Nauczycielka rzuciła pracę i poszła na prawo. "W tydzień zarabiam tyle, ile przez miesiąc w szkole"

6 min. czytania
06.11.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Anna Krause jako nauczycielka zarabiała ok. 4 tys. zł. Teraz, jako prawnik, ma obroty rzędu 30 tys. zł brutto. - Daje mi to zarobek 10-12 tys. zł netto miesięcznie - mówi w rozmowie z RadioZET.pl. Docelowo chce pracować maksymalnie 30 godzin w tygodniu.

Anna Krause
fot. Archiwum prywatne/GOYKA fotografia
  • Anna Krause, była nauczycielka, zdecydowała się zostać prawniczką.
  • Dziś zatrudnia cztery osoby, miesięcznie ma ok. 20 klientów. 
  • Teraz zarabia 10-12 tys. zł miesięcznie. 

- A skąd! Do szkoły nigdy już nie wrócę - zapewnia w rozmowie z RadioZET.pl Anna Krause, była już nauczycielka historii i WOS-u. Odejście planowała długo i z pełną świadomością. Zamiast znów stać przy tablicy, zdecydowała się zostać prawniczką. Właśnie mija pięć lat od kiedy prowadzi własną firmę. - Obroty? Do 30 tys. zł brutto miesięcznie, co daje mi zarobek 10-12 tys. zł netto. Jakby nie patrzeć w tydzień jestem w stanie zarobić tyle, ile przez miesiąc w szkole - przyznaje.

Godzinna konsultacja prawna kosztuje u niej - 590 zł, a 15-min. - 260 zł.

Quiz: Szkoła w PRL. Te pytania zaskoczą Polaków urodzonych po 1989. Zdobędziesz 100%?

1/15 Co często nosili uczniowie w szkołach PRL?

"Na wariackich papierach"

Anna Krazue zasuwała od zawsze. Kiedy poszła na studia, to jednocześnie na dwa kierunki: historię i pedagogikę (dwie specjalizacje: poradnictwo społeczne oraz pedagogika opiekuńczo-wychowawcza i lecznictwo). Tuż po obronie magisterki, zaczęła pracować w oświacie jako wychowawca świetlicy szkolnej i otworzyła działalność gospodarczą (niezwiązaną z edukacją). Kiedy po dwóch latach dostała stanowisko pedagoga w szkole z oddziałami integracyjnymi, wiedziała, że chce poszerzyć wiedzę o prawo oświatowe. - W placówce brakowało głównego dyrektora, więc z wicedyrektorką zajmowałam się organizacją pracy całej szkoły. Zarówno sprawami z prawa oświatowego, jak i samą dokumentacją placówki. Inni od tego uciekali, ja bardzo to lubiłam - przyznaje. Zarabiała ok. 4 tys. zł netto, z nadgodzinami. Dojazdy do i z pracy zajmowały dwie godziny dziennie. 

Wtedy też upewniła się, że chce mieć plan B na wypadek, gdyby zdecydowała nie pracować całe życie w edukacji. - Poza tym chciałam mieć konkretne uprawnienia i kwalifikacje. Zapisałam się na studia prawnicze i jednocześnie cały czas pracowałam. W tym czasie zaszłam w ciążę, a jakby tego było mało, to jeszcze wzięliśmy młodego setera irlandzkiego, który potrzebował mnóstwo spacerów. Mieliśmy też kota, a mąż w połowie moich studiów dostał kontrakt w Londynie i wyjechał na osiem miesięcy. Wszystko na wariackich papierach, ale dyplom obroniłam - wspomina nasza rozmówczyni. 

Dopytywana, czy nie lepiej było pójść na podyplomówkę, odpowiada: - Byłam. Dokładnie na kursie kwalifikacyjnym: Zarządzanie Oświatą. Ale nie miałam przekonania, że podwyższył moje kwalifikacje. 

Wcześniej zrobiła też kurs z oligofrenopedagogiki i terapii pedagogicznej. Z czasem poszła także na studia podyplomowe: inspektor ochrony danych.

Redakcja poleca

Oficjalne statystyki Głównego Urzędu Statystycznego i Systemu Informacji Oświatowej nie podają liczby nauczycieli, którzy ukończyli dwa i więcej kierunków studiów. Skupiają się na podaniu konkretnego stopnia naukowego i uprawnień do nauczania danych przedmiotów. Z danych MEN wynika, że blisko 40 proc. badanych nauczycieli uczy co najmniej dwóch przedmiotów. A to oznacza, że pedagog musi mieć skończone studia kierunkowe (magisterskie, licencjackie) lub odpowiednie studia podyplomowe (często dostępne jako pakiety "2 w 1", np. biologia z przyrodą czy plastyka z techniką). 

Oficjalną rekordzistką Polski w liczbie ukończonych studiów jest nauczycielka akademicka i psycholog, dr Dorota Monika Zwierzyńska-Symonajc. Studiuje nieprzerwanie od 24 lat i według najnowszego wpisu w Biurze Rekordów skończyła 35 kierunków studiów. Ma doktorat z nauk społecznych i magisterki m.in. z psychologii, prawa, pedagogiki, socjologii i kryminologii. 

Szkoła
Fot. Daniel Mróz/Forum
Szkoła

"Braki w dokumentacji to norma"

Anna Krause w rodzinie nie miała ani prawnika, ani nauczyciela. O tym, że zostanie prawnikiem oświatowym zadecydowało, że wcześniej pracowała na różnych stanowiskach. - Jestem miłośniczką gier planszowych, więc powiem też tak: jakie karty dobierze się na początek, z takich zasobów się potem korzysta - dopowiada.

Dziś zatrudnia cztery osoby, miesięcznie ma ok. 20 klientów. To przede wszystkim ci, którzy wygrali konkurs na dyrektora szkoły albo są nim bardzo krótko. Proszą o napisanie lub aktualizację statutu szkoły, opracowanie regulaminów (rady rodziców, samorządu uczniowskiego, rady pedagogicznej) i samych procedur (pomocy psychologiczno-pedagogicznej, standardów ochrony małoletnich), a także sprawozdań z nadzoru pedagogicznego. W grę wchodzi też audyt placówek, szczególnie przed oceną własnej pracy (przeprowadzana przez kuratorium co pięć lat). 

- Braki w dokumentacji to norma, przede wszystkim tej związanej z pomocą psychologiczno-pedagogiczną. Choć bywa i tak, że brakuje podstawowych rzeczy, w tym księgi uczniów, instrukcji przeciwpożarowej, zarządzeń dyrektora i uchwał rady pedagogicznej - wylicza prawniczka. 

Redakcja poleca

A sprawy niestandardowe? Tych, jak zapewnia nasza rozmówczyni, też nie brakuje. Przykładem choćby wypadek w szkole, kiedy uczeń wpada w szał, demoluje wszystko, po czym nagle traci przytomność. - Co z tego, że ocucił się po trzech minutach, skoro dyrektor ograniczył się do wezwania rodziców i zrobienia notatki  służbowej. A powinien od razu wezwać karetkę. O, albo telefon sprzed kilku miesięcy: dzwoni dyrektor i mówi, że na zakończeniu roku nauczycielka nie wręczyła dziecku świadectwa, bo nie przyniosło pełnej dokumentacji, w tym zaświadczenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Dyrektor wiedział, że zachowanie pedagoga było nieprawidłowe, więc zadzwonił do kuratorium. To poinformowało, że powinien złożyć zawiadomienie. "Zweryfikujemy, czy należy wszcząć postępowanie dyscyplinarne" - usłyszał w słuchawce. Jeden ze związków zawodowych zaczął potem straszyć dyrektora, że sam zgłosi go do kuratorium, bo powinien chronić nauczyciela, a nie nagłaśniać sprawę - opowiada. 

Zastrzega, że dyrektor postąpił prawidłowo, a błąd był po stronie nauczyciela, który nie może nie wydać świadectwa. - Nauczyciel mógł tego nie wiedzieć, ale jego reakcja była nieadekwatna. Można było iść z rodzicami do dyrektora i porozmawiać - dopowiada.  

Dyrektorzy szkół często obawiają się kierowania zawiadomień do sądu rodzinnego lub organów ścigania. Nie mają świadomości, że w określonych sytuacjach podjęcie takich działań stanowi ich ustawowy obowiązek. Dotyczy to w szczególności przypadków uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa, ujawnienia przejawów demoralizacji lub czynów karalnych nieletnich, a także stwierdzenia okoliczności wskazujących na zagrożenie dobra dziecka, w tym zaniedbań opiekuńczych i wychowawczych ze strony rodziców. 

"Siedem pism w tygodniu"

- A były sytuacje, kiedy trudno było uwierzyć, że to się dzieje w polskiej szkole? - dopytujemy. 

- A mało to tego! Pani dyrektor, z którą współpracuję, ma nauczyciela, który za każdym razem, kiedy musi coś zrobić, pisze pismo do dyrekcji o podanie podstawy prawnej i uzasadnienia. To drobne sprawy jak np. uzupełnienie dziennika czy rozmowa z uczniem. Potrafi przygotować siedem takich pism w tygodniu, tydzień w tydzień. A jak dostanie odpowiedź, to pisze kolejny pismo z prośbą o dokładniejsze wyjaśnienie. Przed nią odpowiedzi na 50 takich próśb - odpowiada Anna Krause.

Ocenia, że dyrektorzy narzekają przede wszystkim na nadmierną biurokrację i brak wsparcia. - Nie dość, że są przeciążeni liczbą obowiązków, to dodatkowo przytłoczeni nadmiarem odpowiedzialności. Nawet jak mogą korzystać z prawnika gminnego, to brakuje im pomocnej dłoni w sytuacjach nagłych. A przecież co chwilę ktoś przychodzi: nauczyciel, rodzic, a to dzwoni urzędnik, kuratorium. Spraw do załatwienia jest tak dużo, że nie da się tego ogarnąć, a spada to na barki jednej osoby. W korporacjach są od tego osobne działy: prawny, marketingu, HR, zaopatrzenie, księgowość... - wylicza. 

Redakcja poleca

Z danych Lexometr Oświatowy 2025 wynika, że dla dyrektorów szkół i przedszkoli największymi wyzwaniami są: organizacja pracy placówki (56 proc.), w tym wakaty na stanowisku nauczycieli i realizacja pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz przepisy prawa (44 proc.). Dopiero na dalszych miejscach: infrastruktura i zasoby (32 proc.) nauczanie (30 proc.), uczniowie (28 proc.), nauczyciele (27 proc.) i rodzice (22 proc.).

Dyrektorów pytano też wprost o ocenę przepisów prawa oświatowego. Nadal 47 proc. badanych uważa, że jest ono niejasne (wzrost o dwa pkt. proc.). Zwracają przy tym uwagę, że największymi problemami są: niedopracowanie zmian (60 proc.), chaos organizacyjny (55 proc.), zbyt mało czasu na wdrożenie (54 proc.) i brak konsultacji ze środowiskiem oświatowym (51 proc.). Wskazują też na zmieniające się, niejednoznaczne i trudne do interpretacji przepisy, które często nie przystają do realiów szkolnych. 

Co wzbudza największe wątpliwości? Standardy Ochrony Małoletnich, awans zawodowy nauczycieli, rozliczanie godzin ponadwymiarowych i prowadzenie dokumentacji. "Skoro MEN określa komu przysługują dodatki i za co oraz ustala warunki pracy, poprzez określenie liczebności oddziałów - winno również określać minimalne stawki tych dodatków, a nie 'od Sasa do lasa'" - przyznawali wprost.  

"Do 30 godzin tygodniowo"

Anna Krause nie planuje teraz zmiany specjalizacji (i zostania np. prokuratorem, choć o tym marzyła). Za to myśli o zrobieniu doktoratu i podejściu do egzaminu zawodowego na radcę. Zastrzega jednak, że to bardziej kwestia ambicji. - Miałabym i tytuł, i nadal robiłabym to samo, co teraz - deklaruje. 

Jak na razie coraz większą wagę przywiązuje do zachowania równowagi między pracą a życiem prywatnym. - Nie zależy mi na tym, by z każdym rokiem zarabiać więcej kosztem czasu dla siebie i bliskich. Celem jest ograniczenie czasu pracy maksymalnie do 30 godzin tygodniowo. Czy to możliwe? Czas pokaże - kwituje.
Źródło: Radio ZET