Nauczycielka Jutr@: "W szkole spotykamy człowieka, a nie ogarniamy przedmiot"
- Gdy chodziłam do szkoły, umawialiśmy się po prostu, że jak odrobimy lekcje, to idziemy na boisko, bawimy się w podchody. Teraz młodzi ludzie funkcjonują w przestrzeni wirtualnej, ogarniają to, ale boją się rzeczywistości, która może sprawić im krzywdę, zranić ich. Nowe technologie mają być tylko narzędziem, a nie schronem - tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl Beata Jeżewska, laureatka konkursu Nauczyciel Jutr@.
Aleksandra Pucułek: - Emocje po odebraniu nagrody już trochę opadły?
Beata Jeżewska, Nauczycielka Jutr@*: - Jeszcze nie, ale jest to pozytywny stan. Uświadomiłam sobie wiele ważnych spraw i być może jest to szansa na to, żeby one wybrzmiały.
Jakie to sprawy?
- Cieszę się, że dostrzeżono w moich działaniach coś ważnego i że zostałam nagrodzona jako nauczyciel wspomagający. Jest to bardzo szerokie grono nauczycieli, ale trochę pomijane, bo nasze zajęcia nie są przedmiotami maturalnymi albo zdawanymi na egzaminie ósmoklasisty. Nauczyciel wspomagający jest cieniem, który towarzyszy uczniom o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
Ale z drugiej strony bardzo poszukiwanym cieniem. Gdy przejrzymy kuratoryjne banki ofert pracy, to nauczyciel wspomagający wymieniany jest tam najczęściej.
- Tak, miałam mnóstwo propozycji, próśb, żeby podjąć kolejny etat, ale miałam już półtora, nie dałabym rady. Trzeba to planować z odpowiedzialnością. Dawniej o różnych dysfunkcjach, schorzeniach nie mówiło się głośno, albo po prostu takie dziecko nazywało się leniem. Od kilku lat system i ludzie uwrażliwi się na specjalne potrzeby edukacyjne, wiemy, że to nie jest lenistwo. Musimy więc zapewnić więcej wsparcia i zrozumienia takim uczniom.
Opinie, na podstawie których przyznawany jest nauczyciel wspomagający, wpływają przez cały rok, stąd też nauczyciele wspomagający poszukiwani są non stop.
- Bo rodzice też muszą dojrzeć do tego, żeby przyznać się przed samym sobą, że ich syn czy córka ma pewne deficyty. Często nawet jeśli dziecko ma sprzężone trudności, tzn. jest ich wiele, to do szkoły wpływa diagnoza tylko o jednym z nich, która - według rodzica - nie uderza w niego, jest najmniej wstydliwa. Albo rodzic w ogóle ukrywa, że coś jest nie tak, co jest błędem. Dziecko z orzeczeniem wciąż potrzebuje miłości, troski, a nie tresury albo ukrywania, bo to nie jest wstyd. Wstydem powinno być zaniechanie opieki dla takiej osoby.
Jak według pani powinna wyglądać szkoła jutra?
- Przede wszystkim powinna być oparta na wzajemnym szacunku, empatii i wsłuchiwaniu się w potrzeby naszych podopiecznych. Marzeniem byłaby realizacja pasji i zainteresowań młodych ludzi, bo tam gdzie jest pasja, tam nie ma obowiązku. Jest chęć działania, rozwijania się. Widzę to po nastolatkach, które dołączają do młodzieżowej rady, którą się opiekuję. Robią to, bo chcą, nikt im nie każe, nie wynika to z ich obowiązku szkolnego.
Jak daleko od tego jest dzisiejsza szkoła?
- Konkursy Nauczyciela Roku, Nauczyciela Jutr@ pokazują, że mamy wspaniałych nauczycieli, którzy dobro ucznia stawiają na pierwszym miejscu. Tylko cały czas pracujemy w systemie, który powinien być mocno przeorganizowany, przemyślany, ale nie z doskoku, w pośpiechu. Chodzi o to, by tabelki, statystyki nie były naszym priorytetem.
Coraz częściej mam wrażenie, że systemu nie da się zmienić odgórnie. Zmianę można wprowadzić w oddolnych działaniach. Na edukacyjnej mapie pojawiają się szkoły-wyspy, które działają inaczej.
- Jestem optymistką i wierzę, że ci kreatywni, wspaniali nauczyciele, pasjonaci nauczania będą twórcami szkoły jutra, że nie będą tylko wysepkami, a staną się normą. Wtedy taki młody człowiek w zupełnie inny sposób podejdzie do nauki, zyska inną motywację. Moim ogromnym marzeniem jest to, by dzieci, młodzież odzyskała beztroski czas na zabawę, dojrzewanie, dorastanie, nie zamartwiając się tym, że np. w danym tygodniu są dwa czy trzy sprawdziany z zupełnie różnych przedmiotów, które nie zawsze im leżą. Wtedy rodzi się w nich lęk, frustracja, czy podołam, czy spełnię oczekiwania rodziców nauczycieli, otoczenia.
„Staram się słuchać, pozostałe cuda dzieją się same”. Tak powiedziała pani, odbierając nagrodę. To co pani słyszy od młodzieży?
- W ubiegłym tygodniu była pierwsza sesja Młodzieżowej Rady Bielany. Przyszło wiele nowych twarzy. Na początku młodzież była nieco onieśmielona, a potem nagle posypały się propozycje zorganizowania meczów, pomysły na spotkania. Mówią więc o swoich planach, wizjach, a mówią o tym, bo wiedzą, że zostaną wysłuchani i że ich pomysły mają szansę na realizację. Oczywiście mówią też o rzeczach trudnych. Staramy się wtedy spotkać, porozmawiać, znaleźć rozwiązanie.
Co to za tematy?
- Szkoła jest bardzo dynamicznym środowiskiem, bywa też środowiskiem bezwzględnym. Istnieje hejt, wykluczanie, których doświadczają uczniowie. Gdy coś takiego się dzieje, to do mnie przychodzą i mogę reagować. Bardzo się z tego cieszę. Wiedzą, że bez względu na to, czy jest sobota, niedziela, czy noc, jeżeli otrzymam informację, że dzieje się coś złego, to na pewno nie zostaną zostawieni bez odpowiedzi.
Spora grupa nauczycieli mówi teraz zupełnie na odwrót: mamy prawo do odpoczynku, nie jesteśmy dostępni 24 godz. na dobę. To nie misja, tylko praca. Nie jest pani zmęczona?
- Wiele osób mówiło mi: "zaopiekuj się sobą, musisz odpocząć". Wiem o tym, ale jeśli ktoś się przewróci i krwawi mu kolano, to nie mogę sprawdzać, jakie są sposoby na to, żebym się nie zmęczyła, jednocześnie udzielając mu pomocy. Tej pomocy potrzebuje tu i teraz. Oczywiście bywam zmęczona, natomiast siła, jaką otrzymuję od młodzieży, dzieci, ich rodziców, daje mi motywację i przekonanie, że to co robię, jest właściwe.
Z moimi klasami pracowałam np. w oparciu o metodę porozumienia bez przemocy. Czyli gdy cokolwiek się dzieje, to nie idziemy i mówimy: „proszę pani, bo Zbyszek tak powiedział”, tylko próbujemy mówić o swoich odczuciach, potrzebach. Np. mówisz do mnie tak i tak, czuję się z tym źle, możesz mi wyjaśnić, o co chodzi, czy mogę jakoś to naprawić. Cudownie było patrzeć na to, jak czwarto-, piątoklasiści przyjmują tę metodę i są świadomi zarówno swoich słów, jak i czynów. Wiedzą, że muszą być za nie odpowiedzialni. W przyszłości mam nadzieję, że będą o wiele bardziej odporni np. na wykluczenie.
Pierwsza Nauczycielka Jutr@ Joanna Mikusek-Przystajko została nagrodzona w zasadzie za działania w tych samych obszarach, czyli zdrowia psychicznego i aktywności cyfrowej.
- Bo to są fundamenty. Za moich czasów umawialiśmy się po prostu, że jak odrobimy lekcje, to idziemy na boisko, bawimy się w podchody. Teraz telefon jest naszym małym oknem na świat. Młodzi ludzie funkcjonują w przestrzeni wirtualnej, ogarniają to, ale boją się rzeczywistości, która może sprawić im krzywdę, zranić ich. Dlatego tak ważne jest, by od najmłodszych lat uczyć dzieci, że nowe technologie mogą nam wiele dać, ale tylko wtedy, jeśli to my w sposób odpowiedzialny będziemy dyktować warunki. Mają być one tylko narzędziem, a nie schronem, czy odcięciem się od realnego życia. Ta relacja jest po coś, a nie w zamian.
Natomiast jeżeli chodzi o zdrowie psychiczne, my dorośli również mamy różne dni, różne stany. Podobnie nasi podopieczni, którzy pochodzą z różnych rodzin, mają różny stopień poczucia bezpieczeństwa wyniesiony z domu. Jeżeli poobserwujemy ich, podamy im rękę, wsłuchamy się w ich potrzeby i damy poczucie, że jesteśmy dla nich, to będzie jak w dusznym pomieszczeniu otworzenie, uchylenie okna i wpuszczenie świeżego powietrza.
Pytam o to, bo niedawno po publikacji rozmowy z nowym dyrektorem CKE posypał się stos obraźliwych komentarzy pod jego adresem pisanych głównie przez nauczycieli. Zastanawiam się więc, czy świadomość tych tematów - zdrowia psychicznego i cyberbezpieczeństwa – zmieniła się przez ostatnie lata? Biorąc pod uwagę jeszcze to, że trzy lata temu w konkursie Nauczyciela Jutr@ podkreślano to samo.
- Wierzę, że tak. Wierzę, że to w końcu zapuka do każdego okna Może ktoś uchyli to okno i tego doświadczy. Wierzę w odpowiedzialność dorosłych. Cyberprzestrzeń jest miejscem, gdzie może wyjść z nas dobro, możemy być wzorem do dobrego działania. Niestety, jest to również miejsce, gdzie nawet dorośli zrzucają owczą skórę, wyrzucają żółć i frustrację, która w nich jest, być może nawet nie dopuszczając do siebie myśli, jakie ma to konsekwencje dla innych. Boli mnie to, bo młodzi biorą z nas przykład.
Dlatego jeżeli już ta frustracja dochodzi do głosu, to warto pamiętać, że istnieje również słowo „przepraszam”. Dzisiaj istnieje trend bycia doskonałym, a najważniejsza w relacji z dzieciakami, z młodzieżą jest autentyczność. Trzeba się przyznać, że jestem słabym człowiekiem, popełniam błędy. Jeżeli jestem osobą dorosłą, to staram się być osobą odpowiedzialną, również za tę swoją niedoskonałość.
Jedna rzecz, którą zmieniłaby pani w szkole?
- Współczesną szkołę można wzbogacić, stawiając na bardziej holistyczne podejście do nauki. Warto byłoby stworzyć przestrzeń do współpracy i łączenia różnych dziedzin wiedzy. Przecież w życiu codziennym problemy i wyzwania rzadko są ograniczone do jednej dyscypliny – wymagają od nas umiejętności korzystania z wielu perspektyw jednocześnie. Integracja tematów, zamiast ich izolacji, mogłaby rozwijać w uczniach zdolność myślenia krytycznego, twórczego i interdyscyplinarnego, co lepiej przygotuje ich na wyzwania przyszłości.
Druga rzecz to sposób oceniania. Chciałabym, żebyśmy się skupili na pozytywach ucznia. Jeżeli Kajtek dostał czwórkę plus, to nie mówmy, że mógł się bardziej postarać, tylko że jest to świetna ocena, brawo.
A co by pani zostawiła z dzisiejszej szkoły?
- Tych nauczycieli, których spotkałam na gali. Wiem jako matka, nauczycielka, że jeżeli są relacje, wsłuchiwanie się w drugiego człowieka, to jest sukces, bo wtedy spotykamy człowieka, a nie ogarniamy przedmiot, bo żadne dziecko nie jest przedmiotem.
Beata Jeżewska* - nauczycielka wspomagająca, dyrektorka Bielańskiego Centrum Edukacji Kulturalnej w Warszawie. Nauczycielka ogromną wagę przywiązuje do zdrowia psychicznego młodych ludzi. Wspiera nastolatki w temacie dojrzewania, czego przykładem jest jej projekt „Ciałopozytywne dojrzewanie”. Wiele uwagi poświęca też rozmowom z uczniami na temat ich aktywności cyfrowej oraz wyzwań, z jakimi spotykają się w sieci. Jeżewska organizuje dyskusje dotyczące bezpieczeństwa w sieci, hejtu czy wpływu mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne. Jest inicjatorką Młodzieżowego Budżetu Obywatelskiego, w którym uczennice i uczniowie mają realny wpływ na podejmowanie decyzji dotyczących inwestycji i projektów skierowanych do młodych osób.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET