`

Nauczyciele piszą do Tuska i Nowackiej. „Spełnienie tego życzenia poprawiłoby warunki pracy”

3 min. czytania
14.10.2024 11:53
Obserwuj nas na Google

„Liczymy, że obecny rząd zlikwiduje ten symboliczny relikt zamachu na autonomię nauczycielską, realizując obietnicę zwiększania zaufania do nauczycieli” – napisała grupa „Protest z Wykrzyknikiem”, apelując do rządu o zlikwidowanie tzw. godzin czarnkowych.

Barbara Nowacka
fot. Mateusz Grochocki/East News

Na początku listu nauczyciele skupieni w facebookowej grupie „Protest z Wykrzyknikiem” zaznaczyli, że przekazują list publicznie, w formie internetowej, by uniknąć odsyłania ich do sekretariatów. „Nie mamy na to niestety ani przestrzeni, ani czasu, bo wiadomo, że nauczyciele pracują w godzinach urzędowania, a po południu... też często pracują, żeby utrzymać swoje rodziny” – napisali.

W liście odnieśli się też do słów szefowej MEN Barbary Nowackiej, która podczas gali Nauczyciela Roku przyznała, że nauczyciele pracują w warunkach pełnych wyzwań. „Tak się dla nas szczęśliwie chyba składa, że to Wy - Szanowny Rządzie, Szanowny Panie Premierze i Szanowna Pani Ministro - macie władzę i możecie te nasze warunki pracy poprawiać i zmieniać na lepsze” – zwracają uwagę nauczyciele.

Nauczyciele z apelem do rządu i MEN

Proponują, by zacząć od cofnięcia zmian w Karcie Nauczyciela, które zaproponował poprzedni minister edukacji Przemysław Czarnek. Chodzi konkretnie o likwidację tzw. godzin czarnkowych. „Spełnienie tego życzenia może tylko odrobinę, ale za to realnie poprawiłoby nasze warunki pracy” – zaznaczają.

Przypomnijmy, że od września 2022 roku każdy nauczyciel zatrudniony na cały etat, nawet bibliotekarz, ma spędzać jedną godzinę w tygodniu na konsultacjach z uczniami lub ich rodzicami. Ci, którzy mają niepełny etat, mają być do dyspozycji rodziców i uczniów raz na dwa tygodnie. Tzw. godziny czarnkowe według pomysłodawcy miały służyć lepszemu kontaktowi rodziców czy dzieci ze szkolną kadrą. W praktyce sporo nauczycieli podaje oficjalne terminy konsultacji, ale i tak potem indywidualnie w razie potrzeby spotyka się z uczniami czy ich rodzicami w zupełnie innym czasie. Część ustala sobie godziny czarnkowe w okienkach, np. o godz. 11, kiedy zazwyczaj rodzice są w pracy.

Redakcja poleca

Poza tym, jak opowiadali nauczyciele, w szkołach przepełnionych podwójnymi rocznikami po reformach zwyczajnie brakuje miejsca, żeby każdy miał osobny kąt na spotkanie. Przy wprowadzaniu przepisów zapomniano także o nauczycielach, którzy, żeby uzbierać etat, pracują np. w trzech szkołach i w każdej musieliby mieć dodatkowe godziny. Przepis wprowadzony przez poprzedniego ministra w wielu miejscach jest więc martwy i oznacza jedynie większą papierologię.

Nauczyciele: "Pomysł zupełnie chybiony"

„Jak pokazuje rzeczywistość, pomysł "godzin czarnkowych" jest absolutnie chybiony, a zmuszenie nauczycieli do dyżurowania w sztywno ustalonych godzinach tworzy szkolną fikcję i nie odpowiada na żadną potrzebę - ani uczniów, ani rodziców” - pisze grupa „Protest z Wykrzyknikiem" w liście do rządu i przypomina, że pomysł wprowadzenia takich godzin krytykowany był także przez polityków ówczesnej opozycji. W dodatku, co ważne, jego likwidacja nie narusza budżetu państwa, nie dezorganizuje roku szkolnego, ani pracy szkoły.

Nauczyciele liczą więc, że obecny rząd zlikwiduje „ten symboliczny relikt zamachu na autonomię nauczycielską”, realizując w ten sposób obietnicę zwiększania zaufania do nauczycieli. „Dzień Edukacji Narodowej, potocznie zwany Dniem Nauczyciela, będzie ku temu świetną okazją” – tłumaczą, na koniec przypominając przesłanie tegorocznego Światowego Dnia Nauczyciela, czyli „Słuchajcie nauczycielek i nauczycieli”.

Źródło: Radio ZET/Protest z Wykrzyknikiem

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET