawiają się, że sprawca, który uniknął więzienia i trafił do szpitala psychiatrycznego, wyjdzie szybko na wolność. A to przecież zależy od tego, czy wyleczy się z choroby psychicznej.   

- W przypadku skazania na 25 lat więzienia sprawca również wyjdzie na wolność.   

Największe emocje budzi obawa, że ktoś symuluje chorobę psychiczną, żeby doprowadzić do umorzenia sprawy karnej. Następnie trafi do szpitala i szybko z niego wyjdzie, bo przecież tak naprawdę nie był chory.  

- To wynika z braku wiedzy,  stereotypów i uprzedzeń, dodatkowo podsycanych emocjami. W komentarzach często widać, że więzienie jest dla ludzi czymś zrozumiałym, natomiast choroba psychiczna i sposób jej leczenia już nie.  

Niewiele osób wie, jak w praktyce wyglądają procedury diagnostyczne i pobyt w szpitalu psychiatrycznym — dlatego m.in. powstała moja książka. Pojawia się też przekonanie, że można łatwo symulować chorobę. Owszem, takie przypadki są teoretycznie możliwe, ale w praktyce zdarzają się bardzo rzadko. Diagnoza opiera się na wielokrotnych badaniach i obserwacji, co znacząco utrudnia wprowadzenie biegłych w błąd.  

Szczególnie irytujące są natomiast teorie spiskowe sugerujące, że ktoś „załatwia” sobie odpowiednią opinię dzięki znajomościom. Trudno sobie wyobrazić, ile osób musiałoby w takim układzie uczestniczyć i dlaczego mieliby się na to zgodzić. Dla mnie to argumenty na poziomie podobnym do teorii o płaskiej Ziemi.  

Czasami — jak w sprawie Stefana Wilmonta, zabójcy prezydenta Gdańska czy Kajetana Poznańskiego, mordercy nauczycielki języka włoskiego w Poznaniu — pojawia się kilka opinii biegłych psychiatrów, które potrafią się znacząco różnić. Skąd biorą się takie rozbieżności? 

- To sytuacja podobna do tej, którą znamy z medycyny ogólnej. Gdy odczuwamy dolegliwości, pierwszy lekarz może postawić jedną diagnozę, drugi — inną, a trzeci — jeszcze inną. Nie oznacza to automatycznie, że któryś z lekarzy działał w złej wierze — raczej pokazuje, że diagnozowanie bywa trudne.  

Podobnie jest w psychiatrii. Ocena stanu psychicznego to złożony proces i nie zawsze daje jednoznaczne odpowiedzi. Dlatego w postępowaniu sądowym nie opiera się rozstrzygnięcia na jednej opinii — zleca się ich kilka, często od różnych zespołów specjalistów.  To zwiększa, a nie zmniejsza wiarygodność diagnozy. Pokazuje, że sprawa została potraktowana poważnie i wieloaspektowo. 

Mieszko R. podejrzany o brutalne morderstwo na UW
Fot. Filip Naumienko REPORTER
Mieszko R. podejrzany o brutalne morderstwo na UW

Pracował pan jako psycholog na oddziałach psychiatrycznych i miał kontakt z mordercami chorymi psychicznie. Często takimi, którzy dopuścili się oni bardzo drastycznych zbrodni. Widział pan w nich wyłącznie agresorów czy może także ofiary?  

- Jedno i drugie. To nie jest sytuacja czarno-biała  i właśnie ta złożoność jest w mojej pracy najbardziej fascynująca. Wiele osób chciałoby widzieć świat w prostych kategoriach dobra i zła, bo to daje poczucie bezpieczeństwa i porządku. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.  

Jako psycholog dostrzegam różne odcienie sytuacji. Potrafię współczuć sprawcy — jego chorobie i okolicznościom — jednocześnie w żaden sposób nie usprawiedliwiając jego czynu i mając pełną świadomość tragedii, jaka się wydarzyła. Współczucie wobec sprawcy nie umniejsza współczucia wobec ofiar, choć wiele osób odbiera to jako sprzeczność.  

Osoby te są często ofiarami swojej choroby. W pewnym sensie stają się także ofiarami własnego czynu. Podobnie ich bliscy: niekiedy bezpośrednio, gdy to oni padają ofiarą przemocy, ale także pośrednio — jako rodzina sprawcy.  

W ostatnich latach byliśmy świadkami kilku brutalnych zabójstw, które dokonały osoby z chorobą psychiczną lub zaburzeniami osobowości. Jak zapobiegać takim tragediom?  

- Profilaktyka zdrowia psychicznego to ogromne wyzwanie społeczne, często niestety spychane na dalszy plan. Zaczyna się od podstaw: dbania o higienę psychiczną i zdrowy styl życia — odpowiednie odżywianie, unikanie używek, w tym alkoholu. Jednocześnie jest to problem systemowy. Pojawia się pytanie o dostępność specjalistów: psychiatrii, zwłaszcza dziecięcej i młodzieżowej, psychologów, opieki zdrowotnej w ramach NFZ. W praktyce dostęp do pomocy bywa bardzo ograniczony. Ale to tylko jeden z wielu elementów.  

To z perspektywy potencjalnych przestępców. A społeczeństwa? W przypadku Maksymiliana F. czy Zbysława C. pojawiały się przecież różne alarmujące zachowania.  

- Kluczowa jest edukacja społeczna. Ludzie powinni rozpoznawać objawy i nie bać się o nich rozmawiać. Nie można zamiatać problemu pod dywan ani sprowadzać go do stwierdzenia, że „ktoś jest po prostu dziwny”. Równie niebezpieczna jest postawa unikania — odwracania się i ignorowania problemu.  

Do tego dochodzi reakcja najbliższych i instytucji. Zdarza się, że interwencja następuje zbyt późno — np. gdy pogotowie waha się, czy zabrać osobę w stanie kryzysu, bo jeszcze nikomu nie zrobiła krzywdy. System często działa pod presją czasu i ograniczonych zasobów.  

Są też kwestie organizacyjne — przepływ informacji między instytucjami. Bywają sytuacje, w których ktoś wcześniej wykazywał niepokojące objawy, miał trudności psychiczne, a mimo to trafiał do pracy wymagającej szczególnej odpowiedzialności. Niekiedy wynika to z braków kadrowych czy niedostatecznej weryfikacji.  

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET