`

Miały być same hity, a w praktyce? Wszystkie niewypały ministra Czarnka w edukacji w 2022 roku

7 min. czytania
29.12.2022 07:41
Obserwuj nas na Google

Miały być same hity i sukcesy. W praktyce w ostatnim roku szkolnym w edukacji w zasadzie nic się nie zmieniło. Pomysły ministra Przemysława Czarnka wprowadzane najczęściej z wielką pompą nauczyciele określają martwymi. I akurat w tym wypadku to sukces.

Przemysław Czarnek
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

- Porażki nie mam żadnej - tak krótko i zwięźle podsumował swoją pracę minister edukacji Przemysław Czarnek w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” kilka tygodni temu. Wymienienie licznych sukcesów, jak stwierdził, zajęłoby mu o wiele więcej czasu.

Szkoły ani czasu, ani tym bardziej chęci na wprowadzanie flagowych pomysłów szefa Ministerstwa Edukacji i Nauki ewidentnie nie mają i raczej uczą się zgrabnie je omijać. Jak w praktyce wyglądają zmiany w edukacji zarządzone przez ministra w ostatnim roku?

Miał być hit, wyszedł kit

Hitem roku szkolnego 2022/2023 z pewnością jest HiT, czyli historia i teraźniejszość. To nowy przedmiot w liceach i technikach, który zastąpił rozszerzoną wiedzę o społeczeństwie. - Wbrew pozorom to nie jest zły pomysł, bo przedmiot przedstawia najnowszą historię Polski. Ta wiedza jest najbardziej interesująca i najważniejsza dla młodych ludzi – zaznacza Marcin, nauczyciel historii, WOS-u, HiT-u i edukacji dla bezpieczeństwa z Poznania.

W praktyce jest już gorzej. - W tej chwili? To jest niewypał - stwierdza. - Nikt nie wie, jak go realizować, bo to co jest w podstawie programowej, nie za bardzo się sprawdza – tłumaczy historyk. Zakres czasowy przedmiotu obejmuje ok. 70 lat, od 1945 roku do czasów współczesnych. Z siedmiu punktów podstawy w zasadzie tylko jeden w pełni dotyczy zagadnień po 2000 roku. Wcześniejsze to miks powojennej historii Polski, spraw Chin, niekiedy USA, z zaznaczeniem ważnej roli Kościoła.

Skoro nie za bardzo wiadomo, czego uczyć, MEiN wyraźnie podpowiadało, z czego uczyć. Podręcznik prof. Wojciecha Roszkowskiego wydawnictwa Biały Kruk (specjalizującego się w publikacjach religijnych) jako jedyny błyskawicznie przeszedł wszystkie procedury dopuszczenia do użytku w szkołach. Gdy eksperci wystawiali mu ocenę negatywną, szybko wskazywano nowego eksperta, któremu nie przeszkadzały stwierdzenia o „ofensywie ideologii gender”, czy opisy kontaktów pedofilskich jednego z niemieckich polityków.

Redakcja poleca

Resort ministra Czarnka podręcznik z uporem zachwalał i – według posłanek opozycji – nielegalnie promował. Dwa pozostałe podręczniki do HiT-u przygotowane przez WSiP i SOP Oświatowiec Toruń, dopuszczone do użytku już po rozpoczęciu roku szkolnego, na takie wsparcie nie mogły liczyć. I mimo wszystko wyszło im to na dobre.

Kwiecisty język prof. Roszkowskiego, opiniotwórczy styl, a przede wszystkim faworyzowanie jego książki ewidentnie nie przypadło szkołom do gustu. Według mapy stworzonej przez inicjatywę Wolna Szkoła niewiele ponad 50 placówek z 2,3 tys. zdecydowało się korzystać z kontrowersyjnego podręcznika.

- Uczę z własnych materiałów – potwierdza Marcin. - Wszystkie podręczniki są przeciążone. Mają po 400, 500 stron. A to przecież nie jedyny przedmiot uczniów. Z samego polskiego licealiści mają do przeczytania ponad 40 lektur – przypomina i przyznaje, że nie zna żadnego nauczyciela, który wybrał książkę zachwalaną przez ministra Czarnka. - Podręcznik prof. Roszkowskiego zrobił dużą krzywdę temu przedmiotowi. I rodzice, i uczniowie są źle do HiT-u nastawieni. Przedmiot jest traktowany po macoszemu, z przymrużeniem oka – opowiada.

Ani edukacji zdrowotnej, ani strzelania

Kolejnym pomysłem ministra Czarnka były zmiany w edukacji dla bezpieczeństwa. W skrócie: w program tego przedmiotu zamiast edukacji zdrowotnej wpisano edukację obronną. W praktyce? W wielu liceach i technikach nie ma ani tego, ani tego.

Młodzież w ramach EDB powinna mieć szkolenie strzeleckie tak, by nauczyć się strzelać z broni: „kulowej, pneumatycznej, repliki broni strzeleckiej (ASG), strzelnic wirtualnych albo laserowych”. Pod warunkiem, że na terenie powiatu jest dostęp do strzelnic. Jeśli nie ma, szkoły mają dwa lata na ich znalezienie.

- Martwy przepis – komentuje Marcin, który uczy też EDB. I opowiada: - Moja klasa spędza 43 godziny tygodniowo w szkole. To więcej niż etat dorosłego człowieka. Lekcje zaczynają o 8, kończą o 16. W czwartki mają od 7 do 17.40. Gdzie tu mowa o jakimkolwiek wyjściu?

Redakcja poleca

Druga kwestia to nauczyciele, a raczej ich brak. Aby ponad 30-osobowa klasa poszła na strzelnicę, potrzeba drugiego opiekuna. - I plan się zawala, bo niemal każdy uczy więcej niż jednego przedmiotu. Żadna szkoła się na to nie zgodzi, to jest nie do zrealizowania – stwierdza Marcin. Chociaż, jak sprawdzał, na terenie Poznania jest kilka strzelnic. Ale i one w EDB nie chcą za bardzo brać udziału. - Konkretnie nie chcą brać odpowiedzialności za pobyt nieletnich – słyszał w niektórych miejscach Marcin.

Zresztą zaraz potem padało pytanie, kto miałby za to zapłacić? Przepisy o tym milczą. - Rozmawiałem z drugim naszym nauczycielem EDB, który pracuje w kilku szkołach. W żadnej nie jest realizowana nauka strzelania - dodaje Marcin.

Psycholog w każdej szkole. Tylko chętnych brak

MEiN od września 2022 ustaliło minimalny wymiar zatrudniania specjalistów w zależności od liczby uczniów. Ten przepis akurat nauczyciele, uczniowie i rządzący zgodnie popierają, bo do tej pory w tym zakresie wszystko zależało od woli dyrektora i samorządu. Na co nie zawsze można było liczyć. Teraz przewidziano 1,5 etatu dla specjalistów – psychologa, pedagoga – na 100 uczniów (na każde kolejne 100 wymiar etatu powiększa się o 0,2). Np. w liceum, w którym jest 300 uczniów, będzie 1,9 etatu dla specjalisty. Mało, ale dobre i to.

Ustawa jest, chętni do skorzystania z pomocy też. Tylko specjalistów zgłaszających się do pracy w szkole brak. Na kuratoryjnych stronach - chociaż rok szkolny trwa w najlepsze - aż mieni się w oczach od ogłoszeń dla psychologów i pedagogów. - Nie za takie pieniądze - najczęściej słyszą dyrektorzy.

- Niedawno zatrudniliśmy młodą psycholożkę. Nie wytrwała i zmieniła pracę. Za jedną poradę dostaje teraz tyle, co za dwa dni pracy w szkole – opowiada Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. Najczęściej – według wyliczeń ustawowych - dla psychologów, pedagogów przewidziano pojedyncze godziny, nie cały etat. To też zniechęca.

- Udało mi się, bo inaczej nie można tego nazwać, znaleźć pedagoga specjalnego. Ale pani będzie łączyła pracę w dwóch szkołach, żeby mieć etat – opowiadała w rozmowie z RadioZET.pl Anita Jaskólska, dyrektorka przedszkola nr 5 w Pile. Psychologa dwa miesiące od rozpoczęcia roku szkolnego brak. Chętnych zero.

Godziny czarnkowe o różnych godzinach

Od września każdy nauczyciel zatrudniony na cały etat, nawet bibliotekarz, spędza jedną godzinę w tygodniu na konsultacjach z uczniami lub ich rodzicami. Ci, którzy mają niepełny etat, są do dyspozycji rodziców i uczniów raz na dwa tygodnie. Tzw. "godziny czarnkowe" według pomysłodawcy, czyli ministra Czarnka, mają służyć lepszemu kontaktowi z nauczycielem. Tyle teorii.

- W praktyce? Nic się nie zmieniło – mówi Marzena, nauczycielka w klasach 1-3 w podstawówce pod Olsztynem. - We wrześniu dyrektor kazał nam podać terminy, kiedy będziemy dostępni, żeby mieć podkładkę. Każdy podał, ale ja nawet nie pamiętam, kiedy je sobie ustaliłam. Nikt tego nie przestrzega – opowiada.

Nikt, to znaczy dyrektor, bo nie kontroluje, czy nauczyciel rzeczywiście wtedy jest dostępny. Uczniowie, bo wolą spotkać się z wychowawcą na przerwie lub zająć początek lekcji. Rodzice, bo i tak kontaktują się z nauczycielami, kiedy mają taką potrzebę. I nauczyciele, bo odpowiadają na pytania rodziców, kiedy ci o coś pytają, a nie w wyznaczonej godzinie. - Jedna mama przychodzi ze mną porozmawiać, jak odbiera dzieci ze świetlicy. Inni jeśli mają jakąś sprawę, piszą, dzwonią – wyjaśnia Marzena.

I wcale nie uważa, że odgórnym przepisem trzeba było poprawić dostępność nauczycieli dla rodziców, bo ta jest wręcz za duża. - Ostatnio np. jedna mama napisała mi SMS-a o 6 rano, że jej syn nie przyjdzie do szkoły, bo wymiotuje. Chyba lekka przesada – wspomina Marzena.

Wiele osób "godziny czarnkowe" ustaliło sobie w okienkach, np. o godz. 11. Wtedy zazwyczaj rodzice są w pracy, ale po pierwsze w szkołach przepełnionych podwójnymi rocznikami po reformach brakuje miejsca, żeby każdy miał osobny kąt na spotkanie z nauczycielami. Po drugie ci pracując np. w trzech szkołach, mogą tylko tak ułożyć plan.

To zresztą kolejny powód tego, że i ten pomysł ministra jest martwy. - Nauczyciele EDB, żeby uzbierać etat, jeżdżą po kilku szkołach. W każdej co dwa tygodnie muszą mieć "godzinę czarnkową". Robi im się z tego kolejne pięć, sześć godzin dodatkowych – podaje przykład Michał Różański, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi. 

Lex Czarnek po raz pierwszy i po raz drugi

To chyba największy niewypał ministra. Dwa razy próbował, dwa razy prezydent Andrzej Duda powiedział weto. Drugie padło w połowie grudnia. - Obserwowaliśmy pracę nad tym projektem. Nie udało się osiągnąć czegoś, co nazywam społecznym kompromisem, społeczną akceptacją. Ta ustawa nie zapewnia tego, na czym mnie bardzo zależy, nie zapewnia spokoju. Nie potrzebujemy w Polsce dodatkowych napięć - tłumaczył prezydent Duda, dodając, że listy z protestami przeciwko tej ustawie złożyły u niego organizacje od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy.

Lex Czarnek, bo o tym mowa, to flagowy pomysł ministra edukacji oddający szkoły pod ścisły nadzór kuratorów oświaty. To do nich według nowelizacji prawa oświatowego miałaby należeć ostateczna decyzja, kto mógłby prowadzić zajęcia dodatkowe w szkołach. To oni także łatwiej mogliby odwołać dyrektora podstawówki czy liceum. Przepisy ograniczałyby także możliwości skorzystania z coraz popularniejszej edukacji domowej.

- Odetchnęliśmy, bo już szukaliśmy rozwiązań, jak to obejść – nie ukrywa Aleksandra Dulas, nauczycielka WOS-u i edukatorka seksualna. To dobra wróżba na 2023 dla edukacji. Po pierwsze pokazuje, że uczniowie, nauczyciele, rodzice wspólnie wszystkie ministerialne szkodliwe pomysły-kłody są w stanie ominąć.

Po drugie tym razem zamiast zastanawiania się, jak je obejść, mogą skupić się na czymś ważniejszym. - Zacząłem studiować psychologię. W pracy z dzieciakami to jest teraz najbardziej potrzebne. Uczniowie zupełnie nie mają czasu dla siebie. Są przemęczeni, przeciążeni obowiązkami. Z tego często biorą się problemy psychiczne, na tym musimy się skoncentrować - stwierdza Marcin.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET