Małe firmy nie są przygotowane na takie cyberataki. Okup może kosztować krocie

5 min. czytania
29.06.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Nieduże biuro rachunkowe z południa Polski padło ofiarą ataku hakerskiego. Podobny los spotkał firmę archiwizującą dane na taśmach magnetycznych.  Cyberprzestępcy włamali się do systemów, zaszyfrowali dane i zażądali okupu. - Czasami słyszę: „Prowadzimy biznes od 30 lat i u nas nigdy nic się nie działo". Tyle że firmy, które zostały zaatakowane, wcześniej też miały spokój przez wiele lat - mówi portalowi RadioZET.pl ekspert od cyberbezpieczeństwa Marcin Maj z Niebezpiecznik.pl.

Cyberprzestępcy żądają okupu za odszyfrowanie danych
fot. Deposit/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto coraz częściej pada ofiarą ransomware.
  • Dlaczego płacenie okupu cyberprzestępcom jest ryzykowne.
  • Co eksperci zalecają jako zabezpieczenie przed atakami.
  • Ile może kosztować atak ransomware.

Właściciel biura rachunkowego, zatrudniający ok. 45 osób, nie spodziewał się, że może zostać zaatakowany przez cyberprzestępców. Świadczyć mogą o tym skutki zdarzenia, bo zaszyfrowane zostały wszelkie zasoby cyfrowe, w tym wrażliwe dane klientów, nie tylko z sektora prywatnego, ale także publicznego.  

- Sytuacja była bardzo poważna, bo firma w żaden sposób nie była przygotowana na atak cyberprzestępców - opowiada Marcin Maj, ekspert od cyberbezpieczeństwa. 

Tym bardziej na atak typu ransomware – z użyciem złośliwego oprogramowania. Ten rodzaj cyberprzemocy bazuje na tzw. podwójnym wymuszeniu. To nie tylko kradzież, ale paraliż całej firmy.  A cyberprzestępcy zmieniają strategię. Atakują coraz mniejsze firmy, które często nie mają odpowiednich zabezpieczeń. 

Płacić czy nie? Zapłata nie daje gwarancji 

Biuro rachunkowe nie miało  kopii zapasowej bazy danych. Biznes stanął nad przepaścią. Przestępcy zaproponowali właścicielowi, że  odzyska skradzione dane w zamian za ok. 25 tys. zł. 

W ransome-note (komunikacie, który pojawia się na pulpicie zaatakowanych komputerów) atakujący przekazali nie tylko informację o kwocie, ale również link do czatu umożliwiającego komunikację z nimi. Przedsiębiorca postanowił nawiązać kontakt i negocjować kwotę okupu. Cyberprzestępcy komunikowali się po rosyjsku, dlatego w rozmowach pośredniczył pracownik biura władający w tym języku. Ostatecznie udało się obniżyć kwotę okupu do 17 tys. zł, a po przekazaniu pieniędzy dane zostały odszyfrowane. 

Redakcja poleca

- Pamiętajmy, że płacenie okupu to jest jednak finansowanie przestępczości - przestrzega Maj. 

Eksperci z CERT Polska (NASK), zajmujący się reagowaniem na incydenty zagrażające bezpieczeństwu w sieci, przestrzegają przed przekazywaniem pieniędzy cyberprzestępcom. “Zalecamy posiadanie aktualnej, pełnej kopii zapasowej najważniejszych danych oraz aktualnego oprogramowania” - czytamy na stronie CERT Polska. 

Powód jest prosty: spełnienie żądania nie daje gwarancji odzyskania danych. A nawet jeżeli dane zostaną odszyfrowane przez cyberprzestępców, to i tak mogą zostać wystawione na sprzedaż w darknecie (tzw. ukryta część internetu, w której m.in. prowadzi się nielegalny handel, np. narkotykami). Ktoś kto opłacił okup może nawet nie być świadomy, że dane wyciekły — mimo obietnicy hakerów.  

-  Czasami są to wycieki na forach darknetu w rodzaju: „Mam 300 tys. danych w postaci loginów, haseł, maili. Można pobierać”. Wtedy bywa, że nie wiemy, skąd te dane pochodzą - wyjaśnia Marcin Maj. 

Zapłata okupu może jednak wiązać się nie tylko ze stratą pieniędzy, ale również z dodatkowymi problemami prawnymi, np. związanymi z finansowaniem grup przestępczych. 

Biuro rachunkowe było jednak pod ścianą, bo nie miało kopii zapasowej danych. Dla właściciela firmy okup był jedynym wyjściem. - Nie miałbym sumienia powiedzieć przedsiębiorcy, że nie powinien czegoś zrobić, żeby ratować swój majątek - mówi Maj.  

Atak może doprowadzić do bankructwa? Przykładem brytyjska firma 

Jak niebezpieczne i bolesne są ataki ransomware mogła przekonać się również firma o dość zapomnianej, ale za to wciąż cennej dla cyberprzestępców, formie działalności — archiwizacja danych na taśmach magnetycznych. Wydawało się, że dział IT odrobił lekcję z cyberbezpieczeństwa, bo dbał o regularne tworzenie kopii zapasowych. Po tym, jak firma została zaatakowana — ku zaskoczeniu informatyków – okazało się, że nie ma śladu po rzekomo zarchiwizowanych danych. 

- Mamy teraz dużo rozwiązań do automatycznego backup’u (red. tworzenie kopii zapasowej). Niektórzy administratorzy wierzą, że ten system jest bezbłędny. Niestety, ale trzeba sprawdzać, czy dane faktycznie zostały zachowane w kopii zapasowej - tłumaczy ekspert od cyberbezpieczeństwa. 

To samo dotyczy zwykłych użytkowników. - Jeśli ktoś ma pendrive'a z ukochanymi zdjęciami z wakacji, to dobrze byłoby od czasu do czasu go uruchomić i sprawdzić czy działa - zaleca Maj. 

Wśród użytkowników wciąż istnieje przekonanie, że cyberprzestępcy obierają sobie za cel wyłącznie dużych graczy, np. z sektor bankowości. Takie myślenie może sporo kosztować.  - Przeprowadzać cyberatak na bank, to tak jakby z karabinem rzucać się na fortecę.  Lepiej  atakować kogoś, kto ma tylko kij baseballowy - podkreśla specjalista od cyberbezpieczeństwa z Niebezpiecznik.pl.  

Marcin Maj przeprowadza szkolenia w firmach, które chcą poprawić swoje bezpieczeństwo w świecie cyfrowym. Choć eksperci alarmują o rosnącej ilości cyberataków, m.in. spowodowanych wojną w Ukrainie, to wciąż wiele osób bagatelizuje zagrożenia. 

- Czasami słyszę od ludzi: „Prowadzimy biznes od 30 lat i u nas nigdy nic się nie działo". Tyle że firmy, które zostały zaatakowane, wcześniej też miały spokój przez wiele lat. Brytyjska firma logistyczna KNP istniała przez 158 lat, aż została ofiarą ataku ransomware, który doprowadził ją do bankructwa - przekonuje ekspert. 

W ubiegłym roku zespół CERT zarejestrował rekordowe 260 783 incydentów zagrażających bezpieczeństwu cyfrowemu w Polsce.  97 proc. wszystkich incydentów stanowiły oszustwa internetowe, głównie phishing (wyłudzanie danych przez manipulację). W 2025 roku wzrosła też liczba ataków typu ransomware do 179. Najwięcej zgłoszeń pochodziło od firm (129), ale sprawcy atakowali również instytucje publiczne (30), a także osoby prywatne (20).  

CERT Polska obserwuje aktywność grup ransomware wobec małych i średnich firm. Zapytaliśmy NASK (CERT jest jego częścią), czy dostrzegają większą ilość ataków wymierzonych w mniejsze firmy. Okazuje się, że dla cyberprzestępców kluczowa nie jest skala działalności, a potencjał na szybki zysk. 

Redakcja poleca

- Atakują tam, gdzie widzą największą szansę na skuteczne przeprowadzenie ataku i uzyskanie okupu. Mniejsze firmy często dysponują skromniejszymi zasobami na cyberbezpieczeństwo, a duże organizacje nadal pozostają bardzo atrakcyjnymi celami ze względu na potencjalnie wysoką wartość okupu i danych - informuje NASK. 

Instytucja zajmująca się cyberbezpieczeństwem podkreśla, że do cyberataków dochodzi najczęściej ze względu na nieprzestrzeganie podstawowych procedur bezpieczeństwa albo brak zabezpieczeń.  

- Wektor wejścia jest zazwyczaj ten sam – phishing, przejęte hasła, podatne usługi zdalnego dostępu. Atakujący wykorzystują najsłabsze ogniwo, a niekoniecznie najmniejsze firmy - przekazuje NASK. 

75 milionów dolarów - rekordowy okup za odzyskanie danych 

-  Jeżeli zaatakuje się milion przedsiębiorców, a okup zapłaci zaledwie 1 proc. z nich, to i tak przyniesie to zysk - mówi Krzysztof Schulz, były funkcjonariusz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.  

W 2024 roku jedna firma z listy Fortune 50, czyli 50. największych przedsiębiorstw świata, zapłaciła 75 mln dolarów grupie cyberprzestępczej Dark Angels w ramach okupu za odzyskanie zaszyfrowanych danych. Jak dotąd to rekordowa stawka, choć o wielu transakcjach świat mógł nie usłyszeć. Wiele firm nie ujawnia, że padło ofiarą cyberataku i zapłaciło okup.  

- Ceny okupów rosną, a to znaczy, że ten przestępczy biznes musi działać i przynosić przychody - zauważa Marcin Maj z Niebezpiecznik.pl. 

Nawet jeśli cyberprzestępcom nie uda się przekonać ofiary ataku do zapłaty pieniędzy, to wciąż mogą zarobić sprzedając skradzione dane, np. adresy, numery PESEL czy informacje o kartach płatniczych. - Dane to waluta.  Kilka lat temu cały pakiet danych jednej osoby kosztował od 30 do 50 euro w zależności, co zawierał - zdradza Schulz.  

Na pierwszy rzut oka kwota nie jest zawrotna, ale sprzedawane bazy mogą mieć różne wielkości, np. milion pakietów. Choć im większy zbiór, tym niższa cena, to suma może wynieść setki tysięcy a nawet kilka milionów euro. - Trwa ciągła walka o to, żeby na kimś zarobić. Rzecz w tym, żeby nie być tym najsłabszym w stadzie. Problemem nie jest, że wiele firm nie ma super najnowocześniejszych zabezpieczeń, tylko że nie posiada nawet takich, które chronią przed atakami znanymi od przeszło 20 lat - dziwi się Maj. 

NASK rekomenduje zwiększanie podstawowych zabezpieczeń: aktualizacji systemów, stosowania uwierzytelniania wieloskładnikowego, segmentacji sieci czy wykonywania regularnych kopii zapasowych.  

„To działania, które znacząco zmniejszają ryzyko skutecznego ataku – zarówno w małej firmie, jak i dużej korporacji” - podkreśla instytucja.
Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET