Małżeństwo z Warszawy porzuciło synów. Dotarli do kluczowego świadka. "Mieli dziwne akcje"
Para z Warszawy opuściła mieszkanie na Mokotowie, pozostawiając nastoletnich synów. Teraz dziennikarzom udało się dotrzeć do kluczowego świadka, siostry Anety J. i ciotki Mateusza i Adasia. Relacja kobiety rzuca nowe światło na sprawę.
Małżeństwo porzuciło w domu dwóch nastoletnich synów i zniknęło. W domu na warszawskim Mokotowie pozostawili dzieciom kartkę z wiadomością: "Chłopcy, jesteście dzielni. Poradzicie sobie w życiu. Jesteśmy z was dumni" - napisali. W nocy z 20 na 21 maja Aneta i Adam J. opuścili mieszkanie i ślad po nich zaginął.
Para najpierw widziana była w schronisku w Tatrach, a następnie na Słowacji. Aż w końcu, miesiąc później, policjantom udało się porozmawiać z małżeństwem w czeskiej Pradze. Podczas swojej podróży mieli skutecznie uchylać się od legitymowania dowodem osobistym. - Nasi policjanci rozmawiali z małżeństwem. Stosowna dokumentacja zostanie przekazana do prokuratury oraz sądu. Po analizie będą podejmowane dalsze czynności - wyjaśniał wówczas rzecznik Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak. W grudniu zeszłego roku zapadł wyrok w głośnej sprawie. Sąd pozbawił Anetę J. i Adama J. władzy rodzicielskiej nad małoletnim synem, Adasiem. Z kolei starszy Mateusz, osiągnął już pełnoletność.
Co się dzieje z małżeństwem z Warszawy? Ciotka zabrała głos
Co teraz dzieje się z rodziną? Dziennikarze "Polityki" rozmawiali z siostrą Anety J. i ciotką chłopców, pod której opieką teraz przebywają. Wiadomo, że po dziesięciu miesiącach małżeństwo nadal nie skontaktowało się ze swoimi dziećmi. Kobieta opowiedziała, że mąż Anety od początku nie wzbudzał jej zaufania. Mimo że nie pił i nie miał zatargów z prawem, był z niego "taki cwaniaczek" i "widać było, że do żadnej pracy się nie weźmie" - czytamy. To Aneta utrzymywała dom, pracując jako fryzjerka. "Omotał ją jakoś, zaczarował" - mówiła rozmówczyni "Polityki".
Siostra Anety zdradziła, że jej szwagier dziwnie się zachowywał. Twierdził np., że jest obserwowany i że pełni funkcję tajnego agenta. Innym razem utrzymywał, że jego matka i siostra chciały go zgwałcić. Przyznał także, że cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową, a dzieciom zakazał kontaktów z siostrą żony i całą rodziną. - Wiem, że pięć, może sześć lat temu był w szpitalu psychiatrycznym i wypisał się na własne żądanie - relacjonowała kobieta.
Kilka miesięcy przed zniknięciem matka Mateusza i Adasia z dnia na dzień porzuciła pracę. Powodem miała być presja ze strony koleżanek, które namawiały ją, by rozwiodła się z mężem. Z relacji starszego syna wynikało, że rodzice zwykli zamykać się w pokoju. "Starzy mieli czasem dziwne akcje" - cytuje jego słowa siostra Anety J.
Przypomnijmy, pary nie zatrzymano w Czechach, ponieważ policja nie miała ku temu podstaw prawnych. Małżeństwo miało wyrazić chęć powrotu do dzieci, tak się jednak nie stało.
Źródło: Radio ZET/"Polityka"
- Dantejskie sceny przy pomniku warszawskiej Syrenki. "To jest alarm"
- Kaczyński przeżył chwile grozy. Wszystko nagrała kamera
- Ciężarówki zmiażdżyły bmw. Tyle zostało z samochodu
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET