MEN podało dane o frekwencji na edukacji zdrowotnej. "W liceach panuje jedna zasada"
W roku szkolnym 2025/2026 w zajęciach z edukacji zdrowotnej uczestniczyło ponad 920 tys. uczniów, czyli około 30 proc. wszystkich uprawnionych – ogłosiło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zainteresowanie nowym przedmiotem, zgodnie z przewidywaniami nauczycieli, maleje wraz z wiekiem uczniów.
- Nauczyciele poprosili mnie, żeby kupić na lekcje sokowirówki, tostery, air fryery i pokazują uczniom, jak przygotować zdrowe posiłki. W ramach zajęć wychodzą też do sklepu z klasami i uczą młodzież, które produkty wybierać, na co zwracać uwagę. Kupiliśmy też gumy do gimnastyki, więc wuefiści pokazują uczniom, jak można tanio zadbać o sylwetkę – opowiada Natalia Pacocha, dyrektorka SP nr 7 w Łodzi. Efekt? Na edukację zdrowotną chodzi blisko 70 proc. uczniów podstawówki.
Ale są też szkoły, jak np. VI LO w Lublinie, gdzie nie utworzyła się ani jedna grupa z tego przedmiotu. - Rozmawialiśmy z rodzicami, z uczniami, przedstawialiśmy program, ale niestety, jak już ktoś był chętny, to dowiadywał się, że jest w mniejszości, że nikt z jego klasy nie będzie chodził, więc też rezygnował – opowiada Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie.
Edukacja zdrowotna. MEN podaje frekwencję
Edukacja zdrowotna to nowy przedmiot, który wszedł do szkół od września 2025, zastępując fakultatywne wychowanie do życia w rodzinie. Edukacja zdrowotna miała być przedmiotem obowiązkowym, ale MEN zmieniło zdanie tuż przed wyborami prezydenckimi. Mimo zaleceń ekspertów nowy przedmiot również stał się fakultatywny. I zgodnie z przewidywaniami nauczycieli w wielu przypadkach podzielił los WDŻ.
Dane o frekwencji mieliśmy poznać w październiku, ale MEN tłumaczyło, że jeszcze zbiera dane i musi je przeanalizować. 13 listopada opublikowało w końcu statystyki. A z nich wynika, że najwięcej uczestników edukacji zdrowotnej jest w szkołach podstawowych - 804 539 uczniów (40,36 proc. uprawnionych). W liceach z nowego przedmiotu korzysta 55 003 uczniów (10,08 proc.), w technikach 30 729 (7,78 proc.), w branżowych szkołach I stopnia 27457 (14,40 proc.), a w szkołach artystycznych 3083 (18, 33 proc.).
Jak to wygląda w podziale na województwa? Dane pokazują ewidentny podział na wschód i zachód kraju. Największa frekwencja jest bowiem w woj. wielkopolskim (38,6 proc.), lubuskim (38,3 proc.) i kujawsko-pomorskim (37,26 proc.). Najniższa na Lubelszczyźnie (21,7 proc.), Podlasiu (21,5 proc.) i na Podkarpaciu (17,19 proc.). Tak wyglądają dane z pozostałych województw:
- Dolnośląskie – 29,9 proc.
- Łódzkie – 32,66 proc.
- Małopolskie – 22,27 proc.
- Mazowieckie – 25,8 proc.
- Opolskie – 32,30 proc.
- Pomorskie – 29,5 proc.
- Śląskie – 31,7 proc.
- Świętokrzyskie – 28,54 proc.
- Warmińsko-Mazurskie – 32 proc.
- Zachodniopomorskie – 34,6 proc.
Jak podaje MEN, udział uczniów uczęszczających na edukację zdrowotną w wybranych miastach oscyluje w większości między około 20 proc. a 35 proc. Najwyższy odsetek zainteresowania edukacją zdrowotną odnotowano w Gorzowie Wielkopolskim (35,66 proc.), a najniższy w Rzeszowie (14,49 proc.).
Frekwencja na edukacji zdrowotnej. "Panuje jedna zasada"
Według MEN frekwencja była zależna od „organizacji pracy szkoły, umiejscowienia przedmiotu w planie lekcji, uwarunkowań lokalnych, specyfiki szkoły”. To tyle z wniosków, które przedstawiło ministerstwo wraz z danymi. Nauczyciele i dyrektorzy szkół zwracają uwagę na szereg innych aspektów wpływających na poziom frekwencji. - Im bliżej egzaminu ósmoklasisty, tym niższa frekwencja – mówi np. Natalia Pacocha, dyrektorka SP nr 7 w Łodzi.
Młodzież wypisuje się tak naprawdę ze wszystkich fakultatywnych zajęć, chcąc zaoszczędzić czas na naukę. W młodszych klasach wygrywa też aspekt opiekuńczy – dzieci kończą lekcje jeszcze stosunkowo wcześnie, rodzice chcąc mieć zapewnioną dłuższą opiekę nad dziećmi dopóki nie skończą pracy, przychylniej patrzyli więc na dodatkowe lekcje z edukacji zdrowotnej.
W szkołach ponadpodstawowych ten argument odpada. W zamian króluje inna zasada. - Jak coś jest nieobowiązkowe, to tego nie ma – stwierdza z przykrością Marzena Kamińska. Młodzież mając ponad 30 godzin tygodniowo w szkole, jeśli tylko może na coś nie chodzić, to z tego korzysta. - Choć nie oszukujmy się, nie zawsze wykorzystuje ten czas na naukę. Większość wraca do domu i spędza czas w mediach społecznościowych. Nie przeznacza tego czasu na rozwój – zaznacza Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu.
U niej w szkole udało się utworzyć trzy grupy edukacji zdrowotnej, w sumie chodzi na nie niewiele ponad 50 osób. - A powinni wszyscy, bo młodzi mają bardzo dużo problemów i bardzo małą wiedzę na ich temat pomimo powszechnej dostępności tej wiedzy – zaznacza i żałuje, że edukacja zdrowotna nie jest obowiązkowa, tak jak najpierw to zapowiadano.
Czy edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa?
– Polityka zabiła najzdrowszy przedmiot w polskiej szkole. Zamiast lekcji o zdrowiu, mamy lekcję o tym, jak łatwo politycy potrafią zmarnować coś naprawdę dobrego. Edukacja zdrowotna została upolityczniona już na starcie, w roku wyborczym, gdy Rafał Trzaskowski i jego sztab postanowili sięgnąć po głosy konserwatywnych wyborców, grając va banque. Ofiarą tej gry padli uczniowie. Czas wziąć za to odpowiedzialność, przeprosić i zakasać rękawy, żeby los edukacji zdrowotnej w nowym roku szkolnym był bardziej optymistyczny, czyli obowiązkowy - komentuje Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej, tegoroczny maturzysta.
Oczywiście, jak przyznają nauczyciele, to kiedy odbywa się edukacja zdrowotna, też ma znaczenie. A ze względu na fakultatywność jest zazwyczaj z samego rana albo po południu. - Jeśli uczeń ma też np. dodatkowo czekać godzinę na takie zajęcia, to niestety, zawsze wybierze wcześniejszy powrót do domu - mówi Anna Panek, dyrektorka VIII LO w Łodzi. Inaczej planu przy łączonych grupach u niej w szkole nie udało się jednak ułożyć. W efekcie chętnych na edukację zdrowotną brak.
Duży wpływ na frekwencję ma też to, kto prowadzi te zajęcia. - Jeśli nauczyciel jest lubiany, w dodatku praktycznie i z pomysłem prowadzi lekcje, to chętni się znajdą - mówi Natalia Pacocha. Dla porównania podaje tu przykład religii, także nieobowiązkowej. - Katechetka prowadzi u nas też koło wolontariatu, organizuje różne zewnętrzne akcje pomocowe i dzieci chodzą do niej na lekcje, chociaż mówi się, że frekwencja w szkołach z każdym rokiem na religii spada - mówi dyrektorka SP nr 7 w Łodzi.
Według danych przedstawionych przez MEN w roku szkolnym 2024/2025 w wychowaniu do życia w rodzinie, które zostało zastąpione przez edukację zdrowotną, brało udział 33 proc. uczniów. Do edukacji zdrowotnej głośno zniechęcał episkopat oraz prawicowi politycy, którzy bali się jednego z rozdziałów nowego przedmiotu dotyczącego zdrowia seksualnego.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET