`

Siatka jedzenia, swoje długopisy i tak 10 godzin. Jak wygląda praca egzaminatora maturalnego?

7 min. czytania
31.10.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- Kiedyś w niektórych szkołach dostawaliśmy obiady. Były też takie czasy, że dawano nam chociaż długopisy, bo egzaminator musi mieć czarny i niebieski, a weryfikator i przewodniczący - zielony. Dziś dostajemy paczkę herbaty, najtańszą rozpuszczalną kawę i ręczniki papierowe. Trochę żałosne prawda? - o warunkach pracy egzaminatorów maturalnych w rozmowie z RadioZET.pl opowiada nauczycielka jęz. polskiego.

Matura
fot. Karol Makurat/REPORTER

Po naszym artykule opisującym, jak wygląda praca polonistów w szkole, którzy często wolą przekwalifikować się, niż sprawdzać dziesiątki sprawdzianów i wypracowań po godzinach, dostaliśmy wiele wiadomości od nauczycieli tego przedmiotu. Przyznawali w nich, jak bardzo przeciążeni są nadmiarem obowiązków. Jedna z polonistek zwróciła też uwagę na trudną pracę egzaminatorów i weryfikatorów sprawdzających matury z polskiego.

Centralna Komisja Egzaminacyjna często jest krytykowana za błędy, które potem w pracach znajdują maturzyści i cały system egzaminów. Nauczycielka zachowując anonimowość, zgodziła się więc opowiedzieć, jak dzień po dniu pracują egzaminatorzy i skąd ewentualne problemy.

„Mało kto wie, jak naprawdę wygląda praca egzaminatora i weryfikatora maturalnego” - napisała mi pani. Jak zatem wygląda taka praca dzień po dniu?

Polonistka, przewodnicząca zespołu egzaminatorów z Mazowsza: - Zanim przejdziemy do egzaminów, zaznaczmy, że pracujemy standardowo przez cały tydzień w szkole. Jest to maj, czas matur ustnych, więc codziennie egzaminujemy, a jak nie to prowadzimy normalne lekcje, więc też robimy klasówki, kartkówki i potem je sprawdzamy.

W środę przed pierwszym weekendem sprawdzania matur po pracy pędzę, żeby uczestniczyć w pięciogodzinnym szkoleniu w OKE - zazwyczaj trwa ono od godz. 15 do 20. Dostajemy wtedy wytyczne, jak szkolić egzaminatorów, na co zwracać uwagę podczas sprawdzania tegorocznego egzaminu. Mózg po szkole już paruje, jesteśmy zmęczeni, ale słuchamy, uczymy się. Bo w piątek po pracy muszę przeprowadzić szkolenie mojemu zespołowi i przekazać każdemu wytyczne. To kolejne 4-5 godz. I od soboty od rana zaczynamy.

Od rana, czyli?

- O godz. 8 już wszyscy są w szkole. 20 egzaminatorów z zespołu sprawdza matury, ja weryfikuję pierwszy arkusz, który ocenili, koryguję, poprawiam ewentualne błędy. Jeśli potem ktoś ma wątpliwości, to zgłasza się do mnie i konsultujemy się. Każdą pracę poniżej 30 proc. przeglądam, weryfikuję, czy na pewno jest to dobry wynik. Wspiera mnie w tym weryfikator. I tak pracujemy do godz. 18. Wtedy wręcz sama mówię: wychodzimy, zamykam. Więcej nie wolno, po prostu jesteśmy zmęczeni.

Jakieś przerwy, macie np. obiad?

- Kiedyś mieliśmy. Jak sprawdzaliśmy egzaminy w szkołach, w których były stołówki, bufety, to dostawaliśmy obiady. Były też takie czasy, że dawano nam długopisy, bo egzaminator musi mieć czarny i niebieski, a weryfikator i przewodniczący zielony. Dziś obiad jest we własnym zakresie. Każdy przychodzi ze swoją siateczką jedzenia. I z długopisami. Dostajemy jedynie paczkę herbaty, najtańszą rozpuszczalną kawę i ręczniki papierowe.

Żeby ocierać pot z czoła?

- Chyba tak. A i przepraszam, dostajemy jeszcze cukier. Dlatego zawsze kupuję dla mojego zespołu jakiś poczęstunek do kawy, herbaty owocowe, słodycze. Pracujemy razem od lat. Mam to szczęście, że ludzie z mojego zespołu nie odchodzą, a relacyjność w zespole bardzo pomaga.

Redakcja poleca

I w niedzielę powtórka z rozrywki.

- Tak, egzaminatorzy zbierają się o godz. 8. Staram się przyjść pół godziny wcześniej, bo muszę sprawdzić, czy dostałam wszystko zgodnie z protokołem, rozdzielić nauczycielom arkusze, przygotować im stanowiska pracy. I pracujemy, aż skończymy. Na szczęście jest to pierwszy weekend sprawdzania, więc jak czegoś nie skończymy, to pakujemy do osobnego pudła, opisujemy i wraca to do nas w następny weekend. Wieczorem schodzę ostatnia z pokładu - muszę wszystko pospinać, popakować. Jak ktoś jest uprzejmy z obsługi szkoły, to pomaga znieść nam kartony. Jak nie to same to dźwigamy, bo jednak w większości przy sprawdzaniu matur pracują kobiety. Super jak jest winda w szkole albo wózek.

Około której pani kończy?

- Jak o godz. 18 uda mi się skończyć, to jest pięknie.

I od poniedziałku do szkoły?

- Tak, w poniedziałek na 7-8 idziemy do szkoły, w której - przypominam - pracujemy z młodzieżą. A młodzież potrzebuje atencji, naszej energii, wręcz domaga się jej. Oczywiście mogę po takim weekendzie puścić film uczniom, ale mówimy o przedmiocie maturalnym, program się sam nie zrealizuje. Ewentualnie dalej jesteśmy na maturze ustnej, czyli też musimy być uważni, skoncentrowani.

I tak do kolejnego weekendu.

- Tak. Na takich dwóch weekendach zazwyczaj się kończyło, ale już wiemy, że w 2026 roku i w kolejnym będzie co najmniej o jedną trzecią arkuszy więcej, bo podejdą do matury skumulowane roczniki po reformie edukacji. Będziemy więc pracować przez trzy weekendy, albo wszystkie zespoły będą sprawdzać podstawę, a później tylko wybrane grupy rozszerzenia, bo jeszcze takie matury przecież sprawdzamy. Teraz część zespołów zajmuje się podstawami, a część rozszerzeniami.

Ile takich prac sprawdza dziennie jedna osoba?

- Na weekend zespół ma około 700 testów i 600-700 wypracowań, bo matura z polskiego składa się z dwóch części: testowej, historyczno-literackiej i z wypracowania. Nie wolno nam tego mieszać, tzn. jeden egzaminator nie może sprawdzać dwóch części napisanych przez tego samego ucznia. Chodzi o to, aby było jak najbardziej obiektywnie.

Redakcja poleca

Żeby np. nie doliczać na siłę punktów w innych częściach, jeśli komuś zabraknie jednego procenta do zdania matury.

- Tak. Jeden egzaminator średnio sprawdza około 30-40 testów w sobotę i 20-30 wypracowań w niedzielę. Niektórzy biorą mniej, bo nie mają jeszcze takiego doświadczenia, ale są tacy, którzy sprawdzają dobrze i sprawnie, bo np. skończyli kursy szybkiego czytania i im mogę dać więcej. Na taki podział zgadza się cały zespół.

Wypłata jest od sprawdzonego arkusza?

- Tak, za część testową egzaminator dostaje 29 zł, za wypracowanie - 42 zł. Ale to nie chodzi o to, żeby sprawdzić szybko i zarobić, tylko żeby to zrobić dobrze. Niektóre egzaminatorki sprawdzą "tylko" 20 arkuszy i są tak zmęczone, że nie widzą na oczy. Sama im mówię: idźcie do domu, bo już nic z tego nie będzie.

A propos. Widziała pani raport NIK-u pokazujący nieprawidłowości i błędy podczas sprawdzania matur?

- Tak i nie ukrywam, że jestem zaskoczona, że egzaminatorzy popełnili aż tyle błędów.

Mimo tego, że wie pani, jak ta praca wygląda, jak jest intensywna?

- Tak, to pokazuje, że coś szwankuje u nich w szkoleniach. Moim zdaniem powinno być jeszcze obligatoryjne, treningowe szkolenie dla egzaminatorów w trakcie roku, nie tylko przed sesją majową. Ale to wiąże się z pieniędzmi. Co prawda wiosną na stronach OKE trzeba zalogować się w panelu egzaminatora, zrobić ćwiczenia i odesłać wynik, ale nie ma konsekwencji, jak się źle rozwiąże test. Z drugiej strony jak ma być dobrze i bezbłędnie, skoro widzi pani, jak wygląda życie polonisty w maju?

To jak według pani można by to życie ułatwić, pomóc?

- A gdyby nie sprawdzać matur w maju, kiedy jesteśmy obłożone pracą, lekcjami, maturami ustnymi, tylko w czerwcu, kiedy jesteśmy już po wystawieniu stopni i uczniów już w większości nie ma w szkole? Albo skorelować sprawdzanie arkuszy z funkcjonowaniem szkoły, np. przez tydzień sprawdzamy matury w czasie lekcji, a młodzież ma wyjazdy, wycieczki, integracje?

Myślałam, że przede wszystkim odniesie się pani do warunków, w jakich sprawdzacie.

- Jeśli o to chodzi, to ciśnie się na usta słowo „żałosne”, wręcz „uwłaczające”. Stąd sama szykuję poczęstunek na szkolenie i czas sprawdzania, bo to też tworzy atmosferę, buduje zespół i poczucie, że ktoś w końcu dba o tych nauczycieli, bo o egzaminatorów raczej się nie dba, tylko się wymaga. Ludzie, którzy tak negatywnie komentują w mediach społecznościowych naszą pracę, być może nie mają świadomości, jak ona wygląda. Tylko z jednej strony jest przedstawiony zazwyczaj problem. Gdy moim uczniom opowiadam o pracy takiego zespołu, otwierają oczy szeroko ze zdumienia. Spotykam się ze zrozumieniem z ich strony.

Ze zrozumieniem? Myślałam, że z przerażeniem. Pierwsze co pomyślałabym: oby moja praca nie była sprawdzana o godz. 18. Chociaż pewnie niektórzy pomyślą wręcz przeciwnie: oby była, to może zmęczony egzaminator nie dopatrzy się błędów.

- Tak, to jest słabe, owszem, dlatego musimy mieć czas na reset mózgu. Ze wszystkich przedmiotów polski najbardziej obciąża głowę, u polonisty najłatwiej o błąd. Jak sprawdza się 30 arkusz w niedzielę o godz. 17 po całym tygodniu intensywnej, umysłowej pracy, to naprawdę można coś przeoczyć, czegoś nie zauważyć. To nie są złe chęci, tylko warunki, w jakich pracuje egzaminator.

W matematyce szybciej się wyłapie niepoprawny wynik.

- Tak, w polskim nie są tak skonkretyzowane odpowiedzi. Chociaż mamy narzędzia pozwalające wyliczyć, ile mogę dać punktów za język, za zawartość merytoryczną, ale to też jest nierzadko uznaniowe. Ocenia się pracę holistycznie.

Słysząc to wszystko, nasuwa mi się jedno pytanie: czemu nauczyciele się na to decydują?

- Szczerze? Uwielbiam spotykać się z nauczycielami z mojego zespołu, bo wymieniamy się doświadczeniami. Z wieloma osobami po tylu latach współpracy już się przyjaźnimy i to jest bardzo ważne. Te elementy powodują, że człowiekowi chce się tam siedzieć mimo wszystko. Poza tymi z innymi przewodniczącymi dyskutujemy, uczymy się nawzajem od siebie. Zyskuję, jako polonistka, niesamowity warsztat. Do tego poczucie, że jednak jestem autorytetem dla kogoś, daje mi satysfakcję. Stąd wbrew temu wszystkiemu uwielbiam pracę egzaminatora, chociaż mam zastrzeżenia do warunków.

Na co dzień uczę w bardzo dobrej szkole, mamy wysokie dodatki motywacyjne, więc nie zarabiamy źle. Ale wielu nauczycieli ma trudną sytuację finansową i dla nich taki maj oznacza możliwość dorobienia sobie. Poza tym wciąż w nas nauczycielach jest idealizm, poczucie etyki zawodowej. I pewnie to ktoś wykorzystuje, a my się na to godzimy. Sama jestem niepoprawną, naiwną idealistką.

Naprawdę mamy chęci, poczucie obowiązku i staramy się nie popełniać błędów, ale czasami być może po prostu organizm zawodzi. Trzeba zadbać o egzaminatorów, o ich organizm, funkcjonowanie, w takich w warunkach nie jesteśmy w stanie długo funkcjonować. Zawsze też to powtarzam moim uczniom: przed wami są ludzie, a nie cyborgi i maszyny.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET