Maraton wolnego w szkołach, rodzice załamani. "Była majówka, będzie listopadówka"

6 min. czytania
07.11.2026 07:02
Obserwuj nas na Google

Część szkół zdecydowała się na dodatkowe dwa dni bez lekcji przed środowym Świętem Niepodległości, część - po 11 listopada. Rodzice biorą urlopy lub kombinują z opieką. Dlaczego w szkołach jest tyle wolnego? 

Szkoła
fot. Daniel Dmitriew / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • 11 listopada jest dniem ustawowo wolnym od pracy.
  • W dni, które wypadają przez lub po Święcie Niepodległości w wielu szkołach nie ma lekcji. 
  • "Listopadówka" budzi emocje rodziców i prowadzi do dyskusji na temat zmian w organizacji roku szkolnego.

- Ledwo minęły dwa miesiące szkoły i cyk pięć dni wolnego w tygodniu z 11 listopada. Jest majówka i czerwcówka, to teraz będzie listopadówka. Tylko co z tego? Materiału do przerobienia nie ubywa, a przecież wolny był też 2 listopada. Kiedyś takie dni się odrabiało, teraz? Zapomnij - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Marek, tata 9-latka.

- Mam dwoje dzieci w dwóch różnych szkołach. Jedno ma dwa dni wolne na początku, a drugie na końcu tygodnia, bo każda placówka zdecydowała inaczej. Dla mnie wolna jest tylko środa, na resztę dni muszę wziąć urlop. Nie zostawię ich w świetlicy, skoro przyjdą dwie-trzy-osoby z klasy. Bez sensu - to już Marta, mama 8- i 11 latki.

Quiz: „Lalka”, „Przedwiośnie” czy „Potop”. Z której lektury pochodzi ten cytat?

1/10 „Kończ waść, wstydu oszczędź!”

Nawet 10 dni dyrektorskich w roku

Jedyny dzień ustawowo wolny od pracy w tym tygodniu to środa 11 listopada, czyli Święto Niepodległości. Wtedy szkoły będą zamknięte. Część placówek zdecydowała jednak, że także w inne dni, między 9 a 13 listopada lekcji nie będzie. To tzw. dni dyrektorskie. W szkołach podstawowych jest ich maksymalnie osiem, w liceach i technikach - nawet do 10 w całym roku szkolnym. To, kiedy przypadną, zależy od placówki. - Decyduje dyrektor, ale nie robi tego samodzielnie, a po zasięgnięciu opinii: rady pedagogicznej, rady rodziców i samorządu uczniowskiego lub rady szkoły, jeśli taka w danej szkole funkcjonuje. Nie dzieje się to też ad hoc. Dyrektor ma obowiązek poinformować o wyznaczonych dniach wolnych do 30 września danego roku szkolnego - tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl Robert Gałęski z kancelarii Lexbridge. 

Kiedy najczęściej wykorzystuje się dni dyrektorskie? Przede wszystkim w okolicach długich weekendów, tuż przed lub po świętach (np. przerwa noworoczna) i podczas egzaminów państwowych (np. egzamin ósmoklasisty czy matury). 

- Ograniczenia? Formalnie dyrektor ma znaczną swobodę w ich wyznaczaniu, ale nie czarujmy się: pomysł zbitek, by dać dwa dni wolnego przed świętem i dwa dni po nim nie spotkałaby się z akceptacją organu prowadzącego, czyli samorządu. To dodatkowe koszty społeczne z powodu niezadowolenia rodziców, w tym konieczności organizacji opieki czy oddawania dzieci tylko na zajęcia opiekuńcze. A nie realizowania programu edukacyjnego - zastrzega. 

Redakcja poleca

W dni dyrektorskie nie ma lekcji, ale to dni pracy szkoły. Dyrekcja jest zobowiązana do zapewnienia zajęć opiekuńczo-wychowawczych. 

- Nie ma tego za dużo, bo w tym roku mamy tylko pięć dni dyrektorskich, w tym 12 i 13 listopada. Mam zespół doradczy złożony z wicedyrektorów, pedagogów i innych współpracowników i to oni do mnie wnosili: "Jest coś takiego jak przesilenie jesienne, którego wszyscy doświadczają. Przyda się chwila odpoczynku dla uczniów i nauczycieli właśnie w środku w semestru" - opowiada Anna Sobala-Zbroszczyk, dyrektorka 2. Społecznego Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Międzynarodowymi im. Pawła Jasienicy w Warszawie.

Pozostałe dni dyrektorskie w 2SLO to: 4 i 5 stycznia ("jest święto po świętach, a między nimi dwa dni szkoły. Wiem, co się będzie działo: większość nie przyjedzie, więc nie ma sensu organizować lekcji") oraz 28 maja ("piątek po Bożym Ciele zawsze daję wolny"). Na uwagę, że część rodziców podnosi, że nawet bez dni dyrektorskich trudno jest zrealizować cały materiał, odpowiada krótko: - To lepiej niech się zastanowią, ile razy zabierają dzieci na prywatne wyjazdy w trakcie roku szkolnego. - Wtedy nikt nie mówi, że lekcje uciekają. Chcą wyjechać, to wyjeżdżają i już. Dzieci nie chodzą do szkoły, mimo że ta normalnie działa. Nie możemy z tym nic zrobić - podkreśla. 

Dni wolne od lekcji. "Wolna amerykanka"

A jak jest w innych placówkach? 

- Chętnie korzystamy z dni dyrektorskich, choć nie traktujemy ich jak obligu, że oto koniecznie trzeba uwzględnić je w planie, czy jest sens, czy nie. Mają umożliwić zarówno rodzicom, jak i dyrektorowi dobre rozplanowanie roku szkolnego - zastrzega Danuta Kozakiewicz, dyrektorka szkoły podstawowej nr 103 w Warszawie. Dni dyrektorskie wykorzysta wszystkie, czyli osiem. - Trzy zejdą na egzamin ósmoklasisty. Mimo, że mam dwie szkoły i nie przeszkadzałoby prowadzenie zajęć w drugim budynku, to jednak nie mamy takiej liczby nauczycieli, by zapewnić i prowadzenie zajęć, i egzamin. Wolne w piątek po Bożym Ciele i 4 maja to oczywiste. Zostają trzy dni okołoświąteczne, czyli 30 października, bo "rodzice stwierdzili, że chętnie pojechaliby nieco wcześniej na groby, a nie w największym ścisku" oraz 4 i 5 stycznia, także na wyraźną prośbę rodziców, by mogli wyjechać z dziećmi na dłużej. Staramy się bardzo rozsądnie gospodarować - wylicza. 

Zdarzały się lata, gdzie nie wykorzystywała wszystkich dni dyrektorskich, skarg rodziców nie było. - Zauważyliśmy za to, że jeżeli szkoła wypadała między dniami wolnymi, to frekwencja i tak była minimalna. Przychodziło pięć osób na 20-25 w klasie. I tak były to więc zajęcia opiekuńcze, tylko bez nazwania tego dniem dyrektorskim. Po co tworzyć fikcję? Lepiej formalnie zrobić dzień dyrektorski - zastrzega.

Kozakiewicz też jest przeciwniczką wyjazdów uczniów w trakcie roku szkolnego. Dziecko nie zawsze ma możliwość nadrobienia materiału, tłumaczy. Po drugie jest uczone, że obowiązek szkolny ma wtedy, kiedy jest to wygodne. Po trzecie: zadania ucznia uznaje za na tyle mało istotne, że ważniejszy potrafi być wyjazd. - To powinno być uregulowane, bo w tej chwili mamy wolną amerykankę. Nie ma umocowania prawnego, by w jakikolwiek sposób to kontrolować - przyznaje. 

Redakcja poleca

Mandat i "jelenie"

Eksperci od prawa oświatowego przekonują: likwidacja dni dyrektorskich nie sprawi, że zniknie problem nieobecności uczniów w okolicach długich weekendów. Rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie restrykcyjnych zasad wzorem zagranicy. Jedne z najbardziej rygorystycznych obowiązują w Wielkiej Brytanii. Obowiązek szkolny dotyczy dzieci do 16. roku życia, a za nieusprawiedliwioną nieobecność rodzice ponoszą odpowiedzialność finansową i karną. Jeśli dziecko opuści pięć dni szkoły bez ważnego powodu lub zgody dyrektora grzywna wynosi 80 funtów (przy zapłacie do 21 dni, od 21 do 28 dni: 160 funtów). Dotyczy to nie tylko wagarów, lecz również wyjazdów w czasie roku szkolnego. W praktyce wakacje z dwójką dzieci w środku roku kosztują 320 funtów mandatu (przy wpłacie do 21 dni; od 21 do 28 dni 640 funtów). 

Druga nieusprawiedliwiona nieobecność to 160 funtów grzywny. Każdy rodzic może dostać do dwóch mandatów na dziecko w trzy lata. Brak zapłaty lub cięższe przypadki powodują, że sprawa trafia do sądu, a grzywna może wzrosnąć do 2,5 tys. funtów. W skrajnych przypadkach - do trzech miesięcy więzienia.  

-  W Polsce musielibyśmy zmienić całą filozofię: jeżeli ma być realizowany obowiązek szkolny, to ma być realizowany. Dlatego trzeba by zmniejszyć pulę dni dyrektorskich. Po drugie: równolegle wprowadzić restrykcyjnie egzekwowane zasady obowiązku szkolnego. Zwolnienie tylko na podstawie zaświadczenia lekarskiego. Inaczej będziemy zatykać dziurę jednym palcem, a od razu powstanie kolejna - przekonuje Robert Gałęski.

Zastrzega, że jeśli tylko ograniczy się liczbę dni dyrektorskich, to rodzice i tak będą  to wykorzystywać. - Nie można mieć pretensji do noża, że jest ostry. Jest możliwość, są warunki, to prędzej czy później ktoś skorzysta. Gorzej, że dzieci, które nie będą miały możliwości wyjazdu lub z powodu przypadków losowych będą czuły się pokrzywdzone, bo powstanie grupa "biedaków" i "jeleni", którzy muszą do szkoły przychodzić - dodaje. 

Pośrednim rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie stałych dni dyrektorskich, by uniknąć kumulacji tak, jak w tym roku, który jest rekordowy pod względem liczby dni wolnych od lekcji. To łącznie ok. 185 dni. - Można by wskazać: ten dzień albo ten. 12 listopada albo 13 listopada. Koniec kropka. A nie jak się dyrektorowi podoba lub pasuje danemu składowi - zastrzega nasz rozmówca. 

Ograniczony wybór mógłby sprawić, by rodzice inaczej planowali wyjazdy, a szkoły "nie nadużywały długich weekendów". 

Redakcja poleca

Wbrew pozorom niektóre szkoły nie mają w listopadzie dni dyrektorskich. To np. zespół Szkół Prywatnych "Twoja Przyszłość" w Sosnowcu.  - Nie było nawet takich sugestii  - zapewnia wicedyrektor ds. dydaktycznych Robert Górniak. Nie zauważył, by np. 2 listopada frekwencja była na tyle niska, by pomyślał: "A jednak mogłem dać dyrektorskie". - 11 listopada wypada idealnie w samym środku tygodnia, więc dodawanie dni wolnych byłoby i kontrowersyjne, i niewygodne. Mogłoby się okazać, że dwa dni stracimy na dyrektorskie, a w pozostałe dwa uczniów i tak będzie jak na lekarstwo. Za to sensownym rozwiązaniem jest wpisanie dni dyrektorskich w poniedziałek lub piątek, jeśli święto wypada odpowiednio we wtorek lub czwartek. Można zakładać, że duża grupa rodziców wykorzysta weekend z dodatkowym dniem, by wyjechać. Nawet, jak nie zrobimy dnia bez zajęć dydaktycznych, to i tak dużo dzieci nie przyjdzie do szkoły.

W zespole szkół w Sosnowcu dzień dyrektorski w tym roku szkolnym jest tylko jeden. To piątek 28 maja, dzień po Bożym Ciele. 
Źródło: Radio ZET