`

Matura 2026. Wybory maturzystów zaskakują. Jakie przedmioty są teraz na topie?

4 min. czytania
23.03.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Mniej przedmiotów rozszerzonych, wcześniejsze decyzje, a przede wszystkim poporządkowanie się wymogom uczelni. Tegoroczni maturzyści ostatecznie zdecydowali, co i na jakim poziomie będą zdawać na maturze 2026. Czym się kierowali przy podejmowaniu decyzji i jak zmieniły się maturalne mody?

Uczestnik egzaminu siedzi przy biurku z kartkami w ręku, widoczne plecy innych osób.
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie przedmioty rozszerzone najczęściej wybierają maturzyści.
  • Dlaczego uczniowie wybierają mniej przedmiotów rozszerzonych.
  • Co wpływa na wybór przedmiotów rozszerzonych przez maturzystów.

Piotrek, tegoroczny maturzysta z woj. świętokrzyskiego, na maturze oprócz obowiązkowych podstaw zdaje rozszerzoną matematykę, angielski i informatykę. - Zostało 1,5 miesiąca, nie tak dużo czasu, trzeba się już mocno przyłożyć do przygotowań – mówi licealista. Najtrudniejsza dla niego będzie matematyka.

Ale wycofać się już nie może. W tym roku termin składania deklaracji maturalnych minął 9 lutego. Centralna Komisja Egzaminacyjna jeszcze nie podsumowała tegorocznych wyborów maturzystów, ale od kilku lat najczęściej młodzież jako przedmioty rozszerzone wskazywała angielski i matematykę. W tm roku zapewne nie będzie inaczej. Poza tym trendy ewidentnie się zmieniły.

Matura 2026. Mniej przedmiotów, wcześniejsze decyzje

- Jeszcze kilka lat temu wybory były liczne, młodzież wybierała po kilka przedmiotów, często zróżnicowanych, np. historię i matematykę. Teraz są bardziej konkretni w swoich wyborach i na pewno tych przedmiotów jest mniej. Zdecydowanie liczba przedmiotów się zmniejszyła – zauważa Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie. Dodatkowo maturzyści ułatwiają sobie podejście do matury, bo coraz częściej wybierają przedmiot dodatkowy taki sam jak obowiązkowy.

Aby zdać maturę, maturzyści muszą uzyskać minimum 30 proc. z trzech pisemnych przedmiotów na poziomie podstawowym, czyli polskiego, matematyki i języka obcego i z dwóch egzaminów ustnych, czyli z polskiego i jęz. obcego. Do tego trzeba podejść do co najmniej jednego rozszerzenia i właśnie, jak tłumaczy dyrektorka VI LO w Lublinie, maturzyści rozszerzają często polski, angielski czy matematykę, czyli przedmioty z podstawy. - Wiele zależy od szkoły, ale u nas uczniowie są mocno ukierunkowani. Przypadkowych wyborów raczej nie ma – mówi Maciej Rusiecki, dyrektor V LO w Warszawie.

Redakcja poleca

Wylicza, że maturzyści najczęściej wybierają dwa przedmioty, ewentualnie trzy w układzie: dwa przedmioty rozszerzone plus angielski. - Pięć rozszerzeń już się nie zdarza, nie uprawiają sztuki dla sztuki – mówi Rusiecki. Dodaje, że już w pierwszej klasie coraz więcej młodzieży wie, co będzie zdawać. - Kiedyś wybierali więcej przedmiotów i decydowali o tym późno. Teraz często już od pierwszej czy drugiej klasy wiedzą, co będą zdawać i te decyzje się nie zmieniają – zgadza się Kamińska.

Uczelnie wyznaczają maturalne trendy

Podstawowym wyznacznikiem są tu jednak zasady rekrutacji na studia. Przypomnijmy, na zdecydowaną większość  kierunków nie ma egzaminów wstępnych. Wyniki maturalne pełnią taką funkcję. Uczelnie podają, jakie przedmioty na rozszerzeniu są wymagane, by dostać się na dane studia. Stąd Piotrek wybrał trzy przedmioty: informatyką zawsze się interesował, ale matematyka ma wysoki przelicznik na studia. A chce iść na cyberbezpieczeństwo. Angielski zdaje na zasadzie sprawdzenia się i gdyby matematyka mu wyjątkowo nie poszła.

- Trendy wyznaczają uczelnie. Uczniowie patrzą w zasadzie jedynie na warunki rekrutacji. Mówią mi wprost: „polskim się nie interesuję, ale mnożnik jest duży, dlatego zaryzykuję i będę zdawać polski rozszerzony”. Tym bardziej, że na rozszerzeniu jest tylko wypracowanie, więc warte to jest ryzyka – opowiada Dariusz Chętkowski, polonista z Łodzi, prowadzący BelferBlog. Działa to też w drugą stronę. - Jeśli pracownicy uczelni faworyzują matematykę przy rekrutacji np. na studia prawnicze, to powodują, że przyszli prawnicy mogą mieć braki polonistyczne, a prawnikowi przydałaby się jednak ogłada humanistyczna, umiejętność poprawnego pisania, mówienia – dodaje Chętkowski.

Redakcja poleca

Żeby pomóc uczniom, którzy zdecydowali się zdawać rozszerzenie z przedmiotu, którego np. z racji innego profilu uczyli się w wymiarze podstawowym, szkoły dają możliwość przychodzenia na lekcje do innych klas. I tak np. w liceum Chętkowskiego zdarza się, że maturzyści z klas, w którym polski jest na poziomie podstawowym, siedzą też na lekcjach klas trzecich z rozszerzonym polskim i w ten sposób nadrabiają zaległości. - Uczą się, bo odkryli, że polski im się opłaca, nie że są humanistami – zaznacza Chętkowski.

Matura rozszerzona z progiem 30 proc.?

Na niekiedy mocno zaskakujące pomysły młodzieży zwróciła też uwagę jakiś czas temu Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu. Zazwyczaj jednak takie wybory kończą się kiepskimi wynikami. - W ubiegłym roku np. uczniowie wybrali filozofię, którą mieli tylko w pierwszej klasie. Przez trzy lata w ogóle jej się nie uczyli. Twierdzili, że po prostu chcieli się sprawdzić. Otrzymali średnio 10 proc. - wspomina Pośpiech. W tym roku np. jeden uczeń, który miał na semestr zagrożenie z matematyki, wybrał rozszerzenie z tego przedmiotu. Nauczyciele mocno się zdziwili, widząc jego deklarację, ale uczeń ma do tego prawo. - Do niektórych trudno jest znaleźć klucz – stwierdza Pośpiech.

Wciąż też zdarzają się uczniowie, którzy idą na egzamin na zasadzie: "bo trzeba", "byle zdać", a nie dlatego, że zależy im na punktach. - Nie powinno być takich sytuacji, że uczeń z klasy humanistycznej wybiera chemię, nie ma zrealizowanego programu z tego przedmiotu i nic w tym kierunku nie robi. Nauczyciele się słusznie denerwują, bo jego wynik zaniża potem wynik szkoły i ich. Trzeba to uporządkować, żeby matura miała wartość. Dopóki nie będzie progu zaliczeniowego z rozszerzenia, to uczniowie nie będą rozsądnie do tego podchodzić – stwierdza Beata Pośpiech.

A były już takie pomysły. 30 proc. próg zaliczeniowy z przedmiotów rozszerzonych miał wejść w życie najpierw w 2023 roku, a potem w 2025. Ostatecznie zdecydowano, że nowy przepis będzie obowiązywał dopiero od 2028 roku, ale i to nie jest pewne. - Brak progu to ukłon w stronę uczelni, które mają problem z naborem w czasie niżu i przyjmują prawie wszystkich. W ten sposób dochodzi do paradoksów i na studiach inżynierskich są osoby, których średnia z matematyki rozszerzonej wyniosła 20 proc., albo na polonistykę idą osoby, które nie zdawały rozszerzenia z polskiego – mówi Dariusz Chętkowski. Podobnie jak dyrektorka I LO w Zgierzu uważa, że wymagany próg powinien być, to by zmieniło sposób nauczania i podejście młodzieży.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET