Nauczyciele porzucają swój przedmiot. Nowy trend w szkołach
- Poloniści coraz częściej uciekają na studia podyplomowe i zostają nauczycielami wspomagającymi - opowiadają dyrektorzy szkół. I choć zmartwieni, nie dziwią się tym wyborom. - Polonista siedzi po nocach, sprawdza wypracowania, klasówki, przygotowuje do egzaminów, konkursów. A tak przyjdzie, zrobi swoje i wyjdzie. Tylko za chwilę nie będzie miał kto uczyć polskiego - słyszymy w szkołach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego nauczyciele polskiego wybierają przekwalifikowanie na nauczycieli wspomagających.
- Jakie trudności napotykają poloniści w pracy
- Na czym skończyła się dyskusja o zróżnicowaniu zarobków nauczycieli.
- Głaszczę po głowie, żeby tylko nie uciekali, za chwilę będę przed nimi rozkładała czerwony dywan, jak będą wchodzić do szkoły. Naprawdę to są świetni nauczyciele, elita edukacyjna – mówi o polonistach Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. Obawy o ewentualne ucieczki ma niebezpodstawne. W szkole są trzy wakaty z języka polskiego. Dyrektorka sama wzięła część godzin. Jak udało jej się zatrudnić dwie kolejne polonistki, dwie inne odeszły na urlop dla poratowania zdrowa i znowu zrobiła się luka.
Z taką sytuacją wiele szkół mierzy się nie od dziś i nie tylko jeśli chodzi o język polski. Od niedawna jednak doszedł do tego nowy trend. Ci, którzy uczą polskiego, nie tylko odchodzą na emerytury, urlopy dla poratowania zdrowia, albo w ogóle rzucają szkołę, ale także coraz częściej przekwalifikowują się na nauczycieli współorganizujących kształcenie. - Wszyscy poloniści, których znam, szukają studiów podyplomowych najlepiej dających uprawnienia do bycia nauczycielem wspomagającym. Od zaprzyjaźnionych szkół słyszę to samo. Za chwilę będzie brakowało polonistów – mówi Kuchta.
Nauczyciel polskiego czy wspomagający?
Nauczyciel wspomagający, czy inaczej współorganizujący kształcenie, pracuje z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych m.in. ze spektrum autyzmu. Kiedy np. matematyk lub polonista prowadzi lekcję dla całej klasy, taki nauczyciel zajmuje się danym uczniem lub maksymalnie kilkuosobową grupą uczniów i na bieżąco tłumaczy im polecenia, pomaga zrozumieć przedstawiany przez prowadzącego lekcję materiał, czy wykonać ćwiczenia – w ten sposób lekcja jest dostosowywana do indywidualnych potrzeb dziecka.
Jeśli spojrzymy na oferty pracy dla nauczycieli, to oprócz psychologów, nauczyciel wspomagający jest jednym z najczęściej poszukiwanych m.in. dlatego, że orzeczeń uczniów, w których potrzeba dodatkowego wsparcia jest wskazana, lawinowo przybywa. Wiadomo więc, że pracy w takiej specjalizacji, nawet w niżu demograficznym, nie zabraknie.
- Poza tym nauczyciel współorganizujący nie jest poddawany ciągłej ocenie, usiądzie przy jednym uczniu i wychodzi. Nauczyciel przedmiotu musi się dwoić, troić – mówi Aneta Tołoczko-Hordyj, dyrektorka SP nr 28 w Warszawie i dodaje: – U mnie połowa kadry ma podyplomówki i to często właśnie ze wspomagania.
- To zupełnie inna praca. A taki polonista siedzi po nocach, sprawdza wypracowania, klasówki, przygotowuje do matury, egzaminu ósmoklasisty, konkursów, pisze diagnozy. Wiem, bo sama to robię – przyznaje Kuchta i wspomina: - Kiedyś za sprawdzanie wypracowań, testów był dodatek dla polonistów, ale od lat już tego nie ma.
Praca w szkole, a po szkole też praca
Jak opowiada, w jej podstawówce niektórzy poloniści mają aż sześć klas. Raz na dwa tygodnie w każdej z nich mają do sprawdzenia jakąś pracę pisemną – klasówkę, wypracowanie, kartkówkę. Okazuje się więc, że dwa, trzy razy w tygodniu polonista ląduje z co najmniej 30 pracami do sprawdzenia. - To jest ogrom pracy. Obciążenie tych nauczycieli jest największe – stwierdza Kuchta. Nie lepiej jest w szkołach ponadpodstawowych. - Na sprawdzenie wypracowań tylko jednej klasy poświęcam weekend – mówi Aneta Maciejczyk, nauczycielka polskiego z Warszawy.
Polonistka uczy obecnie pięć klas - trzecią liceum, dwie czwarte w technikum i jedną piątą w technikum. - I największa częstotliwość prac pisemnych jest właśnie w klasach maturalnych i przedmaturalnych. Minimum to jedno wypracowanie na semestr – mówi. Do tego trzeba dodać co najmniej jedną maturę próbną i dodatkowe prace pisemne, które młodzież pisze w szkole. Do domu nie ma sensu zadawać, bo wiadomo, że nie będą one samodzielne.
- Pracy, którą przenosi się ze szkoły do domu, jest więc bardzo dużo, trudno aż zliczyć – mówi Aneta Maciejczyk. Nie dziwi się więc tym, którzy decydują się zmienić przedmiot. Sama zna dwie polonistki, które zrobiły podyplomówki z bibliotekoznawstwa i spod tablicy przeniosły się do biblioteki.
Według Anety Tołoczko-Hordyj samo uczenie i przygotowywanie lekcji nie jest wbrew pozorom głównym problemem. - Dziś dużym obciążeniem są relacje z rodzicami, którzy czasem potrafią dać się we znaki. Jeśli nauczyciel nie potrafi się zdystansować, bierze wszystko do siebie i emocjonalnie przeżywa zachowanie niektórych rodziców, to woli uciec w bezpieczną przestrzeń, gdzie tego kontaktu bezpośredniego z rodzicem jest mniej – zauważa dyrektorka SP nr 28.
Godziny ponadwymiarowe dla polonisty? Graniczą z cudem
Co więcej poloniści nie są w stanie zazwyczaj dorobić i brać godzin ponadwymiarowych. MEN co prawda teraz mocno zmienia zasady wypłaty za dodatkowe lekcje, co wzburzyło środowisko, do tej pory jednak była to możliwość zwiększenia sobie pensji. - Zdarza się, że nauczyciele polskiego czy matematyki mają godziny ponad pensum, ale żaden z nich nie jest w stanie realizować np. 35 godzin ponadwymiarowych tygodniowo, tak jak np. robią to nauczyciele przedmiotów zawodowych – wyjaśnia Paweł Kucharczyk, dyrektor Zespołu Szkół Łączności w Krakowie.
Jak tłumaczy, po pierwsze przedmioty zawodowe są dzielone na grupy. Łatwiej więc pracuje się z połową klasy niż z całą, liczącą nieraz ponad 30 osób. Po drugie dochodzą tutaj wszystkie wcześniej wspomniane obowiązki polonisty, jak chociażby sprawdzanie obszernych prac pisemnych.
- Mamy bardzo dużo zajęć indywidualnych, bo jest dużo dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych i nie ma kto ich prowadzić. Wszyscy poloniści mają 1,5 etatu, ale widzę jak bardzo są przemęczeni – mówi Kuchta. - Graniczy z cudem, żeby wziąć coś ponad normę – potwierdza Aneta Matejczuk, która również w ramach kilku godzin ponad etat prowadzi zajęcia indywidualne.
Większa pensja dla nauczycieli polskiego?
Trzy lata temu, gdy na czele ministerstwa edukacji stał Przemysław Czarnek, co jakiś czas za jego sprawą wracała dyskusja na temat zróżnicowania zarobków nauczycieli w zależności od przedmiotu, czy liczby dzieci w klasie. - Potrzebna jest kompleksowa zmiana statusu zawodowego nauczyciela. Nie może być tak, że nauczyciel w Kielcach w liceum mający w klasie maturalnej 30 uczniów zarabia tyle samo, albo mniej, co nauczyciel, z całym szacunkiem, wychowania fizycznego w wiosce, gdzie w klasie jest pięcioro dzieci – mówił podczas jednej z wizyt w woj. świętokrzyskim Przemysław Czarnek.
Nauczyciele z jednej strony podkreślali, że przygotowanie do egzaminu (język polski to na każdym etapie edukacji przedmiot egzaminacyjny) to ogromna praca i wysiłek, a potem stres, gdy są rozliczani za wyniki, na które nie zawsze mają wpływ, ale z drugiej strony uważali, że określanie zarobkami, który przedmiot jest lepszy, a który gorszy, nie jest właściwe. Zwłaszcza, że nauczyciele innych przedmiotów często, żeby uzbierać etat, muszą krążyć między szkołami i robić dodatkowe uprawnienia.
Na dyskusji się jednak skończyło, żadnych zmian nie wprowadzono. Tymczasem poloniści z każdym rokiem wydają się bardziej potrzebni, patrząc na to, jak kuleją u młodych osób umiejętności poprawnego pisania i mówienia. Uczniowie coraz częściej mają problemy z przełożeniem myśli na język pisany, trudno jest im zbudować dłuższą, spójną i bezbłędną wypowiedź, nie rozumieją podstawowych słów. Regres mówienia i pisania według wielu polonistów jest u uczniów porażający.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET