Nawet pół tysiąca szkół do likwidacji. O pracę dla tych nauczycieli będzie najtrudniej
Zaczęło się od zmniejszania liczby grup i klas, łączenia w zespoły i odbierania kadrze nadgodzin. Niż demograficzny jest jednak nieubłagany. W całej Polsce coraz więcej samorządów planuje likwidację przedszkoli, szkół i zwolnienia. Pracy według przewidywań dyrektorów nie zabraknie jednak jeszcze przez lata dla nauczycieli jednego przedmiotu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co dzieje się w żłobkach i przedszkolach w związku z niżem demograficznym.
- Co planują samorządy względem szkół podstawowych pryz braku uczniów.
- Co się stanie z budynkami szkolnymi objętymi niżem demograficznym.
- Które grupy nauczycieli są najbardziej narażone na utratę pracy.
W licem Małgorzaty (woj. świętokrzyskie, miasto powiatowe) oprócz niej polskiego uczą jeszcze cztery nauczycielki. Polonistka nie pamięta, kiedy ostatni raz miała nadgodziny. Trzy lata temu – to akurat pamięta dokładnie – zmniejszyli jej etat do trzech czwartych. Potem i to nie wystarczało, więc nieoficjalnie umawiają się między sobą, która idzie na urlop do poratowania zdrowia. Najpierw poszła najstarsza polonistka, potem przyszła kolej na Małgorzatę. Teraz namawiają następną, żeby skorzystała z takiego prawa i ocaliła tym samym etaty koleżanek. - Inaczej któraś musiałaby odejść, a gdzie znaleźć pracę w takiej miejscowości? Tu o pracę trudno. To nie Warszawa – opowiada polonistka.
Przedszkola do likwidacji
Nawet w Warszawie brak dzieci daje się we znaki i praca w oświacie nie jest już taka pewna. Na razie niż demograficzny odczuły mocno żłobki i przedszkola. 200 wolnych miejsc we wrześniu oferowały m.in. miejskie żłobki w Białymstoku, Szczecinie, czy Katowicach. Ponad 400 czekało na najmłodszych mieszkańców Lublina, a jeszcze więcej, bo prawie 800, na Wrocławian. Dyrektorzy żłobków wspominali jeszcze niedawne lata, gdy na listach rezerwowych czekało po 100, 200 kandydatów. Teraz kolejek i chętnych brak, do czego oprócz niżu przyczynił się rządowy program „Aktywny rodzic”.
Samorządy dwoją się i troją, żeby ocalić też pustoszejące przedszkola. Już w zeszłym roku np. Starachowice przenosiły sześciolatków z zerówek w podstawówkach do przedszkoli, Lublin łączył przedszkola i szkoły w zespoły, a Warszawa zmniejszała liczby oddziałów. Ale ewidentnie na tym się nie skończy.
W lutym tego roku warszawscy radni zdecydowali, że siedem przedszkoli ma otwartą drogę do likwidacji, głównie to placówki ze Śródmieścia, które się starzeje. W pobliskim Legionowie rok temu po raz pierwszy od 13 lat trzeba było przeprowadzić rekrutację uzupełniającą. Ostatecznie miejsca się nie zapełniły. - W tym roku będzie dużo gorzej – zapowiada od razu Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. I wyjaśnia: - Mamy zapełnionych sześć oddziałów, ogłosiliśmy rekrutację otwartą do jeszcze jednego, ale jest tylko szóstka dzieci chętnych, więc nie jestem przekonana, czy on powstanie.
Nauczyciele tracą pracę
Niż zajrzał także do przedszkola należącego do Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi. Rok temu zmniejszono tu liczbę oddziałów o jeden. - Wróciliśmy do układu sprzed kilkunastu lat, kiedy mieliśmy cztery oddziały. Potem musieliśmy zwiększyć liczbę miejsc, więc salę gimnastyczną przeznaczyliśmy na piąty oddział – wspomina Michał Różański, dyrektor ZSP nr w 4 w Łodzi.
Jak mówi, zmniejszenie liczby grup nie wpłynęło na razie na zmiany kadrowe, bo o nauczycieli wychowania przedszkolnego było przez lata trudno, stąd ratowano się nadgodzinami albo zatrudniano osoby bez uprawnień za zgodą kuratora oświaty. - W ubiegłym roku kuratorium już nie wyrażało zgody na takie rozwiązanie. Zeszliśmy też do samych etatów, bez nadgodzin – tłumaczy Różański. Jak będzie teraz? Przeliczył to już np. Lublin. Mimo zamknięcia kilkunastu zerówek i łączenia podstawówek z przedszkolami w zespoły, już wiadomo, że zwolnienia będą nieuniknione.
- W ubiegłym roku zwolniliśmy z naszych przedszkoli 22 nauczycielki, w tym roku będzie to również ok. 30 nauczycielek – wyliczył w rozmowie z reporterem Radia ZET Mateuszem Kasiakiem Mariusz Banach, zastępca prezydenta Lublina do spraw edukacji. Dla wyjaśniania sytuacji wiceprezydent podaje kolejne dane: - W Lublinie w zeszłym roku urodziło się nieco ponad półtora tysiąca dzieci. Oznacza to, że za jakiś czas nie będzie połowy klas, szkół, a także nauczycieli.
Bo niż dojdzie i do podstawówek. - Najpierw skończy się praca na 1,5 etatu i praca w dwóch szkołach. Potem stopniowo będziemy rezygnować z pracy emerytów – przewiduje Dorota Kuchta. I chociaż dyrektorzy podstawówek wyliczają, że niż dopadnie ich szkoły za trzy, cztery lata, to w niektórych regionach ten plan się już spełnia. Bożena, nauczycielka wychowania wczesnoszkolnego spod Olsztyna, rok temu osiągnęła wiek emerytalny, ale została w szkole. Chciała jeszcze dokończyć klasę, mieć dodatkowe pieniądze do emerytury, poczekać na nagrodę jubileuszową. - Co prawda ostatecznej decyzji jeszcze nie mam, ale dyrekcja już kilka tygodni temu sugerowała mi, że będę musiała odejść, bo dla młodej koleżanki, która teraz oddaje trzecią klasę, nie będzie godzin – opowiada. Dotychczas w jej szkole były cztery klasy pierwsze. Teraz nie wiadomo, czy utworzą się dwie.
W szkole biblioteka albo dom seniora
Ewentualne zwolnienia najpierw więc dotkną nauczycieli klas 1-3, a potem wraz z niżem pójdą dalej. Przede wszystkim może być problem z godzinami dla kadry takich przedmiotów jak muzyka, czy technika. - Z końcem tego roku oddajemy trzy klasy ósme, a potem mamy już tylko po dwie na poziomie, czyli np. będzie jedynie osiem godzin muzyki. To nawet nie jest pół etatu. Dlatego poprosiłem emerytowaną nauczycielkę, żeby dalej uczyła – mówi Różański.
Przewiduje, że jeśli chodzi o pracę dla nauczycieli, to wrócimy do systemu dopełniania, uzupełniania etatów – tak jak za czasów gimnazjów. - Szkoły będą podpisywać porozumienia, na podstawie których ustalona będzie rdzenna placówka nauczyciela, a w pozostałych będzie on uzupełniał etat – wyjaśnia dyrektor ZSP nr 4 w Łodzi. W cenie będą wieloprzedmiotowcy. To zjawisko też już się zaczęło, historycy dopełniają etaty, ucząc WOS-u, wuefiści edukacji zdrowotnej albo edukacji dla bezpieczeństwa. Zakres ten pewnie się jeszcze zwiększy.
Zdaniem Kuchty nauczyciele matematyki na pewno mogą się czuć bezpieczniejsi. Tych od lat brakuje, więc nadmiar w tej dziedzinie raczej długo szkołom nie grozi. - Na przyszły rok szkolny dopiero przygotowujemy arkusz, ale już wiemy, że na pewno potrzebny nam będzie matematyk – mówi dyrektorka. Na końcu tej drogi, jak mówi Różański, czeka nas być może zmiana sieci szkół i ich obwodów. I to też powoli nabiera kształtów w niektórych samorządach.
Lublin jeśli zdecyduje się na likwidację i zmianę obwodów, przeniesie do szkolnych budynków najpewniej miejskie filie biblioteki publicznej (te w większości znajdują się w wynajętych budynkach). Rozwiązaniem jest też tworzenie w szkołach domów kultury czy seniora. W całym województwie w tym roku zaakceptowano już wygaszenie kilkudziesięciu placówek i jak zapowiada Tomasz Szabłowski, lubelski kurator oświaty, będzie tego więcej. Jak dowiedział się Mateusz Kasiak, na Podkarpaciu 16 placówek zaplanowanych jest do likwidacji, m.in. w Jaśle, Dąbrówce i przedszkole w Nowym Siole.
Nie lepiej jest na Podlasiu, gdzie w tej chwili rozpatrywanych jest 15 wniosków o likwidację lub przekształcenie. W zeszłym roku takich wniosków było 12. Rozwiązaniem na to może być przekazywanie szkół stowarzyszeniom. Takie rozwiązaniem też jest już znane w edukacji z tym, że wtedy nauczyciele nie są zatrudnieni na Karcie nauczyciela, ale na podstawie Kodeksu pracy, co oznacza brak wielu przywilejów.
Mniej uczniów, mniej szkół
Na końcu niż przyjdzie do szkół ponadpodstawowych. Licea mogą odczuć to już tak naprawdę za rok. Wtedy odejdzie bowiem ostatni tzw. podwójny rocznik, efekt reformy minister Zalewskiej. - I naprawdę będzie trudno. A ten potężny niż dotknie nas dopiero za kilka lat – zapowiada Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu. Schemat będzie zapewne podobny jak w wypadku przedszkoli i podstawówek. Chociaż Pośpiech przewiduje jeszcze jeden, zupełnie inny scenariusz.
- Owszem, będzie mniej uczniów, ale będzie też coraz mniejsza kadra. Nasza np. w większości składa się z osób po pięćdziesiątce, które za chwilę – wraz z niżem - będą odchodziły na emeryturę. Trudno przewidzieć, jak to się ułoży, ale być może braki kadrowe będą nadal pomimo niżu, bo ewidentnie mamy dziurę pokoleniową – mówi Pośpiech.
Związek Nauczycielstwa Polskiego szacuje się, że w najbliższych latach może ubyć nawet pół tysiąca szkół. W ostatnich 20 latach liczba uczniów w polskich szkołach zmalała bowiem prawie o milion. Przyszłość nie zapowiada się lepiej. Według GUS-u do 2060 roku liczba ludności zmniejszy się u nas aż o 6,6 mln osób. Wcześniejsze, nawet najbardziej pesymistyczne, prognozy dotyczące lat 2023–2060 nie przewidywały takich wartości. MEN sugerując się prognozami GUS, przewiduje, że do 2060 roku liczba dzieci zmniejszy się nawet o 30 proc.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET